"Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie"

portret użytkownika sgosia
modlitwa_dziecka. fot.sxc.hu.jpg
Idee

Dużo się mówi i pisze o kryzysie wiary, o pustoszejących kościołach. W mojej parafii wydarzyło się coś zupełnie odwrotnego, co dodatkowo obala teorię, że nie powinno się chrzcić małych dzieci i dać im samym wybrać, gdy będą dorosłe.

U nas wybrały…… przedszkolaki!

Od września do naszej parafii został przysłany nowy ksiądz, który dostał pod opiekę dzieci w przedszkolu. Miał uczyć tylko w najstarszej grupie, oczywiście tylko te dzieci, których rodzice wyrazili na to zgodę.

Okazało się, że katechezy były tak ciekawe, pełne zabawy, śpiewu, śmiechu i gry na gitarze, że po miesiącu DZIECI z wszystkich grup wymogły na rodzicach, by zapisali je na religię.

To był początek, bo zachwycone dzieciaki „przyciągnęły” również rodziców i starsze rodzeństwo na Msze święte odprawiane dla nich w południe.

Właśnie na taką Mszę św. trafiłam w pierwszą niedzielą Adwentu. Normalnie raczej wolę przychodzić, gdy głoszone jest kazanie dla dorosłych, zwłaszcza, ze mamy dobrych kaznodziei, ale tym razem tak wyszło, że tylko „dziecinna” godzina mi pasowała. Już wchodząc ze zdziwieniem zobaczyłam, że kościół jest szczelnie wypełniony dziećmi w różnym wieku i ich rodzicami. Zapytałam zakrystiana co się stało? Okazało się, że z tygodnia na tydzień i dzieci i rodziców przychodzi coraz więcej. To maluchy zachęciły do udziału w niedzielnym spotkaniu z Jezusem nie tylko mamusie i tatusiów. Początkowo tylko dzieci były pełne entuzjazmu, ale powoli i rodzice zaczęli zjawiać się w świątyni z przyjemnością.

Msza święta była rzeczywiście ciekawa. Dzieciaki w różnym wieku po czytaniach mszalnych zebrały się tłumnie pod ołtarzem i tam ksiądz zamiast kazania prowadził z nimi dialog, który był zarówno ciekawy, jak i zabawny. Dzieci spontaniczne reagowały na pytania. Słychać było, że wiele z nich ma sporą wiedzę religijną, czyli znając formułę ich Mszy św. chyba się do niej przygotowywały i co najważniejsze na pewno słuchały czytań. Potem następowała modlitwa spontaniczna, gdzie dzieci wypowiadały swoje intencje i tu też było słychać, ze wiedziały o co chcą prosić.

Z uwagi na to, ze rodzicom i dzieciom trudno jest przyjść na roraty rano, przeniesiono je na wieczór, a dzieci w formie serduszek przynoszą na nie dobre uczynki dla Jezuska. Podczas tych codziennych Mszy św. kościół też jest wypełniony. Zaczynają się one procesja dzieci z lampionami, w mrocznej świątyni, co powoduje niesamowity nastój.

Koszyk koło wieńca adwentowego przy ołtarzu wypełnia się serduszkami, a mnie serce rośnie, gdy widzę jak spełnia się pragnienie Jezusa – „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże.” (Mar 10, 14)

10
Średnio: 10 (10 votes)

to super

że jest taki ksiądz,który ma taką siłę rażenia,w mojej szkole księża odstraszają dzieciaki od katechezy,są nudni,mają platformerskie poglądy,a szkolne koło Caritas ich w ogóle nie obchodzi

portret użytkownika sgosia

Hekabe

To smutne, gdy brak dobrego pasterza, zwłaszcza sód młodych owieczek.

sgosia

 a gdzie to było? jeśli w warszawie lub innym wielkim mieście to bez znaczenia zawsze się znajdzie cząstka , w małym środowisku działa presja , presja może się kojażyć źle ale ja bym ją wybrał dobry kościół TKKF-y to to dla młodzieży , ale oni brykają samopas po osiedlach , elity siedzą w terenach chronionych patologi się doszukują i 

portret użytkownika sgosia

IKropka

Jeśli pozwoli się dzieciom postawić Boga na pierwszym miejscu w ich życiach, mniej będzie patologii. Masz rację, ze czas młodzieży powinno sie madrze zagospodarować i to się tez robi w wielu parafiach. Są drużyny piłkarskie, Oazy, świetlice.

portret użytkownika krzysztofjaw

@sgosia

Witam

Dziwne i wspaniałe zarazem...

Tegoroczny rozpoczęty Adwentem rok kościelny ma stworzyć "Dom z Naszego Kościoła". Dom... gdzie poznamy siłę naszej wspólnoty, siłę łączącą nas dla dobra i wokół dobra, dom pełen radości i wolności duchowej opartej na wartościach, które winny być nasza obroną przed chaosem , smutkiem, żalem, zagubieniem, poniżeniem...

Benedykt XVI jako niemal "uczeń i nauczyciel" Jana Pawła II wie od nas więcej i dlatego jest tak atakowany... ale wie też, co robi... Ogłoszenie błogosławionym JPII 1 maja, pokazanie światu Męczeństwa Księdza Jerzego... i troska o oddolna odbudowę Kościoła... to działania mające również wyznaczyć kapłanom pewien sposób zbliżania się z wiarą i J. Chrystusem do nas, czyli właśnie kwintesencji Kościoła.

U mnie w parafii Roraty dla dla dzieci odbywają się niemal w ten sam sposób, co pokazuje, że wielu księży uczy się od innych... To wspaniałe...

Niedaleko wczoraj o 18 u mnie Kościół pełny był dzieciaków z lampionami i dzieciaków pełnych energii, rozspiewanych... Rodzice też nagle stali się jacys inni, choc widać było, ze niektórzy do koscioła dotarli zapewne po długim czasie...

U nas jeszcze jest Aniołek Stróż Jana Pawła II (chłopak przebrany za Aniołka ze skrzydłami), który czyta jakie to problemy duchowe i życiowe miał Karol Wojtyła (Lolek) od dzieciństwa.... Po prostu rewelacyjny sposób przybliżenia życia naszego największego Polaka. Są też serduszka z dobrymi uczynkami i rozlosowywane jest rotacyjnie sześć figurek Niepokalanaj miażdzącej stopami węża, które to figurki dzieciaki biorą do domu na jeden dzień i mają za zadanie "zorganizować" domową, wspólną i wieczorną modlitwę rodzinną... dzieci, rodzice, dziadkowie razem przy modlitiwe... Niesamowite, zważywszy jak mocno dezintegruje sie teraz wspólnote rodziny...

Naprawde... byłem zaskoczony... Tylu dzieciaków z rodzicami nie widywałem nawet na niedzielnych mszach dla dzieci a wczoraj był zwykły, czwartkowy dzień...

Ważne, żeby odbudowywać nasz naród a nasi ci własnie najmłodsi kiedyś - mam nadzieję - będą dla Polski wielką radością...

Te proste uczynki z serduszek: "pomogłam ugotować obiad", "zajęłam się młodszym bratem", "zrobiłam babci zakupy", "ustąpiłam miejsca Pani w autobusie", "pomogłam koleżance w szkole", "nie kłóciłem się z bratem"... serce rosło... Takie małe, malutkie dobra, które tworzą wielką radość... wilekie dobro... Wzruszające...

Jak my dorosli nieraz potrzebujemy tej prostoty i naturalności dzieci, tej naiwności, ale jakze potrzebnej do zrozumienia, iz człowiek to brzmi dumnie i warto być człowiekiem...

Pozdrawiam
krzysztofjaw
http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com)

portret użytkownika sgosia

Krzysztofie

Zapomniałam napisać, ze i u nas losowana jest figurka Jezuska i też dawana dzieciom na jeden dzień do domu. Dodatkowo dzieci dostały takie tablice, na których z codziennie dostawanych kawałków składają roratni obrazek.
Bogu dzięki, a może wstawiennictwu naszych błogosławionych, ze dzieciaki zaczynaja znowu zapełniać Kościoły.
Pozdrawiam serdecznie
s.g.

SGosia

Witam,
ten wpis daje nadzieję na to, że są jeszcze tacy ludzie jak Wasz ksiądz. Mogą i chcą pracować z dziećmi. Przede wszystkim potrafią. Ja sam miałem już na poziomie przedszkola "religię" z siostrami zakonnymi i nie narzekam. Miałem zresztą i później szczęście do księży, którzy nas nauczali. Nie ograniczali się tylko do nudnych zajęć. Organizowali dla nas i z nami wiele innych, atrakcyjnych spotkań. Bo przecież bawiąc uczysz.

Pozdrawiam Serdecznie.

jwp

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika sgosia

JWP

Właśnie po to, by pokazać, ze są tacy ksieza napisałam ten tekst. :)
Również pozdrawiam :)

ooone: Zaprawdę powiadam

ooone:

Zaprawdę powiadam wam, nie ufajcie księdzu z gitarą!

portret użytkownika sgosia

Ooone

A komu ufać? Nergalowi?