O Jasiu, co nie zdał do następnej klasy...

portret użytkownika maciej1965
Jak reformuje się polską oświatę...
Kraj

Mamy 1 czerwca, Dzień Dziecka. Ale też początek ostatniego miesiąca roku szkolnego. Zapewne, jak co roku, spora gromadka uczniów zastanawia się, czy zdadzą do następnej klasy. Niektórzy z nich powinni czuć się szczególnie zagrożeni. To uczniowie obecnych II klas szkół średnich. To dla nich "oblanie" jakiegoś przedmiotu może nieść znacznie poważniejsze konsekwencje, niż utrata jednego roku z życiorysu...

Akurat pracuję w szkole średniej. Właśnie doszła do nas "genialna" ministerialna reforma programowa. Chciałbym tu zwrócić uwagę na problem, o którym na razie nikt nie mówi, ale niedługo sporo zainteresowanych może się zorientować jak poważny mają kłopot. Po zmianie podstawy programowej uczniowie uczą się według całkowicie zmienionych programów nauczania. Co ciekawsze, w każdej szkole może to być inny program autorski, w ramach którego poszczególne partie materiału, ba, nawet przedmioty, mogą być realizowane w innych latach szkolnych. W technikach doszły egzaminy na tzw. kwalifikacje zawodowe, które są zdawane w trakcie nauki, a nie tak jak kiedyś na zakończenie szkoły. Całkowicie nowy świat - ja stwierdzę raczej "Matrix". Tyle, że nie przewidziano, że uczniowie obecnych klas II-gich szkoły średniej, ostatni którzy idą starą podstawą programową, mogą sobie nie poradzić i w tym lub przyszłym roku szkolnym zostać na "drugi rok" w tej samej klasie.

Ale, czy na pewno w "tej samej"?

Na drugi rok rzadko zostają najlepsi uczniowie. Częściej słabi. A teraz proszę sobie wyobrazić, że np. "Jasio" oblał matematykę i musi powtarzać klasę II. I co się okazuje? Ano, jego nowi koledzy mieli inny kurs historii, Polskiego, matematyki, języków obcych, przedmiotów zawodowych. Nie znaczy, że nauczyli się więcej. Możliwe, że wręcz przeciwnie. Ale zmieniła się nazwa przedmiotu, zakres godzin itp. To znaczy, że Jasio musi zdać różnice programowe. W praktyce, musi zdać WSZYSTKIE przedmioty, jakie jego koledzy przerobili w klasie I!

Ale czy zapomnieliśmy, dlaczego on się tu znalazł?

Bo był dobrym uczniem?

W nagrodę?

Nie! On jest kiepskim uczniem!

A teraz ma zdawać cały poprzedni rok (w tym nowe przedmioty, których nie miał w swojej I klasie) i jednocześnie uczyć się nowych rzeczy. Jak myślicie, poradzi sobie? Jeśli będzie gruboskórny - rzuci szkołę (jest już pełnoletni) i zasili najgorszy sort bezrobotnych - niewykształconych bez zawodu i perspektyw. Może wyjedzie na zmywak. A może kupi bejsbola? Jeśli wrażliwy, to może przeczytamy o nim w kronice samobójstw? A może tylko przybędzie pacjenta jakiemuś psychiatrze? A to i tak optymistyczny scenariusz. bo przecież może matematyczka przeciągnie Jasia do III klasy i dopiero tam go zostawi? Omówione problemy przemnóżmy przez dwa...

 

PS.

Jako nauczyciel takich "Jasiów" nie lubię. Sprawiają kłopoty, chodzą na wagary, przeszkadzają na lekcji. Ale oni są. Mają podobnie jak ich lepsi koledzy prawo do edukacji. Czasem ich problemy są chwilowe, wynikają z trudnej sytuacji rodzinnej, ale nie są beznadziejne. Wielu po powtórzeniu roku staje się dobrymi uczniami. Im odbiera się szansę.

Po poprzedniej reformie (wprowadzenie gimnazjów) funkcjonowały szkoły, które zbierały takich rozbitków i kształciły według starej podstawy programowej. Ale wtedy reforma ciągnęła za sobą "dziurę" w postaci brakującej klasy. Obecnie kolejny rocznik idzie według stałej numeracji, więc nikt nie zauważa problemu. Na razie nie zauważa...

 

I jeszcze uzupełnienie. Piszę to 17 czerwca, po wystawieniu tzw. "ocen proponowanych". Niestety, opisana powyżej sytuacja stała się faktem. Kilku "Jasiów" już chce uciekać z mojej szkoły. Dodatkowo pojawiły się wśród moich kolegów po kredzie dodatkowe wątpliwości natury prawnej. Np. co się stanie, gdy uczeń powtarzający klasę II zda wszystkie przedmioty, ale nie zaliczy różnic programowych z klasy I? Przecież zostawić go w klasie II się nie da, a wrócić do (niezaliczonej) klasy I (w której otrzymał przecież promocję według starej podstawy) też za bardzo się nie da. Przepisów nie ma, zarówno nauczyciele, dyrekcja szkoły jak i uczniowie nie mają pojęcia co w takiej sytuacji robić. Urzędników przerosła praktyka...

9.83333
Średnio: 9.8 (6 votes)
portret użytkownika wilk na kacapy

Szkolnictwo polskie to jest dalej scheda po PRLu -siadaj dwuja

glupi jestes, i to przy calej klasie.Bo Jas nie powiedzial tak np. o wierszu jak jest w ksiazce napisane i jak pani kazala rozumiec.
Dyskryminacja slabych uczniow i ich osmieszanie trwa nadal.
Jest toznecanie sie moralne nad tymi ktorych Bog stworzyl inaczej albo ich losy np. warunki domowe, zyciowe, zdrowotne, rodzinne czy ekonomiczne byly przyczyna stanu nauki.Ale to prawie nikogo z szkolnych pedagogow nie interesuje.
Pozostawienie takiego ucznia na drugi rok jest wieka krzywda ktora moze odbic sie na cale zycie.
Dlatego tez w karajach cywilizowanych sa klasy dla mniej zdolnych czy slabiej uczacych sie,oni tam zdaja i nie maja pietna debila.Oni wiedza ze moze naukowej karjery nie zrobia ale beda zyc bez stresu i paracowac rownie wydajnie na stanowiskach rownie potzrebnych w lancuchu spolecznym.

PS. co to jest ze kupi se bejsbola, bo nie rozumie?

portret użytkownika maciej1965

Kupi se bejsbola....

Miałem nadzieję, że tego tłumaczyć nie trzeba...

W Polsce graczy w bejsbol można policzyć na palcach od ręki. Ale sprzedaż kijów bejsbolowych jest bardzo wysoka. Takim kijem można nieźle przyłożyć, a w razie czego dresiarz tłumaczy się, że potrzebuje go do uprawiania sportu. Krótko mówiąc groźna broń bez zezwolenia.

Sugerowałem po prostu, że taki człowiek zostanie bandytą.

portret użytkownika wilk na kacapy

No bo bejsbol to zpolszczona nazwa gry baseball .

A le pewnie miales Ty na mysli kij ktorym sie gra w baseball.
No bo napisales ze on se kupil gre dlatego prosilem o wyjasnienie co miales na mysli bo kij bejsbolowy to nie bejsbol mowic po polsku.
A tak wogole malo kto wie ze gre w baseball zapoczatkowali w USA pierwsi emigranci z Polski.Oni zaczeli grac w palanta ktory sie ewoluowal i stal sie baseball,oem obecnie granym.

portret użytkownika maciej1965

Owszem, miałem na myśli sam kij.

Tyle, że w popularnej polszczyźnie słowo "bejsbol" już od dawna występuje jako synonim kija do tej gry. Język dąży do uproszczeń. A skoro w tym kraju mało kto używa kija bejsbolowego do gry, (ja przynajmniej nie spotkałem się z informacjami o jakichś polskich drużynach, choć zapewne istnieją), to w mowie potocznej "bejsbol" ewidentnie kojarzy się z kijem. Co więcej, stwierdzenie "wyciągnę bejsbola i mu w........" w slangu młodzieżowym będzie wyjątkowo jednoznaczne.