Klub Pod Schodami

balony.jpg
Blog

Jak obiecałem, wracam do miejsc wyjątkowych w naszym życiu.

Gdzieś tam pod Schodami do Nieba, piętro lub kilka niżej, zawsze jednak poniżej parteru, powstał Klub Pod Schodami. W piwnicy po prostu. Na ulicy, którą widziałem z mojego okna mieszkało wielu moich kolegów i przyjaciół, jak to na dzielnicy bywa. Jednak dwaj bracia, różni wiekiem, a i charakterem wpadli na pomysł, by "siedzieć pod schodami". Przedwojenna kamienica, w której mieszkali miała konkretne piwnice, jednak wszystkie zajęte i niereformowalne, jak ich użytkownicy. A, że nie zawsze można było swobodnie pogadać, posłuchać ulubionych utworów, czy też zajadać i oddać się też innej niż sznycla konsumpcji, to ów klub był strzałem w dziesiątkę. Coś jak domek na drzewie, ale w realiach miasta łatwiejszy w projekcie i jego realizacji.

Jako, że piwnice, jak wspomniałem, były nie do odbicia, to inwencja poprowadziła nas do miejsca, co prawda dość niskiego, bardziej siedzącego, które stało wolne. Pod schodami do piwnicy był, że tak obrazoburczo powiem, lokal. Tyleż długi, co niski. Z małym wejściem, które od razu sprowadzało z pionu do poziomu. A nie brakowało w ferajnie dryblasów, którzy dość chętnie naginali się, by wejść w klimat.

Zaczęło się od czyszczenia i prac porządkowych, gdyż lokatorzy traktowali to miejsce jako graciarnię. Nie moje, to wrzucę zbędne swoje. Na szczęście z powodu rozmiarów była to głownie drobnica. W pierwszym rzędzie wywieźć i pozamiatać, upchnąć w innych zakamarkach piwnicy. Linoleum pod nogi, zbędny gdzie indziej stolik. Radio i gramofon, gorsze niż nowe na piętrze. Się znosiło, co pozornie niepotrzebne, a tam na nowo odżywało. Kwiatków nie było, bo słońce jakoś dziwnie nie zaglądało. A strop nas dociskał, niczym zapaśników do parteru. I nijak nie dało się w żadnym „komisie”, ani na wystawce dobrać odpowiednich mebli.

I zdarzyło się, że Cyrk do miasta przyjechał. A po prawdzie Auto-Rodeo. Kto pamięta ? Na stadionie Cracovii zagościli nie tylko polscy kaskaderzy. Czego tam nie było? Jazda na dwóch kółkach, obręcze ogniste i demolka. Coś na kształt Beczki Śmierci. Wrażenia i wyrażenia - O ja pier…ę, w trakcie i po przekraczaniu ówczesnych ludzkich i motoryzacyjnych możliwości. Gdy wszyscy po „szole” udali się do wodopojów, czy też w domowe zacisza konsumpcji, to grupa bojowa pod osłoną nocy zdobyła kilka foteli, które pozostały w lepszym stanie niż karoserie „dużych fiatów”. Istnych byków rodeo. A te były chyba stworzone na wymiar do naszego klubu.

Bez podstawy położyły się idealnie na poziomie i zbyt wielkiego pionu nie wymagały. Nie dość, że zmieściły się w otworze wejściowym, to jeszcze były wygodne i bezpieczne. Nijak nie dało się z nich spaść. I tak Klub podniósł rangę i komfort dzięki ludycznym spędom i ich martwym ofiarom. Że skaj głównie i kolory iście rastamańskie, to nic. Ważne, że lokal stał się w pełni wyposażonym.

Dziwny to był Klub, coś jak Pickwicka. Bo i dyskusje szczególne i o ile pamiętam nigdy, ani nikt z innego nie zagościł, ani też dziewczęta. Pierwsze nie dziwne, hermetyczność broniła nas przed obcymi wpływami i najazdami przez lata, to męskość owego Klubu wynikała raczej z faktu, że ani na randki, ani też na inne sprawy damsko męskie się po prostu nie nadawał.

Był też pewną męską oazą spokoju, gdzie świergot dziewczęcy i uległość wobec jego i innych czarów płci wręcz przeciwnej nie decydowały o wystroju i atmosferze szczególnej. Bo warto nadmienić, że dopóki nie odkryliśmy bliskości przewodu kominowego i nie połączyliśmy go ze źródłem dymu, to ciężko było nawet najbardziej zaangażowanym palaczom złapać oddech. Cóż, jak to mówią, natura, a raczej jej uciążliwości, są matką wynalazków.

Istotną cechą owego szowinistycznego klubu były rozmowy. Bynajmniej nie o sporcie. Krążył tam duch hormonów, jednak o dziwo, znaczy się Proszę Pani, bardzo miłosny i romantyczny. Zawsze i w każdej chwili można było wpaść, by wylać tajemnie męskie łzy.

Były też gitary i śpiewało się, oj śpiewało ! Patriotyczne, harcerskie i aktualne przeboje. A gitarzystów znamienitych nie brakowało. Tłumaczenia nieudolne anglojęzycznych, Grechuta, Niemen i Skaldowie na wiele głosów. Nie zapomnę, jak mój serdeczny przyjaciel przetłumaczył utwór śpiewany przez Roda Stewarda pod tytułem – First Cut Is The Deepest. Nie dość, że nie mieścił się we frazie i rytmie, a i melodia kulała, to jeszcze autorsko wywiódł, że – Pieeerwsze Cięcie Naaajgłębsze Jest. Tak nardzo chciał się zmieścić, że na domiar złego popełnił utwór o samookaleczeniu, lub nie daj Boże praktyce na warsztacie ślusarskim lub też o dziewicy. Nie ujmuję mu intencji, ni emocji, wykonanie robiło wrażenie.

Długo nikt nie wiedział, co się dzieje pod schodami, a i rodzice nie zaglądali, bo wiedzieli, gdzie jesteśmy i że bezpieczni. Problem pojawił się nie tylko z powodu zakochań i braku czasu dla wspólnoty podziemnej, ale i z powody znikających dymionów. Nie to żebyśmy rabowali piwnice, choć czasem konfiturę lub kompot się pożyczyło na wieczne nieoddanie, ale winko domowe szczególnie nam posmakowało. Bo nie dość, że dobre i zdrowe onegdaj było, na starych i sprawdzonych recepturach naszych oćców, to jeszcze na wyciągnięcie ręki.

Czy w mieszkanku braci na parterze, czy też w ich rodziców piwniczce dochodzące. A inni członkowie tegoż klubu na wkupne, a potem regularnie, przynosili odciągi z domowych zastawów. Doszło do tego, że babcia założycieli kluby czując zagrożenie płynące, a raczej odciągające z barku właściwe, niezbędne dla funkcjonowania Klubu treści powierzyła mi swój zapas wojenny.

Był bogaty nie tylko w wódeczkę, ale i w spirytus. A, że nic się nie uchowa i wywiad działał, to z depozytu znikła znaczna część. Nie ja wynosiłem, sami przyszli. I było jak z podjadaniem i podbieraniem. Wezmę cząstkę i kolejną, a nikt nie zauważy. Doleję do butelki strzykawką wodę, do wina tez, to nie będzie różnicy. Tylko bilans procentów i proporcje wody z esencję dość szybko przestawały się zgadzać.

I ileż razy można było chrzczone wino i butelkę z nienaruszoną zakrętką serwować na koniec Rady Starszych. Licząc, że nie rozróżnią. W każdym razie nie skończyło się wielką awanturą, starsi też kiedyś byli młodzi. Jednak zapasy Babci trzeba było odtworzyć i jak zwykle niewielu się zgłosiło do zbiórki narodowej, a Rada Starszych zabezpieczyła klucze do spiżarek i piwniczek oraz sama decydowała, która butelka pójdzie na pierwszy ogień.

Długo by wspominać, nie wszystko bez katalizatora klubowiczów potrafię wygrzebać z zakamarków pamięci. Jedno jest ważne, to było nasze miejsce, tam nikt nieproszony nie zaglądał, ani też nie miał wstępu. Do serc i rozumu. I co najważniejsze, czasem przy błahych, a jednak często przy ważkich sprawach i rzeczach podmiotowych budowaliśmy coś wielkiego i byliśmy wspólnotą. Pod schodami do piwnicy biły Młode Polskie Serca, Większość z Nas to do dzisiaj ludzie, których nie tylko ja, a i Polska by się nie powstydziła.

Pytacie, dlaczego takich miejsc już nie ma i czy ten Nasz Klub Pod Schodami nie upadł.

Nie !

Zapewne nasze drogi się rozeszły, wyrośliśmy trochę z wymiaru przypisanego do do etapu, a i kobiety wymarzone, dzieci i rodzina przeniosły nas na inny etap rozwoju i życia. Tylko jakoś tak brak tego miejsca, choćby dlatego, że stoi puste. Nasze dzieci i wnuki nie potrafiły nas usłyszeć w zgiełku i odnaleźć drogi. Do tego miejsca, na wieś i wielu niezbędnych. Prostej, choć pokręconej jak młodość, drogi do siebie i do Polski. Bo choćby pod schodami można znaleźć prawdziwą przyjaźń i uchować skrawek Naszej Ziemi i Korzeni.

Żeby nie skończyć zbyt górnolotnie, to dodam, że pod schodami było miejsce zbiórki i wymarszu na prywatki i dyskoteki. Tam dodawaliśmy sobie kurażu, scenariusze podrywu pisano i często mniej lub bardzie celnymi uwagami i doświadczeniami się dzieliliśmy. Czasem z opłakanym skutkiem. Zawsze jednak było warto posiedzieć pod schodami, miejscu innym niż…

Drzwiczki zostawia uchylone dla gości. Nie zawsze Orzeł w Chmurach, ponad głowami, a czasem i pod schodami Polska w Duszy gra. Tam Kochało się Polskę i dziewcząt lniane warkocze. Nie było miejsca dla czerwonych, dla Indian zawsze. Wszakże Podziemie to Nasza Tradycja, doświadczenie wiekowe i skuteczność.

Nie jestem typem, ani też nie mam profilu samobójcy. Chętnie jednak przeniósłbym się do innego Świata. Tam gdzie są ludzie. Nie tylko z moich wspomnień, ale i jeszcze jedyni żywi. Z krwi, kości i z gliny...

A teraz z podschodowej beczki.

Można też kochać wolność i  wiedzieć warto, że kobiety są dla nas największą...

I kolejny ulubiony utwór mojego przyjaciela, do dzisiaj - I`m sailling.

Oj żeglował po kolejnym łyku z dymiona.

A potem już tylko zawał młodego serca..., młoda piekareczka.

8.8
Średnio: 8.8 (15 votes)

@jwp - po nocy piszesz, kiedy powieki już się kleją

i spać trzeba. Liczę na nostalgiczną rozmowę o dniu, teraz tylko zauważę, że zamiana wina w wodę jest.. jakby to powiedzieć... niekanoniczna :)) Myśmy robili podobnie, tylko w którymś momencie uznając, że odwrotnego procesu przeprowadzić nie jestesmy w stanie,postanowiliśmy uczciwie i po kapitalistycznemu upędzić swoje. Wino z ryżu nie wyszło, ale 1410 już i owszem.
Pozdrawiam ciepło
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Smok Goryncz

Witaj Smoku,
w dzień pracuję na chleb i ku Chwale.
Nocą pracuję na Oddziale szczególnej troski.

Niekanoniczność jest cechą wieku wczesnego, że tak powiem. Bezkompromisowego i młodzieńczego.

Wino z ryżu nie było najlepsze, ale ryż kopnął nas nieźle.
1410, stara receptura, nie tyczy tylko bimbru, ale i składni patriotyzmu.

Mamy metodę i tradycję czynienia chleba. Tyle, że zakwas się obcy wkradł i maszynki oraz piekarnie.

To jaki ten chleb ma być ?

Toż to zwykły zajzajer.

Pozdrawiam przed snem i czuwaniem.

Straż Nocna, to moje kolejne Imię.

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

skąd ja to znam - Rany Boskie skąd ?

:-))))
Na razie tylko tyle, później dopiszę resztę.

Witaj,
strychy też były, a ziemianki i stodoły na wsi też.
Jednak coś w tek piwnicy było.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Wierzę, nie tylko "na wiarę". Wiem, co prawda nie tak długo, ale też miałem na strychu klubik.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Witaj,
nam udało się odkopać dwa pistolety w ogrodzie na wsi, niestety źle zabezpieczone i niezdatne do użytku.
W ogrodzie przy willi stryjka do dzisiaj leżą zakopane w ziemi steny, nie ma już jednak nikogo kto je zakopał.

Jedne ćwiczenia przeszły w drugie, to chyba prawidłowość.

Właśnie, było gdzie "pobyć".

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

piwnica

moj starszy brat z kolegami uprzatneli z gruzu i smieci jedno z dosc duzych pomieszczen i ...zrobili tam PAKOWNIE.
Poki chlopcy podnosili zelastwa , nie wpuszczali typow podejrzanej konduity bylo OK!
Niestety po jakims czasie pojawily sie problemy z typami, ktore niestety:
- zaczeli tam pic
- nawet sprowadzac dziewki poczatkowo by popisywac sie bicepsami i moca
- po jakims czasie pakownia zamienila sie i wniesiono tam perkuscje, zaczely sie innego rodzaju halasy, ktorych nie wytrzymala sasiadka z parteru i "uprzejmie doniosla" do ADM.
Towarzystwo zostalo pozbawione miejsca cwiczen i fizycznych i muzycznych.
My zas z mlodszym bratem po jakims czasie uszczelnilismy sciany i dzrzwi naszej wlasnej piwniczki i siedzielismy w ciemni fotograficznej jakis czas...

Emir

Witaj,
niestety zdarzają się tacy, co lubią na gotowe przyjść.
A faktem jest, że młodzież muzykująca nie miała się gdzie podziać.
W jednym z bloków w mojej okolicy kumple też założyli siłownię.

Ciemnie też były, kumpel miał w suterenie willi.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika Szary kot

JWP, straaasznie fajne

te wszystkie wspominki. Budzą nostalgię.... eh, były to czasy:-)
A przy okazji przyznam się, że nigdy nie miałam możliwości i umiejętności wykorzystania formuły 1410 (wprawdzie efekt jej zastosowania średnio mnie rusza, wolę dobre wino, w zasadzie w każdej ilości - granicą jest zasobność portfela i/lub wytrzymałość wątroby ), posiadanie tej kwalifikacji uważam za niezwykle cenne ;-))). Istnieje jednak takie prawdopodobieństwo, że jeszcze parę lat tuskowego rozwoju gospodarczego i "grunwaldzkie" umiejętności znów będą na czasie.

Pozdrawiam serdecznie!

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

Szary Kot

Witaj,
jak i inne pionierskie lub/i partyzanckie umiejętności.
Ja po czasie twardego trunku od lat piję piwko pszeniczne. Choć dobrym winkiem nie pogardzę, a mam sporo, że tak powiem pod ręką.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Wyobraźcie sobie około hektar odludnego gruntu,

cały porośnięty starymi krzakami bzu. Naprawdę starymi, bo mającymi ok 40 lat. Nikt ich nie przycinał, nie karczował. Rosły w górę, wszerz i na boki. Każdy kto widział krzew bzu wie, że jest on łysy dołem, gęsty górą. Dzieci spragnione zabawy, młodzież spragniona intymności i starsi spragnieni po prostu torowali latami korytarze w owej gęstiwnie, tworzyli polanki, przesieki na człeka wysokie i przełazy do czołgania się. W maju, kiedy cała ta dżungla kwitła to.. trudno to oddać słowami. Oczywiście nie można tam było mieć prywatnego "klubu", raczej miejsca spotkań, zejśc i schadzek. Dziś już chyba nie ma takich miejsc. To dziwne, jak świat płowieje...
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Smok Goryncz

Witaj,
myśmy mieli na wsi takie kryjówki, w leszczynie, a w innych gąszczach, a także domek - podest na drzewie.
Bez własnego kąta nie było zabawy.
Pięknie to ująłeś - ...Świat płowieje...

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Szanowny Smoku,gdzie takie cuda były...?a jak musiały pieknie

gość z drogi

pachnieć,gdy te stare krzewy zakwitały :)))

z własnego doświadczenia wiem,ze ptaki wyjątkowo lubią takie miejsca :)

serdeczności wtorkowe :)

@gościu - trochę to smutne,

ale mój dziecięcy i wczesnomłodzięńczy raj był poniemiecki. Hektary bzów, tysiące splątanych ze sobą krzewów dzikich róż (rosa rugosa), morwy (czarne i białe) tworzące szpalery wzdłuż brukowanych granitową kostą uliczek, niesamowite piwnice i wspaniale przerażające strychy, porośnięte żółtymi nawłociami ruiny domów, wymarzony teren zabaw, ceglany XIX-wieczny pomnik balonu i jeszcze więcej - to przedmieścia Szczecina. Smutno mi, gdy myślę, że podobnie wyglądają dziś nasze Kresy -krzewy, trawy i ruiny.
Pozdrawiam cierplutko
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem

Szanowny Smoku :)

gość z drogi

Odpowiem Ci innym wspomnieniem z Twego Miejsca,już nie zarośnietych krzakami miejsc,ale 

kilka lat wstecz...Huta Szczecin,młody prawnik z dumą oprowadzający mnie po 

Porcie Szczecińskim i pokazujący na największy  w Europie statek,pochylnie...duma i przyszłość 

 

pózniej zakątki,którymi jako młody student uciekał przed pałującymi zomowcami

Dzisiaj podobnie jak tamte krzaki bzu ...nie ma Huty Szczecin a marzenia o budowaniu wielkich statków legły w gruzach,jak tamte stare domy...wtedy wojna je zniszczyła,dzisiaj ?

sam wiesz KTO ,serdeczne pozdrowienia :) mam do Tego Twojego Miejsca wyjątkowy sentyment...i ból,ze tylko 10 lat .a zgliszcza Huty...podobne do ...

serdeczności wspólczesne...:)

@Miły Gościu - to, o czym piszesz

jest dla mnie niezwykle żywe, bowiem to moje pierwszych 20 lat życia. Pamięc wciąż powraca do miejsc z dzieciństwa i młodości. Też pamiętam, w którym miejscu rzucałem kamieniami w zomowców, a w którym byłem Zorro... czasmi o tym piszę.
http://niepoprawni.pl/blog/2008/pierwsze-i-drugi...
Pozdrawiam niezmiennie
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

@Smok Gorynycz :) znalazłam :)

gość z drogi

"Trochę się tylko boję, że się nam naprawdę uda. Może to tylko skrzywienie zawodowe historyka, ale... Kiedy poprzednim razem Polacy zbudowali naród i społeczeństwo, nasi sąsiedzi postanowili nas po prostu wymordować."

a to Twoje zdanie bardzo mi sie spodobało

nie czytałam tego i bardzo żałuje...więc dycha za Tamto :)

na koszt naszych wspomnień :)

serdeczności :)

Miejsca na klub w piwnicy nie było

Ale pod komórką łopatą się go wyżłobiło
Nie długo mieliśmy możliwości się cieszyć balowaniem
Zachciało się mnie popisywać Żółtych kalendarzy śpiewaniem
Efekt był do przewidzenia z powodu zazdrości
Napuścili gówniarze rodziców ,którzy przyszli w gości
Klub zrównano z ziemią , skończyło się biesiadowanie
Innego, remont baraku wykorzystano na przedszkola działanie
Ale ponieważ hol willi był dość duży
Za namiastkę klubu sportowego nam doraźnie służył
Graliśmy w ping-ponga ,a później w brydża
Teraz nie modne bo rządzi małpa ryża
Pozdrawiam

Zazdroszczę Wam kochane Chłopaki :)

gość z drogi

Ja z siostra takich wspomnień niestety nie mam..godz 20 w Domu   i zadnych wyjątków...:)

ale i ja też mam na sumieniu dwa incydenty i nie w zadnie piwnicy ale w saloniku Babuni,ktora co roku w wielki gąsiorku stawiała wino z wiśni,póżniej dodawała prawdziwego spiryttusu,,, 

kto nie jadł wiśni z wiśniówki,ten nic nie wie :)))

ja z moją kilkuletnią siostrą pewnego dnia dorwałyśmy się do takich wiśni...i co było dalej nie pomne,bo gdy Babcia wrociła,spałyśmy jak zabite na podłodze,obok  gąsiorka 

muzyki żadnej nie było...ale Kazanie TAK...i zakaz opuszczania domu na kilka dni...:)

drugi przypadek ,to barek tatki zaopatrzony w dobre wódki ,szczególnie podobała się nam Złota wodka,znacie takie słodkie cudo z złotymi płatkami?

myśmy tylko te płatki chciały wyłapać,a jak to zrobić ? wiadomo

ubywało więc  płynu,oj  ubywało, ale płatków złapać się nie dało,więc dolałam wody zmieszanej z inną wodką...i byłoby po kłopocie ..ale nadeszły Mamy imieniny i cudowna,nieżyjąca już przyjaciółka Mamy,aktorka ,dawna sybiraczka z nieodłączną bałałajką ,kończyła którąś już czastuszkę,gdy Tato wniósł kieliszki "ze złotą wodka"

co było pożniej,nie powiem ,i już :) serdeczności dla Wszystkich :)

Gość z Drogi

Witaj Drogi Gościu.
Dzięki wielkie za komentarz.
Pozwól, że odpiszę Ci jutro, gdyż teraz muszę lecieć...

Pozdrawiam Serdecznie

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

@ Gośc z drogi

"kto nie jadł wiśni z wiśniówki,ten nic nie wie :)))"

Jadłam takie wiśnie, jadłam. Pychota.

Co do reakcji na nasączone alkoholem rzeczy, to przypomniało mi się czytana w czasach szkolnych książka chyba Sałtykowa-Szczedrina*.

Opisuje on, jak gdzieś tam na wschodzie Rosji, w miejscu zsyłek (czasy carskie), polowali na gęsi. Otóż nad brzegiem rzeki rozsypywali namoczony w wódce groch. Gęsi łakomie to łykały, a potem chodziły... no właśnie jak pijane i można je było prawie gołymi rekami łapać. Ale oni chyba jednak strzelali.
Strasznie dawno to czytałam, stąd tyle tych "chyba".
Ale jakoś utkwiło mi to w pamięci.

Myślę, że mięso takich gęsi mogło być całkiem, całkiem...:-)

* "chyba", bo zajrzałam do Wikipedii i żaden z podanych tam tytułów jego utworów nic mi nie mówi, a chyba bym pamiętała.

Jadłam takie wiśnie, jadłam. Pychota.

gość z drogi

Droga Proxwenia,o pijanych grochach,też słyszałam...:)ale nie konsumowałam...

pijany natomiast bigos,tak :)))

serdeczności :)

Proxenia

Witaj,
owoce zakazane najlepiej wszakże smakują, a tym bardziej jak z nalewki na spirytusie.

Alkohol, a zwierzęta to osobny temat. Też pewną skłonność mają. Koniki, pieski i drób też.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Gość z Drogi

Witaj,
przy dobrze wychowanych, pewny jestem, że bez przesady, chłopcy łagodnieli niczym baranki. Były też wyjątki, ale marginalne.

A anegdota z łapaniem płatków złota pyszna.

Goldwasser o ile pamiętam zwała się.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Jacek Mruk

Witaj,
jak widzę przerwali karierę utalentowanego wokalisty.
Sport pełnił ważną rolę w naszej młodości, był bardziej masowy niż dzisiaj.
Masz rację, Ryży i jego ferajna likwiduję polską kulturę, naukę i oświatę.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

JWP :) uruchomiłeś ciąg wspomnień...i...zapach Domu

gość z drogi

naszej polskości...i tej nuty...pełnej tęsknoty,za tym co odeszło i już się nie powtórzy :)

dzięki i 10 :)

"Zółte kalendarze ''' :)

gość z drogi

serdeczne pozdrowienia z pytaniem o" puste koperty":)))

Gość z Drogi

Były i puste koperty i inne przeboje
Bo wpadały bardzo łatwo w ucho moje
Był też nie zapomniany Sen o Warszawie
Który śpiewałem ,ale nie marzyłem o sławie

Pozdrawiam cieplutko:))

Gość z Drogi

Witaj,
lista obyczajów, miejsc i ludzi, tego co odeszło i mała jest szansa, przy obecnych "trendach", by wróciło jest nieskończenie długa.

Ludzkość winna zacząć swoją drogę od początku, by pozostało to co piękne i ważne, a zbędne odrzucić. Drogą, którą poszliśmy zaprowadziła nas na manowce i moczary.

Ta cywilizacja nie dość, że w kryzysie, to jeszcze składa się głównie z rzeczy i spraw zbędnych i martwej coraz bardziej sfery duchowej, która żywiona czyni człowiekiem.



Pozdrawiam Serdecznie

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

Nie wiem czy mogę zabrać głos w Klubie Seniora ;)...

... ale po przeczytaniu dwóch Twoich wpisów na temat wspomnień z młodości, oraz wpisów Twoich gości, doszedłem do bardzo dziwnych i niespodziewanych wniosków.
Zupełnie przeciwnych temu co na ten temat sądziłem dotąd.

Dotąd sądziłem, że im dalej wstecz, tym życie w PRL było gorsze, bardziej szare i beznadziejne.
Teraz wydaje mi się, że gdyby porównać lata 80. do niemal dowolnych dziesięciolatek wcześniej (może za wyjątkiem okresu powojennego, choć...), to były one - lata 1981 - 1988 - owinięte w najbardziej paskudny odcień szarości jaki można sobie wyobrazić.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

AdamDee,Klub Seniora w jednym procencie,pozwala :)

gość z drogi

lata sześćdziesiąte,siedemdziesiąte...zapach zbóż,kąkole ,maki i chabry....

i zapach czystej wody w strumieniu...niezapominajki ,biel skałek kresowych i błękit nieba... :)

i smak lodów na patyku chyba Bambino... :)))

serd pozdr :)

JWP ale kto ma im tą nową drogę pokazać ?

gość z drogi

i tu właśnie jest Problem...:)

serdecznie pozdrawiam...z nutką zapachu dzikiej mięty....zapachem strumienia czystego jak łza...:) i ważkami mieniącymi  się w słońcu  jak piękne klejnoty :)

Gość z Drogi

My, Póki My Żyjemy !

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

Gość z drogi - to nie to...

W latach 80. zboża, kąkole, maki i chabry rosły i pachniały tak samo jak 10, 20 i 30 lat wcześniej.
W strumieniu była ta sama woda i ten sam błękit nieba.
Lody Bambino lubiłem najbardziej - smakowały zapewne podobnie.

Chodzi mi o coś innego.

Czy te 10, 20 i 30 lat wcześniej, kiedy byliście w wieku późno-nastoletnim, albo mieliście po dwadzieścia lat - czyli w okresie kiedy myśli się - "wszystko przede mną", "jest pięknie, a będzie jeszcze piękniej, bo inaczej być nie może" - czy wtedy rzeczywistość nie wydawała się sprzyjać takiemu myśleniu bardziej, niż w Polsce jaruzelskiego ?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

portret użytkownika Szary kot

Dokładnie moja młodość

przypadała na lata 80 - te. I liceum i studia. Jak ma się 15-25 lat, zawsze świeci słońce, pachną kwiaty i takie tam ;-)))
A choć było szaro, buro i ponuro, to paradoksalnie te lata wydaja mi się lepsze niż np. 70 - te. W okresie tzw. małej stabilizacji wielu ludzi wydawało się być całkiem zadowolonych z systemu. Maluch, m-ileś, w telewizji rewie i kabarety....
A w latach 80-tych wreszcie przejrzeli, zobaczyli całą zgniliznę komuny. Było trochę tak, że "byt określił świadomość", ale jednak dotarło do nich.

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

portret użytkownika AdamDee

Szary kot

No to my prawie, prawie równolegle.

Masz rację - "przejrzenie na oczy" to oczywiście pozytyw, ale chodzi mi o coś bardziej przyziemnego.
Po prostu życie, dojrzewanie, dorastanie, dotykanie, próbowanie, etc.

To co piszą goście jwp właśnie mówi o tym aspekcie życia. Poza egzystencjonalnymi dylematami więźniów obozu.

Właśnie tamte lata wydawały mi się długi czas szare, czarno-białe. Nie wiem dlaczego ? Może odpowiedź jest bardzo prozaiczna - "Wojnę domową" oglądało się na czarno-biało. Świat tamtych lat pozostał z tego powodu właśnie taki ?

Jednocześnie kiedy sięgam z niechęcią do pamięci o latach 1981 - 1988, mimo koloru, który widziałem własnymi oczami i koloru, który pokazywał kolorowy, już wtedy, telewizor - film z mojej pamięci wyświetla się na szaro-buro.
"Szary osad jak pył po wybuchu wulkanu" Smoka Gorynycza - tak widzę te lata...

Mam z komuną taki rachunek do wyrównania, że czasami wydaje mi się, iż we wszechświecie nie ma dość materii, której wystarczyłoby na wystarczająco silny ładunek wybuchowy żeby posłać ją całą wprost do piekła...

I wiesz Szary kocie co jest najgorsze ? Ja znowu czuję ten pył, on zaczyna POdobnie dusić...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

lody Bambino

"Lody Bambino
jedz latem i zima"
- nawet bylo haslo reklamowe ;-)

Podeszlismy z kolega po szkole do budki i gdy doszlismy do okienka on powiedzial do pani sprzedawczyni
- "dwa lody na patyku"
ja malo nie pękłem ze smiechu
ale dostalismy
te lody Bambino

Emir

Były jeszcze Lody Włoskie i Ciepłe Lody.

Oj kiedyś to robili lody.

Nad morzem Lody typu Pingwin.

Chodzili z komorami chłodniczymi.

A Lody na Patyku, to słynny serial izraelski wzorowany na amerykańskich dla młodzieży.

Trochi seksu i do śmiechu.

Żałosny, ale jednak obraz pewnej epoki.

Wytrawne oko wychwyci smaczki.

Cassata w cukierni Hotelu Cracovia ( w likwidacji ), Napoleonki i Hiszpany od Janasa, na ul. Felicjanek - już nie ma.

Lody w bramie. O inne mi chodzi, te z Sącza.

A obecnie na Starowiślnej stoją gigantyczne kolejki do lodów w lecie. A za pączkami w innym czasie.

Dobrze trafiłeś kolego.

Były jeszcze lody w proszku z NRD.

Oraz do dzisiaj pamiętam lody kręcone w domu. Na śmietanie.

Kręcenie lodów ma różne wymiary, ja jednak wolę te prawdziwe.

A kto pamięta marmeladę ciętą z bloku. Z prawdziwymi kawałkami owoców, ale i z kawałkiem drzazgi.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

@jwp Dobre Rzeczy W Bloku

Z Dobrych Rzeczy do których ślinka ciekła, a które sprzedawano w kawałkach odcinanych na życzenie klienta z bloku to była:
1. marmolada - pewnie, że pamiętam!
2. Blok czekoladowy - wspomniany już ciebie przez jedną z Pań
3. Chałwa - w różnych smakach, ale niezbyt często.
Potem za Edwarda pojawiły się tureckie daktyle prasowane po 10 zł.
Ach, te smaki dzieciństwa
O lodach sprzedawanych na plaży to możnaby chyba cały rozdział nostalgicznej ksiązki napisać. Ale i tak największą frajdą było wycyganienie od lodziarza z wózkiem "suchego lodu" do potrzymania choc przez chwilę :)
I te okrzyki sprzedawców, którzy mieli jeszcze ogórki małosolne.
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Smok Goryncz

Jak widzę "siedzisz" mocno w temacie.

Co do smakołyków, to na ulicy pewnej i niejedynej był mały sklepik "kolonialny". Myśmy, nie wiem czemu nazywali go "U Żyda". Ach te uprzedzenia.

I tam były smakołyki.

A to landryny i inne cuksy w słojach, chałwa, takie wałeczki słodkie czerwone, obtoczone cukrem, nazwy nie pomnę, podobne do paluszków pseudokrabowych.

Atmosfera i wystrój jak w przedwojennej aptece i przyjazny sprzedawca, co nawet jak klient młody miał ograniczony budżet, to przeważył, a mniej ;policzył. Być może stąd "U Żyda". Umiejętne inwestowanie w potencjalnego klienta, może kiedyś zasobnego.

Jako jeden z pierwszych miał gumy typu Donald. Zapewne z prywatnego importu, bo w PEWEX-ach jeszcze raczkowały.

Miałem wspomnieć o ogórcach małosolnych, ale wolę, jak ktoś dopisze kolejny wątek.

Swoją drogą ciekawe, że pod moim niezbyt politycznym wpisem i bez bierzączki i naparzania, trwa dyskurs już kilka dni.
Bo to nasze klimaty i sprawy ważne, wbrew pozorom.

A teksty reklamowo heroldowe na plaży to osobny temat.

Nie tylko u nas istniała sztuka zachwalania.

A sprzedawcy piwa - nielegalni - w pociągach za PRL-u to dopiero była jazda i poezja.

Ja mam to szczęście, ze dwie kamienice od mojej była wytwórnia oranżady i punkt lania wody sodowej, z sokiem też i nabijania syfonów. Wtedy szklanych, nie z NRD na naboje.

Dzięki blogowaniu sięgam pamięciom do Epoki Kamienia Łupanego.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

@jwp - chyba każde miasteczko i przedmieście

miało swojego "Zyda". też do takiego biegałem. Miał "warzywniak", słodycze, kapustę kiszoną - ponoć najlepszą, więc głównie po nia do niego biegałem. I jak tej kapusty się ciut mniej kupiło na zawsze na lizaka albo orenżadę zostało.
Syfon szklany wśród różnych staroci posiadam, a jakże:)
Gumy "Donaldy" to osobna historia - ze względu właśnie na "historyjki", które były przedmiotem kolekcjonerstwa i wymiany, momentami wręcz pieniądzem zastępczym :o)
A o co powiedz się w takim wątku "naparzać"? każdy z nas ma swoje wspomnienia - cieszymy się gdy znajdujemy innych ludzi o takich samych, cieszymy się, gdy nasze są oryginalne. Wyłącznie radość, zero agresji :))
Kiedyś, w zamierzchłych czasach mego blogowania na s24 napisałem notkę podobną w nastroju do Twego "Klubu". Odnajdę ja i wrzucę :0
Pozdrawiam ciepło
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

portret użytkownika AdamDee

Smok Gorynycz

Kapusta kwaszona była wtedy wszędzie najlepsza.
Pamiętam "mój" okoliczny warzywniak, gdzie obok warzyw był sprzedawca, który zachowywał się jak jego towar - burak.

Pamiętam zapach tego sklepu i dwie olbrzymie beczki. Jedna z kapustą, druga z ogórkami. Jak matka mnie posyłała po jedno lub drugie to zawsze kupowałem dwa razy tyle co było potrzebne, bo ona wiedziała, że nie doniosę wszystkiego do domu.
Nieraz kupowałem za swoje kieszonkowe - a dzieci, jak wiadomo, bardzo rzadko są skłonne wydać swoje kieszonkowe na inne jedzenie niż cukierki ;)

Teraz kapustę kwaszą octem i konia z rzędem temu co dostanie prawdziwie ukwaszoną kapustę.
Wmówić sobie nie dam jednej rzeczy - że może nie pamiętam smaku. Pamiętam, bo aktualnie sami robimy kapustę i to jest TEN smak.

Ogórki - to samo. Ciężej zrobić (chodzi o beczkowce, mają zupełnie inny smak niż robione w domu w słoikach) więc pozostaje wyszukać sklep, który ma jako takie ogórki kwaszone. Zdarza się. Z kapustą już nie.

Takie proste rzeczy, qrwa mać, i to musieli spieprzyć...

Jezu, co ja robię ? 3:41, a ja piszę eseje o kwaszonkach...
Chyba czas poszukać pomocy specjalisty ;)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Adam Dee

Specjalisty ? Pomocy potrzebują raczej Ci co smaku prawdziwej kapusty z beczki nie znają.

Obok mnie jest Plac Targowy, oczywiście większość udaje chłopów, lub że od prawdziwego chłopa mają towar.
A wszystko to masówa.
Jest jednak kilku, którzy starannie dobierają towar. Polski i z importu.
Oraz w piątki i soboty przyjeżdża rodzina, która prowadzi gospodarstwo. Znam ich od lat i wiem co warte ich warzywa i przetwory, pisałem o tym kiedyś tak...

http://niepoprawni.pl/blog/1821/rajskie-jablonie

Polskie smaki.

Jest w Krakowie takie magiczne, ukryte miejsce w Przegorzałach -Tajemniczy Ogród. Tam spotkasz polskie kasztany, te jadalne. Tam królują polskie jabłonie - smaki przeszłości. Jabłka nieforemne, brzydkie pozornie, a jednak takie polskie. To gospodarstwo Państwa Husarskich, pięknej polskiej rodziny z wielowiekową tradycją. Kasztany i jabłka można kupić jesienią na Placu na Stawach u Jurka i Marzeny, ostatnia „zielona buda” na końcu Placu, na wysokości ulicy Kraszewskiego. A w piątek i sobotę w innym miejscu Palcu na Stawach, wystarczy spytać, Pani Marta z mężem i dziećmi sprzedaje swoje warzywa, zioła, ogórki kiszone i małosolne. Jarzynę – włoszczyznę Królowej Bony na rosół z wiejskiej kury. Najlepszy na świecie chrzan w słoikach, niech się Krakus schowa. Jabłka w occie i kapuście. Kapustę kwaszoną - taką na Polski Bigos. Świeży sok z marchwi. Rzodkiewkę w sam raz, nie dmuchaną. I wiele, wiele specjałów. Buraczki z chrzanem, paprykę różnokolorową w słoikach z kroplą oleju. Nie spróbujesz, nie uwierzysz jak Polska potrafi smakować. A i jeszcze sadzonki poziomek. Pewnie coś pominąłem, ale Pani Marta mi wybaczy, bo to świetna Babka jest. I do tańca i do różańca. Bardzo Ją i jej rodzinę szanuję za to co robią, bo to nie jest zwykły handel cebulą przetworzoną w Holandii, to lekcja historii i tradycji. To Polska w moim sercu i brzuchu.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Smok Goryncz

To czekam na wpis.

A do dzisiaj mam kolekcję historyjek z Donaldów.

Podobnie mam też część kolekcji naklejek, z wymiany lub otrzymanych po wysłanych do różnych firm na Zachodzie listów z prośbą o ich przysłanie.

To też ciekawe historie.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

Smok Gorynycz

"Z Dobrych Rzeczy do których ślinka ciekła, a które sprzedawano", a których po liftingu PRL Wedel nie podjął, były galaretki w czekoladzie.

To były takie pałeczki w przekroju kwadrat 1 x 1 cm i długości ok. 8 cm. Galaretka oblana czekoladą. Mogłem tego zjeść dowolną ilość.
Były dość trudne do kupienia nawet wtedy gdy inne rzeczy akurat "rzucili".
Sprzedawali na wagę.

Teraz nie da się kupić czegoś co miałoby ten smak.

CHWDWedlowi.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Lody w Szczawnicy

byly bardzo smaczne.
Ale blizej mialem skoczyc kolarzówka do Rynku w Slomnikach,
zjesc loda i wrocic do dom.

dobra cukiernia w Kraku to ...?

ktora bys polecal?
1- w/s ciastek
2-w/s ciast

Emir

Nawet blisko mnie jest kilka przyzwoitych cukierni.

Jak to pilne, to daj znać na privie.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

jwp

Po niczym tak nie rzygałem jak po ciepłych lodach.
Nie wiem czym to było napełniane - o dziwo, z tego co pamiętam dostępne były głównie w prywatnych cukierniach - ale przez długie lata nie byłem w stanie tknąć bitej śmietany, a na widok wafla od lodów do dziś czuję skurcz w żołądku.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Adam Dee

Nie dziwota, zapewne skład nie był do końca naturalny, a sposób transportu i ekspozycji sprzyjał różnym procesom w tychże lodach na ciepło.

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

Emir

Fakt, nazwa "lody na patyku" była chyba bardziej obiegowa niż Bambino.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

@ Adam Dee

Zależy, z której strony oceniać.

Jesli chodzi o swobody obywatelskie - oczywiście były mniejsze, mniejsze nawet niż w stanie wojennym.

Ale:

Jeśli chodzi o zaopatrzenie - było na pewno lepsze niż w latach 80-tych (tu zgodzę się z Weteranem Polskim z innego wątku, chociaż on w zachwycie nad komuną posunął się chyba trochę za daleko).
Ba, tkaniny były lepsze niż teraz. Kup teraz prawdziwy jedwab, prawdziwą bawełnę lbo prawdziwy len. Nie kupisz, nie ma. Za komuny było skolko ugodno.

Nasze matki nie zaczytywały się kolorowym chłamem, wypaczającym mózgi i charaktery, i były po prostu matkami. Nawet jeśli pracowały intensywnie zawodowo, to nie siliły się na feminizm.

Dziadkowie i tatusiowie nie usypiali przed telewizorami, tylko majsterkowali, hodowali gołębie czy znajdowali jakieś inne zajęcie. Mieli pasje.

Dziewczęta - nie zaczytywały się różnymi odurniającymi i wypaczającymi Bravo i Girl, a przecież też marzyły o miłości i chciały pięknie wyglądać dla chłopaków.

Chłopcy czytali Karola Maya, udawali Indian albo prawdziwych żołnierzy. Było harcerstwo, obozy, podchody, stanie na warcie, szorowanie kotłów.

W bardzo wczesnych czasach była moda na spadochroniarstwo. Pamiętam jak przez mgłę - strasznie mała wtedy byłam - w większych miastach były wieże spadochronowe. Pamiętam, bo kuzynka skakała. Spadochron był chyba stale otwarty i zjeżdżał jakoś na linie, ale oswajał. Oczywiście to miało swój cel, obmyślony w Moskwie. O propagowaniu spadochroniarstwa, przygotowywaniu do desantów, bardzo ciekawie pisze w którejś z książek Suworow.

Teraz najwyżej są gry terenowe RPG albo paintball. Reszta dzieje się w internecie.

Nie było komputerów, nie wciągała mało atrakcyjna telewizja, była więc większa integracja w realu.

No i nie było tylu blokowisk, przyroda była w zasięgu reki.

No i najważniejsze - byliśmy młodzi!

Proxenia

Wielkie dzięki za obszerną odpowiedź Adamowi.
Dobrze to wyłuszczyłaś.
Jak nie było zabawek, to myśmy je konstruowali. A teraz są, tylko trzeba mieć kasę, a nawet jak nas na nie stać, to ZIEEEW.
Nabywanie rzeczy nie jest tak twórcze, jak nabywanie umiejętności, najlepiej zrób to sam.

Ponadto rzeczy niepotrzebne nie absorbowały nas i nie przysłaniały tego, co teraz dla większości niewidoczne, a niezbędne, jak świeże powietrze i zdrowa woda.

Pozdrawiam Serdecznie

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

jwp

Mam drugi trop.

Cytat:
Jak nie było zabawek, to myśmy je konstruowali. A teraz są, tylko trzeba mieć kasę, a nawet jak nas na nie stać, to ZIEEEW.
Nabywanie rzeczy nie jest tak twórcze, jak nabywanie umiejętności, najlepiej zrób to sam.

Mam taką migawkę z połowy lat 80.

Zainteresowałem się elektroniką. Dostawałem takie zestawy do samodzielnego montażu - Młody Elektronik to się nazywało. Rzadko je dostawałem - drogie były.
Tyle że te zestawy poza piszczeniem, wyciem, miganiem i paroma innymi, równie pożytecznymi funkcjami, mało co innego robiły. Ot takie wprawki dla początkującego elektronika amatora.

Ponieważ pasją numer 1 były instrumenty, zdobyłem gdzieś schemat prostego, analogowego syntezatora i zaprawiony w bojach z lutownicą, postanowiłem go wykonać.
Jak to dzieciak - wszystko od dupy strony. Zrobiłem płytkę elektroniczną (umiałem wykonać druk i wytrawić obwody), po czym zorientowałem się, że niektóre z podzespołów są nie do dostania.
Kluczowy - klawiatura, był już kompletnie nie do zdobycia.

Pomysł upadł.
Pamiętam dokładnie związane z tym poczucie bezsilności - walnięcia w ścianę. Nie był to "mój pierwszy raz", podobne w przebiegu sukcesy zdarzały się non-stop i zawsze wynikały z jednego - albo czegoś nie można było dostać, albo było tak upiornie drogie, że przekraczało możliwości rodziców.
I to właściwie jest szlagier mojego dzieciństwa - tak pamiętam lata 80. - "to się nie da".

Może ktoś powiedzieć - mogłeś szydełkować.
Mogłem, ale interesowało mnie co innego.

Pamiętam migawkę jak naciągam ojca żeby kupił mi diodę świecącą. Sztuk jeden. Pamiętam, że on ze sobą walczy - z jednej strony myśli "na co mu to ? Drogie, zaraz i tak popsuje" - i on mi tą diodę kupuje.
Wracamy do domu i ja ją w pół sekundy jaram za pomocą baterii 4,5V. On nic nie mówi, a mi jest głupio - bo to strasznie fajna dioda była. Czerwona.
Nie wiem dzisiaj na ch*j mi ta dioda była potrzebna - chyba właśnie do tego, żeby ją zjarać i poczuć to co wtedy poczułem.

Pamiętam inną migawkę jak łażę po jakichś Bomisach - to były takie dziwne sklepy, które handlowały bezużytecznym sprzętem elektronicznym. W Wawie znałem na pamięć adresy wszystkich - Grażyny, Szpitalna, Promenada...
Były tam jakieś archaiczne maszyny liczące, jakieś zasilacze laboratoryjne (zupełnie niepraktyczne), pudła z pokrętłami, których działania nie znali chyba nawet sprzedawcy. Niektóre drogie, niektóre w cenie złomu.

Jak niepraktyczne to były rzeczy przekonałem się po latach, gdy znalazłem pudełko, w którym pieczołowicie przechowywałem kupowane w Bomisie układy scalone, triaki, tyrystory, diody - okazyjnie kupowane za grosze, miały posłużyć do zrobienia fantastycznych urządzeń.

Nie pamiętam ani jednego schematu, w którym by występowały - dlatego sprzedawali je za grosze ;)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Adam Dee

Witaj,
Szanowny Kolego, nie wierzę, że wszystko się paliło, psuło i nie działało. Aż takiego pecha nie miałeś.
Moje pierwsze zabawki były proste, zdarzyły mi się potem samochodziki Matchboxa ( starszego Brata ), to je badałem śrubokrętem, finał przewidywalny.
W Składnicy harcerskiej były różne modele, działające, tory do w/w Matchboxów. Czasem jakaś wymiana z kolegą, co to miał "zagramaniczne" zabawki. W we wczesnym dzieciństwie małe pluszowe misie, co im się różne rzeczy stroiło.
Budowało się z zapałek Biskupin, łodzie ze śmigłem napędzanym gumą. Petardy, rakiety i takie tam inne.
Wystarczył ołów i włóczka, by zrobić "zośkę" do gry.
A klik-klaki pamiętasz.
Co do Bomisów i innych Majsterków, to jednak można było coś wygrzebać. Mój brat, a także starsi koledzy rozbili wzmacniacze, udoskonalali sprzęt itp. Zdarzały się dobre wkładki gramofonowe z zachodu za grosze.
Zatem były porażki, ale i też sukcesy konstruktorskie.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

jwp

Użytkownik jwp napisał:
Szanowny Kolego, nie wierzę, że wszystko się paliło, psuło i nie działało. Aż takiego pecha nie miałeś.

Nie nazwałbym tego pechem, a zwykłą nauką poprzez błędy - rzecz była normalna ale błędy zwykle jednorazowe.
To tak jakby teraz ktoś wsadził nas do samolotu i powiedział - "tam jest lotnisko, ląduj, ja spadam" i wyskoczył na spadochronie ;)

Ja się musiałem nauczyć, że zanim się podłączy cokolwiek do baterii, to wypadałoby wiedzieć jakie to coś ma napięcie zasilania. W ułamku sekundy się dowiedziałem ale drugiej diody już nie miałem ;)

Użytkownik jwp napisał:
Moje pierwsze zabawki były proste, zdarzyły mi się potem samochodziki Matchboxa ( starszego Brata ), to je badałem śrubokrętem, finał przewidywalny.
W Składnicy harcerskiej były różne modele, działające, tory do w/w Matchboxów. Czasem jakaś wymiana z kolegą, co to miał "zagramaniczne" zabawki. W we wczesnym dzieciństwie małe pluszowe misie, co im się różne rzeczy stroiło.
Budowało się z zapałek Biskupin, łodzie ze śmigłem napędzanym gumą. Petardy, rakiety i takie tam inne.
Wystarczył ołów i włóczka, by zrobić "zośkę" do gry.

O tak, pamiętam to zdanie:
"Wystarczył ołów i włóczka, by zrobić "zośkę" do gry" - była to niezwykle cenna rada mojego ojca, gdy wściekły oświadczałem, że mam wszystkiego dość, wszystko jest do kitu, nie mogę nic zrobić bo w jedynym tranzystorze jaki miałem właśnie up*ła się nóżka ;)
"Jaką, kuźwa, zośkę zgred mi proponuje ?" - myślałem - "szmata do kopania ma zastąpić doznania uruchamiania układu elektronicznego ?!" ;)

Ja również zwykle byłem zainteresowany głównie tym co jest w środku. Finał prosty do przewidzenia. Miałem z reguły bardzo mało zabawek. Mój dzieciak jest dokładnie taki sam - męczy go coś co stanowi całość ;)

Pamiętam zabawkę, która zrobiła największą karierę. Była nie do zepsucia z definicji. Nazywało się to "Mały konstruktor"

Miałem taki ale dużo większy.

No, to było coś co zajęło mi wiele dni...

Użytkownik jwp napisał:
A klik-klaki pamiętasz.

Raczej nie ;) Co to ?

Użytkownik jwp napisał:
Co do Bomisów i innych Majsterków, to jednak można było coś wygrzebać. Mój brat, a także starsi koledzy rozbili wzmacniacze, udoskonalali sprzęt itp. Zdarzały się dobre wkładki gramofonowe z zachodu za grosze.
Zatem były porażki, ale i też sukcesy konstruktorskie.

No tak - ale najpierw trzeba było wiedzieć - co - wygrzebać ;) Katalog odpowiedników np. tranzystorów, to muszę przyznać pierwszy raz zobaczyłem chyba w czasach obecnych, internetowych. Wcześniej, bez kogoś znającego się na rzeczy, niemożliwym było rozwikłanie pewnych zagadek.

W czasach panowania lutownicy, wyżebrałem po rodzinie różne niepotrzebne urządzenia i zrobiłem sobie zaopatrzenie w części.
Do dziś pamiętam stos zielonych germanowych tranzystorów, które do niczego co chciałem zrobić (dorwać się do amatorskiego schematu nie było łatwo) po prostu nie pasowały ;) A już w szczególności ruskie typy ;)

Teraz, z internetu dowiaduję się, ze tranzystor germanowy to cacko w torze audio - ludzie zabijają się za nimi konstruując np. efekty do gitar... No proszę, coś jednak można było z nich zrobić ;)
Koledzy, którzy wtedy namiętnie wiosłowali ozłocili by mnie ;)

Elementy ze starych lampowych radioodbiorników też na wiele nie pozwalały ;)
Oczywiście dopiero teraz wiem jak bardzo błędne było to przeświadczenie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Adam Dee

Zatem kolego przeszedłeś najlepszą szkołę. Uczyłeś się na własnych błędach, kosztowne to niestety. Ja miałem wsparcie starszego brata.
Po kolei.

Nie żartuj z Zośki.
Primo uczyła kapkowania, co owocował na boisku piłkarskim i ogólną sprawność i "wdzięk" wyrabiała.
Secundo - od wielu lat jest uprawiania na całym świecie w sportowej wersji i mamy w niej mistrzów.

Też miałem ten metalowy zestaw, a wcześniej jakieś drewniane hocki klocki.
Bo to od naszej wyobraźni zależy czy potrafimy z patyka i sznurka coś zrobić.
Sam strugałem proce, giąłem łuki, itp, zapewne jak Ty i wielu innych.

Klik-Klaki to były dwie plastikowe lane kulki połączone sznurkiem z kółkiem w jego połowie. Trzeba było oponować sztukę stukania nimi ( stąd też nazwa ) o siebie na różne sposoby, jak najdłużej. Ogłupiająca zabawa, ale doskonaliła zdolności manualne i psychomotoryczne.

BOMIS był jak supermarket teraz. Albo przychodzisz, bo wiesz czego chcesz, albo bierzesz co popadnie, bo jest.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

jwp

Użytkownik jwp napisał:
Zatem kolego przeszedłeś najlepszą szkołę. Uczyłeś się na własnych błędach, kosztowne to niestety. Ja miałem wsparcie starszego brata.

No właśnie, to jest to czego mi brakowało ;)

Użytkownik jwp napisał:
Nie żartuj z Zośki.
Primo uczyła kapkowania, co owocował na boisku piłkarskim i ogólną sprawność i "wdzięk" wyrabiała.
Secundo - od wielu lat jest uprawiania na całym świecie w sportowej wersji i mamy w niej mistrzów.

Gdzieżbym śmiał żartować - teraz to wiem. Wtedy to było dla mnie jak prowokacja.

Użytkownik jwp napisał:
Też miałem ten metalowy zestaw, a wcześniej jakieś drewniane hocki klocki.
Bo to od naszej wyobraźni zależy czy potrafimy z patyka i sznurka coś zrobić.
Sam strugałem proce, giąłem łuki, itp, zapewne jak Ty i wielu innych.

No ba : ))))

Użytkownik jwp napisał:
Klik-Klaki to były dwie plastikowe lane kulki połączone sznurkiem z kółkiem w jego połowie. Trzeba było oponować sztukę stukania nimi ( stąd też nazwa ) o siebie na różne sposoby, jak najdłużej. Ogłupiająca zabawa, ale doskonaliła zdolności manualne i psychomotoryczne.

O tak, teraz kojarzę.
Kojarzę zabawkę i koszmarnie obite ręce gdy coś poszło nie tak ;)

Użytkownik jwp napisał:
BOMIS był jak supermarket teraz. Albo przychodzisz, bo wiesz czego chcesz, albo bierzesz co popadnie, bo jest.

Jak Lidl. Rzadko bywam ale odnoszę wrażenie, że tam właśnie jest jak w Bomisach - zwalają do koszyków różne dziwne rzeczy. Co wizyta inne ;)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Adam Dee

Ostatnio miałem w ręku Zośkę z Krakowa, tak po 60-ce.

Autentyczną, którą posiada bohater kilku moich wpisów - Olek Makino Kobyliński.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

Proxenia

U Ciebie znajduję pierwszy trop, który zaczyna mi dopasowywać klocki.

Cytat:
Nasze matki nie zaczytywały się kolorowym chłamem, wypaczającym mózgi i charaktery, i były po prostu matkami. Nawet jeśli pracowały intensywnie zawodowo, to nie siliły się na feminizm.

Dziadkowie i tatusiowie nie usypiali przed telewizorami, tylko majsterkowali, hodowali gołębie czy znajdowali jakieś inne zajęcie. Mieli pasje.

Dziewczęta - nie zaczytywały się różnymi odurniającymi i wypaczającymi Bravo i Girl, a przecież też marzyły o miłości i chciały pięknie wyglądać dla chłopaków.

Chłopcy czytali Karola Maya, udawali Indian albo prawdziwych żołnierzy. Było harcerstwo, obozy, podchody, stanie na warcie, szorowanie kotłów.

Jak to przetrawię, chyba wyjdzie osobny wpis. Mam nadzieję napisać coś w takim tonie jak jwp - tyle, że z perspektywy posiadacza późniejszego numeru obozowego.

Od jakiegoś czasu to we mnie siedzi - jwp wyciągnął zawleczkę.

BTW - u nas też były wieże spadochronowe ?!
W Warszawie była ?
Coś mi teraz w niepamięci majaczy, ale nie wiem czy to zarys skoczni ;) czy coś innego.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

portret użytkownika Tomasz A.S.

Były wieże spadochronowe w Warszawie

Chodziłem na kurs LOK (chyba to Liga Obrony Kraju?) spadochronowy, zawsze lubiłem "adrenalinę". I na skakaniu z wieży się skończyło. Ale żeby mnie kto zabił, gdzie ta wieża była, nie mogę sobie przypomnieć. Może na Bielanach? Tak, był parasol stale otwarty przyczepiony na linie. Potem to już były narciarskie skoki na Wierzbnie. Narty drewniane, 235cm. "Personal rekord" 36 m. I te wchodzenie wzdłuż zeskoku a potem 7 pięter wieży. Na każdy skok trzeba było zapracować.
A skok "z prawdziwego samolotu z opóźnionym otwarciem" to kilka lat temu dostałem w prezencie urodzinowym 69 od dzieci. Pod Nasielskiem. Nawet są zdjęcia. Szybkość wolnego spadania 208 km/godz.

**********************************
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

portret użytkownika AdamDee

Tomasz A.S.

No proszę, kompletne zaskoczenie.

Pan internet mówi:

Cytat:
Fundamenty z resztkami konstrukcji metalowej wieży spadochronowej znajdują się w zachodniej części Parku Praskiego w pobliżu ulicy Wybrzeże Helskie w dzielnicy Praga Północ w Warszawie.

Praska wieża była drugą w Warszawie. Pierwszą w 1936 roku ustawiono na ulicy Łazienkowskiej tuż przy pływalni stadionu Legii.
Instruktorem, szefem szkolenia na praskiej wieży był Julian Gębołyś. To między innymi skoczkowie wyszkoleni na przez niego brali udział w bitwie pod Arnhem w 1944 r., jako żołnierze Pierwszej Samodzielnej Brygady Spadochronowej generała Stanisława Sosabowskiego.

Podczas okupacji wieża opuszczona uległa dewastacji. Tuż przed końcem wojny Niemcy dla osłony wiślanej przeprawy obudowali wieżę podporami drewnianymi odpowiednio wykrzyżowanymi i ustawili na pomoście działko przeciwlotnicze wielolufowe.

Po zakończeniu wojny kikut wieży został wyremontowany przez Ligę Lotniczą, następczynię LOPP. Prowadzono przez pewien okres czasu szkolenie. Ale na początku lat 60-tych zrezygnowano w Polsce z tego rodzaju szkolenia.

Konstrukcja wieży dotrwała do około 1975 roku, kiedy to została rozebrana po czym trafiła na złom.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Tomasz A.S :) taka wieża

gość z drogi

była też w Sosnowcu,na tzw Stawikach,obok stadionu zbudowanego w tzw "czynie społecznym"

chodziłam tam z Rodzicami w niedzielne popołudnia...a nasz pies Saba miał cudowne "używanie wolnej przestrzeni"

pozdr :)

Adam Dee

Witaj,
po lekturze twoich dwóch komentarzy powiem tak, wcześniej było zapewne gorzej, więcej opresji.
Na lata 70-e i 80-e przypada mój okres młodzieńczy i "wczesnodorosły". I jak sądzę to od nas zależały w dużej mierze kolory naszego życia, choć niestety i władza miała dostęp silny do palety.

Jak nas uczy historia, to właśnie trudne okresy pobudzają ludzi i ich fantazje, a takie nijakie lub konsumpcyjne, jak obecnie uśredniają wszystko jak zapis w MP3.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

jwp

Cytat:
Jak nas uczy historia, to właśnie trudne okresy pobudzają ludzi i ich fantazje, a takie nijakie lub konsumpcyjne, jak obecnie uśredniają wszystko jak zapis w MP3.

Ja miałem niestety pecha - moje fantazje szły w zupełnie fantastycznych kierunkach. Fantastycznych dla kilkunastolatka w PRL, prozaicznych dla nastolatka w RFN.

To się czasem dało podejrzeć - bez tego człowiek mógł rozumować jak północny Koreańczyk - "nie ma innego świata, ten co jest, jest wystarczająco normalny, po za tym lepiej nie myśleć - Yodok"

Dawało się podejrzeć, wtedy zdawało się normalny świat, na stronach wyrwanych z Bravo, które giełdowi handlarze sprzedawali za jakieś horrendalne pieniądze. Tak - wyrwane z Bravo strony. Co na nich było ? Najczęściej plakaty, zdjęcia grup muzycznych, na których punkcie miało się fijoła. Na odwrotce zaś bywały czasem szokujące artykuły o nastolatkach z RFN.

Przypominam sobie taki wątek - właśnie dotarło do mnie, że z własnej roboty syntezatora nici, bo klawiatura jest nie do kupienia. Pierdolony Adam Słodowy (taki majsterklepka dla dzieci o aparycji pedofila, modny w TV), owszem, jak zrobić dźwig ze szpulki od nici, swoim pedalskim długopisikiem z przytroczoną strzałeczką pokazał. Jak i z czego wyciąć choćby kilka klawiszy, jak je połączyć i co najważniejsze, jak je zelektryzować - o nie, co to to nie, tego nie pokazał. A internetu gdzie znajdziesz pierdylion porad DIY nie ma.

No więc ja siedzę, przełykam gorycz porażki, odwracam zdjęcie Depeche Mode wycięte z Bravo, a tam jest artykuł i sesja fotograficzna w sypialni u jakiegoś szczyla w moim wieku. Po paru słowach rozumiem, że chłopak ma tego samego świra na punkcie muzyki co ja.
Tyle, że u niego w kącie stoi na stoliku Yamaha DX-7, jakiś jeszcze syntezator, mikser i sequencer..., a ja się dopiero co skapowałem, że... jak wyżej...

Nie wiem czy to do wszystkich dociera - połowa lat 80. i Yamaha DX-7. Dla mnie to było tak, jakby dzisiaj bezrobotny gość mieszkający z matką rencistką w kawalerce, siedział i oglądając zdjęcie marzył o Bentleyu Continental.

Nie pamiętam ile wynosiła w 1984 roku średnia pensja (ktoś pamięta ?)- ale średnia realna, a nie taka średnia jak dziś co to ją mało kto widział. Nie pamiętam jaki był kurs dolara (ktoś pamięta ?). Za to z Wikipedii wiem, że kosztował wtedy ten instrument średnio $1900.

Tego dnia.
Ten bezimienny niemiecki nastolatek stał się moim idolem. Strona z Bravo częściej leżała tym artykułem na zewnątrz niż plakatem DM.

To tak a propos hobby i możliwości ;)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Adam Dee

Masz wiele racji, ja też miewałem podobne sytuacje i odczucia. Jednak miałem dystans i zdawałem sobie sprawę z ograniczenia możliwości realizacji marzeń.
Pojawiły się rowery składane, a potem, o ile pamiętam BMX z przerzutkami. Nie był takiej kasy, to się kupiło przeróbkę składa polskiego, coś jeszcze dodało, miałem przerzutkę w bębnie tylnym ( tam gdzie kontra ), tarczową też, światła wszelakie, nawet kierunkowskazy, i tak dalej. Był tylko jeden feler, rama była cienka i pękła. To się ją wzmocniło rurką od środka i zespawało. Rower był może nie taki piękny, ale te z zagranicy nie dawały mu rady. Z kolarzówką typu Jaguar już nie było tak łatwo.
A co do klawiszy, jak prowadziłem Dom Kultury, to moim priorytetem była m.in. muzyka i komputery. By młodzież bez klawiszy i komputerów nie była, że tak powiem wykluczona. A zdarzało się, że rodzice się przekonywali do talentu dziecka i za ostatni gorsz kupowali mu sprzęt. Było to w latach 80-ych.
Słodowy, no cóż, masz słuszne spostrzeżenia, ale dobre i to.
Lepszy był Zwierzyniec z niezapomnianym Sumińskim i te kreskówki z Misiem Yogi at consortes.

Co do reszty pamiętam i dobrze, że przypomniałeś nam kolejne klimaty tamtych czasów.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

Rowery - niestety, kwestie

Rowery - niestety, kwestie finansowe decydowały o parku maszyn.
Wigry 2 i dużo starszy Sokół - składaki. Lubiłem Sokoła - był znacznie bardziej oryginalny ;)

Użytkownik jwp napisał:
A co do klawiszy, jak prowadziłem Dom Kultury, to moim priorytetem była m.in. muzyka i komputery. By młodzież bez klawiszy i komputerów nie była, że tak powiem wykluczona. A zdarzało się, że rodzice się przekonywali do talentu dziecka i za ostatni gorsz kupowali mu sprzęt. Było to w latach 80-ych.

A co w latach 80. można było kupić za ten ostatni grosz ?
Elwirkę ? ;)

To był autentyczny koszmar. Klawiatura dla dzieci, brzmienie pominę milczeniem, cena - zaporowa.

Dom Kultury - o tak, również pamiętam. Kolejny sukces. Znajoma dyrektorka tego przybytku kazała panu od muzyki udostępnić mi i kumplowi salę. Facet był skrzywiony na punkcie tańców ludowych i bardzo mu nie w smak było, że po jego królestwie będzie się pętać dwóch gówniarzy z Bóg wie jakimi pomysłami.

No, ale rozkaz to rozkaz. Z sadystyczną satysfakcją otworzył szafy z instrumentami  muzycznymi i oświadczył - no to sobie to chłopcy składajcie.
Była konsola miksująco-wzmacniająca Eltron z głośnikami sztuk jeden - niedziałająca.

Była perkusja - zdekompletowana. Podstawowy zestaw typu wesele w remizie - połowa garów zniknęła, łączniki ktoś wyprowadził na złom.

No i gwóźdź programu - organy Eltra. Stan agonalny. Konieczna była natychmiastowa ingerencja dobrego elektronika i mechanika ;)

No i było jeszcze coś. Teraz właśnie dowiedziałem się co to, bo wtedy nie daliśmy rady dokończyć inspekcji. Kolegę jebło przy próbie uruchomienia, pół budynku straciło prąd.

Znalazłem w internecie:

Pedałów nie stwierdziliśmy. To był archaiczny automat perkusyjny - okazuje się. Nie szkodzi, że nie działał bo i tak by się nie przydał nawet gdyby wszystko inne działało.

Aha, mnie też lekko walnęło jak podłączyłem do wzmacniacza mój bas ;)

Gdy cieć przywrócił zasilanie, ładnie wszystko posprzątaliśmy, powiedzieliśmy grzecznie do widzenia zadowolonemu panu "od muzyki" (ale miał satysfakcję, że nic z tego nie wyszło) i to był koniec zainteresowań muzycznych wspieranych instytucjonalnie ;)

Użytkownik jwp napisał:
Słodowy, no cóż, masz słuszne spostrzeżenia, ale dobre i to.
Lepszy był Zwierzyniec z niezapomnianym Sumińskim i te kreskówki z Misiem Yogi at consortes.

 

Tak, Sumiński był świetny.

Miś Yogi - oglądałem niedawno. Ta kreskówka, między innymi, stała się powodem rezygnacji z TV. Nie chcę żeby moje dzieci to oglądały. Ciężko mi to prze palce przechodzi, ale w starciu z "Wilkiem i zającem", amerykańskie produkcje Hanna & Barbera z tamtych lat, po prostu nie wytrzymują w żadnej konkurencji.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Adam Dee

Tak, były fatalne składaki, Pelikan i Kormoran, jeden ciężki, a drugi dla krasnali, Sokół był niezły.

Moja przygoda z muzyką na żywo, znaczy się z graniem, rozpoczęła się w latach 70-ych. I choć ciężko było o dobry sprzęt, to nawet na Eltronach ( a kolumny miały głośniki niskotonowe na licencji Pioneer`a ) dało się grać. Vermony z NRD i inne wynalazki królowały. Polskie sitka dla wokalistów.
Jak prowadziłem dom kultury to dostałem dodatkową kasę na sprzęt. Za zasługi zespołów muzycznych.
I to były już dobre graty, japońskie zawodowe klawisze, wzmacniacze markowe, perkusja profesjonalna i mikrofony Shura. Tylko trzeba było pilnować, by młode oszołomy nie spaliły na pierwsze próbie. Szczególnie młodzi Punkowcy.
I też sprzęt audio był przyzwoity.Potem TV Color, magnetowid, komputery, kamery itd.
Mieliśmy jedną z najlepszych pracowni muzycznych i fotograficznych. A prowadzili je zawodowcy, muzycy jazzowi i artysta fotograf. Artysta również dlatego, że pił artystycznie i jak artyści. Czyli często i dużo.
Ponadto, droga przez mękę powoduje, iż doceniamy zmiany na lepsze. Choćby w sprzęcie.
Pierwsi bluesmani grali na gitarach własnej konstrukcji, na tarach i innych ustrojstwach. Dzban gliniany robił za bass w sekcji rytmicznej. Jak się chce, to kozikiem fujarkę wystrugasz, na trawie i liściu też zgrasz.


Wilk i Zając - propaganda, jednak myśmy po swojemu czytali.
A na misia nie narzekaj, tak zawsze jest, że nie od razu z Zachodu trafiały rodzynki. Dobrze, że drzwi się uchyliły.

Serdecznie Pozdrawiam i Dziękuję za Dialogi na Cztery Nogi

To Be Continued...

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

jwp

No tak. Właściwy personel gwarancją sukcesu ;)
Ten nasz, jak wspominałem, był wyspecjalizowany w tańcach ludowych. Nic innego dla niego nie istniało.

Sprzęt - zgadzam się. Nawet to co tam było, dałoby się użyć, niestety poziom dewastacji i zaniedbania był przygnębiający.

Wilk i zając propaganda ? Jakoś niedawno obejrzałem parę odcinków i zaskoczyły mnie pozytywnie. Nie było jakichś szczególnych sowieckich klimatów (może trafiły mi się odcinki neutralne ?).
Bohaterowie sympatyczni na swój sposób.

Jinks, Yogi to przy nich debile. Jeden notoryczny kleptoman. Drugi patologiczny leń. Obaj zdradzający ewidentne symptomy niedorozwoju umysłowego. W zasadzie każdy odcinek to ukazanie heroicznej walki hedonizmu o prymat nad szlachetnymi odruchami - karnawał relatywizmu, tumiwisizmu i skrzętnie ukryta pochwała dogadzania sobie ;) Jakieś przesłanie, morał ? Jakie przesłanie i jaki morał ?
Brak.
Miś Uszatek to miał morały - wyłożone czasem jak bejsbolem przez łeb - ale kto powie, że nieprawdziwe ?

Ja wiem - pamięta się to inaczej - w PRL to był jakiś powiew zachodu, Ameryki naszych marzeń. Niestety odbieraliśmy to wszystko przez kontrast z przaśną ówczesnością.
Spróbuj teraz obejrzeć dowolny film ze stajni Hanna-Barbera - to jest przerażające.

A jak to nie wystarczy, rzuć okiem na Cartoon Network.

Nie wiem czy takie kreskówki mają wpływ na dzieci. Mam wielką nadzieję, że nie...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Adam Dee

Racja, przez pryzmat i z dystansu pewne sprawy inaczej świecą.
Jak ten Yogi.
A na Cartoon Network to są raczej kreskówki dla dorosłych.
Może jest ze mną coś nie tak, ale moimi faworytami na CN byli Johnny Bravo i Dexter.
Niestety wszystko co chłoną dzieci i młodzież w okresie rozwoju ma wpływ.
I od nas zależą filtry i pomoc w zrozumieniu przez dzieci co jest grane.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

jwp

Użytkownik jwp napisał:
Racja, przez pryzmat i z dystansu pewne sprawy inaczej świecą.
Jak ten Yogi.
A na Cartoon Network to są raczej kreskówki dla dorosłych.
Może jest ze mną coś nie tak, ale moimi faworytami na CN byli Johnny Bravo i Dexter.
Niestety wszystko co chłoną dzieci i młodzież w okresie rozwoju ma wpływ.
I od nas zależą filtry i pomoc w zrozumieniu przez dzieci co jest grane.

Zgadzam się - to nie są rzeczy dla dzieci.

Wspomniane bajki też lubiłem. Ale mój numer jeden to ex aequo - "Cow & Chicken" i "I`am Weasel". Poziom absurdu wręcz niebywały.
No i w oryginale wręcz nieprawdopodobna praca Charlie Adlera. Nie wiem czy wiesz ale ten jeden facet podłożył głos do tych postaci - Cow, Chicken, Red Guy, I.R. Baboon, Cousin Boneless Chicken.

Obydwa seriale potrafią zwichnąć zarówno psychikę jak i znajomość angielskiego ;)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Adam Dee

"Cow & Chicken" i "I`am Weasel".
Też je oglądałem i dobrze dawali.
Nie chciałem wymieniać, bo jeszcze by ktoś coś sobie pomyślał.
Ale skoro jest nas dwóch, to przynajmniej będziemy leżeć na jednej sali.

Teraz już wiem, ja tam nie czuję się przez nie zwichnięty, choć masz rację.

Mnie zwichnęły znacznie wcześniej.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

@AdamieDee - tak właśnie było.

(choć za seniorów to powinieneś się pokajać), nam się po prostu coraz bardziej rozchodzi wiek metrykalny ze stanem ducha :) Lata 60-te to gomułkowski "siermiężny socjalizm", ale wszystko poza strukturami państwa było jeszcze nie zepsute. Tak jak napisała Ci gość: powietrze pachąca, trawa zieleńsza, woda czystsza, słońce bardziej jaskrawe, smaki naturalne. teraz wszystko spłowiało zblakło, granice się pozacierały, wszedzie podróbki i ersatze. I choć teoretycznie lata 80-te powinny być dla nas nastolatków okresem najżywszych, najbardziej wyrazistych przeżyć, to dominująca, wszechogarniająca beznadzieja pokrywało wszystko szarym osadem jak pył po wybuchu wulkanu. Dlatego min. najbardziej na świecie nienawidzę jaruzelskiego: zabił Polskę, a mnie zabrał najlepsze lata.
http://niepoprawni.pl/blog/2008/pierwsze-i-drugi...
Ale w gościnie u jwp wspominajmy to, co dobre..:)))
Pozdrawiam
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

portret użytkownika Szary kot

Smoku,

nie wchodziłam wcześniej na NP, dlatego nie znałam Twoich wpisów. Przeczytałam przed chwilą "Pierwsze i drugie...".

Ludzie zaczynają się budzić wtedy, gdy zostaną zbyt mocno przyciśnięci, wychodzą z letargu. Tak jak w roku 1980.
Już im nie wystarcza mała stabilizacja, czy ciepła woda w kranie. Zatem jest nadzieja ...
A przy okazji powiem (i nie podlizuję się!!!), że lubię czytać Twoje teksty, poruszasz ważne sprawy i ten fajny styl. W wolnej chwili muszę sięgnąć do archiwum.

No dobra, żeby nie było zbyt dostojnie: to byłam ja, Jarząbek ;-)))

Serdecznie pozdrawiam!

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

Adam De,czytam ze wzruszeniem to co piszą Polki i Polacy

gość z drogi

z lat minionych :)

dodam więc swoje "jak było "

niby bez szans na awans ,na wyjazd za granicę,lub nawet 

na zakup w PeweXie wymarzonego pudru i tuszu  do rzęs...:)

żadnych szans...ale za to był czas na czytanie pasjonujących ksiązek,na rozbudzanie wyobrażni...i na marzenia o zdobywaniu białych plam na naszym globie...no może troszkę zawodu,że na Księżycu nie ma Pana Twardowskiego :),ale ja osobiście

zaczytana w Lema - Astronautach,wierzyłam ,że ten Tunguski meteoryt  wcale nie był meteorytem...a ja na pewno znajdę lek na nieuleczalne choroby...a przynajmniej zostanę łowcą mikrobów...

mój mały mikroskop i mały chemik były super skarbami, godziny spędzane w świetnie zaopatrzonej bibliotece miejskiej były super...

a nauczyciele,z dawnej jeszcze Polski byli pasjonatami i wspierali nas w marzeniach..

nieliczni ,ale byli ....i zostawiali trwały ślad na naszych młodych umysłach....

Żyli  jeszcze cudowni ludzie,którzy pamiętali nie tylko Poznań,ale i mrozy na Syberii

Domowe śpiewanie piosenek i pieśni ,fortepian ,gitara ,bałajka...i wspomnienia Pokolenia,odchodzącego...i albumy pełne czarno-białych zdjęć z krawędziami w ząbki wycinanymi...te starsze w sepii,z Petersburga,czy z Lwowa:)

Domy były serdeczne,ciepłe...mimo,że rodzice zapracowani...ale obiady jadało się razem...a Niedzielny spacer po Kościele , był wspólnym spacerem ,zakończonym zawsze wstapieniem do miejscowych delikatesów,po np śliwki w czekoladzie,albo blok czekoladowy,czy cos w tym rodzaju :)

pozdrowienia :)

 

Gość z Drogi

Witaj,
pięknie to nam opisałaś.
Nawet nie będę próbował na gorąco komentować.
Takie cytaty ważne z naszego życia, oprócz tuszu też mi bliskie.




Pozdrawiam Serdecznie

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Szanowny JWP i piękna Pani :)druga połowo:)

gość z drogi

dziękuje za cudowny podarunek,czyli za Pana Leszka Długosza :)

to prawdziwie piękny podarunek...

gdy słucham pan Długosza,wracam wspomnieniami do lat minionych...:) pięknych,radosnych i mimo ,że żyliśmy w którymś kolejnym baraku ZSRR,to był to na pewno najweselszy barak ,jak powiedział to wtedy klasyk...:)

"Czy to było,czy TO się śniło ...."Zycie... teatr ...słuszna pieśń..."

..................a ja znowu gram na pianinie "Do Elizy " 

a za chwilę "Lat dwadzieścia miał mój dziad" a może "Na dancingu tańczą goście"

JWP :)Dziekuje :)

" I tak mijają ludzi twarze"jaka szkoda,szkoda...szkoda...:)

Gość z Drogi

Wiesz dobrze, że moim Ważnym Gościem i nigdy muzyki nie zbraknie dla Was...


Pozdrawiam po ciężkiej walce.

To dopiero początek, pierwszej bitwy.

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

@Gościu - przypomniałas mi blok

czekoladowy! Uwielbiałem go! Ładnie i prawdziwie to opisałaś. I to se ne vrati niestety. Pomyliła nam się zwykła zmiana z postępem. A zmiana nie musi być na lepsze.
Pozdrawiam ciepło
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Drogi Smoku,a pamietasz jak sie kruszył :)

gość z drogi

i te okruszki były najsmaczniejsze...:)

była jeszcze kiełbasa Piwna,mimo,że byłam strasznym niejadkiem,ta smakowała wyjątkowo :)

pomijam galaretkę z szynki,krajaną w cienkie plastry....i nie ta szynka,lecz TA  galaretka...:)

Smoku,serdeczności :)))

portret użytkownika AdamDee

Gosć z drogi

Cóż - po raz kolejny ten sam motyw, który obstawiam jak pewną szóstkę w lotto.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

@Gość z drogi

Domy były serdeczne,ciepłe...mimo,że rodzice zapracowani...ale obiady jadało się razem...

O własnie! :)

Napisałam niżej komentarz o tym, że nie byliśmy wtedy specjalnie nastawienie na zdobywanie dóbr materialnych i związaną z tym bezustanną pogoń za pieniądzem, kosztem życia rodzinnego i... samego siebie. Ale może to nie do końca nasza zasługa, ale także ówczesna ubogiej i szarej rzeczywistości rynkowej? Dla mnie wtedy marzenie o posiadaniu Pewexowskich "Wranglerów" było równie nierealne, jak marzenie o podróżach po Ameryce Południowej :)
A o tym właśnie marzyłam (skoro wspomniałas o swoim mikroskopie) :) I zrobiłam nawet poważny krok w tym kierunku, kończąc studia etnograficzne. Tak. Miałam być podróżnikiem :))

Ellenai :) marzenia sie spełniają...:)

gość z drogi

Tak:) ,

spełniają,kiedyś ...wieki temu ,naiwne dziecko modliło się by zostać podróżnikiem...póżniej wyobrażnię rozpalały książki Centkiewiczów...i słowa o śpiewie lodowców...:)

Po Cenckiewiczach przyszły marzenia o zwiedzaniu Syberii,te zamieniły sie na Wyspy Wielkanocne..../pod wpływem pewnego pana na tratwie :)/

troszkę wcześniej,a może póżniej

Halik Ii Arkady Fiedler porwali mnie nad Amazonkę...czytałam wszystko, co można było na ten temat wyczytać..:)

Dwa rózne byty i dwa spełnione marzenia :)

Twoje...studia w tym kierunku :)

moje , po  latach,czyli :)serfowanie po necie i dotykanie oczami wyobrażni ryb śpiewających w Ukajali,czy

posągów na Wyspie Wielkanocnej:) ..a jak mi za gorąco ,to lecę na Antarktydę,o której w latach dorastania przeczytałam wszystko co można było znależć w księgarniach czy bibliotekach :)

 i  gdy nie było juz prawie nic...czego bym nie "dotknęła.".:)

 wtedy nadszedł czas chemii organicznej,czas mikroskopu i polowania na mikroby...i "wybuchowych " doświadczeń w naszej małej kuchni..:)

......dużo było książek w języku rosyjskim,a ponieważ opanowałam go do perfekcji,dzięki Babci..więc się wreszcie rozchorowałam z tego czytania i Tatko położył szlaban na książki..:)

serdeczności :)))

 

 

@Kocie - żebyś wiedziała! czasami jak coś

swojego przeczytam, to aż mi dech zapiera, żem taki mądry i zdolny:)))
Tocqueville sformułował kiedyś koncepcję rewolucji: rewolucje nie wybuchają wtedy, gdy ludzie nie mają chleba, wybuchają wtedy, gdy ktoś próbuje im zabrać z chleba szynkę. Dlatego tak rośnie zadłużenie Polski - jedyny sposób na powstrzymanie wybuchu, to podsuwanie konsumentom coraz to nowych produktów.
Ale nie mówmy o takich ponurych rzezcach w Klubie pod Schodami.. Ponoć wiosna tuż, tuż. Moje koty już zaczynają mlaskać na ptaszki :)
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

portret użytkownika Szary kot

Jaka tam wiosna?

We Wrocławiu dziś cały dzień sypał śnieg, a my jutro na narty się wybieramy, na calutki tydzień - a nie jedziemy gdzieś tam daleko, w Alpy, ale w nasze górki, więc jeszcze niech choć ten tydzień zima potrzyma :-). Mam nadzieję, że jak wrócę, to nauczę się wstawiać zdjęcia - tam, gdzie jedziemy widoki są nieziemskie.

A co do szynki - niech jej już w końcu zabraknie! Z jednej strony strach biedy, ale przecież ile jeszcze może tak trwać?

Pozdrawiam jeszcze zimowo ;-)))

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

@Smok Gorynycz

czasami jak coś swojego przeczytam, to aż mi dech zapiera, żem taki mądry i zdolny:)))

Nooo... to chyba akurat każdy mądry i zdolny tak ma?! :)))

portret użytkownika AdamDee

Smok Gorynycz

Za seniorów się nie pokajam, bo Bóg mi świadkiem i niech w tej chwili strzeli mnie jasny szlag jeśli skłamię - ani przez sekundę nie pomyślałem tak, ani o gospodarzu wpisu, ani o gościach ;)

To jest w ogóle rzecz fenomenalna i odkryłem ją dopiero tu na Niepoprawnych, po paru miesiącach, może po roku pisania.
Jakoś zaczynaliśmy się poznawać, wiele razy wymieniało się komentarze na ten czy ów temat, wszędzie otaczały mnie nicki, które ciężko było jakkolwiek skojarzyć. Czasem nawet płeć pozostawiała wątpliwości jeśli chodziło o nick ;)

Gdy po tych paru miesiącach zacząłem się mgliście orientować z kim, metrykalnie rzecz jasna, mam do czynienia, czasami opadała mi szczęka.
Orientacja przychodziła nie w związku z tym, że ktoś zasuwał teatralną pierdołowszczyzną, a tym, że gdzieś zrobił wrzutkę z muzyki przynależnej do lat mi odległych, lub jakimś a propos, wprost to wyartykułował.
Ten ktoś to oczywiście ona lub on (choć chyba częściej ze wskazaniem na ona) - po prostu ktoś z Was.

To był wstrząs, a raczej cała seria wstrząsów ;), które, co muszę uczciwie przyznać, chwilami wprowadzały mnie w lekkie zaniepokojenie co do własnej kondycji - "goddamit" - myślałem - "co się dzieje, lepiej się dogaduję z ludźmi, którzy mogli siedzieć w ławce szkolnej z moim rodzicami, niż z ludźmi z którymi JA siedziałem w ławce szkolnej ?! Co jest, kurrr... ?"

Przepraszam, jeśli ktokolwiek poczuł się urażony, ale taka jest prawda.

Równolegle zaczynałem rozumieć i ostatecznie przyjąłem za fakt oczywisty, że w tych nowych ludzkich niespodziankach kryje się więcej niż oko potrafi dostrzec - jest w nich więcej życia i energii niż w ludziach młodych. Przynajmniej niektórych, choć moim zdaniem stanowiących większość populacji.

Weźmy takich galerianów - roboczo nazywam tak circa 90% klientów centrów handlowych. Nie chodzi mi tutaj o osobliwą profesję, którą trudnią się nieliczni bywalcy centrów, a styl bycia, który robi wrażenie jakby ci ludzie tam się urodzili, tam zamierzali przeżyć życie i tak jakby byli pewni, że pewnego dnia zostaną pochowani w donicy ze sztucznym fikusem w alejce D.
Tuż obok ulubionego szopu.
Aha i przepraszam - nie klientów, klient to wiadomo, przyszedł, kupił, wyszedł - te hominoidalne byty snujące się jak na spacerze w parku, po zakamarkach wyfroterowanych "kościołów XXI wieku".

W oczach większości tych ludzi jest jakaś pustka - brak życia. Życie wyssał z nich telewizor, w zamian wstrzykując pakiet brandów, wachlarz trendów i obowiązkowy zestaw poglądów gratis.
W promocji do kalkulatora procentów ratalnych.

Na Niepoprawnych odkryłem zupełnie inny gatunek - człowieka. Rzadki fenomen, trudny do spotkania w naturze, wartościowy bez względu na datę produkcji.

Ufff... natachałem się jak szerpa - tak musi się czuć Arabski gdy ciągnie za Tuskiem kubeł wazeliny na spotkanie w Europie...

Piszesz...

Cytat:
I choć teoretycznie lata 80-te powinny być dla nas nastolatków okresem najżywszych, najbardziej wyrazistych przeżyć, to dominująca, wszechogarniająca beznadzieja pokrywało wszystko szarym osadem jak pył po wybuchu wulkanu. Dlatego min. najbardziej na świecie nienawidzę jaruzelskiego: zabił Polskę, a mnie zabrał najlepsze lata.

Zostało jeszcze trochę wazeliny na dnie ?
O! Jest. Starczy.

Słuchaj - to jest po prostu genialny opis tego co czuję. Jeśli pozwolisz, to ja ten tekst wykorzystam we wpisie, który spróbuję dokonać na kształt i podobieństwo epopei jwp.
Nie wiem czy uciągnę to intelektualnie, nie wiem czy szybko dam radę i czy mnie ktoś bieglejszy w przelewaniu emocji na ekran nie uprzedzi. Być może jutro stracę wątek, przeżyję regres lub wykupię pakiet z TVN24 i pojadę się snuć po najbliższym CH.

W tej chwili aż mi we łbie huczy od rozmaitych skojarzeń, przypominek, analogii, parafraz (więcej trudnych słów nie znam)...

Postaram się - chyba po prostu trzeba to napisać.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Adam Dee

Adamie też mam mętlik w głowie, ale trzeba czasem się zmusić, uporządkować ten chaos i wyjąć, to co warto zostawić w swojej i innych pamięci.

Przekaz jest niezbędny, by nasi następcy mieli choć trochę opoki pod nogami.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

@Adamie Dee - Być może każda generacja ma (miała?)

przeświadczenie o własnej wyjątkowości. Są pokolenia podobne do siebie, jedno po drugim - to wtedy, gdy rzeczywistość jest niezmienna, spokojna. Ale przychodzą czasy, kiedy środowisko się zmienia szybciej, wywierając wpływ na ludzi. Powinienem napisać "dorastających ludzi". To w tym okresie ludzkiego życia, kiedy percepcja i umiejętności wnioskowania są dobrze rozwinięte, zmysły i kanały komunikacji otwarte szeroko, wtedy następuje najmocniejszy i najtrwalszy inprint, wdrukowanie postaw, poglądów, schematów myślowych. Myślę, że my pokolenie dorastająco-nastoletnie na przełomie lat 70-tych i 80-tych, byliśmy trochę podobni do pokolenia "kolumbów", rocznika 1920. Oni zyli pełnią życia w wolności, zagrozonej i niepewnej, ale własnej i ukochanej. Myśmy doświadczyli podobnego, króciutkiego zachłyśnięcia wolnością, uczucia jakiego nie doświadczyło żadne pokolenie po 1945. Dlatego jesteśmy trochę inni.
I druga refleksja, tym razem porównująca "nas seniorów" (jak byłeś łaskaw określić) z pokoleniami późniejszymi. Myśmy mieli marzenia. Marzenia rozwijały w nas wyobraźnię. Chcąc chocby w części realizować nasze marzenia (nawet naiwne) musieliśmy rozwijać pomysłowość - ot, na przykład tworząc klub pod schodami czy na strychu, stawiając zacier w miejscu bezpiecznym i destylując go na "cudach techniki" czasów zupełnego niedoboru wszystkiego. To oczywiści trywializujący przykład. Marzenia nasze były zdecydowanie dalej idące i piękniejsze. Jakie marzenia mają dzisiejsi 30-, 20parolatkowie? Większa plazma? Marzenia nasze stanowiły cel i odwrotnie: marzylismy o osiągnięciu pewnych celów. dzisiejsze marzenia sprowadzają się chyba do wygranej w Lotto. Takie mam wrażenie: że obserwuję ludzi bez marzeń i bez celów. Snujących się po "galeriach" i "salonach". Populacja.
Pozdrawiam ciepło
P.S. A za miłe słowa o moim pisaniu uprzejmie dziękuję :))
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

portret użytkownika AdamDee

Smok Gorynycz

Użytkownik Smok Gorynycz napisał:
przeświadczenie o własnej wyjątkowości. Są pokolenia podobne do siebie, jedno po drugim - to wtedy, gdy rzeczywistość jest niezmienna, spokojna. Ale przychodzą czasy, kiedy środowisko się zmienia szybciej, wywierając wpływ na ludzi. Powinienem napisać "dorastających ludzi". To w tym okresie ludzkiego życia, kiedy percepcja i umiejętności wnioskowania są dobrze rozwinięte, zmysły i kanały komunikacji otwarte szeroko, wtedy następuje najmocniejszy i najtrwalszy inprint, wdrukowanie postaw, poglądów, schematów myślowych.

Dokładnie tak.

Użytkownik Smok Gorynycz napisał:
Myślę, że my pokolenie dorastająco-nastoletnie na przełomie lat 70-tych i 80-tych, byliśmy trochę podobni do pokolenia "kolumbów", rocznika 1920. Oni zyli pełnią życia w wolności, zagrozonej i niepewnej, ale własnej i ukochanej. Myśmy doświadczyli podobnego, króciutkiego zachłyśnięcia wolnością, uczucia jakiego nie doświadczyło żadne pokolenie po 1945. Dlatego jesteśmy trochę inni.

Ja tego nie pamiętam.
Właściwie pierwsza rzecz jaka wywarła na mnie wrażenie i włączyła jakiś rejestrator w głowie to był stan wojenny.
Jestem rocznik 1970 - w wieku 11 lat dopiero zaczynam zapamiętywać. Wszystko wcześniej to tylko migawki - Papież na kolorowym telewizorze (nie wiem co dla dzieciaka było większą sensacją - Papież Polak czy ten telewizor;), rower, komunia, zegarek, koleżanka, z którą nie mogłem się spotykać bo się nasi starzy pożarli...

Nadchodzi ta niedziela. Chcę obejrzeć teleranek, a zamiast niego gada jakiś łysielec. Nie wiem nawet o co mu chodzi - nie rozumiem. Rozumiem tylko, że stało się coś wyjątkowego bo rodzice są przygnębieni i wystraszeni.
Jakoś wieczorem ojciec łapie Wolną Europę i dociera do mnie - nie idę jutro do szkoły !
Bomba, juhuuu, genialnie ! ; )))))

Czołgi które łysielec z telewizji zaparkował na boisku mojej szkoły to rzecz niesłychanie pozytywna.
Choć rodzice twierdzą inaczej.
Sam pojmuję to dużo później bo humor popsuje mi fakt, że w piłkę nie zagramy z kolegami przez następny rok - boisko typu klepisko zryte gąsienicami czołgów, nie nadawało się do użytku bardzo długo.

Zaczyna się zapamiętywanie nastroju tych dni, miesięcy i lat. Gdy wszystko spowalnia, stygnie, staje się jeszcze bardziej szare... Ten Twój pył osiada i otula wszystko coraz szczelniej...

Użytkownik Smok Gorynycz napisał:
I druga refleksja, tym razem porównująca "nas seniorów" (jak byłeś łaskaw określić) z pokoleniami późniejszymi. Myśmy mieli marzenia. Marzenia rozwijały w nas wyobraźnię. Chcąc chocby w części realizować nasze marzenia (nawet naiwne) musieliśmy rozwijać pomysłowość - ot, na przykład tworząc klub pod schodami czy na strychu, stawiając zacier w miejscu bezpiecznym i destylując go na "cudach techniki" czasów zupełnego niedoboru wszystkiego. To oczywiści trywializujący przykład. Marzenia nasze były zdecydowanie dalej idące i piękniejsze. Jakie marzenia mają dzisiejsi 30-, 20parolatkowie? Większa plazma? Marzenia nasze stanowiły cel i odwrotnie: marzylismy o osiągnięciu pewnych celów. dzisiejsze marzenia sprowadzają się chyba do wygranej w Lotto. Takie mam wrażenie: że obserwuję ludzi bez marzeń i bez celów. Snujących się po "galeriach" i "salonach". Populacja.

Coś w tym jest.
Ja to teraz widzę po moich dzieciach.

W latach 70/80 nie było sensu włączać telewizora. Żeby nie zgłupieć robiło się co ? Czytało książki.
Dzisiaj cały świat wchodzi oczami wprost do mózgu. I to najczęściej odpowiednio podany. Podstawiona rzeczywistość.
Czytając, siłą rzeczy, trzeba było uruchomić wyobraźnię - co trzeba uruchomić teraz ?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Adam Dee

Możesz Adamie,
anie się obejrzysz, aż już będziesz w nim.
Żebyś tylko zdążył zanim przejdziemy do Klubu wyżej.
A gwarantuję, że u Nas jest wesoło.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

jwp

To, że jest wesoło to ja widzę od początku ;)

Jeśli gdzie indziej miałoby być inaczej, to już lepiej byłoby od razu urodzić się seniorem ;)

Nie ma sensu żyć długo jeśli większość tego życia przeżyje się głupio. Z własnej czy innych winy - to bez znaczenia.

Pewnego dnia może się okazać, że znowu ktoś postanowi przerobić nas na żywe kulochwyty...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Adam Dee

Nawet jeśli żyjemy głupio, to co prawda nie odrobimy strat, ale możemy jeszcze przynajmniej w dojrzałym wieku spróbować zmądrzeć, a i poradować się troszkę.

A przeróbka ciągle trwa.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Drogi Adam Dee:)))

gość z drogi

pieknie to napisałeś :)))

serdeczności :)

JWP ,dokonała pewnego rodzaju Cudu,nie mylić z tuskowym....:)

On po porostu pisze Ksiązkę,a my wrzucamy Mu od czasu do czasu,swoje fragmenciki :)

Autobiografia :)))

serdeczności

Gość z drogi do Adama Dee...

....stwierdziła :
// JWP ,dokonał pewnego rodzaju Cudu...,
On po porostu pisze Ksiązkę,a my wrzucamy Mu od czasu do czasu,swoje fragmenciki //
.....................................
- Tak, to prawda JWP, wespół ze Swoją 1/2 , potrafili zaproponować konwencję- jedyną z możliwych do zaakceptowania
- przyjacielskie rozmowy o nas samych.
To mu się udało i niech Pan prowadzi jego rękę.
Wiesz Szanowna *Gościu*, 10* wysyłam Gospodarzowi, alle
pierwszy bukiecik Przebiśniegów - dla Cię....
za to, że nazwałaś swojego Ojca : Tatko.
To były te domy, gdzie Rodzice byli pewni, że wyjdziemy na Ludzi.
Serdecznie pozdrawiam Gości, JWPana z Krakowa
Marek

szanowny Marku :)

gość z drogi

śliczne podziękowania,ale tak to wtedy Było...:)

Tatko,Mamuś :) 

dzięki za cudne przebiśniegi i za to cudowne stworzonko,za kamienny las :)

kocham psy

i tak uruchomiłeś następny rozdział tej polsko-polskiej rozmowy o wątek zwierzaków...towarzyszących nam w drodze przez życie :)

ciekawe,kto pierwszy zacznie :)

a dla Gospodarza i tej wspaniałej drugiej Połowy najserdeczniejsze pozdrowienia...zamiast kwiatków dziesiątka....:)

PS a kto zaczytywał się w Szarej wilczycy,lub "Bari,syn szarej wilczycy "?

Maruś

Dzięki za pozdrowienia.

Pogubiłem się w komentarzach, tyle ich tu.


Pozdrawiamy Serdecznie

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Drogi JWP....

...wybacz proszę , moje faux-pas.
Doskonale wiesz, że moje pozdrowienia kierowałem dla,
JWPaństwa z Krakowa!!
pozdrawiam
Marek
ps.
... muzyka dla Ciebie...a kwiaty i muzyka dla Pani.
M.


pps.
.... masz rację- wątek przepiękny.

Maruś

Witaj,
nie ma nic do wybaczania.
Przecież wiem...

Dzięki za Roxy Music i Avalon.
To w rewanżu inne klimaty i Brian Ferry...


Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

Gość z drogi

Użytkownik gość z drogi napisał:

On po porostu pisze Ksiązkę,a my wrzucamy Mu od czasu do czasu,swoje fragmenciki :)

Mam nadzieję kiedyś przeczytać i mieć potem tą książkę na półce.
Z autografem koniecznie ;)

Użytkownik gość z drogi napisał:

Autobiografia :)))

Hmm, słowo się rzekło, kobyłka u płotu - przyznam, że czytając oba ostatnie wątki wspomnieniowe, cały czas mam w głowie zapętloną "Autobiografię" Perfectu...

Abstrahując całkowicie od jednego z jej autorów.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

"Abstrahując całkowicie od jednego z jej autorów."

gość z drogi

to był Adamie taki mój skrót myślowy ...a co do autografu Autora piszącej się książki

 :)mam taką Nadzieję,...:)

serdecznosci wtorkowe :)

errata do własnego wpisu

gość z drogi

ma być JWP dokonał pewnego rodzaju cudu ....w tle miałam  na myśli  :)drugą połowę JWP...przepraszam 

i serdecznie pozdrawiam :)

portret użytkownika obiboknawlasnykoszt@tlen.pl

Suszarnia w piwnicy zamieniona na osiedlowy klub, a w nim

Stolica i gramofon taki drewniany na wysoki połysk z półokrągłym wiekiem chowającym się w tylnej części budowy oraz bambino, a później magnetofon ZK-120 za 3,500,- złotych.
Różne płyty winylowe oraz na pocztówkach i ciągłe wizyty milicji obywatelskiej, bo nad mieszkał nauczyciel WF, na którego mówiliśmy BUKWA, bo śledzikował.
W klubie były takie kolorowe światła migające sterowane starterami od świetlówek.
Kto bywał i co się działo, nie napiszę, bo obyczajność była jaka była i tyle w temacie.
W końcu MO dokonała zarekwirowania naszych płyt, bo zakłócały spokój niektórych mieszkańcom.
Płyty, które nam zwrócono po miesiącach starań uległy "niechcący" uszkodzeniom w kontakcie z ostrym metalowym przedmiotem.
W końcu doszło do zabrana nam pomieszczenia, w którym jeden z mieszkańców, który nas zawzięcie zwalczał, a przy tym nasyłał na nas MO urządził sobie piwnicę.
Później przeszkadzaliśmy na ławkach przyblokowych i boisku itd.itp.
Dziś wspieram młodych, którym pomagam w utrzymaniu siłowni osiedlowej w pomieszczeniach naszej spółdzielni.

Pozdrawiam,
Obibok na własny koszt

Obibok na własny koszt

Witaj,
kolego na własny koszt.

Twój komentarz utwierdza mnie w przekonaniu, że Polski nie odbudujemy bez pamięci nie tylko o wielkich sprawach i czynach, ale i z przypominaniem, jak sobie radziliśmy w tamtej rzeczywistości.

Oni mogli nam zabierać płyty, porysować.

Duszy nam nie zabrali, a że rysy. Takie życie.

Pieśń jednak nam nie odebrali i choć trzeszczy i czasem przeskakuje płyta, to jeszcze zabrzmi gromko.

A mury runą.

Dzięki, bardzo cenny komentarz. Kto nie rozumie, niech słucha innej muzyki.

Jak widać po Bronku, nie tylko lubią i cenią sobie przejęcie "Naszych Pomieszczeń", ale i tradycji. Również tych pozornie zwykłych.

Pozdrawiamy Serdecznie

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Posuńcie się trochę to i ja przysiędę na tej piwnicznej ławeczce

Pod schodami naszej piwnicy tylko szczury się kotłowały w starych, wyrzuconych siennikach. Nie lubiłam jej bo jak nie olbrzymia ropucha skoczyła pod nogami to jakiś nietoperz z piskiem wylatywał. Tak było w korytarzu między piwnicami. W naszej piwnicy już było sucho i nawet przytulnie bo pachniało jabłkami i kiszoną kapustą, w trzech gąsiorach bulgotało coś co z czasem zamieniało się w pyszne wino. Często zaplątywałam się w jakieś dziwne druciki rozciągnięte między ścianą i oknem jak pajęczyna. Z czasem zaczęłam je kojarzyć z tatowym "Idę do Jezioranów, dziewczyny potrzebujecie coś z piwnicy?"... I potem taty nie było z godzinę i więcej. Wracał z niej i od drzwi zaczynał swoje - a mówiłem nie kręcić mi się koło węgla ? A potem wieczorem rodzice zamykali się w kuchni i długo szeptem rozmawiali. Na dodatek "W Jezioranach" przecież nadawali w niedzielę i co do cholery mieli oni wspólnego z naszą piwnicą ?...
Po latach, robiąc porządki znalazłam... radio "Pioneer" (chyba tak to się pisało) z "przybudówką" i wtedy dopiero powiązałam drucikową pajęczynę z humorami tatowymi gdy wracał z piwnicy. I z dziwnymi budami milicji jeżdżącymi po mieście...
Może dobrze, że długo nie wiedziałam o tym radyjku.

Pozdrawiam.
contessa

_______________
"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być".
Lech Kaczyński
_______________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten aldd meg a Magyart

"Urodziłem się w Polsce" - Złe Psy :
http://www.youtube.com

Contessa

Witaj,
jak widać konspira na całego.
Teraz może wydać się to śmieszne, a wtedy za słuchanie Wolnej Europy lub BBC można było nieźle zebrać od władzy ludowej.
Piwnica się przydał nie tylko na zapasy, taki schron nasłuchowy.

A skrzynki z jabłkami, trzymały się całą zimę. Zawsze można było sobie pochrupać pyszne polskie odmiany.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

JWP

W tamtych latach po Gdańsku jeździły dziwne budy milicyjne, za mała byłam by wiedzieć o co chodzi, co jest grane. Dopiero jak porządkowałam tą piwnicę (byłam już dorosła) to jakby obrazek mi się sam ułożył i nasunęło mi się takie podejrzenie, że to były... wozy triangulacyjne. Tak to się chyba nazywało.

Obibok pewnie sporo mógłby powiedzieć w temacie.
Pozdrawiam Ławeczkę.
contessa

_______________
"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być".
Lech Kaczyński
_______________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten aldd meg a Magyart

"Urodziłem się w Polsce" - Złe Psy :
http://www.youtube.com

JWP :) Contessa poruszyła ważny wątek naszych biografii

gość z drogi

słuchanie głosu wolnego Radia...:)

W moim i męża życiu ,były Trzy etapy...

pierwszy ,wczesne dzieciństwo ,przedwojenne radia lampowe...i Głos zza Oceanu.. czy z Wyspy .?

Głos czytający listy poszukujących się po wojnie...to  była działka Czerwonego Krzyża...reszty nie rozumiałam siedząc pod stolikiem owalnym...ale  za to pamiętam rozpalone twarze Babci <Rodziców i Wuja Legionisty, właściciela Domu,na górze mieszkała rodzina ubeka,zakwaterowana przez coś tam.i nadsłuchiwała,gdzie,co i kogo :)

wiec  radio było nakrywane Kapą ,pod którą siedzieli dorosli...:)

wtedy za słuchanie radia ,było więzienie,w czasie wojny Mama i Babcia cudem za podobne "przestepstwo " uniknęły śmierci...

II etap,

Tatko w kuchni miał zainstalowane stare drewniane radio,tuz przy kranie,by łatwiej było "jakiś drucik podłączyć......leciało "Głos Wolnej Europy na zmianę z 

Londynem...

ja zmagałam się z koszmarem typu :" z miasta A,do miasta B wyruszył pociąg o której..".koszmar śniący mi się do dzisiaj po nocach,,,więc jakaś tam  inwazja na "zatokę świń" była pestką w porównaniu z zadaniami z matmy...:)ba mogła nawet być "lekarstwem " na koszmarna matme  na sinusy,cosinusy,,,

bo w miedzy czasie,czyli  w czasach tzw "zimnej wojny"koszmarne zadanie na temat stacji" A...do stacji B",przybrało jeszcze potworniejsze oblicze..sinusy,cosinusy..tablice logarytmiczne .itd :)

III etap,

młodzi małżonkowie mieszkający kątem u Tesciów ,niewyspani chodzą do pracy,bo słuchają kolejny RAZ w życiu wolnego

Głosy zza żelaznej kurtyny...:)

efekt : afera w szkole młodszego syna,ktory na klasówce z historii pomylił 

pewna Roze  z Roza Nowotarska,przepraszam,za ogonki,ale zwariował klawiatura,zemsta historii,czy co ?

Contesso, :)przysiadłam koło Ciebie,by ten watek pociagnąć...historycznie...:)

serdecznosci...

Gość z Drogi

Drogi Gościu,
rozmowy w Klubie Radiowym, tym razem, trwają.

I dobrze, że je dopełniłaś kolejnymi osobistymi historiami.

Ja już się wypisałem, a teraz mogę sobie Wasze "rozwinięcia" poczytać i przeżyć to z Wami

Pozdrawiam

P.S. W kwestii Radia Wolna Europa, to Pan Jan Bogatko mógłby zabrać głos.

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

JWP :) mam nadzieję,ze Go wywołaliśmy :)

gość z drogi

szczególnie,ze przez "to " RADIO Syn miał "pod górkę " u  dyra :)członka PZPR i to w stanie wojennym :)

serdeczne pozdrowienia dla Ciebie i drugiej Połowy :)

i nocna dyszka dla reszty towarzystwa spod schodowego Raju :)))

Dobrej Nocy Wam Wszystkim :)

Contesso

Nie gniewaj się, ale kobiety z techniką często na bakier.
Wozy były radiopelengacyjne.
A triangulacyjne są wieże -

http://pl.wikipedia.org/wiki/Wie%C5%BCa_triangulacyjna

Ale wiemy o co chodzi, o nasłuch i tropienie słuchaczy.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

JWP - no widzisz, miał być pelengator a wyszedł mi....

triangel, hihhihihihihi.
Eeeeech, ci muzycy !

Pozdrawiam.
contessa

_______________
"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być".
Lech Kaczyński
_______________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten aldd meg a Magyart

"Urodziłem się w Polsce" - Złe Psy :
http://www.youtube.com

Contessa

Ech te Muzyczki...

Czyżbyś Klossa nie oglądała, tam takie wozy jeździły, jak Janek nadawał.

Teraz nas namierzają, jak my "nadajemy".

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

JWP re: Czyżbyś Klossa nie oglądała....

Widzisz - miałam 18 lat gdy w domu pojawił się pierwszy telewizor. Chyba "Neptun" się nazywał ?
Kilka miesięcy po tym wyjechałam i nie w głowie mi były telewizornie, szkoła przetrwania była ważniejsza.
Pozdrawiam.
contessa

_______________
"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być".
Lech Kaczyński
_______________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten aldd meg a Magyart

"Urodziłem się w Polsce" - Złe Psy :
http://www.youtube.com

portret użytkownika obiboknawlasnykoszt@tlen.pl

Contesso uważaj, bo dziś Nas też namierzają o tak:

 

Pozdrawiam,

Obibok na własny koszt

portret użytkownika Tomasz A.S.

Co namierzają wozy pelengacyjne?

Chyba radiowe stacje nadawcze. Do tego celu przynajmniej muszą być dwa wozy. Obecnie mozna zobaczyć pojazdy Urzędu Komunikacji Elektronicznej, który sprawdza podczas rutynowych kontroli, czy parametry stacji radiowych odbieranych są zgodne z wydanymi pozwoleniami.
**********************************
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

portret użytkownika obiboknawlasnykoszt@tlen.pl

Dodam.

Zapomniałem napisać coś więcej o radiu, które służyło za wzmacniacz i kolumny, bo do głośnika były podłączone dodatkowe głośniki z „bałachów” (głośnik z przełącznikiem gwiazdowym i transformatorem głośnikowym).

Tak więc radio lampowe było podobne i miało takie same przełączniki jak te dwa małe w EAW.

https://img1.sprzedajemy.pl/540x405_radio-lampow...

Mam kpl. pokrętła, antenę obrotową ferrytową, lampy oraz rybie oko.

Coś takiego:

http://img4.sprzedajemy.pl/540x405_stare-radio-l...

Tylko wydaje się tak dla mnie, że tu  gdzie są przełączniki było chyba obłe, a nie kwadratowe,

Przejrzałem fotki z radiami lampowymi lecz nie trafiłem na takie. Mógłbym je nawet dziś narysować, bo to był kawał mojej historii z lat 60. i 70. XX wieku. Radio nie posiadało przełączników klawiszowych, a tylko przełączniki gwiazdowe. Wejście gramofonowe i do wzmacniacza były z tyłu na wtyczki tzw. bananowe.

Dziś mam takie ogromne radio Beethoven:

http://s1.pokazywarka.pl/i/746932/1228196/dsci12...

http://img202.imageshack.us/img202/2913/skanuj00...

Gramofon skrzynkowy drewniany o taki:

http://www.staryswiat.pl/images/uploaded/kolekcj...

Moja śp. Babcia miała takiego Mazura:

http://img1.sprzedajemy.pl/540x405_stare-radio-l...

 

na którym też słuchałem Radia Luksemburg, a babcia w Jezioranach i Matysiaków no i zakazane szumy ;-)

To już było zajęcie rodzinne i wielopokoleniowe ze szczególnym nasileniem w czasach przesileń i w stanie wojennym.

No i na tym Grundigu ZK-120 (mój) oraz Unitra ZK-120T (żony) nagrywałem całe obrady MKS w Sali BHP w sierpniu 1980 roku.

Poza samymi obradami posiadam nagrania z różnych komunikatów nadawanych przez stoczniowy radiowęzeł GSR.

Taśmy magnetofonowe marki Tonsil Stilonu, NRD-owskie ORWO i jakieś ruskie z tymi historycznymi zapisami mam do dziś w swoim małym muzeum.

Posiadam do dziś znaczny zapas nieużywanych taśm ORWO i Tonsilu, które kupiłem wówczas by nagrywać tamte wydarzenia sierpniowe.

Taśmy kupiłem spod lady i okazyjnie - na hasło o nagrywaniu negocjacje.

http://legendy-prl.pl/magnetofon_szpulowy_zk-120...

http://maxmotors.nazwa.pl/grafika/allegro/SZPULO...

Grundigu ZK-120 - 2 ścieżki (ZK-140 4 ścieżki) były magnetofonami lampowymi.

Natomiast Unitra ZK-120T - 2 ścieżki (ZK-140T 4 ścieżki ) były pierwszymi częściowo polskimi magnetofonami tranzystorowymi produkowanymi na bazie licencji Grundiga.

Był też ZK-147 i kolejne odmiany ...... w tym Aria z i bez wzmacniaczy.

To było coś takiego jak z Fiat 126 (126p), a później  FSO 126p.

Pozdrawiam,

Obibok na własny koszt

portret użytkownika Tomasz A.S.

A ja miałem w końcu lat pięćdziesiątych

Radio lampowe Wola. Zielone oko. Pięć białych klawiszy na środku, dwie gałki pokręteł. Z prawej strony na ściance odchylana ramka anteny kierunkowej.
Przedtem miałem radio kryształkowe. Słuchawki, szklana rurka z płytką na której ustawiało się drucik aby jak najlepiej odbierało. Żadnego zasilania poza siłą sygnału radiowego! I długa antena linka stalowa na dachu, na szklanych lalkach. Długość linki to długość (połowa długości) fali stacji Warszawa 1. Chyba w tej technologii niczego nie pokręciłem?
**********************************
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Tomasz A.S.

Witaj,
dzięki za komentarz. Jak tak dalej pójdzie to odtworzymy całą historię sprzętu audio w Polsce.

Wszystko jakby było widzialne.

Słuchało się też radia z kaloryfera, kto pamięta ?

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

@ Tomasz A.S.

W tym czasie u nas w domu było czarne ebonitowe radio Tesla. Wrzuciłam w Google - ale takiego modelu, o bardzo prostej linii, nie znalazłam. Nie miało żadnego oka, ale grało, a rodzice konspiracyjnie słuchali Głosu Ameryki. Wtedy już chyba pogodzili się z losem, przestali wierzyć w "zmianę", jak wtedy mówili, czyli - w nową wojnę. Bo najpierw liczyli na to, zwłaszcza ojciec, który zupełnie nie mógł pogodzić się z nową rzeczywistością.

Temu radiu wiele zawdzięczam. Irena Kwiatkowska czytająca "Anię z Zielonego Wzgórza". Sporo muzyki klasycznej, otrzaskanie się z nazwiskami kompozytorów. Głównie rosyjskich, ale i to dobre, np. Czajkowski - pardon, Tchaikowsky ;-) *

Ale byli i Beethoven czy Mozart, Brahms, Liszt, Schubert, nie mówiąc o Chopinie, którego było bardzo dużo. Konkursy Chopinowskie. Niestety, tego teraz brakuje w mediach. Nie każdy musi pójść "tą drogą", ale szanse, żeby osłuchać się, powinien mieć każdy.

Potem Tesla zaczęła również służyć do słuchania Radia Luksemburg, w tym celu wzięłam ją też do akademika. Tam jego żywot się zakończył.

Kiedy wyszłam za mąż, najpierw radia nie mieliśmy, ale już w roku 1978 był Afganistan (tzn. napaść ruskich na ten kraj), więc kupiliśmy, żeby słuchać Wolnej Europy. Co to było za radio, już nie pomnę. Teraz są aż trzy.

Ot, takie wspomnienia, okruchy tamtych czasów.

* Tak, bo sklepach (polskich!) z płytami, Czajkowskiego trzeba szukać pod "T"!

portret użytkownika Tomasz A.S.

@proxenia

Z audycji słuchanych wtedy pamiętam satyryczny "Teatr Eterek"
Jeremiego Przybory z wdową Eufemią (Irena Kwiatkowska) Mundziem (Fijewski) i prof. Pęduszko – Adamem Mularczykiem. (chyba to był prototyp Starszych Panów).
Gdy ojciec kończył wieczorem słuchać "Głos Ameryki" oddawałem się pasji słuchania o 21-ej audycji jazzowej Willisa Conovera która zaczynała sie sygnałem zespołu Duke Ellingtona Take The "A" Train - następowała godzina jazzu klasycznego/tradycyjnego Armstrong, King Olivier itd.; a o 22-ej nowoczesnego MJQ, Peterson, Miles Davis itp. Rano w liceum było na dwóch pierwszych przerwach omawianie tej audycji z przyjacielami - miłośnikami tej muzyki.
**********************************
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Tomasz A.S.

Panie Tomaszu, Kolego Blogerze,
za przypomnienie Willisa Conovera pełny szacunek.

Oj słuchało się, nie tylko Radia Luxemburg, ale i audycji niezapomnianych Conovera.

Był czas, że trudno było o płyty jazzowe, potem już dostępniejsze. Dzięki niemu słuchaliśmy muzyki niedostępnej.
Jej prawie całego spektrum.

I dla Pana najpiękniejszy i mało znany ( nawet melomanom ) utwór w wykonaniu Satchmo...

Pardon the smile on my face my friend
Dreamin' of reachin' my journeys end
I'm headin' straight for my hearts desire
Gee, it's good to know I'm near the home fire

All of the folks that I love are there
I got a date with my favourite chair
With every step every hope grows higher
Didn't know how much I missed the home fire

The noises, the TV, the rusty old pipes
The cat always teasin' my dog
The neighbours, the quarrels, the screaming of kids
For the first time in years I'll sleep like a log

Heaven is waiting for me, my friend
Seven or eight dreams around the bend
And if you're ever in town inquire
We'll be glad to have you share the home fire

Yes, the noises, the TV, the rusty old pipes
The cat always teasin' my dog
The neighbours, the quarrels, the scream of the kids
For the first time in years I'll sleep like a log

Heaven is waiting for me, my friend
Seven or eight dreams around the bend
And if you're ever in town inquire
We'll be glad to have you share the home fire

We'll be glad to have you share the home fire

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika Tomasz A.S.

Satchmo miałby 113 lat, gdyby żył!

Byliśmy fanatykami jazzu "fanatykami typu ortodoksyjnego". Teraz wydaje mi się to śmieszne, ale wtedy ci, którzy byli "laksemberczykami" byli kasta niższą przez nas pogardzaną, także ci, co słuchali rocka. Ale pomimo to poszliśmy do kina w PKPG na pokaz filmu o Billu Haley'u. Przedtem też przeżywaliśmy tam (to były jakieś zamknięte seanse z filmami o ile pamietam wypożyczanymi z ambasady USA?) film "Benny Goodman Story".
A co do sprzętu audio, to miałem nadstawkę do gramofonu z głowicą magnetofonu (zakładało się na talerz gramofonu).
**********************************
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Proxenia

Tak się fajnie poukładało, że chłopaki o sprzęcie, a dziewczęta o tym co z tego wynikało.

Tak właśnie się dzielą role myśliwych i tych co o domowe ognisko dbają.

My słuchamy radia i patrzymy na nie, a Wy potraficie wychwycić co grali i co w tle.

Może uogólniam, ale jest coś na rzeczy.

Wielkie Dzięki dla Ciebie i Wszystkich, którzy pokazali, że jest co wspominać i że to nie tylko sentymentalna podróż, ale i przekaz dla młodych.

I wątek "klasyki" też istotny.

Serdecznie Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić, choć słucham klasycznej muzyki.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Obibok

Widzę Kolego, żeś przerobił trochę sprzętu.

Po wtyczkach bananowych przyszły typu DIN, inne dla łączenia z głośnikami, a inne ze sprzętem, a potem cinche.
Obaj dziadkowie, a co za tym idzie nasz tata i my potem mieliśmy kilka takich drewnianych cacek, a jedno lub dwa z wbudowanym gramofonem, wysuwał się z podobnej obudowy j/w.

Potem etap magnetofonów szpulowych, taśmy również BASF-a, przejście na kaseciaki polskie i japońskie, CD o powrót do klasycznego gramofonu.

Aria, Dama Pik i Koncert, to był polski szczyt.

Jak ktoś nie przeszedł całej trasy audio i video, to nie wie jaka to była frajda.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

@obibok - radia i magnetofony

Zdjęcie radioobiornika, tego najbardzij zniszczonego na Twoich fotkach, zrobię jutro i wrzucę. Moje jeszcze gra :) Magnetofon ZK-140T był nie tylko 4-ścieżkowy, mial również szpanerską (choć wtedy takiego slowa chyba nie było) drewnopodobną obudowę. Taki miałem:)

Taśmy w Polsce produkowal Stomil Gorzów oraz Wiskord Sczecin. Tata tam pracował, więc nawet w stanie wojennym i w okresie gnijącego komunizmu lat 80-tych miałem kaset ile chciałem. Teraz oczywiście fabrykę rozbrali. Taśmy były 120, 180 i 240 minutowe. Te najdłuższe były najgorsze bo się rozciągały. Kasety 60 i 90 minut. Tyle uzupełnień z pamięci

Pozdrawiam ciepło

--------------------------

Reszta nie jest milczeniem.

Smok Goryncz

STILON, o ile pamiętam.
Do pewnego czasu było krucho ze szpulowymi i kasetowymi.
Jeździło się do sklepów górniczych, nie tylko po taśmy.
A jak pojawiły się taśmy ORWO CHROM, to jakość skoczyła.

Mam do dzisiaj kolekcję taśm szpulowych i kasetowych.
Duże studyjne szpule i kasety typu Metal.

A szpulaki i kaseciaki mają swój urok.

A i taśmy się kleiło, ciężko było o te specjalne do sklejenia.

Naprawiałem znajomy kasety magnetofonowe, a brat sprzęt.

To nie tylko martwe tematy, historie związane ze sprzętem, to nasze historie. Pełne emocji i uczuć. Kolorowe i różnie brzmiące, jednak nawet na pocztówce słychać było muzykę. Klasyczną może nie za bardzo, ale rozrywkową jak najbardziej.

To jak z nartami, uczyć się i jeździć można było na drewnianych. A, że potem sprzęt się nowy pojawił !.

Jazda, jak i muzyka ma to do siebie, że nawet jak nie ma super sprzętu, to do nas i tego co słuchamy i jak jeździmy zależy nasza radość z przeżywania.

Ja zawsze uważałem, że najlepiej się uczyć na surowym sprzęcie i powoli podnosić jakość.

Trzeba bowiem przejść wszystkie drogi i ścieżki, by potem wybrać właściwą.

Na zapowiedziane zdjęcie czekam.

Myślę, że wątek nie zginie, a zapewne pojawi się pod innymi naszymi wpisami.

Pozdrawiam "Gorąco"

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

@jwp - "metalowe" kasety robili i w Polsce

właśnie Stilon(oczywiście!) i Wiskord. Chromy były lepsze, ferro potrafiły drzeć głowicę jak papier ścierny. A nasty oczywiście maiłem drewniane - z enerdówka przywiezione, jak Gierek pozwolił jeździć na dowody osobiste.
Mam nadzieję, że nie zginie. Wymysliłem nawet wątek jakiegos następnego spotkania na Ławeczce: "fajny film kiedyś widziałem". Co Ty na to?
No to i ja gorąco :))
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Smok Goryncz

te Ferro to była zaraza, niby lepsze, a w żadnej mierze CHROM.
Zresztą jakość materiału była marna i taśmy się szybko sypały.

Pamiętam, jak po przejściu ze szpulaka na kaseciak nabyliśmy pierwszą japońską głowicę i po zamontowaniu i regulacji mechanicznej i prądu podkładu zaczęliśmy nagrywać i odsłuchiwać.

Skok Kosmos.

Fajny film kiedyś widziałem - dobry pomysł.

A w dodatku to prawie Moja Działka, od najmłodszych lat.

Oj będzie się działo i jest na portalu kilku mocnych w temacie.

Pozdrawiam i Dziękuję za "cenną inicjatywę"

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

jwp - parę obrazków, które powodowały wówczas mocne bicie serca

Użytkownik jwp napisał:
te Ferro to była zaraza, niby lepsze, a w żadnej mierze CHROM.
Zresztą jakość materiału była marna i taśmy się szybko sypały.

Pamiętam, jak po przejściu ze szpulaka na kaseciak nabyliśmy pierwszą japońską głowicę i po zamontowaniu i regulacji mechanicznej i prądu podkładu zaczęliśmy nagrywać i odsłuchiwać.

Skok  Kosmos.

Najlepsze wówczas na jakie ew. było mnie stać...

z braku laku najtańszy tedek...

i relatywnie przystępny BASF, jakość względna...

i szajs Agfa, który niemal przyprawił mnie o myśli samobójcze ("tyle pieniędzy za takie g...!")

No i jak ? Serce zabiło mocniej ? ;)))))))

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Adam Dee

A oto oblicze polskiej i nrd-owskiej zarazy + bonus z Peweksu - taśma do czyszczenia głowic. Niewiele warta, bo najlepszy był wacik na zapałce i czysty spirytus.
Zatem z mojej kolekcji...

( kliknij w obrazek, by powiększyć )

Boski jest tekst w środku skanu - pean na cześć Ferrum Forte.

Zagranicznych ( zachodnich ) nie uwieczniam, bo jest ich więcej, a i tak wiemy, że w większości były niezłe.
Może jak znajdę Porsche wśród taśm - Metal, to zrobię skany.
Te metale ważyły i pięknie siadały w kieszeni.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

jwp

Te Stilony to pamiętam w jak najgorszym świetle.
Magnetofon na nich się zatrzymywał. Krzywo się nawijały, a plastiki w środku były tak tragicznej jakości, że nierzadko się po prostu zacierały.

Jedna sztuczka była notorycznie potrzebna - trzeba było to dziadostwo przewinąć w obie strony żeby odtworzyć ;)

Jakość - o ile pamiętam - była dużo poniżej najtańszych zachodnich. Co prawda nie wszystkich.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Adam Dee

Były, jakie były. Dobrze, że były.
Od czegoś trzeba zacząć.
Masz kurde pamięć do szczegółów, choćby eksploatacji tychże taśm. I katalizujesz moje wspomnienia.

Trzeba było przewinąć, a czasem ołówkiem drewnianym wspomóc ułożenie taśmy.

Wiesz co, chciałbym mieć tyle czasu, by i Polskę i Rodzinę obdzielić, a reszta po trochu dla mnie i po części na takie rozmowy i pisanie dziwnej książki. Bajki o tym co było i może zniknąć bezpowrotnie. Nie, że marzę o obniżeni jakości taśm. Marzę o przywróceniu jakości i poziomu ludzi.

Byliśmy z niezłej gliny wypaleni. A teraz takie domieszki, że liche garnki pękają przy pierwszym użyciu.

Fajna rozmowa, od wspomnień do techniki, by przejść do Innej Beczki.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

jwp

Użytkownik jwp napisał:
Były, jakie były. Dobrze, że były.
Od czegoś trzeba zacząć.
Masz kurde pamięć do szczegółów, choćby eksploatacji tychże taśm. I katalizujesz moje wspomnienia.

Trzeba było przewinąć, a czasem ołówkiem drewnianym wspomóc ułożenie taśmy.

Tak, pamiętam. Niektóre kredki i ołówki idealnie pasowały ;)
Pamiętam też patent z popuszczaniem śrubek - odkręcało się wszystkie o parę stopni i kaseta lżej chodziła ;)

Użytkownik jwp napisał:
Wiesz co, chciałbym mieć tyle czasu, by i Polskę i Rodzinę obdzielić, a reszta po trochu dla mnie i po części na takie rozmowy i pisanie dziwnej książki. Bajki o tym co było i może zniknąć bezpowrotnie. Nie, że marzę o obniżeni jakości taśm. Marzę o przywróceniu jakości i poziomu ludzi.

Byliśmy z niezłej gliny wypaleni. A teraz takie domieszki, że liche garnki pękają przy pierwszym użyciu.

Tutaj się nie zgodzę.
Zupełnie wbrew moim przekonaniom - bo bliżej mi do określenia mizantrop niż do philánthrōpos – kochający ludzkość.
Wydaje mi się, ze wcale tak nie jest. Nie ma żadnych domieszek, budulec ten sam - okoliczności są po prostu sprzyjające temu, że jest tak jak jest.

Gdyby to wszystko zresetować, ludzie byliby inni.
Niestety, w tej materii reset to bardzo poważna sprawa... Obawiam się, że bez bardzo poważnej wojny, proces na jaki wskazujesz jest nie do zrealizowania.
Tu nie będzie żadnej odnowy moralnej, żadnego przebudzenia. Żadna wiara nie uczyni odwrócenia tego co się dzieje. Żadne tam pierdoły w stylu quo vadis - to jest dobre dla słabowitych na umyśle filozofów. Ludzie w sekundę zmieniliby się nie do poznania, gdyby w oczy zajrzało im pytanie - czy przeżyję.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Adam Dee

Zgadza się, śrubki służyły do regulacji. Wątpię by taki był zamysł producentów, a musieliśmy sobie radzić.

Też uważam, że potrzebna jest rewolucja, inna niż zwykle, a praca u podstaw jest dodatkiem ważnym, lecz zbyt długim procesem, a wróg nie poczeka na nas.

Podrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

JWP & AdamDee

"Trzeba było przewinąć, a czasem ołówkiem drewnianym wspomóc ułożenie taśmy."

"Tak, pamiętam. Niektóre kredki i ołówki idealnie pasowały ;)"

Do przewijania to były najlepsze długopisy "BIC", wtedy chyba po 20 centów w Pewexie.
:):)
Szybko i elegancko układały taśmę.
Kasety do czyszczenia głowic - niestety okropny szajs.

Pozdrawiam Ławeczkowiczów.
I żałuję, że brak czasu nie pozwala częściej się przysiąść. Ale czytam od dechy do dechy !
contessa

_______________
"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być".
Lech Kaczyński
_______________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten aldd meg a Magyart

"Urodziłem się w Polsce" - Złe Psy :
http://www.youtube.com

Contessa

Ołówek winien być kanciasty, wtedy kanty zahaczały o ząbku kółek i szła robota.

Tak jak gardła szajsem nie przepłuczę, tak i do głowic wolałem "szpyrytus".

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Smok Goryncz

Jak kurde znajdziesz mi dowód, nawet osobisty, na produkcję taśm kasetowych typu METAL w Polsce, to Cię ozłocę Goldwaserem lub poWinnimy sobie, albo też popiwkujemy.

Albo mnie pamięć zawodzi, albo też nie spotkałem na swojej drodze AUDIO takich polskich. Coś mi świta, że może były.

Muszę skonsultować ze Starszyzną.

Pozdrawiam Metalowo

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

babcine radia :)- zgodnie z obietnicą

wrzucam fotografie radioodbiorników z mojej niewielkiej kolekcji. Oba należały do babć. To pierwsze niestety zdefektowane zarówno wewnętrznie (brak 2 lamp) jak i zewnętrznie:

To drugie, na którym słuchałem Luxembourga i Londynu działa do dziś:

I nie myliłem się: to jest zadbanybrat-bliźniak tego nieszczęśnika, którego pokazał obibok :) 

Gra muzyka! (jak mawiali seniorzy:o)

-------------------------- Reszta nie jest milczeniem.

@ Smok - stare radia, stare realia

Oj, rzeczywiście antyki zamieściłeś.
Świetne były te radia z nazwami stacji. One również jakoś kształciły. Pamiętam, jak w zimowe wieczory przesuwałam (no właśnie, co? to się jakoś nazywało? ta pionowa pałeczka? może wskaźnik? wskazówka? ale wskazówka musi być strzałką!) z jednej stacji na drugą i wsłuchiwałam się w język tych stacji.
Niektóre nazwy były intrygujące: Brasov - i ciekawy dla ucha rumuński. Novi Sad - serbski.
Na jakiejś stacji rosyjskiej było w odcinkach słuchowisko o Grigoriju Kotowskim, bolszewickim dowódcy, który brał też udział w wojnie z nami w 1920. Ciarki mnie przechodziły z zachwytu, kiedy aktor wygłaszał dumnie "Ja, Kotowskij!", dopóki ojciec, wkurzony, nie sprowadził mnie na ziemię i kazał gada wyłączyć.

To było radio czeskie, więc wiele stacji, napisów, było z tamtej części Europy. Aż wreszcie już prawdziwym wieczorem, kiedy Luksemburg odbierało najlepiej, zostawałam przy tej stacji.
Słuchając tej stacji oswajałam się z angielskim - plus samouczek - świetny zresztą, nie pamiętam w tym momencie autorki, profesorka anglistyki na UW. To były zeszyty po kilka lekcji - w pudełku. Był doskonały, ale "dostał nóg" i sobie poszedł, kiedy wzięłam go do akademika.

Proxenia :)Pamiętam, jak w zimowe wieczory przesuwałam (no właśn

gość z drogi

ja też pamiętam do dzisiaj ten dziwny dreszczyk,gdy nagle do naszego pokoju/dzielonego z dużo młodszą siostrą/wkraczał świat

...obce języki mieszały się z muzyką...:)

a magiczne,zielone oko tajemniczo mrugało,jakby porozumiewawczo...na starej drewnianej Tesli ,świetnie się słuchało pana Kydryńskiego z jego sławnym "R"

i ERRTA /Eartha Kit/ 

fascynował ten świat obco brzmiących języków i cudownej muzyki... dawał poczucie dziwnej bliskości ,za oknem śnieg,a w ciepłym  śpiącym domu, ONI..mówiący coś,czego nie rozumiałyśmy...ale co miałyśmy na wyciągnięci ręki :)

serdeczne pozdrowienia :)

portret użytkownika obiboknawlasnykoszt@tlen.pl

@Smok Gorynycz

Takiego nie miałem choć podobne.
Jak zrobię fotkę gałek to je wrzucę, tu ich nie widzę, no i brak jest lampy "magiczne oka", którą też mam oraz ramką/obudową mosiężną od oczka.
Moje odziedziczone radio, które wraz z gramofonem zawlokłem do piwnicy gdzie był nasz dom miało 4 zestawy gałek.
Nie miało tej poprzeczki nad skalą lecz takie drewniane obudowy w miejscu gałek schodzące łukiem z obu stron ku dołowi skali z podziałką.
Posiadało tylko jeden wewnętrzny głośnik z dość dużym transformatorem głośnikowym oraz nastawną anteną ferrytową na pręcie ferrytowym.
http://t2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQ8AlUnb...

Jak trafie na takie radio to zamieszczę tu link lub fotkę.

Pozdrawiam,
Obibok na własny koszt

PS
Wiesz na co mówiło się KUKURUŹNIK?

@Obiboku - młodszy nieco od Ciebie jestem

ale mam "pamięć zewnętrzną" bom historyk :) Sprawdzasz mnie?:)Kukuruźnik to dwupłatowiec sowiecki Po-2. Siedziałem w takim i widziałem go w locie - ponoć ostatni latający był w areoklubie szczecińskim. Nazwa była przenoszona również na inne przedmioty. A o czym Ty myślisz?
Mam jeszcze dwa radioodbiorniki, ale już późniejsze.
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

portret użytkownika obiboknawlasnykoszt@tlen.pl

Smok Gorynycz

Miałem na myśli komunistyczną propagandową szczekaczkę - taką skrzynkę z głośnikiem i przełącznikiem gwiazdowym.

Pozdrawiam,

Obibok na własny koszt

Magiczne oczko

@Obibok - tak też myślałem, że chodzi Ci o

system "nagłośnienia publicznego" Pamiętam takie głośniki - choć już chyba nieczynne - na słupach w Szczecinie. U nas zwano je również kołchoźnikami - bo wspólnie trzeba było słuchać.
Magiczne oczko - zielone? Kiedyś z ciekawości wepchąłem takie w głąb. Rany, ale się bałem, że mnie opieprzą i radia zabronią słuchać. Na szczęście dało się wyjąć :)
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

portret użytkownika obiboknawlasnykoszt@tlen.pl

Pojawiło się "mieć" i "być"

Otóż to, żeby mieć mieć winylową płytę Polskich Nagrań MUZA za 65 złotych musieliśmy rozładować z wagonu na samochód lub przyczepę ciągnikową i z nich na plac zazwyczaj GS "SCh" ponad 10 ton czerwonej ruskiej soli, która obżerała nam stopy ze skóry, bo nie mieliśmy odpowiedniego obuwia roboczego, a i odpowiedniego sprzęty do rozładunku.
Braliśmy z domów każdy co miał i hajda na stację przeładunkową, gdzie pełnoletni dorośli brali na siebie wagony do rozładunku i te mniej opłacalne nam odstępowali za odstępne.
Żeby kupić sobie takie cacko jak Grundig ZK-120, który kosztował astronomiczną jak dla podlotków cenę (referent w GS lub PSS zarabiał wówczas 700 złotych brutto)musieliśmy rozładować około tysiąca ton (licząc za i rozładunek po pięćset ton różnych towarów.
Ciężko było, a i wszystko było bardzo drogie jak dla kogoś kto pochodził wygnanej, ograbionej i rozkułaczone rodziny. Tym bardziej, że z reakcyjnej i klerykalnej rodziny, która stanęła do obrony II RP pod bronią.
Do dziś nie jest znany los trzech mojej babci, którzy pełnili służbę na wschodzie m.in. w Pińsku, w którym nadal mam rodzinę ze strony Mojej Mamy.
Żeby cokolwiek kupić lub cokolwiek zrobić w naszym klubie piwnicy musieliśmy to sami i własnym sumptem wykonać.
Zbieraliśmy makulaturę, złom, butelki, a nawet szmaty.
Złom pochodził też z rozebranego powojennego porzuconego i znalezionego przez nas uzbrojenia i amunicji w licznych bunkrach w okolicznych lasach.
Dziś jak to wspominam włosy na całym ciele stają dęba i przechodzą lodowate ciarki.
Dla paru groszy rozbrajaliśmy naoliwione jak i pordzewiałe miny, bomby, pociski moździerzowe, artyleryjskie, pociski przeciwlotnicze czy karabinowe.
Cięliśmy je na mniejsze kawałki tak by nikt nas się nie czepiał.
Największy naszym łupem były pociski i łuski od ciężkich karabinów przeciwlotniczych wykonane z mosiądzu oraz pociski karabinowe i wytapiany z nich ołów.
Brakowało nam czegoś takiego jak detektora metali.
Raz trafiliśmy na zniszczony magazyn amunicyjny gdzie pocisków karabinowych było tyle jak ziarenek piasku nad polskim morzem. Było ich dobre kilka ton.
Od 13 lat musiałem pomagać też i rodzinie, bo nawet 100 - 200 złotych miesięczny zarobek, to był naprawdę wielki wkład i pomoc Mojej Rodzinie, wygnanej z domu rodzinnego, w którym urządził swoją kołchoz.
Mimo wszechobecnej na każdym kroku biedy potrafiliśmy się podzielić wszystkim, nawet jednym cukierkiem, łykiem lemoniady czy tylko paroma ziarenkami oranżady w proszku.
Chlebem z cukrem polanym woda z kranu no i innymi frykasami, których właściwie nie było.
Jedno, co będę pamiętał do ostatnich swoich tchnień będzie to, że nie trafiliśmy na oszustów podczas swoich nielegalnych prac zarobkowych przy rozładunku wagonów na PKP.
Dziś jest to rzecz dla mnie nie do wyobrażenia.
Tak więc można było i mieć i być, a przy tym się nie zeszmacić.
O tak.

Pozdrawiam,
Obibok na własny koszt

PS
Dziś nadal jestem tzw. złotą rączką potrafiącą zrobić coś z niczego, a nie tylko wiosłować z talerza do własnej gęby.
Onw.

Obibok na własny koszt

100 lat Obiboku ?
A dlaczego ?
Bo musisz żyć tak długo, by przekazać kolejnym pokoleniom żywą i udokumentowaną faktami i liczbami historię.

Twoje komentarze, to nowele i przypowieści.

Co ja będę komentował, jak po czytaniu jestem syty.

"...Dziś nadal jestem tzw. złotą rączką potrafiącą zrobić coś z niczego, a nie tylko wiosłować z talerza do własnej gęby...".

Oj żeby nas więcej było i młodym chciało się chcieć.

Przepraszam że w skrócie, ale mnie ostatnie dni wyczerpały troszkę, ważne, że z efektem.

Pozdrawiam i wrócę jutro do Twojego komentarza. Jest o czym pogwarzyć, choć młodszym jestem, to wiele nas łączy.

Pozdrawiam

P.S. Jak też potrafię ludzi zadziwić swoimi małpimi zdolnościami. Każdej rzeczy trzeba dotknąć, a wtedy poradzimy sobie w każdej sytuacji. Nie zgubimy się w lesie, ani też nie zmoże nas nowoczesna technika.

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

@obibok i jwp - a wiecie, że to dziwne - a może i nie

że w przeszłość odchodzą nie tylko ludzie i przedmioty, ale również umiejętności. Bo dziś bycie złotą czy nawet srebrną rączką traci sens. Chiński badziew jest po prostu nienaprawialny. Nie da się i szlus! Zresztą nie musi być nawet badziew - współczesnych samochodów nie da się naprawić pod blokiem. Pamiętacie? Kiedyś to był dość powszechny widok - nogi wystające spod warszaw, syrenek, fiatów dużych i małych, w sobotnie przedpołudnie. Coś zawsze trzeba było przesmarować poprzez kalamitki, skasować luzy itp. I ci podwórkowi mechanicy wycierające zabrudzone olejem albo biteksem ręce w szmaty, przerzucający się fachowymi uwagami na temat swych maszyn... Sam tak robiłem wielokrotnie, choć już na przełomie 80 i 90. Wtedy jeszcze się dało. pamiętam mój rekord w wymianie rozrusznika w starym Fordzie Eskorcie - 4,5 minuty.
do następnego :))
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

portret użytkownika obiboknawlasnykoszt@tlen.pl

Smok Gorynycz

A co mi tam, pochwalę się, że po kupieniu gołego nowego nadwozia F126p, które kupiłem czekając w wieloletniej kolejce, po otrzymaniu stosownej ekspertyzy eksperta, złożyłem nowego F126p made in garaż.
Silnik, skrzynię biegów, układ jezdny, wyposażenie, to wszystko składałem sam z małych części, których zakup nie był także taki prosty, bo ich po prostu nie było.
Wyjeżdżałem starym rzęchem z rozpiską potrzebnych części i kasą, a było to w połowie latach 80 i jechałem do sklepów robiąc dwa kółka.
W czasie pierwszego kółka wypełniałem wcześniej sporządzoną tabelkę, w której wpisywałem cenę dostępnych w danym sklepie Polmozbytu części.
W czasie drugiego kółka kupowałem najtańsze z dostępnych części.
W taki sposób można było dużo zaoszczędzić.
Przykłady:
- widełki łożyska oporowego skrzyni biegów do F126p - od 1,50 złotych do 50 zł. za szt.
- tarcza sprzęgła od 5 do 80 złotych.
Miniaturowe żarówki 1,2W/12V i 3W/12V - w jednym sklepie w raz z kpl. nowym licznikiem kosztowały taniej niż w innym komplet samych żarowek.
Mojego patenty pedał przyśpieszacza wykonany z części wpuszczanego zawiasu drzwiowego i tulejek z brązu od rozrusznika oraz kalamitką była nie do zdarcia w przeciwieństwie do zacierającego się fabrycznego pedała przyśpieszacz.
W swoim składaku wykonałem kolejny model z metalowej tulei z 2 kalamitkami oraz z plastikową tuleją od pedału chyba hamulca z dwiema tulejkami od rozrusznika.
Maluszek, który był zakonserwowany Silwosem (takie coś do armat) po 14 latach poszedł w ludzi, w którym pedał przyśpieszacz był jakby spod igły.
Nadwozie też nie było dziurawe, bo Silwos w przeciwieństwie do Bitexu czy Fluidów nie wysechł przez te 14 lat i ciągle plastyczny i brudzący. Polecam Silwos wszystkim fanom staruszków na kołkach.
Największy wyczynu dokonałem w zimie (przed samym Bożym Narodzeniem 1984 r.) - trzykrotny demontaż, naprawa i montaż skrzyni biegów w śnieżnej zaspie (celowo by nie wiało) i powrót do domu na własnych kołach.

Pozdrawiam,
Obibok na własny koszt

Obibok na własny koszt

Och Karol !,
to prawie niemożliwe, a jednaka realne, że dalej spełniasz moje marzenia o dokładnym opisie czasów.

Oj nie obijałeś się bez sensu.

Czytam z przyjemnością i widzę to oczyma duszy.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika obiboknawlasnykoszt@tlen.pl

JWP

To co napisałem wcześniej pod Twoją notką jest niczym, takie nawet nie zero w porównaniu do tego, co zdążyłem w swoim życiu zrobić dla ogółu i potomnym.
Nie tylko Polacy czy Gdańszczanie, Białostoczanie.
Szkoły, szpitale, przychodnie, kościoły, domy mieszkalne, ulice, chodniki i takie tam insze "kioski użyteczności publicznej" i kamienice prywatne.
Musiałbym wreszcie zrobić rozpiskę swoich małych cegiełek, które mam zaszczepione po Mojej śp. Babci, pionierce odbudowy II RP, która też budowała szkoły murowane z cegły swoje produkcji, która pochodziła z wybudowanej przez nią cegielni.
Jak trafisz na ulicę Brzegi i do kościoła położonego przy niej (renowacja obrazów), to jakbyś spacerował i zwiedzał moją ulicę San Francisko (celowo), bo tak okupacyjne pismaki 3miejskie ją nazwali, czyniąc przy tym zarzuty wobec mnie.
Trafiło się coś zrobić i dla innych narodów jak Szwedów, Senegalczyków, Libijczyków i dla największego liberyjskiego taboru wodnego.
Pomnik Lenina w Pińsku też coś ode mnie miał na palcach - moje prezerwatywy ze zbiorniczkiem na spermę polskiej produkcji pakowane po 3 sztuki w kartoniku.
Ciekaw jestem czy milicja lub prokuratura je włączyła do dowodów ściśle tajnego śledztwa, czy zużyła na własne potrzeby.
Może leża gdzieś na półce w słoiczku by zachować zapach wywrotowca w archiwum na Łubiance, kto to może dziś wiedzieć? Zapewne Putin i jego KGBowska ferajna, prawda?

Pozdrawiam i spokojnej nocy życzę wszystkim.
Obibok na własny koszt

Obibok na własny koszt

A to już jest osobny i bardzo poważny wątek.

Te pozornie małe cegiełki, które ratowały stare mury i były podwaliną naszych polskich domów.

Musimy Obiboku poważnie rozważyć, jak podpuścić kolejne pokolenia, by chciały, a nawet kochały takie cegiełki czynić.

Wielu z nas przecież do dzisiaj nie zdaje sobie sprawy, bo tak nam małość czynów dnia powszedniego wmówili, iż budowaliśmy wielkie i ważne rzeczy.

Krok po kroku, cegła za cegłą i co ważne silnym spoiwem.

Niech ludziska wreszcie uwierzą, że są podmiotem, a nie przedmiotem. Tym bardziej manipulacji.

Dzięki za życzenia

Ja raczej staram się czuwać, na sen spokojny jeszcze nie czas, choć życzenie pomogą mi się zregenerować, gdy inni nawet we śnie się degenerują i mutują.

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

Smok Gorynycz

Użytkownik Smok Gorynycz napisał:
że w przeszłość odchodzą nie tylko ludzie i przedmioty, ale również umiejętności. Bo dziś bycie złotą czy nawet srebrną rączką traci sens. Chiński badziew jest po prostu nienaprawialny. Nie da się i szlus! Zresztą nie musi być nawet badziew - współczesnych samochodów nie da się naprawić pod blokiem. Pamiętacie? Kiedyś to był dość powszechny widok - nogi wystające spod warszaw, syrenek, fiatów dużych i małych, w sobotnie przedpołudnie. Coś zawsze trzeba było przesmarować poprzez kalamitki, skasować luzy itp. I ci podwórkowi mechanicy wycierające zabrudzone olejem albo biteksem ręce w szmaty, przerzucający się fachowymi uwagami na temat swych maszyn... Sam tak robiłem wielokrotnie, choć już na przełomie 80 i 90. Wtedy jeszcze się dało. pamiętam mój rekord w wymianie rozrusznika w starym Fordzie Eskorcie - 4,5 minuty.
do następnego :))

To daje pole do kolejnej refleksji.
Jest dokładnie tak jak piszesz. Kiedyś, siłą rzeczy musieliśmy zrozumieć co jak działa.

Z opowiadań wiem, że w latach powojennych, chyba do lat 70., kurs nauki jazdy obejmował zagadnienia mechaniczne. O ile wiem, trzeba było zaliczyć dość poważne zagadnienia dotyczące działania silnika, sprzęgła skrzyni biegów.
Potem to odeszło i jedynym humorystycznym akcentem jaki kojarzę w związku z moją nauką jazdy był miejscowy LOK, wyposażony w... symulator.

Proszę zapiąć pasy, bo jazda będzie ostra.

Czym był symulator samochodu osobowego na którym mieliśmy przejść ćwiczenia zanim oddano nam do dyspozycji rozklekotane maluchy ?
Symulator był maluchem, który zakończył swój żywot. W zasadzie była to częściowo zachowana karoseria, bez dachu, kół, etc. Stał na cegłach. W celach bliżej nieznanych, wszystkie możliwe puste przestrzenie profili karoserii, zalano betonem. Atrapa miała fotel, dźwignię zmiany biegów i kierownicę.
Oraz pedał...
... od maszyny do szycia Łucznik.
Pedał był połączony kablami z zasilaniem i silnikiem od tejże maszyny, który znajdował się "pod maską" - w maluchu dość nietypowo, bo z przodu.
Symulacje polegały na naciskaniu pedału gazu, jego puszczaniu gdy silnik wył oraz miotaniu wajchą co miało nauczyć nas zmiany biegów.

To był czysty surrealizm.

Nikt kto zobaczył ten "symulator" nie wytrzymywał bez ryknięcia śmiechem, choć oczywiście wszyscy byli zafascynowani programem kursu, w którym widniała pozycja "zajęcia na symulatorze - 1h".

Obawiam się też, że mało kto komu opowiadałem tą historię, do końca w nią uwierzył.
Choć to prawda, a ja w tej chwili czuję się jak Marian Stefaniak ;)

Słusznie piszesz o umiejętnościach jakie były udziałem ówczesnych kierowców. Były bo musiały być, ich efektem, natomiast, było zwykle zdobycie nieosiągalnego dziś zrozumienia pojazdu, a co za tym idzie również uzyskanie umiejętności prowadzenia pojazdów, które w zasadzie kwalifikowały się do natychmiastowego złomowania.

Od zrobienia prawa jazdy jeździłem Syrenką 104 - u nas zwaną kurołapką - to z powodu drzwi otwierających się tak, że w czasie jazdy można było pozyskać drób bez zatrzymywania samochodu, względnie zostać wyciągniętym na zewnątrz gdy prędkość była znaczna, a człowiekowi zdało się, że drzwi są niedomknięte. Drobiu nigdy nie złapałem - tej części legendy nie potwierdzę, ale drugą okoliczność prawie zaliczyłem, czego ślady nosiły drzwi mojej kurołapki.

Potem 105L, maluch, i dwa 125p kombi. Pierwszy kombiak był jakimś dziwadłem bo oryginalnie miał kierownicę po angielsku - przerobiony po kowalsku. Drugi, nie był oczywiście karetką (jak każdy inny 125p kombi na rynku wtórnym), co sfalsyfikowało się po pierwszym myciu wnętrza, gdy z niektórych czarnych elementów zaczęła złazić wilbra, którą pomalowano oryginalne, seledynowe fragmenty.

Stan tych samochodów - jak wspomniałem, był agonalny.
Efektem tego było nabycie umiejętności bezpiecznego kierowania samochodem pozbawionym hamulców, innym razem sprzęgła, kiedyś jeszcze musiałem jechać z jedynie na wpół sprawnym gaźnikiem (na wolnych obrotach należało pompować pedałem żeby paliwo podawała pompka przyspieszacza).
Zimą nie było opon zimowych, a pasy były obligatoryjnym gadżetem.

To, że żyję jest najlepszym dowodem tego, że samochodem o wymienionych wcześniej awariach krytycznych podzespołów da się jeździć.
Dzisiaj, w dobie ABSów, ASRów, ESPów, poduszek powietrznych, opon zimowych, GPSów, etc. - to jest zupełnie nie do pomyślenia. Kierowca współczesnego pojazdu poległby w boju za pierwszym zakrętem ;)

W karierze mam jakieś niegroźne stłuczki, z reguły z czyjejś winy i jeden poważny wypadek, który prawie skończył się tragicznie. Od tego czasu, gdy widzę nocą błyszczący asfalt nie sprawdzam hamując czy to to na co wygląda - zakładam najgorsze. Rozbitego fiata doprowadziłem po wypadku do znajomego mechanika.

Teraz te umiejętności nie są tak często potrzebne. Samochody są nieco inne - daleko sprawniejsze niż postrachy PRLowskich szos.
Ale pewnego rodzaju przełamanie psychologiczne - jak to się nie da ? Wszystko się da - to jednak pozostało i punktuje. Umiejętność improwizacji, zrobienia czegoś z niczego to jest coś co bez względu na czasy będzie w cenie.
A im te czasy gorsze... tym bardziej się to może przydać.

Bonus dla wytrwałych.

Jak pojechać samochodem bez sprzęgła - poradnik dla opornych.

Odpalasz na pych.
1. Koniecznie na dwójce - przy jedynce pchający może nie dać rady wsiąść.
2. Biegi zmieniasz w górę i w dół bez problemu.
Sprzęgło tak na prawdę do niczego nie jest potrzebne - to bzdet, za którym stoi spisek producentów sprzęgieł. Biegi zmienia się w trzech ruchach - wyłączenie biegu, skierowanie dźwigni w położenie kolejnego, wyczucie momentu z lekkim odpuszczeniem gazu i klik - jest potrzebny bieg.
3. Wyłączasz GPS - to co musisz teraz zrobić spowoduje tylko nerwowość w szoferce.
Musisz zaplanować drogę tak aby uniknąć sytuacji gdy trzeba się zatrzymać. Najlepiej jechać tak by zawsze skręcać w prawo. Droga do celu zapewne się wydłuży ale coś za coś. Dla frajerów zawsze zostają pojazdy pomocy drogowej.

;)))))))))))))))))))))))) - do not try this at home

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Smok Goryncz

Samochody - często bez kluczy specjalistycznych nawet żarówki nie zmienisz.
Jednak umiejętności złotej rączki dalej są w cenie.
Często mi się przydaje mój brak lęku przed nowymi wyzwaniami dla moich rąk i głowy.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika obiboknawlasnykoszt@tlen.pl

JWP

Moim niezrealizowanym i niespełnionym marzeniem było i jest przejść Amazonię oraz Tajgę, Sybir i pustynię Gobi w jednym rzucie.
Nawet poczyniłem przygotowania teoretyczne i praktyczne.
Poradziłbym sobie z moją zawziętością, wytrwałością i licznymi umiejętnościami praktycznymi.
Moim przyjacielem jest jeden szczególny nóż myśliwski, który otrzymałem od bardzo znanego w okresie pokomuszym europejskiego polityka w 1977 roku.
Jest to nóż, którym można ścinać całkiem całkiem duże drzewa, a i upolować dużego zwierza też, chociaż jest bez "rambowskiej" piły na grzbiecie ostrza.
W sam raz na takie wyprawy
Raz się nim nawet ogoliłem, bo jest jak brzytew, do którego ostrza nie można nawet dotykać.
Mam też taki "nożyk" z 10 cm. bardzo ostrym ostrzem, z którym przechodzę bramki w tutejszych sądach, który wyjmuję razem z kluczykami jako breloczek z otwieraczem kapsli.
Milicyjno - policyjno - esbecze jełopy patrzą na ten nóż zabójcę jak na zwyczajny breloczek - otwieracz.
W aucie mam zawsze jak nie kilka to kilkanaście takich breloczków od bagnetu bojowego karabinu M7 (42 cm) po szwajcarski nóż ratunkowy, używany przez wojsko, policję i straż pożarną Szwajcarii.
Ten ma zawsze gdy jadę autem nawet jako pasażer, bo nim mogę przeciąć i usunąć szybę w każdym samochodzie, nawet w tym, który wpadł do wody lub w którym nie można otworzyć drzwi.Pasy bezpieczeństwa przecina jak papier.
Lubiłem i lubię takie ostre cacka, jak maczety, szable,.... i bagnety karabinowe czy kordziki marynarskie.
Drugim konikiem są narzędzia wszelakie.
O komputerach nie piszę, bo musiałbym napisać notkę z ich fotkami i krótkimi opisami rozpoczynając do Commodore 4 i 16..... do najnowszych, a przy tym wszystkie na chodzie.
Pisałeś o magnetofonie ARIA też go mam ze wzmacniacze, tak jak inne polskie "cacka wieżowe" z lat 80 - z solidnym gramofonem stroboskopowym.
Choćby dziś w ziemiance przy świecach lub lampie naftowej mogę pisać ulotki antyrządowe, bo maszyny stoją naoliwione i gotowe do użytku.
Niech się Tusk nie macha pędzlem po kominie, a Graś niemiecką "mietłą" cieciową, bo jak machnę tekścik na bibule, to im te przybory z łapek Polacy pozabierają i na szubieniczkę zaprowadzą, by tam w przewiewie mogli dobrze skruszeć.
A co!
Taki jestem.

Pozdrawiam,
Obibok na własny koszt

PS
Gdybym dziś trafił do więzienie starałbym się o dłuższy wyrok by móc rozwinąć jakiś wieloletni dochodowy biznes więzienny z tresowanymi szczurami i kapo kotami. Jak "Król szczurów" ;o))
Onwk.

Obibok na własny koszt

Obiboku,
wybacz, że nie dzisiaj Ci odpowiem.
Ilość gości i komentarzy oraz meandry naszej rzeczywistości powodują, żem utrudzon, a nie chcę pośpiesznie się odnieść do spraw które poruszyłeś, a bliskie mojemu sercu i w duszy mi grały zawsze.

Zatem powrócę tu i do Ciebie jutro, by spotkać się z Ludźmi z dużej litery piszącymi swoje historie.

Z Tobą, stałymi bywalcami i moimi Gośćmi.

Do jutra, bo nadejdzie.

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

Obibok na własny koszt

Użytkownik obiboknawlasnykoszt@tlen.pl napisał:
Mam też taki "nożyk" z 10 cm. bardzo ostrym ostrzem, z którym przechodzę bramki w tutejszych sądach, który wyjmuję razem z kluczykami jako breloczek z otwieraczem kapsli.
Milicyjno - policyjno - esbecze jełopy patrzą na ten nóż zabójcę jak na zwyczajny breloczek - otwieracz.

Niech zgadnę - ostrze jest wkręcane w walcową rękojeść z jakiegoś drewna ?
Jeśli tak, to potwierdzam - cholerstwo jest niesłychanie ostre. Mam coś takiego. To zdaje się ruskie jest ?

Leży gdzieś bo ja od zawsze pogardzałem otwieraczami do kapsli - wychodzę z założenia, że prawdziwy facet nie otwiera kapsli otwieraczami.
Otwieracze są dla kobiet ;)

Ostatnio, jeśli się trafi niepedalski twist-off, używam do tego celu kluczyków od samochodu. Wszystko jest kwestią kąta przyłożenia kawałka metalu i wytworzenia odpowiedniej dźwigni. Mina na twarzach widzów - bezcenna ;)

Wiem, że jeszcze prawdziwsi faceci otwierają kapsle zębami, ale aż tak prawdziwy to nie jestem ;)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

portret użytkownika obiboknawlasnykoszt@tlen.pl

AdamDee

Mam dwa egzemplarze lecz z rękojeścią toczoną z aluminium, malowane na czerń grafitową.
Tak, są produkcji CCCP.
Nie lubię noży oprawionych w niepewną czy byle jaką rękojeść.
Poza tym nóż nie może być wykonany z byle jakiej stali.
Posiadam w swoich zbiorach bandyckie noże - dobrzuszny jak i taki z widelcem na ruszt do nakręcania brzusznych wnętrzności.
Najskuteczniejsze narzędziem jest w aucie teleskopowy klucz do kół, bo nikt nie przyczepi się do klucz, tak jak do innych "rekwizytów" typu bejsbol czy kawałek gaz rurki.
W sprawie obrony koniecznej z kluczem masz szansę, której nie masz z bejsbolem czy gaz rurką.
Polecam więc z prawnego punktu do samoobrony solidny klucz teleskopowy do kół samochodowych - nie krzyżowy, bo ten jest nieporęczny. ;o))

Pozdrawiam i znikam, bo mam do załatwienia pilne i ważne sprawy, w oko też trzeba zmrużyć by wypoczęły, tak jak i substancja galaretowata zwana mózgiem.

AHOJ!
Obibok na własny koszt

portret użytkownika AdamDee

Obibok na własny koszt

Użytkownik obiboknawlasnykoszt@tlen.pl napisał:
Mam dwa egzemplarze lecz z rękojeścią toczoną z aluminium, malowane na czerń grafitową.
Tak, są produkcji CCCP.

Mój prezentuje się tak

Przyjrzałem mu się - to ostrze jest wykonane z jakiejś cholernie dobrej stali. Widać po obróbce.

Pamiętam, że Ruskie przywozili tego dużo. Wszystkich pewnie nie ukradli, musiały być u nich tanie skoro opłacało się przywozić do Polski. Wcale nie dziwne, że ZSRS musiał zbankrutować.

Mam też z tych samych dostaw dziwną płytkę. Kwadrat z wypiętrzonymi lekko bokami, mnie więcej 30 x 30 mm i grubości ok. 3 mm. Kupiłem pewnie dlatego, że się błyszczała ;), a grażdanie zapewniali, że da się tym ostrzyć noże. Fakt da się.

Płytka ma dwadzieścia parę lat, leżała często na dnie szuflad, przywalona różnymi rzeczami. I teraz najlepsze - nie ma na niej śladu uszkodzeń. Jaki to jest stop - nie mam bladego pojęcia. Jest niebywale twardy, a w najmniejszym stopniu nie jest kruchy.

Do dziś nie wiem co to jest. Zastanawiam się czy to nie jest płytka od jakiegoś składanego freza do obróbki kosmicznych materiałów. Widziałem różne narzędzia - czegoś podobnego nigdy.

Użytkownik obiboknawlasnykoszt@tlen.pl napisał:
Nie lubię noży oprawionych w niepewną czy byle jaką rękojeść.
Poza tym nóż nie może być wykonany z byle jakiej stali.
Posiadam w swoich zbiorach bandyckie noże -  dobrzuszny jak i taki z widelcem na ruszt do nakręcania brzusznych wnętrzności.

Obfotografuj kiedyś tą kolekcję bo to brzmi co najmniej ciekawie :)

Użytkownik obiboknawlasnykoszt@tlen.pl napisał:
Najskuteczniejsze narzędziem jest w aucie teleskopowy klucz do kół, bo nikt nie przyczepi się do klucz, tak jak do innych "rekwizytów" typu bejsbol czy kawałek gaz rurki.
W sprawie obrony koniecznej z kluczem masz szansę, której nie masz z bejsbolem czy gaz rurką.
Polecam więc z prawnego punktu do samoobrony solidny klucz teleskopowy do kół samochodowych - nie krzyżowy, bo ten jest nieporęczny. ;o))

Ja myślę ;)

W samochodzie jednak mam teleskopową pałkę. Ten klucz o którym piszesz jest zbyt nieporęczny. Pałka lepiej pasuje do schowka ;) Poza tym nic nie robi takiego wrażenia jak dźwięk rozkładania. Przebija go chyba tylko szczęknięcie zamka przy wprowadzaniu naboju do lufy lub napinanie kurka ;)

Póki co nie było potrzeby użyć. Jak będzie, nie będę się martwić czy to legalne czy nielegalne. Lepiej mieć brzydki proces niż piękny pogrzeb ;)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Adam Dee

Też mam taki, też od Ruskich. U nich to czołg można było złożyć :)

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Obibok na własny koszt

Witaj,
czyli miałeś tak samo zdrowe marzenia, jak ja.
Po lekturze polskich i innych powieści przygodowych, podróżniczych człowiek chciał tego dotknąć i doświadczyć na własnej skórze.

Co do noży, to od kozików wiejskich, poprzez finki i bagnety w harcerstwie człowiek przywykł do tego niezbędnego narzędzia. Miałem kiedyś uniwersalny nóż brata dziadka, oficera Armii Andersa, na upartego można było czołg nim otworzyć.

Ja zaczynałem od Amigi.

A część sprzętu starego mam, szkoda, że nie zostawiłem wszystkich gratów. Ostatnio na strychu znalazłem stare basowe głośniki Pioneera z lat 70/80, niestety w części zawieszenie sparciało.

A umiejętności podziemnie i partyzanckie jak najbardziej na czasie.

Pomysł z Prison Business niezły.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

jwp

Użytkownik jwp napisał:
Witaj,
czyli miałeś tak samo zdrowe marzenia, jak ja.
Po lekturze polskich i innych powieści przygodowych, podróżniczych człowiek chciał tego dotknąć i doświadczyć na własnej skórze.

Mój ojciec, rocznik 1944, opowiadał mi czasami, że jak był dzieciakiem (nastolatkiem ?), pasjami czytywał pismo (miesięcznik ?), które traktowało o geografii, podróżach. Tytułu nie pamiętam - "Dookoła świata" może ?
Było kolorowe i on mówił, że to było jego jedyne okienko na świat przez który on go poznał i zwiedził.

Potem zbierał znaczki.

Finał tych zainteresowań był taki, że nie było na niego mocnych jeśli chodzi o geografię. Stolice państw, o których nawet nie słyszałem znał na pamięć i na wyrywki. Co ja mówię stolice - większe miasta, rzeki, łańcuchy górskie - to samo.
To było wręcz przerażające, bo z rozmów można było wręcz wnosić, że był w tych najodleglejszych krajach. Podejrzewam, że byłby w stanie z pamięci wyrysować mapę np. Afryki i jeśli popełniłby jakikolwiek błąd, to najwyżej wskutek zmian geopolitycznych, które zachodziły na tym kontynencie zbyt dynamicznie.

W rysowaniu był zresztą świetny.
Zarówno technicznym jak i w skomplikowanej kaligrafii. Dzięki temu w wojsku trafił pod komendę jakiegoś oficera, który robił dyplom i mój biedny ojciec musiał rozrysowywać mapy dotyczące inwazji LWP na północną Europę ;)

Teraz ciekawostka - jeśli ktoś myśli, że znane ze sprawy Pułkownika Kuklińskiego plany ataku były jakąś tajemnicą Sztabu Generalnego to jest w błędzie. Na dużo niższych szczeblach opracowywano dokładnie te same "gry wojenne". Robił to bodaj jakiś major czy podpułkownik w ramach podnoszenia kwalifikacji.
Oczywiście materiały Kuklińskiego były zatwierdzonymi w Moskwie, oficjalnymi scenariuszami, których nie znał nikt poza SG, a mapy, które rysował ojciec były wprawkami niższych szarż. Jednym słowem całe LWP żyło tym jednym zadaniem - agresją na "zapad".

Jego talent był na tyle przydatny w wojsku, że po tym awansował do ówczesnego DSP przy Wawelskiej i tam miał styczność z czymś zupełnie niesamowitym.

W 1966 roku, nad Warszawą zorganizowano bezprecedensowy przelot maszyn wojskowych na defiladzie tysiąclecia.
Przygotowania trwały długie miesiące ponieważ warunki przelotu i układ formacji był nieprawdopodobnym wyzwaniem z punktu widzenia kunsztu pilotów.

Ojciec rozrysowywał diagramy poszczególnych punktów, manewrów i zmian jakie zachodziły w całej tej skomplikowanej formacji. Samoloty tworzyły rozmaite figury, a odległość pomiędzy nimi nierzadko balansowała na granicy totalnego ryzyka.

Ponieważ nie było wtedy żadnych komputerowych symulacji, wszystko trzeba było precyzyjnie rozrysować - w tym był absolutnym perfekcjonistą.
Pracy było mnóstwo ale on miał z tego niesłychaną frajdę - raz, że robił to co uwielbiał, dwa - był blisko domu. To było o wiele lepsze niż jakaś odległa jednostka, z której na rzadkie przepustki trzeba było jechać przez pół kraju.

Ot taka ciekawostka...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Adam Dee

Pamiętam to czasopismo i inne też.

Znaczki też się zbierało.

A historia z Twojego komentarza ciekawa i dowodzi, że jak sam nie zrobisz, to się niczego nie nauczysz, a i maszyna nie zastąpi do końca człowieka.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Obiboku

Tak więc można było i mieć i być, a przy tym się nie zeszmacić.

Tak Obiboku. Ale to "mieć" było tak naprawdę bardzo skromne i nie mierzyliśmy wartości naszej i naszych kumpli stanem posiadania. I jedno bardzo ważne, co powiedziałes - tym, co mieliśmy, umieliśmy się dzielić z innymi.

Mnie dziś przeraża, że dziecko ma I-Phone kupiony niespełna rok temu, ale któryś z kolegów już ma nowszy model, więc trzeba go natychmiast mieć za wszelką cenę, choć praktycznie oba niczym wyjątkowym się nie różnią. A rodzice ulegają.
Mam takie przykłady na co dzień. Ludzie pozwalają się zdominować błyskotkom i gadżetom. Nie chodzi już o to, by mieć telefon, który po prostu jest potrzebny, ale by mieć najnowszy i najdroższy gadżet.

Mnie to przypomina dowcip o dwóch nieprzyzwoicie bogatych biznesmenach rosyjskich, którzy pojechali na zakupy do Nowego Yorku i przypadkiem spotykają się na ulicy.
Jeden mówi - słuchaj, tu za rogiem kupiłem sobie jedwabny krawat Versace za 300 dolarów.
Pokaż - mówi drugi i oglądając krawat kolegi, prycha - Też mi coś! Identyczny udało mi się wczoraj kupić na Fifth Avenue, za całe 500 dolarów.

@ellenai - piszesz o dominującej dziś mentalności

dającej się streścić modnym niedawno (a może i dziś) sloganem "catch them all!".
Śmieszne - to dążenie do posiadania wykpiwał Galsworthy w "Sadze rodu Forsytów". A pisał to w latach 20-tych.
Pozdrawiam ciepło
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Smoku - to chyba nic dziwnego

Tam kapitalizm rozwijał się bez przeszkód, więc i ta jego dosyc wczesna cecha ukształtowała się wczesniej. W Polsce, po okresie gospodarki komunistycznej, dopiero teraz kształtuje się nowa klasa średnia, a właściwie jej rozwarstwienie na lower middle, middle middle i upper middle class.
A wyznacznikiem tych stopni jest właśnie stan posiadania. Przy niedostatku prawdziwej inteligencji, z korzeniami sięgającymi kilka pokoleń wstecz, inne wartości przestają być wyznacznikiem przynależności do klas wyższych.
Liczy się tylko kasa.

Nie wiem ile potrzeba pokoleń, by to się mogło zmienić.

@ellenai - posiadanie ma różne aspekty

a najbardziej przyzwoitym z nich jest to, że zapewnia niezależność. Nie tylko materialną, ale pełną: niezależność sądów i poglądów, ocen i wyborów. Dlatego w Polsce prawdziwa klasa średnia nie powstanie, a na świecie dąży się do jej zniszczenia. Klasa średnia przeszkadza państwu postpolityczemu w jego dążeniu do omnipotencji. Powolutku pracuję nad tekstem własnie o klasie średniej. Z radością i przyjemnością porozmawiam z Tobą o tym przy tej okazji. A tu, w klubie pod schodami mówmy może o starych radiach lub bloku czekoladowym. Choć chyba idzie ku wiośnie bo się wątek lodów pojawił :)))
Pozdrawiam ciepło

--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

@Smok Gorynycz

OK Smoku. To słuszna propozycja :)

Niestety na radiach się nie znam, a bloku czekoladowego nie lubiłam. Za to oranżada w proszku była rewelacją. Także wyjadana prosto z torebki. Tę w butelce z porcelanowym kapslem najbardziej lubiłam zieloną, ale była najtrudniejsza do dostania. Częściej królowała w sklepach czerwona i żółta.

A lody... Pamiętam lody "Pingwin" z moich wczesnych dziecięcych lat. One były jeszcze przed "Bambino". Takich pysznych lodów nie jadłam już potem nigdy.

@ellenai - bardzo to było niehigieniczne :)

wkładanie palca do torebki z proszkiem oranżadowym :))) Ale najlepsze ;) Torebeczka kosztowała 30-40 groszy, czy tak? Podobnie jak lizaki-kogutki :)
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Ellenai i Smok

Oblizanego palca lub sypanie na zmoczoną dłoń i częstowanie szarmanckie dziewcząt z torebki z oranżadą.

Jednak wyższym stopniem wtajemniczenia było zaproszenie lubej do fabryki oranżady ( taką miałem na rogu ) i otworzenie złotowarkocznej karatem krachlę.

To robiło wrażenie.

Lizaki kogutki, inne w kształcie serca i te wielkie, płaskie i przeźroczyste do chrupania.

Smaki młodości, bez chemii i nachalnych reklam.

Odpusty, wata cukrowa i strzelnica sportowa.

Korkowce, karuzela na łańcuchach i gabinet śmiechu.

Gadająca głowa i Beczka Śmierci.

I komu to przeszkadzało, jak i słup śliski z nagrodą oraz młot do mierzenia siły kawalera.

Które to niepowtarzalne zjawiska i klimaty tak opisał mój kolega z zespołu...


Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika AdamDee

Smok Gorynycz

A miałeś okazję poczuć jak brzuch po tym boli gdy się za dużo zje ?

Oranżadki były robione chałupniczo. Spółdzielnia dawała to podwykonawcom. Ciotka imała się tej pracy i kiedyś z rodzeństwem stryjecznym op*doliliśmy taką ilość, że rodzice zastanawiali się czy nie wzywać karetki.

Potem ciotka miała spore manko przy rozliczeniu ze spółdzielnią ;)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

zaczyna sie dosc wczesnie

Komunia, gdy dzieciaki chodza juz do szkol jest chyba ewidentnym etapem przy ktorym dzieciaki moga sie w szkole/podworku licytowac, ktoren dostal lepsze prezenty!
Jednak czy to nie dorosli (!) wdrukowywuja takie schematy dzieciakom?
W wieku lat 22-25 ma sie juz kilkanascie lat doswiadczen i obserwacji w gadzetach i "wyscigu", ktory zdaje sie tylko nakreca, gdyz za moich czasow na komunie dostawalo sie zegarek, aparat fotograficzny Smiena 8....

Emir

Jak ja dostałem Ruhlę na Komunię, to nie wiedziałem, czy czas mierzyć, czy na rękę przymierzać. A teraz licytacja i listy ślubne i komunijne.
Poza tym ja szedłem do Komunii, jakaś duchowość była.
I choć nie ukrywam, że liczyłem na prezenty, to chyba potrafiłem te sprawy i rzeczy rozdzielić.

Do dzisiaj zdjęcia z komunii przywołują mi dzieciństwo i moich bliskich, rodzinę bliższą i dalszą. Wszyscy się zameldowali.

Żydzi dalej wiedzą, jak ważna jest Bar Micwa. A my lekceważymy ważne okresy przejścia i wejścia w kolejny etap rozwoju człowieka.

Należy obdarzać młodego człowieka darami, nie tylko z serca, ale mają czemuś służyć. A idea,według mnie, główna jest taka, że to ważna próba umiejętności wyboru i zarządzania materią i duchem. W dwóch wymiarach życzeń, intencji i prezentów, jak ktoś jeszcze rozumie czym jest prezent.

Pozdrawiam Kolegę

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika obiboknawlasnykoszt@tlen.pl

@Ellenai

Mam najlepsze telefony komórkowe jakie zostały dotychczas wyprodukowane na świecie w liczbie 3 Nokie 6310i oraz jedną wysłużoną Nokię 6210, z którymi nie zamierzam się w ogóle rozstawać.
Sam je tez naprawiam, bo łatwo jest o części i ich dawców.
Innej marki nie uznaję jaki i tych marki Noki aparatami i kamerami, które otrzymałem w prezencie od dzieci.
Nie jestem snobem biegnącym za błyskotkami i kolorowymi opakowaniami, a każdy zakup jest przemyślany, b nie stać mnie na jednorazowy chłam.
I nie chodzi w tym o chytrość, skąpstwo lecz o użyteczność, przydatność czy w końcu o konieczność posiadania czegokolwiek.
Nie kupuję szklanki by ugasić pragnienie lecz to, co je ugasi, choćby i najtańszą wodę.
Dziś młodzi bez zastanowienie trwonią często z trudem zarobione pieniądze na patałaszki i różne świecidełka.
Znam to z własnego doświadczenia gdy odwiedzam podopiecznych, którzy potrafią za otrzymany zasiłek kupić zapachowe rurki, takie do picia za parę złotych zamiast przysłowiowy codzienny bocheneczek chleba.
No bo co można sobie kupić za niespełna 500 złotych czy 520 lub 620 złotych, prawda?
Piszę to tak, bo wiem, że nie muszę Tobie tłumaczyć, prawda?

Mógłbym bardzo dużo napisać o ogólnym braku odpowiedzialności czy ogólnym braku obowiązkowości nie tylko młodych ale i tych stojących nad grobem, którzy przeżyli już prawie całe swoje życie i nie mimo to nie potrafią żyć. Takie to lekko duchy - łatwo przyszło i łatwo poszło. Tu i teraz, a jutro to nawet i potop. Daj, bo już nie mam.
Czasem bierze mnie cholera gdy słyszę tych terrorystów.

Temat rzeka więc kończę.

Pozdrawiam.

Obibok na własny koszt

portret użytkownika AdamDee

Obibok na własny koszt

Użytkownik obiboknawlasnykoszt@tlen.pl napisał:
Dziś nadal jestem tzw. złotą rączką potrafiącą zrobić coś z niczego, a nie tylko wiosłować z talerza do własnej gęby.

Powiem tak - bez tych umiejętności moja rodzina poszłaby z torbami już wielokrotnie.
Też mi to zostało, choć z tego co wiem, w dużej mierze u mnie przyszło to w genach. Taki był dziadek i mój ojciec.

Wiem, że gdyby nie PRL, obydwaj zaszliby o wiele dalej. Jeden ścigany przez komunistów nie był w stanie utrzymać rodziny w kupie, ojciec, z tego powodu wyrastający jako półsierota wszystko zaczynał od samego początku. W naszej rodzinie nie było kontynuacji, którą w normalnych okolicznościach osiąga się postęp. U nas każdy prawie zaczyna od zera.
Za dziadka mogę podziękować Niemcom i Sowietom (włączając w to polskich Sowietów). Za ojca, głównie polskim Sowietom. Za siebie... to już qrwa nawet nie wiem komu i jakie wyrazy składać...

Czasem się śmieję. Dziadka "zatrudnili" w czasie okupacji Niemcy. Mój ojciec pracował u dzieci tych Niemców (wyrwał się na dwa miesiące gdzieś w 80-81 roku) co zatrudniali jego ojca. Może nawet u tych samych - kto wie.
Śmieję się, że teraz moja kolej.
Tamci Niemcy odchowali już synów i wnuki - ktoś musi dla nich zapierdzielać (prawdą, a Bogiem to już właściwie częściowo dla nich robię).

Śmiech mi przechodzi gdy zdaję sobie sprawę, że nie mogę za to nikomu "podziękować". Że to wszystko co jestem w stanie zrobić to pisanina, jakieś obrazki, pamięć...
A tu trzeba ołowiu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

portret użytkownika obiboknawlasnykoszt@tlen.pl

AdamDee

Gdybym wiedział, że przyda się kiedyś broń i amunicja do niej to bym jej nie rozbierał i nie ciął na kawałki by zdać na złom.
Z trotylu o różnych kształtach nie paliłbym w ogniskach.
Czy w końcu nie detonował min przeciwczołgowych na lotnisku.
Trafialiśmy na zakonserwowane w naoliwiony papier nowe egzemplarze broni, być może to my po raz pierwszy z niej strzelaliśmy.
Z ruskiego rkm takiego z talerzami u góry to wystrzelaliśmy kilka skrzynek amunicji, tak grzaliśmy na strzelnicy w lesie,że aż lufa się przegrzała, wypaczyła i walnęło tak, że kolega do dziś ma problemy ze zdrowiem, a paru innych ma ubytki w palcach u rąk, bo zechciało im się zabawy z zapalnikami od granatów, od których odrywali takie aluminiowe części z materiałem wybuchowych i podpalali zapałkami.
Nie wiem czy ktoś pamięta takie zapalniki z czerwonym oczkiem od min?
O mało nie wysadziłem naszej chałupy wraz z domownikami.
No i kipisz okolicznych lasów wykonywaliśmy dokładniej do UB czy SB, które nie potrafiło zlokalizować licznych pozostałych po Żołnierzach Wyklętych składów i zamaskowanych ziemianek.
W końcu lat 60. XX wieku przywieźliśmy do miasta na dwóch połączonych ze sobą rurami rowerach bydgoskiej firmy Mesko niewybuch potężnej bomby lotniczej, którą nie udało się nam w lesie rozbroić.
Ktoś nas zobaczył i podkablował na milicji, która zaczęła węszyć, no to my bombę wrzuciliśmy do szamba drewnianego wychodka u naszego kolegi.
Po paru miesiąca ten kolego wracając ze szkoły do domu zobaczył beczkowóz przy wychodku i by nie doprowadzić do niechybnego wybuchu powiedział swojemu ojcu o dodatkowej zawartości szamba.
Była awantura ogromna, a on miał od pasa pręgi na całym ciele ale nas mino bicia nie sprzedał.
Przyjechali saperzy, którzy w kombinezonach wyciągnęli bombę z szamba, wywieźli na poligon i strzelnicę koło lotniska i ja zdetonowali.
Walnęło okropne, byliśmy naocznymi obserwatorami ukrytymi w trawie i chwastach.
Był to nasz ostatni raz, takie pożegnanie z prawdziwą bronią.
No nie, na Westerplatte w latach 70 znalazłem pordzewiałą lufę pistoletu maszynowego, którą o ile pamiętam wziął mój kolega.
Co się z nią stało dalej, a tego to już nie wiem.

Był więc nie tylko ołów ale i prowadnice do ołowiu takoż.
Przydały by się, prawda?

Pozdrawiam,
Obibok na własny koszt

portret użytkownika AdamDee

Obibok na własny koszt

Użytkownik obiboknawlasnykoszt@tlen.pl napisał:
[...]
Był więc nie tylko ołów ale i prowadnice do ołowiu takoż.
Przydały by się, prawda?

Serce się kroi i wyć się chce z rozpaczy ;)

Pozostały czarnoprochowe wydmuszki.

Załadujesz.
Sześć problemów z głowy.
Powstanie chaos, w którym może uda się załadować powtórnie.
Pięć problemów z głowy.
Szóstą komorę lepiej zostawić na przyjazd "czarnych".
Jak się przegramolą przez płot na nic innego nie pozostanie już czasu...

Oto możliwości działania dumnych mężczyzn tych wspaniałych czasów...

K.mać.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

@JWP

Napisałeś: "Chętnie jednak przeniósłbym się do innego Świata. Tam gdzie są ludzie. Nie tylko z moich wspomnień, ale i jeszcze jedyni żywi. Z krwi, kości i z gliny..."

A ja myślę, że nie trzeba się nigdzie przenosić. Taki Świat wciaż istnieje - w nas, ale i wokół nas, choć czasem trzeba się mocno narozglądać, by znaleźć w nim tych żywych jeszcze ludzi :)

My też mieliśmy klub pod schodami. Nasz był koedukacyjny, choć zdarzało się, że spotykali się w nim tylko chłopcy, albo tylko dziewczyny. Te kluby mogły być w piwnicach, na strychach... właściwie gdziekolwiek, ale chyba łączyło je coś ważniejszego niż gramofony, magnetofony czy płyty.
I w liceum, i potem na studiach, chcieliśmy przede wszystkim "być", a nie "mieć". To nie było tylko jakieś tam sobie hasełko, ale autentyczna, wewnętrzna potrzeba, która łączyła nas wszystkich.
Potem zakładaliśmy rodziny i oczywiście naturalna koleją rzeczy, zaczynaliśmy też gromadzić dobytek. Część może zapędziła się w tym tak bardzo, że zapomniała tę swoją młodzieńczą potrzebę, by "być, a nie - mieć". Ale mnie się wydaje, że to pragnienie gdzieś tam wielu z nas wciąż jednak towarzyszy, choćby jedynie w tyle głowy.
Dzisiejsze młode pokolenie ma odwrotną szkołę życia i uważa, że "jest" dopiero wtedy, gdy już coś "ma".
I niewielu potrafi się wspiąć ponad ten obowiązujący poziom.

Swoją drogą, to ponure położenie - musieć mierzyć swoją wartość stanem swojego posiadania.

witaj @Ellenai :)

gość z drogi

mieliśmy niewiele,ale kupić nas nie mozna było za żadną cenę....ani za punkty na uczelnię,ani za wkładkę na wyjazd do demoludów...:)

pozdr :)

Gościu z drogi

I tu chyba trafiłaś w sedno! Nas rzeczywiście nie można było kupić. No, przynajmniej wielu z nas, bo przecież byli i tacy, którzy dali się później kupić, czasem za stosunkowo niską cenę. Dziś ich akta spoczywają z IPN, a oni drżą ze strachu przed lustracją.
I dziś to już są dwa odległe od siebie światy - MY i ONI.

Pięknie napisałaś wcześniej o tym, że wszystko własciwie było jakieś inne, świeże. I ja pamiętam, że to jest prawda. Pamiętam przezroczystą wodę w jeziorach i to, że dno było widoczne nawet na dwa-trzy metry. To nie dlatego, że młode oczy tak patrzyły. Ona naprawdę była czysta.

I dobrze, że wspomniałaś o nauczycielach. Pewnie każdy z nas miał szczęście spotkać takiego, który ukształtował choćby jakiś fragment jego osobowości. Dla mnie kimś takim był mój historyk z liceum. Wszyscy się go bali, a ja go uwielbiałam. Czułam, że prawdziwie kochał młodzież.

Serdeczności :)

Ellenai i Gość z Drogi

W dużej części byli to nauczyciele "przedwojenni" lub też młodzi, lecz niezależni.

Warto by poświęcić im wpis, spróbuję kiedyś o moich.

Szatan z VII klasy - niezapomniana rola Stanisław Milskiego -
Profesor Karol Gąsowski, nauczyciel Adama.

Język i zwroty, nie do zapomnienia.

Pozdrawiam Panie

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

@JWP

Mój był nauczycielem przedwojennym. Stracił w czasie wojny jedną nogę i miał drewnianą protezę, więc mocno utykał. To był powód, dla którego nazywaliśmy do Hefajstosem lub bardziej familiarnie - Hefajem :)
Wiedział o tym i chyba nawet mu się to podobało :)
Jego żona - anglistka, była naszą wychowawczynią.
Miała znacznie mniej wytworny przydomek, bo ze względu na dużą wadę zgryzu i wystające zęby, nazywaliśmy ją Nutrią.
Wiem, nieładnie, ale nawet ta "Nutria" była wymawiana z sympatią :)

Twoja zapowiedź notki o nauczycielach mi się podoba :)
Trzymam za słowo i będę na nią czekać.
W kontekście dzisiejszego poziomu oświaty, coś się tym naszym belfrom tym bardziej od nas należy :)

Ellenai

Były piękne postaci, ale też i brzydkie.

Dyrektorem mojego liceum był komuch, który nie miał jednego oka i ręki, nie to żebym drwił. Szczycił się tym, że niby jakiś niewypał rozbrajał, by dzieci uratować.

Gnojem był wybitnym.

Jednak pod jego skrzydłami uchowało się paru przed i po - wojennych. Świetnych nauczycieli i pedagogów.

A w podstawówce też miałem szczęście do więcej niż Siedmiu Wspaniałych.

Będzie o czym pisać i rozmawiać.

Kiedyś zacząłem wątek -

http://niepoprawni.pl/blog/1821/lawka-z-kalamarzem

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

@JWP

O! dzięki za link. To ponad rok temu. Wtedy jeszcze czytałam NP jedynie dorywczo. Przeczytałam teraz pierwszych kilka zdań z tej Twojej notki i już wiem, że przeczytam ją całą z prawdziwą przyjemnością. Ale chyba już jutro. Niestety weekend własnie się skończył i rano muszę wstać.

Ech... jak pięknie będzie na emeryturze :))

Dobranoc JWP.

Ellenai

Zatem Spokojnej Nocy i Pięknych Snów.

Myślałem, że będzie skok na "setkę", bo komentarze dopisują. I to nie próżność, tylko radość, że jest z kim i o czym pogwarzyć.

Będzie dzisiaj setka, Smok obiecał coś dopisać i zapewne jest jeszcze kilku Gości, co lubią z rana przysiąść na Ławeczce.

A trolle kiedyś wieszczyły jej koniec. A tu siurpryza.

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

i co ja robię o 2 w nocy??? oglądam sztana z 7 klasy!

     Pierwszy raz oglądałam ten film z całą klasa będąc uczennicą 7 klasy :-)   

     Podobnie, jak wtedy zastanawiam się : dlaczego kobiety są przedstawiane, jako "niespełna"? W myśl zasady: nie zaprzątaj finansami swojej pięknej główki. Finansami - czyli własnym posagiem nierzadko przegrywanym w karty. To są nasze polskie rachunki krzywd. Obca dłoń ich nie przekreśli. Nadmieniam - jestem jak najdalsza od feministek typu Środa.

Ellenai :)czysta woda,żaby kumkające,i nasi Nauczyciele

gość z drogi

przedwojenni często bohaterowie,zepchnięci na margines i z łaski zatrudniani...na gorszych etatach...

Ellenai,im własnie zawdzięczamy tak wiele...:)

Znienawidzony język rosyjski i przedwojenna hrabina po Oxforcie ,ucząca młodych...moje zadanie polegało na deklamowaniu Oniegina i wyciąganiu Babuszki na wspomnienia,a ze  moja Babcia miała  w  swoim  wżyciu,epizod Petersburski,to klasa ruskiego ani w ząb nie paniała...i wcale nie z pobudek patriotycznych,lecz z lenistwa :)

matura za pasem a oni duraki...och te Babuszki :),ci starzy weterani z pól bitewnych,którzy w mojej szkole podstawowej ,przez chwilę uczyli matematyki..ale miast tego opowiadali,jak to drewniane atrapy czołgów,wprowadzały w błąd ruskich lotczików...a póżniej nagle znikali z naszych klas rozpływając się w powietrzu..:)

serdeczności Ellenai:)

 

Ellenai

Witaj,
ja wiem, że jest ten Nasz Świat, w końcu w nim żyję.

Natomiast jest bardzo rozdrobniony i przedzielony lewackim i postępowymi.

Piękny ten Wasz Klub. Może ciut większy był.

A dodatki nie były najważniejsze, myśmy byli esencją, nasza młodość.

Jednak warto i o szczegółach pisać. W filmach i literaturze brakuje szczegółów i tła, takiego jak opisywałem.

Kolejność pryncypiów się zmieniła.

Tylko, że nie rozumieją, że dobrobyt materialny, jest możliwy tylko gdy są więzi, wspólnoty lokalne i narodowe.

Najpierw się sadzi, a potem po doglądaniu zbiera owoce i ziarno. By sprawiedliwie podzielić. Na powtórne siewy i sadzenie, na konsumpcję i żelazne zapasy.

Pozdrawiam Serdecznie

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

@JWP

Tak, wiem. Oczywiście, że warto pisać o szczegółach. One pomagają wspomnieniom i cieszą, gdy okazuje się, choć to przecież oczywistość, że towarzyszyły nam podobne przedmioty i podobne, związane z nimi, odczucia.
Tak tylko sobie pomyślałam, że tak naprawdę to one wszystkie miały znaczenie całkiem drugorzędne. Tak, jak napisałeś - to tylko dodatki, a myśmy byli esencją. Potrafiliśmy wyłowić piękne dźwięki z tych trzeszczących płyt i niepotrzebny nam był sprzęt Hi-Fi, by stworzyć czarodziejską atmosferę oazy przyjaźni i wolności w tym zniewolonym PRL-owskim świecie.

Naprawdę często myślę, że nam jednak łatwiej było BYĆ, niż dzisiejszym nastolatkom.

Ellenai

Nam trudno było inaczej, dzięki temu, że myśmy dzięki świadomości i przekazie od dziadków i rodziców określali byt.

Ich świadomość niestety określa byt.

Komuniści i kapitaliści wspólnie wygrali.

Jednak nasze cechy są silniejsze, bo wbrew pozorom, w najcięższych czasach nie wystarczy się najeść, trzeba jeszcze - Miej Serce i patrzaj w Serce...".

Tam strawa podstawowe.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Na Dobranoc i Powitanie Dnia

Dla wszystkich zagrycha pod "setkę".

Głosu Ameryki też się słuchało...


Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

:) super zagrycha :)))

gość z drogi

Dobrego Dnia,Wszystkim...:) co prawda jeszcze nie świt,ale na wszelki wypadek ...:)

 

Gość z Drogi

No to jest 100 + 1.
Lepiej znacznie, niż Europa + Kwacha.

Dzięki Gościu, że mnie uwolniłaś i mogę oddać się w objęcia...

Pozdrawiam i wrócę jutro.

Późnym popołudniem.

Gdyż rano walczę o Polskę, na swój sposób.


Hang on to the world as it spins around
Just don't let the spin get you down
Think of moving fast
Hold on tight and you will last
Give your self respect, your manly pride
Get yourself in gear
Keep your stride
Never mind your fears
Brighter days will soon be here
Take it from me, someday we'll all be free, yeah

Keep on walking tall
Hold your head up high
Lay your dreams right up to the sky
Sing your greatest song
And you'll keep going, going on
Take it from me, someday we'll all be free
Hey, just wait and see, some day we'll all be free, yeah
Take it from me, someday we'll all be free
It won't be long, take it from me, someday we'll all be free
Take it from me, take it from me, take it from me...

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Spij spokojnie i zbieraj siły....

gość z drogi

i niech Ci sie przyśni Nasza Wymarzona Polska...:)

JWP walczy o Polskę po swojemu ,a ja Nam wszystkim

gość z drogi

mówie Dobrego Dnia :)

pozdrawiając Was,słucham z wzruszeniem zachrypnietego Czarnego Głosu z przeszłości :)

Dobrego Dnia Wszystkim :)

Mieliśmy kanciapę

 pod schodami do piwnicy internatu, gdzie konstruowaliśmy fajerwerki i petardy z zorganizowanych w pracowni chemicznej składników. Do pierwszego wybuchu... Pozdrawiam serdecznie z łezką w oku.

All10101

Witaj,
myśmy mieli schrony "atomowe" pod blokiem. Zapuszczone, pełne zagadek i drzwi z betonu i stali z wielkimi kołami do zamykania. Tam też było centrum pirotechniczne.

Nie raz ktoś prawie oślepł od przedwczesnej eksplozji petardy.

I to było prawdziwe kółko chemiczne.

Słusznie prawisz, kręci się łezka w oku.

Również dlatego, że młodzi tego nie mają i nie wiedzą, co tracą.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Do Ławeczkowiczów, Bywalców i Gości

Jestem niezmiernie mile zaskoczony frekwencją na moim spotkaniu autorskim - nie mogłem sobie podarować tego iście grafomańsko - estradowego zwrotu.

Nasza rozmowa przy świecach, bynajmniej nie szabasowych, bez bierzączki i napierdalanki trwa już 5 dni i 5 nocy.

Takie niepoprawne Noce i Dnie.

Widać, że trolliczne zakusy na rozmontowanie legendarnej już Ławeczki spełzły na niczym, jak zakusy imperializmu i wraża robota kułaków i lokajów burżuazji.

Czy warto pociągnąć, chyba tak. Tym bardziej, że nie zdołałem wyczerpująco wielu z Was odpowiedzieć, a i nie wtrącałem się do rozmów w podgrupach, a prawo mam.

Może zdechnie wątek, idea jednak nie. Jak nasze korzenie i to co nas bardziej łączy niźli dzieli.

Dlaczego ością w gardle stała i stać będzie tzw. Ławeczka.

Nie tylko dlatego, że coraz mniej miejsc do wspólnych posiadów pod Lipą, gdyż coraz mniej drzew rozłożystych, a coraz więcej lipy z importu.

"Une" się panicznie boją odrodzenia wspólnoty u podstaw. Bo może to skruszyć Lawę, która Nas zaskorupiła.

Boją się Skargi, a Skarga to My. Nasza Przeszłość i Trwałość Niezłomna.

Warkocz Babuni zapleciony misternie, a innym rzem z rana rozpuszczony i czesany dokładnie. Nuty Polskie nad kołyską i Dziadka srogość. By potem pospołu z wnukiem harcować po Polski Sadzie. Matki i Ojcowie, Pamięć niezbywalna.

Bo Nikt, ani też Nic nie umiera.

Żyjmy z Dobrymi Duchami, jakimi są Nasze Wspomnienia.

Te złożone z łez i uśmiechu, jakiego mogliby Nam pozazdrościć ci co wiecznie - Keep Smiling.

Dziękuję za krzesła i stoły, za nasze polskie meble i piękne bibeloty, które tu, do mnie przynieśliście i nie baliście mi powierzyć.

Moja i Wasza Rodzina, Nasza Wspólna zawsze liczna i nikt nigdy nie odszedł. Ale o tym kiedy indziej.

Kłaniam się Wszystkim po staropolsku do samej ziemi czapką, a Panie wytwornie całuję...

Na Dzień i Kolejne Dobre


Gdy pytasz mnie czym Ojczyzna jest odpowiem:
czyś chociaż raz chodził po rynku w Krakowie,
czyś widział Wawel, komnaty, krużganki,
miejsca gdzie przeszłość dodaje Ci sił

Z tej historii wielkiej, dumnej,
z władzy mocnej i rozumnej
czerpiesz dzisiaj wiarę, w kraju dobry los
króla dzwon, co kraj przenika,
mowa Skargi, wzrok Stańczyka
przeszłość wielka wzniosła to Ojczyzna twa
to Ojczyzna twa

Jest jeszcze coś, co ten kraj różni od innych
w uszach ci brzmi od najmłodszych lat dziecinnych
wypełnia place, ulice i domy
znajomy zgiełk - twoja mowa co lśni

Pięknem wierszy Mickiewicza,
powieściami Sienkiewicza
z tej mowy jak ze źródła czerpiesz siłę swą
mądre bajki Krasickiego,
poematy Słowackiego
przeżyć twych bogactwo to Ojczyzna twa
to Ojczyzna twa

I dzisiaj ty żyjesz w kraju tak bogatym
historią swą, mową, sztuką te trzy kwiaty
trzymasz w swych rękach jak schedę pokoleń
muszą wciąż kwitnąć by kraj dalej trwał

Bez historii, mowy, sztuki
Bez mądrości tej z nauki
naród się zamieni w bezimienny kraj
dziś Ojczyzna jest w potrzebie
czeka ciebie, wierzy w ciebie
tysiąc lat historii patrzy w serce twe

Masz obronić co najlepsze
by służyło Polsce jeszcze
liczy na twą pomoc dziś Ojczyzna twa
dziś Ojczyzna twa

jwp

Dobrego Dnia JWP, R.B , Przyjaciółki i Przyjaciele ....:)

gość z drogi

dedykowany  nam utwór Chłopców z Placu Broni...przypomniał ukochanąksiążeczkę z dzieciństwa...stareńką ,cieniutką-przedwojenne wydanie,Tatki ukochany  talizman...

nie wiem co sie z nią stało,bardzo długo była ze mną ,przeżyła wielką przeprowadzke,aż gdzieś się zagubiła a,może rozleciała ze starości..?

Ta książeczka była moim wewnętrznym katalogiem Przyjażni ,Lojalności i Wierności.

Wychowana na patriotycznych wspomnieniach ,do Chłopców z Placu Broni miałam jakiś magiczny kult...przeniesienie  tamtych węgierskich młodych na tragiczne Losy Harcerek i Harcerzy,którzy ginęli za Swą Ojczyznę i tak jak mały dzielny chłopiec ,nie dożyli czasu ,gdy ją sprzedano.,

to sprzedanie

 zrozumiałam jako już spora dziewczynka...gdy zerwałam czerwoną chustę   na środku klasy,ku  jej zdumieniu i przerażeniu młodej "zastępowej"po czym rozpłakałam się po babsku i zamknęłam w szkolnym kibelku...:)

a były to czasy Bieruta...i dzieciakom takie chusty wiązano na szyi niczym ,własnie        niczym pionierskie szmatki czerwone...wtedy mimo,że juz dobrze czytałam sama,/ trzecia  klasa/,książeczka" Chłopcy z Placu Broni",była czytanką -usypianką ...czytaną na zmianę przez Mamuś i Tatkę,,,przedwojennych harcerzy...:)

Zastanawiałam się od pewnego czasu, jak przypomnieć ukochaną książeczkę,aż JWP przypomniał ją samą  Nazwą Zespołu...:)Telepatia ,czy co ?

a Zespól znany i bardzo lubiany...:)

JWP  i R.B

jesteśmy trochę takimi Chłopcami z Placu Broni,walczącymi o swój Plac,o swoją ŁAweczkę i o swoje Miejsce...

Dobrego Dnia Wszystkim z "PLACU Broni " walczącym o to swoje miejsce  piórem, wiedzą ,wspomnieniami,całym swym jecestwem 

Młodzi

kamieniami rzucając w ZOMO,my Dziewczyny z tamtych lat...buntem, i nie

sprzedawaniem się za błyskotki..a pożniej pędzącymi prosto przed siebie  z siatami pełnymi ulotek,przykrytych z wierzchu nacią marchewkową...:)

serdeczności Kochane i Kochani :)

i słonecznych godzin...na cały Dzień...:)

 

@Gościu miły - i tylko przeklety pech,albo konieczność dziejowa

albo cholerne położenie geopolityczne, lub po prostu wola Boża, sprawia, że odchodzimy jak Nemeczek - wypełniwszy obowiązek lecz bez szans na zobaczenie szczęśliwego zakończenia. Hmmm, też miałem, też czytałem do zaczytania i romantyczny chłopiec (którym kiedyś byłem obecny ja, zgorzkniały stary cynik) sporo łez uronił
Pozdrawiam wiosennie
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Kochany Smoku :) Smok Gorynycz :)

gość z drogi

dzięki za te dziecięco-chłopiece łzy :)

nie wazne w,którym miejscu Polski,nie wazne w którym kolejnym roku powojennym...:)

bylismy tacy sami...:)

piszesz ,że z romantycznego chłopca,wyrósł stary cynik :)))

Smoku kochany,jaki z Ciebie cynik...?

Wciąż ten sam chłopiec zaczytany kiedyś w losach Nemeczka ...i ukradkiem ocierający łzę wiszącą na rzęsach :)

                ja osobiście ryczałam jak bóbr...aż Rodzice ukryli gdzieś kochaną książeczkę...:)

pożniej tak zarykiwałam się w głos jako nastolatka,nad Panem Michałem i Baśką w czasie pogrzebu Małego Rycerza...nie wiedziałam wtedy,że jeszcze większy ból ,bo prawdziwy dotknie mnie i nasze pokolenie,gdy prawdziwego współczesnego Małego Rycerza będziemy odprowadzać na wieczną Wartę...

Jego,Jego Baśkę i TYCH 94 

serdecznosci Smoku :)))

Smok Goryncz

Mój syn też się wzruszył przy lekturze Chłopców...

Autor książki jest interesującą postacią, był patriotą, a Chłopcy z Placu Broni, to wcale nie taka zwykła lektura.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

slowo i warta

juz tu kiedys na np.pl pisalem - w PRL stalem na placu apelowym w koszarach, na mnie wisi tamta przysiega, jestesmy w NATO a nikt ! za 23 lata nie przyslal mi swistka -
"sorry Winnetu, tamta przysiega nie obowiazuje "!

chlopiec z Placu Broni....[ Bronislawa?
bo mamy wyjsc z NATO wg niego]

Gość z Drogi

Witaj w kolejnym dniu w Klubie...

Chłopcy z Placu Broni to piękna i mądra książka. Dla każdego pokolenia.

Nemeczek, jak Wołodyjowski, drobny, lecz waleczny.

Zresztą ich miejsce i walka o nie jawi mi, jak Tobie się naszą sytuacją.

Miałem kiedyś napisać o Chłopcach z Palcu Broni, gdzieś mam szkic, może wrócę do zamysłu.

Jak widzę nieźle wojowałaś za młodych lat.

Serdecznie Pozdrawiam i zaglądam do Smoka Goryncza

http://niepoprawni.pl/blog/2008/swiatlograj-czyli-o-znikaniu-rzeczy

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

"Niepoprawne Noce i Dnie" :)

gość z drogi

a gdzie pię kny Walc ...?

serdeczności :)

10

@Gościu - może jeszcze wgonisz nas

do stawu jakiego z mulistym dnem i czyhającymi na śmiałków pijawkami, coby Ci nenufary rwać i do stóp składać?:)
Nie mówię nie, tylko poczekaj do wiosny. Wprawdszie 15 listopada łońskiego roku pływałem w morzu, ale ono było Tyrreńskie. :)
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Smoku,ja nie chce WAS czołgać po mulistym dnie:)

gość z drogi

i to jeszcze w białych garniturach...:) pralnia zdrozała ...i to okrutnie...:)

ale melodia była cudna i JUŻ. :))))

Gość z Drogi

Panowie winni chcieć dla Pań...


Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

JWP :) serdeczne podziekowania :)

gość z drogi

melodia,i ten Obraz....przenoszą nas jeszcze dalej w głab naszych opowieści....z jednej strony to czas dziadków,Babć a może jeszcze dalej

a TERAZ to czas,gdy pierwszy raz film przerósł Książke...czytajac ją miałam swój obraz tamtych lat i bardzo bałam sie,że przeniesienie go na ekran ,zepsuje mi mój...

na szczęscie nie...

Dzięki :)W filmie jest scena  z Krakowa ,własnie ONa zrobiła na mnie wielkie wrażenie...

i ta wędrówka na wozach przed  nadchodzącym wojskiem ...

serdeczności wieczorne :)

Aleśmy gaduły!

jwp informuję Cię, że własnie wpisuję dwusetny komentarz... Jak Ty to wszystko upchniesz w tej Twojej kanciapie pod schodami, to nie wiem... Same klamoty obiboka zajmą większość miejsca :)))
A za 200 wpis oczekuję stosownej gratyfikacji. Najlepiej w płynie, w Twoim towarzystwie. A jkby sie jeszcze Panie przyłączyły.... cud miód :))
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

@Smok Gorynycz :) serdeczności. :)

gość z drogi

jakże piękne są te Polskie Rozmowy ,często nocne i tuż nad świtem :)

Pieknego Dnia Tobie i Wszystkim

a Dzień wyjątkowo piekny ,wręcz wiosenny :)))

Smok Goryncz

Informuję Cię, iż przyznaję Ci za dwusetny dwieście gra, a co mi !, pół litra, a jak dasz radę to więcej, z możliwością zamiany na inne trunki.

To nie czcza deklaracja i jak zagościsz w mojej okolicy, to możemy sfinalizować nalanie nagrody.

Panie ?, może któraś się skusi.

No nie wiem, co Obibok powie na "klamoty".

Mam jeszcze sporo miejsca na strychu.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

jwp - w kwestii nagrody trzymam za słowo:)

Cieplej się robi to i człowiek taki bardziej mobilny... Byłem w Krakowie 2 tygodnie temu...
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

złota dycha,za....

gość z drogi

"klamoty" to ulubione powiedzenie mojego męza :)

pozdrowienia...

PS klamoty,czyli "skarby " :)

Smok Goryncz

No widzisz, gdybym popełnił wpis przed twoimi przyjazdem, to już by było po Gali Piwnicznych Oscarów.
Może jednak lepiej się stało, bo będzie łatwiej spotkać się w okolicznościach przyrody.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika obiboknawlasnykoszt@tlen.pl

Znalazłem piwniczne radio od moich gałek

Znalazłem moje piwniczne radyjko. Było to radio Diora AGA RSZ-50 produkowane w latach 1947-1950. http://pl.wikipedia.org/wiki/AGA_%28radioodbiorn... AGA to radioodbiornik produkowany w Polsce na licencji szwedzkiej. Oto ten okaz do którego mam dziś gałki inne rupiecia w tym lampy i rybie oczko. http://www.trioda.com/triodka/images/thumb/1/10/... http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/th... http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/th... Pisałem, że była wykonana drewniana obudowa łukiem schodząca do skali i wokół gałek, a tymczasem skala była wyżej. Ta obrotowa antena ferrytowa musiała być z innego "wzmacniacza" piwnicznego. Pamięć po prawie 50 latach jest bardzo zawodna, prawda? Oto gałki o Agaty:

Są i inne:

No i taki mały nożyk ratownik każdy kierowca (a mężczyzna  zawsze) mieć przy sobie.

Jest to oryginalny nóż strażaka szwajcarskiego.

 

Pozdrawiam,

Obibok na własny koszt

PS

Możesz przyjechać tirem ;o))

Onwk.

Obibok na własny koszt

Te szwajcary uniwersalne za komuny były "drogim" marzeniem.
Sam sobie zarobiłem i uskładałem.

Teraz są ogólnodostępne, co z tego, jak młodzież woli inne utensylia, a raczej niepotrzebne gadżety.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

portret użytkownika obiboknawlasnykoszt@tlen.pl

JWP

Tu jest podróbka, wycyganiona przez mnie na promocji piwa:

Tu jest ruski-  wędkarski z lat 80. XX wieku, który bardzo lubię mieć przy sobie, a z którym kilka razy przeszedłem bramki sądowe, które wyły niemiłosiernie,  jako rzekomo "swój" częsty i niegroźny bywalec.

Teraz zadzwonię na nocną przerwę i spoczynek oraz odegram "Cisze" na ustniku, który został jako jedyna pamiątka po orkiestrze dętej śp. Pana Lipskiego, bo każdy miał swój - osobisty.

Grałem na czymś takim, a właściwie nauczyłem się dwóch czy trzech marszów.

Cisza nocna odtrąbiona.

Życzę wszystkim spokojnej nocy.

Obibok na własny koszt

Obibok na własny koszt

Wędkarski miał Teść, wędkarz i myśliwy. Od okazji od okazji.
Miał też profesjonalną kamizelkę wędkarską i inne też. Lubił je, bardzo praktyczne.

Podróbki były żałosne, to nie była damasceńska stal.

Trąbki, obozy harcerskie i nie tylko.

Grały nie tylko na Capstrzyku, ale i wieczorem "Na Ciszę".

Oj !, wrzucasz kolejne inspiracje do dialogu.

W tzw. międzyczasie zapraszam do...

http://niepoprawni.pl/blog/1821/moj-dom

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

jwp - w środku nocy do domu spraszasz...

więc zachodzę. I teraz już wiesz, że Cię nie minie..:)
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Smok Goryncz

Ani to środek, ledwo po Pół-Nocy.

A i Gości się nie boję.

Zachodź, jak i całą Konfraternię zapraszam.

Dostałem dzisiaj Speeda, nie chemicznego.

Polskiego, z pól i łąk, z każdej części Nas.

To popełniłem...

Wiem, że nie minie.

I nawet już czekam.

Udaję się w obszary tajemne, a i zarazem regenaracyjne.

Zwyczajnie idę spać i śnić. To drugie lepsze.

Do Przebudzenia - Smoku

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.