System

Blog

Jedna taka babeczka, nazwijmy ja sobie Halinka, pracowała za komuny w SB. Nie prowadziła dzialań operacyjnych, nie biła opozycjonistów. Nic z tych rzeczy. W każdym razie na papierze. Zwykła pracownica biurowa.

Po 89 roku zostala jednak zweryfikowana negatywnie i ze słuzby usunieta. 

Słuzba jednak nie zapomniala o niej i Halinka szybko znalazla prace w duzej instytucji publicznej. Taką na przeczekanie. Na naszą dzisiejsza kasę za 2 tyśki na rękę. Ot, zeby nie zmarla z głodu zanim co i jak. 

Po mniej więcej roku do drzwi Halinki zadzwonił major, nazwijmy go, Wójcicki. Major Wójcicki tez zostal zweryfikowany negatywnie. A był przełozonym Halinki wcześniej i mówi do niej tak:

- Halina, otwieram biznes. Skład celny. Potrzebuję zaufanych ludzi do roboty. 

Kto nie leming ten pamieta jak i kto otwierał sklady celne. W każdym razie Halinka przekonała się, że nie dośc, że w jej firmie u majora Wócickiego pracują sami starzy koledzy, to okazalo się, że wszystkie "konkurencyjne" sklady celne prowadzą tacy sami starzy przyjacile ze służb. 

Halinka pracowała u majora Wójcickiego przez parę lat. W trakcie tej pracy poznala majora, nazwijmy go Krzysztonia. 

Major Krzysztoń po "upadku" komuny otworzył drukarnię. Miał doświadczenie, bo "prowadził" sporą część tej podziemnej poligrafii. Trudno teraz wyczuć, czy drukarstwo tak go pasjonowało, czy  wziął się za ten biznes dlatego, że jego stary kumpel został naczelnikiem skarbówki na wysokim szczeblu i zaproponował mu, zeby to on, stary towarzyszl, major Krzysztoń, drukował dla skarbówki wszystkie te cudaczne druczki, które durni frajerzy muszą wypełniac miesiąc w miesiąc. W kazdym razie, major Krzysztoń drukarnie otworzył. Tym latwiej, że facet, którego prowadził przez lata zostal dyrektorem banku i łatwo było o kredyt. 

Gdy składy celne przestały byc takim dobrym biznesem major Wójcicki zwolnił Halinkę. Ale żeby nie dac jej zginąć z głodu zatrudnił ja u swojego starego kumpla, który zostal awansowany na szefa agencji celnej a sam wziął się za organizacje nowego biznesu. 

Zanim jednak major Wójcicki  otworzył swoje pierwsze kasyno, na nazwisko gościa, który był jego kontaktem operacyjnym, Halinka musiala znosić niewygody w instytucji państwowej.

Okazało sie jednak, ze major Wójcicki nie bez przyczyny akurat w tej instytucji umieścił Halinkę. Tak się bowiem zlozyło, że to agencja celna "opiekuje" sie kasynami i gdy tylko biznes majora Wójcickiego wystartował Halinka została oddelegowana do pilnowania, czy aby w kasynie jej ex pryncypała nie robi się jakichś walków i nie rznie państwa na kasę. 

ITD.

We wszystkich dziedzinach zycia w Polsce.

***

Dawniej, jak pierwszy sekretarz chciał sobie wybudowac dom gdzies w lesie, to dzwonil do swojego towarzysza do parku krajobrazowego i mowił:

- Słyszałem, że u was, towarzyszu, piękne macie widoki. A żona mi suszy glowę, że na zdrowiu słabowita i przydaloby sie jej przenieść gdzieś, gdzie powietrze zdrowe. Rozumicie.

Za wcale nie przyslowiową złotówkę nabywal więc piekny teren a nastepnie dzwoniac do GieeSu "zamawiał" deficytowe materiały budowlane, a dzwoniąc do przedsiębiorstwa budowlanego, gdzie prezesem był jego stary przyjaciel- zamawiał pracowników. 

I budował.

Willa kosztowala dokładnie tyle ile była warta. 

***

Dziś, jeśli np. burmistrz miasta i gminy w Psiej Wólce chce wybudowac dom musi zorganizowac dla ludzi jakis super postępowy program. Program, który nie słuzy nikomu i niczemu. Za to jest tak drogi, że da sie z niego urwać tych paręset tysięcy złtych, które sa potrzebne na wybudowanie domu. 

Ten dom, ta willa, która normalnie kosztowałaby, powiedzmy 500 tyśków, kosztuje de facto 3 miliony, a jako efekt uboczny zostaje gminie albo droga do nikąd. Albo jakaś cudaczna fontanna na rynku. Albo coś równie niezbędnego mieszkańcom gminy. 

Najlepiej jest jednak zorganizowac grupe przygotowująca projekty duże, które od razu sa skazane na niepowodzenie. Np. Expo. Expo jest świetnym projektem, bo mozna na niego bez śladu rozpieprzyć np. 60 duzych baniek i nikt nikogo niejest w stanie z niczego rozliczyć. 

***

Zastanawiam się, czy nie lepiej dla nas i dla gospodarki byłoby, aby jacys ludzie wzięli w Polsce wladze i brali sobie tyle kasy ile potrzebują oficjalnie. Bez tworzenia dla tej grabiezy całej tej biurokratyczno- systemowej padgatowki. 

Byłoby taniej, wiadomo byloby o co chodzi. Oni nie musieliby sie kryc ze swoim złodziejstwem. A i my nie męczylibyśmy sie z systemem, który nasi władcy celowo komplikują tak, by mogli na nim ukrecic jak najwięcej. 

 

10
Średnio: 10 (5 votes)

Nicpoń

Pięknie opisana historia i rzeczywistość.

Jednak ostatnie zdania nie mogą się sprawdzić, gdyby nie było tego systemu mniej by ukręcili, a kto wie, może nawet lemingi przejrzałyby na oczy.

Pozdrawiam

portret użytkownika triarius

>>> super tekściorek!

Pzdrwm

triarius

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

It's not about who's right, but who's left. ("Ojciec amerykańskiego karate" Ed Parker)

Racja

Wlasciwie to szkoda, ze ma Pan racje. Tak to z grubsza, bylo i jest.
Juz w latach 80-ych krazylo powiedzonko (na korzysc Gierka), ktorego zakonczenie brzmialo: "Wracaj Gierek, lepszy zlodziej niz morderca". Tak sie zlozylo, ze widzialem wille Gierka i jego syna Adama. Nic szczegolnego. Na kontynencie polnocnoamerykanskim sprzataczke portugalska stac na taki luksus.
I pomyslec, ze w starodawnych czasach, w glebi Rosji Sowieckiej, aparat parytjny mial te przewage, nad zwyklym proletariatem, ze mogl wybierac ze skrzynek dobre jablka, podczas, gdy swieta klasa robotnicza musiala brac z lady jak leci. No i wybuchl bunt.