INKA

Inka Marcin Hałat.jpg
Kraj

„INKA” W PATRIOTYCZNYM PARKU IM. DRA HENRYKA JORDANA

Staraniem Kazimierza Cholewy, patriotycznego prezesa krakowskiego Parku im. dra Henryka Jordana dzisiaj – w niedzielę 16 września 2012 roku zostało odsłonięte kolejne popiersie, „Inki”,17-letniej Danuty Siedzikówny.

„Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba” to były ostatnie pożegnalne słowa siedemnastoletniej Danuty Siedzikówny, ps. „Inka” zamordowanej przez komunistycznych oprawców w sierpniu 1946 roku w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej 12.

Po blisko sześćdziesięciu latach Polacy poznali prawdę o tej pięknej postaci skazanej przez komunistów – tak jak inni żołnierze antykomunistycznego podziemia niepodległościowego – na zapomnienie”.

Paradoksalnie dopiero w chwili śmierci odzyskała wolność, o której marzyła. Zanim przebrzmiało echo salwy plutonu egzekucyjnego, gdy ostatni ubecki pocisk gasił światło Jej życia „a już zastęp aniołów Ją otoczył, z Jej serca zniknęła wszelka śmierci trwoga, Królowa Polski zamknęła jej oczy, Jej wolną duszę zawiodła do Boga”.

Historia „Inki” stała się głośna w całej Polsce dzięki licznym publikacjom pracowników gdańskiego IPN, artykułom w prasie i publikacjom w innych mediach. Znaczny udział w przypomnieniu postaci Danusi Siedzikówny miał też głośny spektakl „Inka 1946 – ja jedna zginę”.

Prawda o tym haniebnym, skrzętnie ukrywanym przez komunistycznych oprawców mordzie na młodej sanitariuszce 5 Brygady Wileńskiej Armii Krajowej wstrząsnęła opinią publiczną. Wielu młodych ludzi, po zapoznaniu się z życiorysem „Inki” być może po raz pierwszy w życiu zadało sobie pytanie, co jest tak naprawdę sensem ich istnienia oraz otrzymało wzorzec, jak trzeba żyć, aby zawsze zachowywać się godnie.

Życiowa niezłomność i bohaterska postawa w trakcie ciężkiego śledztwa w kazamatach UB sprawiły, że postać „Inki” jest dziś symbolem dla wielu pokoleń Polaków, szczególnie dla tych, którzy przeżyli potworności trzech kolejno następujących po sobie okupacji – sowieckiej, niemieckiej i ponownie sowieckiej.

Zainteresowanie postacią Danuty Siedzikówny w ostatnich latach narasta, także ze względu na tragiczną historię Jej życia. „Inka” była bowiem postacią szlachetną, nietuzinkową i symboliczną.

Pozostała „do końca” wierna Ojczyźnie, honorowi i przysiędze, nie załamała się w śledztwie, zachowała się po prostu jak trzeba. Jej nieskazitelna, święta nieomal postać ma szczególną moc jednoczącą wielu Polaków a świadectwo Jej życia jest przyczyną odrodzenia duchowego wielu ludzi. Niezłomna postawa i heroizm dają Jej wieczne miejsce w Panteonie Narodowych Bohaterów.

Co jest tak interesującego w postaci tej młodej dziewczyny, co sprawia, że tak wiele, szczególnie młodych osób interesuje się historią Jej życia?

Niewątpliwie Jej historia fascynuje tak wielu ludzi, ponieważ mamy do czynienia z rzadko spotykanym w realnym życiu przypadkiem zetknięcia absolutnego dobra, które uosabiała w sobie Danusia z absolutnym, wręcz klinicznym złem, reprezentowanym przez wszystkich komunistycznych oprawców, ubeków i komunistów, którzy pośrednio lub bezpośrednio przyczynili się do Jej śmierci.
W tym starciu dwóch systemów wartości, absolutne dobro ostatecznie zwyciężyło, prawda wyszła na jaw, a ci którzy chcieli ją ukryć ostatecznie przegrali, okazując się moralnymi nędznikami i zwyczajnymi łajdakami, skazując się już za życia na wieczną hańbę i infamię.

Choć system totalitarny odszedł do przeszłości, w Polsce żyje wciąż wiele osób niechętnych wobec poznania prawdziwej historii swojej Ojczyzny, obojętnych na jej losy, dla których zegar zatrzymał się w czasach PRL.

Co gorsza wciąż wielu ludzi, którzy uważają się za Polaków, słowem lub czynem hańbi pamięć o naszych narodowych bohaterach i opluwa Ojczyznę. Zapewne przez lata, w których wysługiwali się zbrodniczemu sowieckiemu reżimowi nieodwracalnie odmienił się stan ich umysłów i serc, nie umieją już myśleć po polsku. Nieludzki system upadł, ale pokolenie janczarów, których wychował, nadal żyje i szkodzi Ojczyźnie.

Jest wiele sygnałów budzących optymizm. W czasach powszechnego upadku wartości i ideałów, gdy wmawia się społeczeństwu, że jedna obiektywna prawda nie istnieje, żyje w Polsce wciąż duża grupa ludzi wiernych prawdzie, przywiązanych do wolności, nie ulegających kłamliwej propagandzie sączonej w różnych mediach przez ludzi słabego ducha, zdrajców oraz wrogów Ojczyzny.

Oni słowem i czynem bronią przed pohańbieniem pamięci o narodowych bohaterach, nie pozwalają by okrutna zbrodnia na młodej sanitariuszce i wiele podobnych zaginęły w otchłani ludzkiego zapomnienia. Po prostu zachowują się jak trzeba.

Wielu Polaków udowadnia swoją codzienną postawą, że zasługuje na zaszczytne miano godnych spadkobierców tradycji żołnierzy wyklętych, wolna i niepodległa Polska wciąż żyje w ich sercach i nigdy nie zginie. Ludzie ci robią wiele, aby rodzimi i obcy wrogowie nie pisali na nowo kłamliwej, poprawnej politycznie historii naszej Ojczyzny.

Żaden ze „śledczych”, oskarżycieli, sędziów, ani wykonawców wyroku na „Ince” nie poniósł do tej pory kary. Bezradność polskiego sądownictwa w tej i podobnych sprawach doprawdy zadziwia.

Wydaje się, że „mordercy w togach” ujdą przed ziemskim wymiarem sprawiedliwości. Ale wtedy „staną twarzą w twarz z Aniołem, który był kiedyś żołnierzem Polski podziemnej i będą musieli spojrzeć mu prosto w oczy.... „

My, Polacy, którym drogie są takie wartości jak honor, godność i wierność nigdy nie zapomnimy o Danusi Siedzikównie. Będziemy nadal walczyć o Polskę czystą jak łza, taką o jakiej marzyła „Inka”. Na zawsze zachowamy pamięć o bohaterce, która niezłomnie sprzeciwiała się zniewoleniu Polski, nie godziła się, żeby barbarzyńscy przemieniali narodowe sanktuaria w domy publiczne, magazyny, chlewy i stajnie.

Ona walczyła nie tylko o swoją, ale także za naszą wolność. Za tę godną postawę my współcześni jesteśmy Jej winni modlitwę, pamięć i szacunek.

Wbrew zakłamanemu światu zrealizujemy testament ideowy Danusi Siedzikówny. Dała nam przykład, że nie jest to takie trudne – wystarczy zawsze zachowywać się tak jak trzeba.

Danuta Siedzikówna urodziła się 3 września 1928 roku w miejscowości Guszczewina na Podlasiu, leżącej do 1939 roku w granicach powiatu Bielsk Podlaski. Jej ojciec był leśniczym w Olchówce k. Narewki.
Dzieciństwo i okres wczesnej młodości Danusi Siedzikówny były ściśle związane z piękną ziemią podlaską. Tu stawiała pod okiem matki swoje pierwsze życiowe kroki, tu kształtowała się jej miłość do Ojczyzny. „Tu spędziła dzieciństwo beztroskie, Tu jej matka szeptała w pacierzu: Córko, Podlasie – to szmat ziemi polskiej, Którego wielkość sercem mierzyć trzeba”.

Podlasie to ziemia mlekiem i miodem płynąca, rdzennie polska. Mieszkańcy tej ziemi słyną z patriotyzmu i umiłowania wolności, wielokrotnie w historii dawali dowody przywiązania do tych tradycji.

Na terenach Podlasia niejednokrotnie dochodziło do walk z najeźdźcami przybywającymi najczęściej ze wschodu, ale także z zachodu Europy. Piękną kartę zapisali mieszkańcy Białostocczyzny w okresie powstań listopadowego oraz styczniowego. W 1863 roku w okolicach Puszczy Białowieskiej walczyły liczne oddziały powstańcze.

Miejsce urodzenia Danusi Siedzikówny, wieś Guszczewina, administracyjnie należy obecnie do województwa podlaskiego, powiatu hajnowskiego. Leży na skraju Puszczy Białowieskiej. Siedzibą gminy jest Narewka. W latach 1975 – 1998 Guszczewina znajdowała się w województwie białostockim.

Gmina Narewka stanowi południowo – wschodnią część województwa podlaskiego. Od wschodu granica państwowa oddziela ją od Białorusi. W północnej części gminy znajduje się zbiornik wodny Siemianówka, który stanowi dużą atrakcję turystyczną.

Siedziba gminy, wieś Narewka leży nad rzeką o tej samej nazwie, nieopodal Hajnówki, na obrzeżach Białowieskiego Parku Narodowego. W początkach XIX wieku Narewka była miasteczkiem, które posiadało regularnie wytyczone ulice, rynek i stację pocztową.

Okres dzieciństwa upłynął Danucie Siedzikównie w rodzinnej Olchówce, w której mieszkała do 1939 roku. Wychowywała się w rodzinie o ugruntowanych tradycjach patriotycznych. Siedzikowie był to typowy ród szlachecki wywodzący się z Podlasia. W rodzinie przykładano dużą wagę do tradycji patriotycznych i edukacji dzieci.

Ojciec Danusi, Wacław studiował w Petersburgu. Jako dziewiętnastoletni student został zesłany w 1913 roku na Syberię za działalność w konspiracji niepodległościowej. Do Polski powrócił dopiero w 1926 roku, po 13 latach zesłania, korzystając z dokumentów nieżyjącego syna polskich zesłańców. Został leśniczym w Olchówce koło Narewki, do której przeprowadziła się cała rodzina.

Matką Danusi była Eugenia z Tymińskich, spokrewniona z rodziną Piotra Orzeszki, męża pisarki Elizy Orzeszkowej.

Danusia Siedzikówna była jedną z trojga rodzeństwa, miała młodszą o trzy lata siostrę Irenkę i o rok starszą Wiesię, z którymi była bardzo związana. Do 1939 roku uczyła się w szkole powszechnej w Olchówce, a w okresie wojny w szkole sióstr salezjanek w Różanymstoku koło Grodna. W wolnej Polsce żyła zaledwie jedenaście lat. Wystarczająco długo, aby nauczyć się wierności, lojalności, umiłować wolność i prawdę ponad życie.

Najstarsza siostra Wiesława oceniła lata dzieciństwa spędzone w leśniczówce pod Narewką, jako okres błogosławiony, dający siły na dalsze lata trudnego życia.

W 1939 roku szczęśliwe dzieciństwo Danuty Siedzikówny z dnia na dzień legło w gruzach, wybuchła II wojna światowa. Ziemie Polskie zostały rozdarte między dwóch okupantów. Podlasie początkowo znalazło się w sowieckiej strefie wpływów, w 1941 roku wkroczyli na te tereny Niemcy, a w 1944 roku ponownie zjawili się okupanci spod złowrogiego znaku sierpa i młota. Rydz Śmigły wypowiedział jakże znamienne słowa, charakteryzujące nowych okupantów: Niemcy unicestwiają nas fizycznie, Sowietom to nie wystarcza, oni chcą unicestwić polskie dusze.

Na drogę życiową Danuty Siedzikówny wpłynęły tragiczne losy rodziny. Danusia dorastała w atmosferze opowieści o okrucieństwie zesłania i bolszewickiej rewolucji w Rosji. Patriotyzm i poczucie miłości do Ojczyzny wyniosła z domu, a wynikały one głównie z poczucia przyzwoitości i wierności takim wartościom, jak lojalność, uczciwość, prawda.

Dziwna była ta okupacja sowiecka. W oficjalnej propagandzie nazywano ją wyzwoleniem, podczas gdy była to zwyczajna agresja. Pacyfikacje, gwałty, tortury, mordy i grabieże nazwano „bratnią pomocą”. Wielu Polaków, szczególnie tych, którzy nie doświadczyli na własnej skórze sowieckiego „wyzwolenia” uwierzyło tej fałszywej, sączonej przez całe lata propagandzie. Tym ludziom odebrano dusze.

Matka Danuty Siedzikówny była aktywną uczestniczką Armii Krajowej, należała do siatki terenowej AK na Podlasiu. Za udział w konspiracji została aresztowana przez Niemców w listopadzie 1942 roku i po ciężkim śledztwie i torturach zamordowana we wrześniu 1943 roku w lesie pod Białymstokiem.

Danusia po raz ostatni widziała matkę w szpitalu więziennym w Białymstoku strasznie zmasakrowaną. „Inka” miała wtedy zaledwie piętnastnaście lat. Grobu zamordowanej matki nigdy nie odnalazła. Z przekazywanych przez Eugenię Siedzik z więzienia grypsów wynikało, iż udało się jej zidentyfikować osoby, które spowodowały jej aresztowanie.

Należały one do kolaborującego z Niemcami Komitetu Białoruskiego z Narewki. W jednym z ostatnich grypsów przesłanych córkom z więzienia matka Danusi napisała: „Dziewczynki, zemstę zostawcie Bogu”. Być może coś przeczuwała i chciała uchronić córki od dalszych tragedii.

W lutym 1940 roku po zajęciu terenów wschodniej Polski przez Rosjan ojciec Danuty Siedzikówny został ponownie zesłany przez NKWD na wschód, pod Krasnojarsk. Łagry opuścił po roku, dzięki umowie Sikorski – Stalin, zaciągając się do wojska generała Andersa. Mimo że miał zaledwie 50 lat, był już wrakiem człowieka. Na skutek ciężkich przeżyć oraz z powodu słabego zdrowia nadwątlonego dwukrotnym zesłaniem zmarł w Iranie, wkrótce po opuszczeniu przez armię Andersa Rosji. Jego grób, który znajduje się na cmentarzu polskim w Teheranie zachował się do czasów dzisiejszych.

Po śmierci rodziców wychowaniem Inki, Ireny i Wiesi zajmowała się babcia. Śladem rodziców Danusia zaangażowała się w działalność konspiracyjną, początkowo walczyła w Armii Krajowej przeciwko Niemcom, następnie przeciwko Sowietom i miejscowym kolaborantom budujących w Polsce podstawy nowego totalitarnego systemu. Do konspiracji wstąpiła także Jej starsza siostra Wiesława.

Po zamordowaniu przez gestapo jej matki, razem z siostrą Wiesławą wstąpiła do AK (przysięgę złożyła w grudniu 1943 lub na początku 1944), gdzie odbyła szkolenie medyczne. Po przejściu frontu podjęła pracę kancelistki w nadleśnictwie Hajnówka. Wraz z innymi pracownikami nadleśnictwa została w czerwcu 1945 aresztowana za współpracę z antykomunistycznym podziemiem przez grupę NKWD-UB (działającą z polecenia zastępcy szefa WUBP w Białymstoku, Eliasza Kotona).

Została uwolniona z konwoju przez operujący na tym terenie patrol wileńskiej AK Stanisława Wołoncieja "Konusa" (podkomendnych "Łupaszki"), następnie jako sanitariuszka podjęła służbę w oddziale "Konusa", a potem w szwadronach por. Jana Mazura "Piasta" i por. Mariana Plucińskiego "Mścisława". Przez krótki czas jej przełożonym był także por. Leon Beynar "Nowina", zastępca "Łupaszki", znany później jako Paweł Jasienica. Danuta Siedzikówna przybrała wówczas pseudonim "Inka".

Na przełomie 1945/1946, zaopatrzona w dokumenty na nazwisko Danuta Obuchowicz, podjęła pracę w nadleśnictwie Miłomłyn w powiecie ostródzkim. Wczesną wiosną 1946 nawiązała kontakt z ppor. Zdzisławem Badochą "Żelaznym", dowódcą jednego ze szwadronów "Łupaszki". Po śmierci "Żelaznego", zabitego podczas obławy UB 24 czerwca 1946, została wysłana przez jego następcę, ppor. Olgierda Christę "Leszka" po zaopatrzenie medyczne do Gdańska i tam aresztowana przez UB rankiem 20 lipca 1946, a następnie umieszczona w pawilonie V więzienia w Gdańsku jako więzień specjalny. W śledztwie (kierowanym przez naczelnika Wydziału III WUBP w Gdańsku Jana Wołkowa i kierownika Wydziału Śledczego WUBP Józefa Bika) była bita i poniżana; mimo to odmówiła składania zeznań obciążających członków brygad wileńskich AK. Została skazana na śmierć 21 sierpnia przez sąd kierowany przez mjr. Adama Gajewskiego i zastrzelona przez dowódcę plutonu egzekucyjnego ppor. Franciszka Sawickiego 28 sierpnia 1946 wraz z Feliksem Selmanowiczem ps.” Zagończyk”, w więzieniu przy ul. Kurkowej w Gdańsku. Według relacji przymusowego świadka egzekucji, ks. Mariana Prusaka, ostatnimi słowami "Inki" było: Niech żyje Polska! Niech żyje "Łupaszko"! Miejsce pochówku ciał nie jest znane.

Oskarżenie było całkowicie absurdalne. Ince zarzucono osobisty udział w zastrzeleniu funkcjonariuszy UB i MO podczas starcia koło miejscowości Podjazy z oddziałem Łupaszki, a nawet wydawania rozkazów, pomimo że była jedynie sanitariuszką oddziału. Nie brano pod uwagę nawet jej wieku (była nieletnia). Rozbieżności w zakresie jej udziału w starciu pomiędzy partyzantami a UB i MO pojawiły się zresztą w zeznaniach samych milicjantów. Jedni zeznawali, że Inka strzelała i wydawała rozkazy inni że nie. Jeden z milicjantów przyznał nawet, że Inka udzieliła mu pierwszej pomocy, gdy został ranny. Ostatecznie nawet stalinowski sąd stwierdził, że Inka nie brała bezpośredniego udziału w zabójstwach. Mimo to wymierzył jej karę śmierci.

W dokumentach zachowanych w archiwum IPN znajduje się "Prośba o łaskę" do "Obywatela Prezydenta", czyli Bolesława Bieruta, napisana 3 sierpnia 1946 r. Została zredagowana przez obrońcę "Inki" z urzędu, Jana Chmielowskiego. Pisana jest w pierwszej osobie ("Ja, Danuta Siedzikówna"). Nie została jednak podpisana przez "Inkę", tylko przez Chmielowskiego. "Inka" odmówiła, ponieważ w tekście Chmielowski pisał o jej kolegach z oddziału jako o "bandzie".

W grypsie do sióstr Mikołajewskich z Gdańska, krótko przed śmiercią, "Inka" napisała: Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba. Po śmierci rodziców babcia była jej szczególnie bliska, opiekowała się jej siostrami: Wiesią i Irenką.

Prokuratorzy IPN postawili przed sądem byłego prokuratora wojskowego Wacława Krzyżanowskiego (który oskarżał "Inkę" i żądał dla niej kary śmierci), oskarżając go o udział w komunistycznej zbrodni sądowej; został on jednak uniewinniony w sądzie II instancji. Mimo kasacji wyroku na Siedzikównie, do dziś nie został skazany.

Oto fotoreportaż z uroczystości autorstwa Józefa Wieczorka:

http://wkrakowie2012cd.wordpress.com/2012/09/16/...

http://wkrakowie2012cd.wordpress.com/2012/09/18/...

Szanowny i Drogi Panie Kazimierzu Cholewa, za pamięć o wybitnych Polakach dziękujemy.

10
Średnio: 10 (4 głosy)

Piękna

była mowa prezesa gdanskiego IPN,nie widziałam prezesa z krakowskiego IPN?