Z prasy, Cała para poszła w dług

Gospodarka

Z Jerzym Bielewiczem, finansistą, prezesem Stowarzyszenia „Przejrzysty Rynek”, rozmawia Małgorzata Goss
Mimo kolejnych planów naprawczych gospodarka europejska nie może ruszyć z miejsca. Dlaczego?

– Przyczyną stagnacji jest wadliwie funkcjonujący globalny system finansowy, dodruk pustego pieniądza i nasilająca się spekulacja. Z tej pułapki, jak się okazało, nie ma wyjścia. Pod koniec ubiegłego roku Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW), Biały Dom i Bank Rozliczeń Międzynarodowych (tj. „bank centralny banków centralnych”) stwierdziły w osobnych raportach, że pobudzanie gospodarki poprzez drukowanie pustego pieniądza nie spełniło swojej roli. Dodruk nie spowodował znaczącego wzrostu gospodarczego, natomiast pogłębił nierównowagę na świecie i przepaść między strefami bogactwa i biedy. Dlaczego tradycyjny mechanizm pobudzania wzrostu nie zadziałał? Ponieważ drukowane miliardy zamiast trafić w formie kredytów do realnej gospodarki, zostały „zassane” przez system bankowy, który wykorzystuje je na spekulacje.

Tymczasem w zeszłym tygodniu szefowa MFW Christine Lagarde zmieniła ocenę sytuacji. Według niej, dodruk pieniądza powinien być kontynuowany. Okazało się bowiem, że każda próba ograniczenia jego dopływu natychmiast przekłada się na wzrost kosztów długu dla głównych graczy na scenie międzynarodowej, takich jak USA, Japonia czy kraje Europy. Wszystkie one są nadmiernie zadłużone i pożądają taniego pieniądza.
Narracja medialna u nas i w wiodących krajach mówi o poprawie sytuacji gospodarczej.

– To absurd. Wrażenie poprawy wynika wyłącznie z powstania olbrzymich baniek finansowych na giełdzie i na rynku papierów dłużnych. W gospodarce realnej nic się nie dzieje. Spekulacyjna bankowość dusi gospodarkę. Pusty pieniądz spekulacyjnie pomnaża pusty pieniądz, zamiast kredytować rozwój, innowacyjność i powstawanie nowych miejsc pracy. Gospodarka obarczana jest coraz większym ryzykiem i przeżywa największy od dziesięcioleci kryzys. Rosną ceny żywności. Przybywa na świecie ognisk zapalnych: Syria, Ukraina, Tajlandia. Cierpią waluty krajów wschodzących: argentyńskie peso czy turecka lira. Słabnie złoty.
Inwestorzy idą z pieniędzmi tam, gdzie oczekują największych zysków. Są szanse, aby w Europie inwestowanie w rozwój stało się opłacalne?

– Eurostrefa jest w przededniu zderzenia z twardą rzeczywistością. Wkrótce zostaną ogłoszone dane o poziomie długu krajów euro na koniec 2013 roku. A będą one wyż- sze niż przed kryzysem finansowym. Przede wszystkim zadłużenie Włoch najprawdopodobniej osiągnie 135 proc. PKB. Jednocześnie Włochy, które niedawno płaciły 7 proc. za swój dług, teraz, gdy zadłużenie wzrosło, płacą tylko 3,5 proc. (sic!). W takich warunkach można zadłużać państwo na potęgę! Ten nietypowy efekt został wywołany drukowaniem pustych pieniędzy. Miliardy euro, którymi EBC zasila system bankowy, banki inwestują w obligacje rządowe. Rośnie więc zadłużenie państw, rosną sterty obligacji w portfelach banków, a gospodarka nie rusza z miejsca. Powstała typowa piramida finansowa: wszystko się kręci, dopóki jest dopływ gotówki. Jeśli kurek z pieniędzmi zakręcić – a przecież musi to w końcu nastąpić – rentowności papierów pójdą w górę, kraje wpadną w niewypłacalność, wartość obligacji spadnie do poziomu śmieci – i bankowe inwestycje pójdą z dymem. W Unii rosną napięcia na tym tle. Wiele krajów euro oczekuje, że za kryzys zadłużenia eurostrefy zapłacą Niemcy. To one, zdaniem wielu rządów, powinny teraz wziąć na siebie koszty ratowania systemu finansowego strefy euro, ponieważ dzięki wspólnej walucie skorzystały, forsując swój eksport. Według raportu Banku Rozliczeń Międzynarodowych, Bundesbank ma nadwyżkę w rozliczeniach z innymi bankami centralnymi w Europie sięgającą 850 mld euro. To jest skala nierównowagi. O te pieniądze toczy się spór.
Co na to rząd niemiecki?

– Wraz z powołaniem koalicji CDU – SPD Niemcy zmienili front i zaczęli odcinać się od problemów wspólnej waluty. Pod koniec ubiegłego roku Berlin nie zgodził się na powstanie wspólnego funduszu ratowania banków, o co zabiegał szef EBC Mario Draghi. Niemcy zarzucają szefowi EBC, który jest Włochem, że działa w interesie swojego kraju. A oni stoją na stanowisku, że we Włoszech system bankowy powinien być ratowany przez włoski system gwarancji bankowych, w Hiszpanii – przez hiszpański itd. Stanowcze odcinanie się Niemiec od płacenia kosztów kryzysu świadczy o tym, że Berlin bierze pod uwagę scenariusz opuszczenia strefy euro przez kilka najbardziej zadłużonych krajów. Chodzi przede wszystkim właśnie o Włochy, które okażą się bardziej zadłużone, niż szacowano, i będą dalej musiały się zadłużać, głównie na dokapitalizowanie własnych banków. Wspomniane 850 mld euro niemieckiej nadwyżki w bilansie spoczywa na bliźniaczych kontach w bankach centralnych krajów euro. Znaczna część z tych 850 mld euro wynika z deficytu handlowego Włoch z Niemcami. Pytanie, co stanie się z kontem Bundesbanku we włoskim banku centralnym, jeśli dojdzie do wypchnięcia Włoch ze strefy euro. Włosi mogą nie chcieć tych pieniędzy oddać. Tymczasem nierównowaga w bilansie krajów euro cały czas pogłębia się – Niemcom rośnie nadwyżka, a niemal wszystkim innym deficyty. I ten proces trzeba będzie w końcu przeciąć.
Jak to może się skończyć?

– Jeśli zapada decyzja, żeby dalej drukować puste euro, a jednocześnie Niemcy uchylają się od ponoszenia kosztów kryzysu, to finał może być tylko jeden: nieuchronne tąpnięcie, po którym wejdziemy w kolejną fazę kryzysu zadłużenia. Możliwe, że skończy się to wypchnięciem ze strefy euro krajów południa Europy – Włoch, Grecji, Hiszpanii i Portugalii.
System bankowy eurostrefy jest na taki scenariusz przygotowany?

– Nadzór nad kluczowymi bankami strefy euro ma przejąć EBC, ale jego uprawnienia zostały rozmyte: EBC będzie tylko informował Komisję Europejską i Parlament Europejski, że dany bank nie spełnia kryteriów wypłacalności. Powstanie też nowa agencja europejska, która ma administrować upadłymi bankami. Nie udało się natomiast utworzyć wspólnego funduszu gwarancji bankowych. Co więcej, Niemcy nie zgodziły się, aby inny fundusz – Europejski Mechanizm Stabilizacyjny – mógł być wykorzystywany bezpośrednio na ratowanie banków. Ewentualna pomoc dla sektora bankowego będzie zatem musiała przechodzić przez budżety zainteresowanych państw. Państwa dalej będą brnęły w długi, które zrzucą jak zwykle na barki podatnika.
To grozi dalszą pauperyzacją społeczeństwa. Jakie mogą być społeczne reakcje?

– Polska jest pouczającym przykładem. Młodzież ucieka z kraju za pracą. Utrata kapitału ludzkiego przybrała rozmiary klęski: ponad 2 miliony obywateli wybrało tułaczkę. Jak za czasów wojny. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w Hiszpanii czy w Chorwacji. Tam także sektor bankowy żerował na obywatelach, np. wpychając im podstępnie spekulacyjne opcje i kredyty walutowe. Bunt społeczny narasta. W tym kontekście kijowski Majdan to nie przypadek. Zdesperowani młodzi ludzie nie chcą spłacać długów zaciągniętych przez polityków. Chcą pracy, sprawiedliwości, przestrzegania prawa. Wychodzą na ulice w proteście przeciw korupcji władzy. Oby ich głos został dosłyszany w stolicach świata i globalnych centrach finansowych.
Dziękuję za rozmowę.

Więcej na: http://unicreditshareholders.com/bie%C5%BC%C4%85...

8.33333
Średnio: 8.3 (3 głosy)

Dałbym 10,

gdyby wspomniał Pan od siebie, coś o:
Pieniądzu dłużnym.
Lichwie.
Rezerwie frakcyjnej.
Tak niestety, za każdy brakujący punkt odejmuję po 1.

Po edycji:
Dopiero teraz zauważyłem, że autor promuje wywiad z samym sobą. :) No nic, niech będzie jak jest.

Brednie

których nie sposób zanalizować a tym bardziej ..............Szkoda pisać.

Z PRasy - rasowej , czy anty rasowej ?...

Systemy najtaniej oszukujące - dla Tubylców zdominowania (medialnie domy minują) wybuchowymi kryzysami płci ludzkich…

Płaczem płacących i marnotrawstwem „grali” życia …

Od/dawanego za pośrednictwem bezwartościowych kopii - POpadających z coraz większe zgorszenie na tle PRAWDY …

Pozdrawiam +10