Precyzyjniej o resortowych dzieciach

Blog

Niektorzy krytycy "Resortowych dzieci" zarzucają autorom zbyt szeroki zakres uwzględnianych przypadków, nie
uzasadnionych tytułem. Niestety sami tutaj popełnają błąd, zapominając, że każdy czlowiek jest jednocześnie
jednostką i cząstką społeczeństwa. Dziedziczy więc podwójniee - biolgicznie, kulturowo i społecznie po rodzicach, ale też dziedziczy po społeczeństwie, w którym żyje.

Dziedziczą więc jednostki, co jest oczywiste, ale dziedziczą też, co się przegapia, instytucje, a one też
dziedziczą i to podwójnie, bo i instytucjonalnie, systemowo, jak też poprzez ludzi w nich zatrudnionych. Zatem
Jacek Żakowski, zatrudniony w takiej instytucji prasowej, jak "Polityka", mającej swoją historię i zatrudniającej
ludzi o określonym profilu ideowym, jest jak najbardziej dzieckiem resortowym w sensie dziadzictwa
instytucjonalnego. A przecież każda instytucja ma jakiś związek z narodowym kodem kulturowym i nie da się ukryć, że "Polityka" ma do tego kodu stosunek specyficzny.

Ale trzeba też pamiętać, że są formalne resortowe dzieci, ktore braki w dziedzictwie i w kodzie kulturowym
potrafiły przezwyciężyć.

10
Średnio: 10 (1 głos)

Cenckiewicz o Resortowych dzieciach

Ciekawa recenzja Resortowych dzieci autorstwa Cenckiewicza jest w Do Rzeczy Historia.
Cenckiewicz pisze, że książka mimo swoich minusów ma wiele zalet. Zestawia ją z naukowymi pozycjami IPN o dziennikarzach, które zostały napisane na klęczkach z dużą dozą poprawności politycznej. Porównanie to wypada korzystnie dla Resortowych dzieci.