Co Wy ludzie z tymi debatami?!

Kraj

Z rosnącym zdumieniem obserwuję na Salonie24 i innych portalach liczbę pojawiających się notek odmieniających przez wszystkie przypadki słowo "debata". Pojawi się, nie pojawi się, biała flaga, solo na podwórku, laczowanie w dziesięciu na jednego, w TVNie, w Centrum Programowym...

Zdziwienie moje bierze się stąd, że przecież o czym tu rozmawiać, skoro wszystko wiadomo? Ja rozumiem, gdyby polski system wyborczy nie był zabetonowany i do objęcia władzy przymierzały się jakieś nowe partie, nowe siły polityczne. Ale w Polsce?

Niech mi ktoś wytłumaczy, o czym premier Kaczyński ma rozmawiać z premierem Tuskiem? Czego wyborcy spodziewają się usłyszeć? Tusk "rządzi" od 4 lat, efekty jego rządów widać jak na dłoni, przy minimalnym nakładzie zaangażowania można skonfrontować jego przedwyborcze obietnice ze stanem obecnym. Dość żałośnie to wygląda moim zdaniem.

Politykę robi się po to, aby wygrać. A co ma do wygrania Jarosław Kaczyński podejmując rozmowę z Donaldem Tuskiem?

Po pierwsze, niejako pokazałby, że traktuje Tuska jako poważnego faceta, z którym warto rozmawiać. Błąd! Tusk swoimi działaniami zaprezentował się nam jako kłamca, albo w najlepszym wypadku nieudacznik, którego obietnice z rzeczywistością nie mają wiele wspólnego. Baa, bardzo często podejmuje działania przeciwne do przedwyborczych obietnic, vide: zapowiadana obniżka podatków, redukcja biurokracji, czy budowa autostrad.

Inna sprawa, że moim prywatnym zdaniem, Donalda Tuska powinniśmy raczej oglądać na ławie oskarżonych niż na fotelu debatującego. Chociażby za horrendalne zadłużenie naszego kraju, które będziemy spłacać przez następnych kilkadziesiąt lat. Zdaje się, że w prawie istnieje pojęcie działania na szkodę spółki, szkoda, że za działania na szkodę obywateli nie ma żadnej kary. Do tego jeszcze Smoleńsk...

Po drugie: w żadnej telewizyjnej debacie Kaczyński nie ma prawa wygrać. Jest człowiekiem mniej medialnym, gorszej aparycji, z wadą wymowy i miałby się zmierzyć z lepiej wyglądającym gościem trenowanym przez speców od profesjonalnego kłamstwa (PR), na terenie zaprzyjaźnionych telewizji, zapewne z buczącą hołotą na widowni, a po programie dziennikarze pokroju Wołka czy Lisa wytłumaczyliby tępym widzom, że wygrał dwieście procentowo Tusk, niezaleznie od tego, co działoby się podczas debaty?

Wreszcie po trzecie: uważam, że debaty telewizyjne są szkodliwe w ogóle z zasadniczego powodu: telewizja nie nadaje się do poważnej rozmowy, telewizja poszukuje sensacji i newsów. Jeżeli ktoś ma coś ważnego do powiedzenia, to jego medium jest internet, prasa, może radio. Wyobraźcie sobie sytuację, w której jeden z kandydatów ma przygotowany kilkudziesięciostronicowy zarys programu, a drugi tylko kilka ogólnych sloganów. Jak sądzicie, kto "wygra" debatę? Oczywiście, że ten, który rzuci kilka prostych haseł, kilka ładnych obietnic, bo telewizja nie toleruje wypowiedzi dłuższych niż kilka sekund, a przeciętny telewidz nie zapamięta ich dłużej, niż w najlepszym przypadku do następnego bloku reklam.

10
Średnio: 10 (1 głos)

Nie z tymi ludźmi w nie tych mediach

Napisałeś bardzo rzeczowy tekst. Szczerze gratuluję jeżeli pozwolisz to przy tej okazji pozwolę sobie zwrócić uwagę na dwie sprawy.
Pierwsza to legitymizacja Tuska i PO do udziału w debacie politycznej w sprawach Polski i Polaków. Tusk doszedł do władzy i przez całą kadencje trwał przy niej nie zużywając swojego image dzięki prowadzonej na wielka skalę dezinformacji i manipulacji opinią publiczną. Przez cała kadencję na forum parlamentu z jednej strony apelował do opozycji mając na uwadze głównie PIS o przedstawianie projektów rozwiązań dla Polski a drugiej na wszelkie propozycje przezeń składane były w najlepszym razie dekowane na samym dnie zamrażarki Marszałka Sejmu. Inne tak jak chociażby ta dotycząca zwiększenia wydatków w celu przeciwdziałania nadciągającemu z zachodu kryzysowi gospodarczemu stała się przedmiotem drwin i jest wyśmiewana do dziś dzień, bez jakiej kol wiek merytorycznej krytyki. Tymczasem bardzo wielu ekonomistów twierdzi, że skierowane wtedy środki proponowane przez PIS na ożywienie produkcji i zwiększenie ilości miejsc pracy dałyby dodatkowy bodziec do obrony naszej gospodarki przed nadciągającą drugą fala kryzysu.
Wszystkie debaty na forum Sejmu Platforma zawsze traktowała, jako okazje do walki politycznej z PIS a min Rostowski był w tym względzie najzajadlejszym nożownikiem.
Sejm, który w zdrowej demokracji jest miejscem podejmowania w rzetelnej debacie najlepszych rozwiązań dla państwa przekształcono w maszynkę do głosowania oraz ring do walenia w opozycję.
Efektem tego są setki niedopracowanych bubli prawnych jak chociażby Ordynacja Wyborcza, której niektóre niedoróbki wskazał Trybunał Konstytucyjne a inne wychodzą w kampanii wyborczej.
Jakim prawem ktoś, kto prze cały okres kadencji odmawiał opozycji uczciwej debaty ma prawo dziś z podniesionym czołem do takiej debaty stawać?
Druga sprawa to prawo mediów, nazwanych przez Wajdę zaprzyjaźnionymi do prowadzenia debat w najważniejszych naszych sprawach.
Bardzo się cieszę, że PIS wreszcie zaczął mówić o nich bez ogródek, wytykając ich bezstronność i zaangażowanie po stronie jednej opcji politycznej. Najbardziej opiniotwórcze gazety stacje radiowe i telewizyjne jeszcze pod koniec kadencji poprzedniej edycji parlamentu przystąpiły do bezpardonowego zwalczania PIS i na tym stanowisku trwają do dzisiejszego dnia.
Akceptowanie takiego stanu rzeczy jest nie tyle działaniem na szkodę opozycji a PIS w szczególności, co działaniem na rzecz destrukcji demokratycznego systemu demokracji.
Jak bowiem wiemy z teorii nauki o państwie i prawie podstawą sprawnego fukcjonowania ustroju demokratycznego jest rozdział władzy ustawodawczej, wykonawczej i sadowniczej oraz rzetelnego istnienia tzw. Czwartej władzy-mediów.
Czwarta władza ma za zadanie kontrolowanie poczynań pozostałych trzech władz.
Co w Polsce kontroluje czwarta władza? Mam odpowiedzieć? Odpowiedź jest oczywista. Na pewno nie rząd, lecz opozycję. Rządu broni zaś jak niepodległości.
Nie będę tego zagadnienia rozbudowywał, bo mam nadzieja dla każdego czytelnika jest nadto oczywiste. Tych, co sadzą, co innego i tak pewnie nie przekonam.
Zakończę stwierdzeniem, każdy, kto akceptuje role tych mainstreamowych mediów opowiada się za podważaniem podstawy ustroju politycznego naszego państwa i jego konstytucji.
Dlatego jeżeli PIS i J Kaczyński stanie do debaty z partią, która nie ma moralnego prawa w debacie o Polsce brać udział w mediach, które de facto są antysystemowe w tej antysystemowości je uwierzytelniając popełni wielki błąd.

@berecik....

"Zakończę stwierdzeniem, każdy, kto akceptuje role tych mainstreamowych mediów opowiada się za podważaniem podstawy ustroju politycznego naszego państwa i jego konstytucji.
Dlatego jeżeli PIS i J Kaczyński stanie do debaty z partią, która nie ma moralnego prawa w debacie o Polsce brać udział w mediach, które de facto są antysystemowe w tej antysystemowości je uwierzytelniając popełni wielki błąd."
Cały wpis rzeczowy  a cytowane zakończenie to samo sedno,
dycha x dycha.