Biedny katolik czyta list episkopatu, wspominając premiera Mazowieckiego

Kraj

Nie urodziłem się dziś ani wczoraj. Naprawdę potrafię zrozumieć, że niektórzy dążą do uproszczonej oceny zdarzeń i ludzi, że zależy im, by było miło i przyjemnie, nie chcą wiedzieć lub pamiętać za dużo. Ale gdy tak zachowuje się episkopat, to jakoś mniej mam w sobie wyrozumiałości.

Biskup Michalik stara się, by lubili go możni może nie tego świata, ale kraju i owszem. Niestety nie zawsze jest w tych staraniach doceniany i gdy trzeba uczynić go twarzą kościoła chroniącego pedofilów, to się go nią czyni, zresztą z wybitną pomocą samego zainteresowanego. Gdy trzeba nagłośnić, że sam biskup nie namawia do wzięcia udziału w referendum przeciw pani prezydent Warszawy, się nagłaśnia. A teraz ten list…

Gdy byłem jeszcze dzieckiem, acz ponadstandardowo zainteresowanym polityką, lubiłem Tadeusza Mazowieckiego, niespecjalnie rozumiałem, czemu już na przykład moi rodzice szybko przestali go lubić. Ku umiarkowanym zadowoleniu rodziców w czasach pierwszej kampanii prezydenckiej przykleiłem sobie gdzieś naklejkę z Mazowieckim i trochę się na warszawskich ulicach nasłuchałem. Jako, że miałem 12 lat i tak niespecjalnie wiele z tego, co słyszę, rozumiałem. Po kolejnym ważnym dla naszej historii 4 czerwca zupełnie mi przeszło.
Kolejne wspomnienie związane z „pierwszym, niekomunistycznym premierem” jest o wiele późniejsze. Na Ukrainie trwa „pomarańczowa rewolucja”, zaś warszawska młodzież, zwoływana przez młodzieżówki PO i PiS spotyka się pod ambasadą Ukrainy. W pewnym momencie wpada podniecona dziewczyna z megafonem i krzyczy „Jest z nami Tadeusz Mazowiecki!”. W miejscu oczekiwanych braw – cisza i znudzenie. Dziewczyna nie ustaje w próbach. Skanduje: „Ma-zo-wiec-ki! Też-jest-z-na-mi!” Nikt się nie przyłącza. Takie było znaczenie i społeczna rozpoznawalność Mazowieckiego po kilkunastu latach.

Obrazek trzeci i ostatni. Nie pamiętam już, z kiedy. Jakieś uroczystości pod Stocznią Gdańską (więc może 2000 rok?). Alejką idzie przygarbiony Mazowiecki, z nim jakiś robotnik, który próbuje zwrócić uwagę dawnego premiera na los zakładu i jego załogi. Starszy pan idzie, słucha, ale widać, że już nic do niego nie dociera. Odpowiednia kwalifikacja, by po kolejnych kilku lub kilkunastu latach zostać doradcą prezydenta Komorowskiego.

Gdzieś po drodze pojawiają się duchy z przeszłości. Obrzydliwie aktywny udział w nagonce na biskupa Kaczmarka. Książka „Wróg pozostał ten sam”. W sumie, z perspektywy praktyki III RP i przeszłości, oddzielonej grubą linią, żadne zaskoczenie. Teraz Mazowiecki umarł. Jedni opłakują, inni – przypominają, więc opłakujący dziwią się, jak tak można. Co kto lubi, co komu potrzebne, te światy są tak naprawdę hermetyczne, widzą się, ale się nie przenikają. Jedni chcą zapamiętać Mazowieckiego jak pierwszego, niekomunistycznego premiera, co to zasłabł w sejmie, ale wrócił i pokazał literę „V”. Ja tak nie potrafię, choć może nawet czasem trochę zazdroszczę. Inni zapamiętają publikacje o bp Czesławie Kaczmarku, bezsilność wobec komunistów w czasie tworzenia rządu, haniebną książkę z lat 50-tych – i do tych będzie mi bliżej, niestety, choć żal mi tego pierwszego wspomnienia. Cóż, świat polityki dorosłych mi je zabrał, gdy miałem niecałe 14 lat i pewnie na zdrowie mi to wyszło.

Co mam jednak zrobić, gdy mój kościół, „wraz z papieżem Franciszkiem i biskupem Józefem”, zmarłego opłakuje i też pamięta niepokojąco selektywnie. Papież daleko, nie musi znać wszystkich niuansów naszej historii i polityki. Episkopat bliżej i by mu wypadało. Zresztą nie wierzę, żeby nie znał. Wiec o co chodzi? Sojusz tronu i ołtarza – trochę rozpaczliwie ratowany w chwili, gdy tron ma już inne interesy i coraz mniej ołtarza potrzebuje? Ale co z nieszczęsnym biskupem Kaczmarkiem? Czy dla dzisiejszych biskupów to już wszystko było „dawno i nieprawda”, więc o Tadeuszu Mazowieckim opisują już tylko jako „wiernego syna naszej Ojczyzny, gorliwego i zaangażowanego w życie społeczne katolika, człowieka sumienia, pierwszego premiera polskiego rządu niełatwych czasów po przeobrażeniach roku 1989”? Może i Mazowiecki już sobie sprawę z biskupem Kaczmarkiem wyjaśnił, ale czy episkopat zachowuje się godnie, rzecz po prostu przemilczając? Bo jednak czegoś w tym liście zabrakło. Jeśli nie wspomnienia biskupa Kaczmarka lub choćby jakiegoś subtelnego zaznaczenia, że nie zawsze wszystko było tak wspaniale, to krytyki amerykańskiego imperializmu.

Cóż, dłużej klasztora, niźli przeora, ale czasem naprawdę trudno nad niektórymi posunięciami władz kościelnych przejść z pokorą do porządku dziennego.

http://episkopat.pl/dokumenty/5427.1,List_kondol...
http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=15405

9.5
Średnio: 9.5 (18 votes)
portret użytkownika yupiter

Oj trudno, trudno

Wiele razy hierarchia kościoła katolickiego w Polsce pokazywała, że bliżej im do wrogów Boga niż do zwalczanych przez tą władzę ludzi za wiarę w Jezusa Chrystusa.
Przykładem może byc walka o Krzyż
bialogwardzista

portret użytkownika ossala

Też mi się od razu ten krzyż przypomniał. W Polsce usianej

krzyżami, po śmierci głowy państwa - wyszli księża krzyż przenosić.

hierarchia

Pierwszy niekomunistyczny...

rząd tajnych współpracowników pod przewodnictwem Mazowieckiego. Znajoma kiedyś powiedziała - "nie wierzę, aby wszyscy ministrowie rządu Mazowieckiego byli tajnymi współpracownikami". Rzeczywiście. Nie był TW Florian Siwicki i Cz. Kiszczak. Mazowiecki z pełną świadomością zgodził się na niszczenie akt zapewniając tym bezkarność oprawcom. Za jago rządów odbył się największy rabunek w historii Polski znany jako afera FOZZ. Był także akuszerem powrotu do władzy komunistów, którzy jego - "katolickiego działacza" - niezwykle cenili. Widziałem kiedyś w TV jak J. Oleksy perorował: "brakuje mi w polskiej polityce takiego polityka jak Mazowiecki". Kim jest Wojciech Mazowiecki - wiemy. Jakie wartości wyniósł z domu?
Czy się zajmowali tzw. doradcy Solidarności już nie pamiętamy.
Warto przypomnieć
http://www.youtube.com/watch?feature=player_deta...
Film pt. "Kto doradzał doradcom Solidarności"

Zastanawiam się czasami,

czemu w zasadzie służyć ma sojusz tronu z ołtarzem, do którego chętnie przystępuje od czasu do czasu Episkopat. Czyżby miało to ośmielić premiera do złożenia niegdyś publicznej deklaracji, że nie będzie klękał przed księżmi? Na tym sojuszu wierni nic nie zyskują, bo tron wcale o to nie dba. Natomiast coraz częściej rządzący walą w księży jak w bęben a ci udają, że nic się nie stało. Tyle, że jeżeli jeszcze jakieś 15 lat temu mój kościół był zawsze pełen podczas mszy, dzisiaj są wolne miejsca w ławkach. Chyba najwyższy czas nad tym się zastanowić.

portret użytkownika Firley

Kondolencyny list biskupa MIchalika et co. do Prezydęta

Jako Katolikowi i Polakowi po raz kolejny przychodzi mi mieć powód aby potępić hierarchów mojego koscioła! Hańba tym małym i sprzedajnym ludzikom.
Na mojej rodzinnej Pradze mówią : "q-wa to nie zawód, to charakter" ! Zgoda, ale żeby aż tylu ich się tam napchało ??
Firley

portret użytkownika tańczący z widłami

"Koźlarz"

Ależ proszę. Proszę tak oficjalnie nie potępiać hierarchów Kościoła (a już tym bardziej tych mających powiązania z komunistami) i do tego w takim dniu jak dzisiejszy, bo zjawi się tu zaraz jakiś "Nawiedzony Koźlarz" z dynią na głowie i będzie straszył......... straszył organizacjami pozarządowymi......znaczy się chyba mafią ?..........a kto wie jakie ma z nią powiązania.

NIEPOPRAWNY INACZEJ

Obsadzono polska hierarchię kościelna glizdami

Ale Kościół się z tego wcześniej czy później otrząsnie.

Nathanel

Nie da się iść dwiema drogami na raz.

portret użytkownika Szary kot

Cóż,

na szczęście "dłużej klasztora i przeora". Ale czuję niesmak po lekturze.

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

pierwszym niekomumistycznym premierem w PRL-u...

..., no, tylko vice, był Stanisław Mikołajczyk.
W rządzie Mazowieckiego, "niekomunistycznym" wicepremierem i szefem MSW był Kiszczak.
Tak więc "jest prowda, tylko prowda i g.wno prowda":):):)
-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

Wspomnijmy jeszcze o gdańskim incydencie

Mam mieszane odczucia wobec T. Mazowieckiego. Z jednej strony należy docenić jego "rzucenie papierami" w krajach byłej Jugosławii, co jakby nie patrzeć swoją wymowę miało, z drugiej rozczarowanie co do postawy jako pierwszego niekomunistycznego premiera było gwałtowniejsze niż u Budynia78.

Przypomnijmy, że już kilka miesięcy po objęciu teki premiera, jako PIERWSZY PREMIER RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ wyprowadził milicję przeciwko obywatelom własnego kraju. Myślę tu o incydentach z 28 stycznia 1990 w W-wie (brutalnie rozpędzona demonstracja pod PKiN, mająca na celu "ochronę" XI zjazdu PZPR) i dwa dni późniejszym wyrzuceniem członków FMW z budynku KW PZPR w Gdańsku, który zajęli aby zabezpieczyć i przekazać organom państwowym niszczone dokumenty partii. Decyzję o interwencji milicji podjął wtedy osobiście Tadeusz Mazowiecki z Aleksandrem Hallem.

Ja "niestety" byłem starszy od kolegi Budynia78 i zdążyłem w wyborach 1989 roku zagłosować na ludzi, którzy już pół roku później dowiedli czynami swoich intencji.

Wspominając Tadeusza Mazowieckiego, dzwonią mi w uszach słowa Chochoła:

Miałeś, chamie, złoty róg,
miałeś, chamie, czapkę z piór:
czapki wicher niesie,
róg huka po lesie,
ostał ci się ino sznur,
ostał ci się ino sznur...

pozdr...
/benjamin

Nie przeprosil

 T. Mazowiecki nigdy nie przeprosil za domaganie sie kary smierci dla b. Kaczmarka. Nie przeprosil takze Polakow za inne swoje haniebne czyny a tu szykuja jemu pochowek z wielka pompa i udzialem hierarchow Kosciola i nazywaja wiernym synem Kosciola itd. Ciagle meczy mnie tez mysl, ze polscy biskupi nie bronili Krzyza na Krakowskim Przedmiesciu, zapomnieli komu maja sluzyc, zapomnieli o slowach Jana Pawla II-go. Odwracali swoje glowy w druga strone gdy garstka modlacych sie byla pozostawiona tam na pastwe zbydlalej holoty i policji.