Czytając Salazara w 2013 roku...

Idee

Wydawnictwo Prohibita wznowiło wydany w Polsce jeszcze przed II WŚ zbiór przemówień Antonio Salazara, wieloletniego portugalskiego przywódcy. Po kilkudziesięciu latach są lekturą miejscami fascynującą, choć nie sposób uciec przed mieszanymi uczuciami.

Zbyt długo męczyliśmy się z własną dyktaturą, bym nie podchodził ostrożnie do pięknych słów o rewolucji i dyktaturze, choćby ta miałaby oprzeć się na chrześcijaństwie, którego innym – bardziej krwawym i groźniejszym dyktaturom zabrakło. Myślę, że każdy w miarę ogarnięty dyktator znajdzie zestaw odpowiednio pięknych słów, by porwać za sobą tłum zwolenników. Dla wolnościowca może brzmieć to jednak niepokojąco. To jedna strona medalu. Druga jest taka, że jednak doktryna, którą Salazar prezentuje w swoich wystąpieniach jest dość wymagająca, tak wobec społeczeństwa, jak i władzy. Może dlatego rzadko ktoś się do Salazara dziś odwołuje, choć z dwudziestowiecznych dyktatorów prawicowych i lewicowych jest prawdopodobnie najmniej skompromitowany. Gdy pisze o pracy i robotnikach niekoniecznie musi spodobać się to prawicowym naśladowcom. Gdy pisze o moralności i wierze – całej reszcie. Pewne echa Salazarowskiej Portugalii może można odnaleźć w dzisiejszych Węgrzech. Ale to chyba tyle.

Jednak najważniejsze z całej książki są słowa o liberalizmie. Jakże aktualnie brzmią słowa z 1934 roku: Nasz liberalizm był z gruntu fałszywy – zawsze był nietolerancyjny i jakobiński. Gdyby jutro mógł ponownie władzę uchwycić, byłby jeszcze gorszy. Miast być tylko antykatolickim stałby się antychrześcijański, bezreligijny, zaciekle ateistyczny; swej obojętności wobec spraw ducha zrzekłby się tylko po to, by stać się teoretycznie i praktycznie amoralnym. Jego zgubna dążność do wyzyskiwania mas bez rzeczywistego pożytku dla ludu i do zrównania wszystkiego na poziomie najniższym prowadziła go – a teraz prowadziłaby go bardziej – do znienawidzenia wszystkiego, co przewyższa go swą inteligencją, cnotą, pięknością. Ostatecznym celem tego liberalizmu – sprawdzić to można wszędzie, byłby komunizm.

Przypomnijmy - to Europa roku 1934, nie 2013. Niezależnie jednak od tego, czy czekamy na konserwatywnego dyktatora, który to wszystko weźmie za mordę, czy jednak trochę się obawiamy, że zacząłby ten jakże potrzeby proces od nas, warto poczytać sobie, jak pewne obawy i prognozy Salazara sprawdziły się lub sprawdzają się na naszych oczach. Warto też jednak pamiętać, że w roku 1980 „Solidarność nawiązywała raczej do „rewolucji goździków”, która obaliła następców Salazara, niż do jego samego. Nawiązania do niej pojawiały się i w przemówieniach Wałęsy z tego roku, i choćby w „Sentymentalnej Pannie S.” Kelusa. Na ile był to jednak wynik wizerunku, kreowanego przez propagandę PRL? Chyba całkiem żywotną, patrząc na to, do czyich pozycji odwołuje hasło „rewolucja goździków” w Wikipedii (Broniarek, Iwiński…). Tymczasem stawianie Salazara w jednym rzędzie z innymi dyktatorami Europy jego czasów wydaje się być dużym nadużyciem. W badaniach z roku 2009 Portugalczycy uznali go za najwybitniejszą postać w historii kraju. Nic nie wiadomo mi o tym, by podobnie doceniano kolegów po fachu portugalskiego "chrześcijańskiego rewolucjonisty".
image
Antonio Salazar, Rewolucja pokojowa, Prohibita 2013
http://www.prohibita.pl/p085,ksiazka.html

10
Średnio: 10 (3 głosy)

"Portugalia

może być, jeśli chcemy, narodem wielkim i zamożnym". Podobnie przemawiał ś.p. Prezydent Lech Kaczyński.

portret użytkownika ossala

Uwaga na boku książki, nie Portugalii. We Francji co i raz

ukazują się informacje, że miasta w Portugalii pustoszeją, że niemal cała populacja będąca w tzw. wieku produkcyjnym opuściła swój kraj w pogoni za chlebem. Widziałam nawet zdjęcia faktycznie, jakby wymarłych miast i miasteczek.