"Pluralizm" medialny.

Kraj

Stajemy przed perspektywą kolejnych wyborów w sytuacji pozornej wolności mediów i wolności słowa. Jak wygląda ta wolność z perspektywy człowieka pracującego w Warszawie?
Otóż wysiadając rano w Warszawie, czy to z pociągu, czy to z autobusu najczęściej śpieszymy na kolejny środek transportu; metro, tramwaj bądź autobus MZK. Po drodze mamy okazję nabyć bezpłatną gazetę "Metro". Trudno zorientować się przeciętnemu zjadaczowi chleba nad Wisłą, że pismo to jest wydawane przez Agorę, czyli obrazowo mówiąc ludzi związanych z Adamem Michnikiem. Tekstu solidnego tam jest niewiele. Ale na dojazd do pracy wystarczy. Poglądy bardzo "postępowe", "europejskie" i takie "nowoczesne". Tolerancja, oczywiście dla "uciśnionych" gejów i lesbijek. Wolność, oczywiście dla aborcji. Do tego mnóstwo reklam.

W autobusie, lub w metrze mamy możliwość zapoznania się z bieżącymi informacjami i ciekawostkami wyświetlanymi na monitorach. Tematyka podobna. Do tego reklamy. I jeszcze na bieżąco możemy śledzić "wielkie dzieła" pani prezydent stołecznego grodu. Tak "przypadkiem" pani Gronkiewicz-Waltz wykupuje emisję swoich spotów informujących obywateli o kolejnych sukcesach stołecznego magistratu w medium należącym do Michnika.

Jesteśmy w pracy. Korzystamy z internetu. Na jakie strony wchodzimy? onet.pl, wp.pl, interia.pl. Dlaczego? Bo tam mamy założoną pocztę. Bo można w jednym miejscu znaleźć informację i rozrywkę. Bo są kolorowe i popularne. Dużo reklam. Ale gdzie ich nie ma? Niewielu wie i zastanawia się, że w wymienionych portalach informacje i opinie są bliźniaczo podobne. Mało tego. Wcale nie kolidują z tymi poznanymi kilkadziesiąt minut wcześniej. Więc są prawdziwe, a ich odbiorca sięga do różnych źródeł. Tak myśli? Nie, jest o tym przekonany. O tym, że między powyższymi mediami istnieje sieć powiązań kapitałowo-towarzyska to już wiedza dla "wtajemniczonych" albo dla zwolenników spiskowej teorii dziejów czyli oszołomów.

Wychodzimy z pracy. Zmiętoszone "Metro" już nie nadaje się do czytania. Ląduje w śmietniku. Na drogę powrotną kupujemy gazetę. Najlepiej "Wyborczą". Bo jest, postępowa, nieklerykalna, piszą tam światli ludzie... Poglądy te same co i wyżej i do tego mnóstwo reklam...

Wróciliśmy do domu. Przy kolacji TVN, Polsat bądź któryś z programów publicznej TV. Informacje. W zasadzie znamy je już na pamięć. Te same. Może jeszcze jakiś komentarz. Najczęściej autorstwa kogoś piszącego w GW. To co zdołaliśmy poznać wciągu dnia potwierdzono nam. Nawet więcej. Możemy pochwalić się przed domownikami "szerszą" widzą, gdyż z uwagi na wymogi czasowe Fakty czy inne Informacji są okrojone. Okrojone bardziej jeszcze niż na onet.pl.

Ktoś w drodze następnego dnia próbuje nam powiedzieć, że Układ serwuje nam takie wiadomości jakie uważa za stosowne. Nie może być inaczej. On jest oszołomem! I pewnie jeszcze pójdzie w Marszu Pamięci.
Nie dziwmy się że tak wielu nie widzi manipulacji i zła w przestrzeni publicznej. To nie są, w ogromnej części, źli ludzie. To ofiary propagandy. A przy tym to są konsumenci. Konsumenci tych informacji, opinii i reklam. A, że te media są pozornie tanie dla kieszeni konsumenta, więc mają dużo odbiorców. Więc z reklam mają duże wpływy. I ze środków publicznych też. Bo pani prezydent oczywiście "informuje" w mediach o dużym zasięgu. A że je przypadkiem wspiera? Po co to pytanie?

PS
Dziś jest Marsz Pamięci. Pamięci o tych, którzy zginęli abyśmy żyli w prawdzie i wolności. Gorąco zachęcam do udziału we Mszy Świętej w Archikatedrze Św. Jana i potem w Marszu Pamięci. Tam jest kawałek wolnej Polski.

10
Średnio: 10 (3 głosy)

Informacje

są powtarzane wielokrotnie na różnych kanałach - to uczniowie goebbelsa i lenina (też dziennikarz). Ale oni boją się satyry- śmiech zabija.

pozdrawiam emeryt22