Co śmieszy Wiśniewską

Gazeta Wyborcza - nie czytam
Kraj

Ksiądz Isakowicz-Zaleski: [O pierwszym pobiciu przez SB] Napastnicy wypalili mi papierosami na skórze „V” – to był czytelny znak. (...) Była Wielka Sobota. Wróciłem wieczorem z Mistrzejowic po uroczystościach religijnych. Poszedłem do piwnicy kamienicy, w której mieszkałem, bo tam trzymałem paczki z bibułą. (...) Gdy zszedłem do piwnicy, widziałem, że ktoś się w niej kręci. W pierwszej chwili myślałem, że to może złodzieje. Ale dmuchnięto mi gazem w oczy. Zostałem poparzony papierosami. Potem Jerzy Urban ogłosił, że jestem chory na padaczkę, dlatego się przewróciłem i poobijałem. (...) [O drugim pobiciu przez SB] Obudził mnie dzwonek do drzwi. Uchyliłem, a tam młoda sanitariuszka, obok sanitariusz. Powiedzieli, że proboszcz mieszkający w willi obok domku, w którym mieszkałem z innym, starszym księdzem, miał zawał, leży w karetce i potrzebne jest ostatnie namaszczenie. Kiedy otworzyłem drzwi, oni wpadli do mieszkania, zakneblowali mi usta. Próbowali wyciągnąć mnie z mieszkania. Doszło do szarpaniny. Wykręcili mi ręce i założyli pętlę na szyję, tak że każde poruszenie rąk powodowało, że się podduszałem. Byłem święcie przekonany, że już z tego nie wyjdę, że mnie zatłuką. Ale prawdopodobnie ktoś ich spłoszył – naprzeciwko była jednostka wojskowa. Rano jakoś wyczołgałem się z mieszkania. Siostry, które mieszkały w sąsiadującym budynku klasztornym, zobaczyły mnie i rozcięły więzy oraz pętlę. Wezwały natychmiast milicjantów. Na kasecie, którą zobaczyłem po raz pierwszy trzy lata temu, jest też jeszcze jedno nagranie – wykonane właśnie po przybyciu milicji. Widać na niej, że mówię coś zakrwawiony. (...) Moją mamę, która była wicedyrektorką liceum, zmuszono do odejścia na wcześniejszą emeryturę. W lutym 1987 roku skończyła 55 lat i od razu w dniu urodzin wręczono jej dokument o przeniesieniu na emeryturę. Nie pozwolono jej przedłużyć umowy, chociaż była opiekunką klasy maturalnej, z dnia na dzień musiała opuścić budynek szkoły. Powiedziano jej wyraźnie, że chodzi o moją postawę. (...) W dokumentach IPN są informacje o inwigilacji moich dwóch sióstr, ale nie wiem na ten temat nic więcej. Zachował się natomiast raport na temat mojego psa. Kupili mi go dla ochrony hutnicy. To było po drugim pobiciu, w grudniu 1985 roku. Jeden z TW dostał od funkcjonariusza SB polecenie opisania psa: jakiej jest rasy, czy jest szkolony. Dla SB to były bardzo ważne wiadomości. W dokumentach znajduję wiele takich informacji – z pozoru bzdurnych, na przykład, jak się wabi pies, ale gdy się je wszystkie poskłada w całość, ułoży jak puzzle, to okazuje się, że miały one dla SB wielką wartość. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, jak szczegółowa była ta inwigilacja. I nie przypuszczałem, że wśród TW są księża. To było dla mnie największym zaskoczeniem.

Katarzyna Wiśniewska (Gazeta Wyborcza): A o tej wszechobecności macek agentury sam opowiedział [ksiądz Zaleski] wczorajszej "Rzeczpospolitej": "W dokumentach IPN zachował się raport na temat mojego psa. Jeden z TW dostał od funkcjonariusza SB polecenie opisania psa: jakiej jest rasy, czy jest szkolony. Dla SB to były bardzo ważne wiadomości". Niech no tylko "Rzeczpospolita" wytropi tego drania, który donosił na psa ks. Zaleskiego! Mam nadzieję, że do publicznego linczu dołączą się solidarnie właściciele psów.

Niewielu jest dziennikarzy, którym poprzeczkę stawiam niżej niż Wiśniewskiej więc nie powinnam być specjalnie zaskoczona, że z całej opowieści księdza Zaleskiego o osaczeniu, strachu i brutalnych napadach, z których jeden o mały włos nie zakończył się tragicznie, za najważniejszy uznała fragment o psie, traktując go zresztą wyłącznie jako świetny materiał na dowcip zamykający kolejny antylustracyjny felieton. Dziennikarki w rodzaju Wiśniewskiej trzyma się właśnie dlatego, że nie mają zahamowań jakie miałby ktoś z innej dziennikarskiej półki dlatego w charakterze pałkarzy sprawdzają się najlepiej. A że w Agorze ostatnio zwolnienia grupowe, Wiśniewska dwoi się i troi, żeby udowodnić swoją przydatność na newralgicznym dla Gazety odcinku walki z lustracją. Redakcja powinna docenić jej poświęcenie bo nie każdy chciałby z siebie robić idiotę dla dobra Sprawy, a Wiśniewska robi. Nawet bowiem ktoś kogo bardzo rozśmieszył wywiad z Zaleskim a jego bolesne wspomnienia o strachu, bólu i zdradzie są wyłącznie pożywką do głupawych żartów, nie może być tak ograniczony, żeby nie dostrzegać jak bardzo nieśmieszna jest sprawa psa. Ksiądz Zaleski dostał psa po dwukrotnym pobiciu go przez SB. Sądząc po tym jak wyglądało drugie pobicie, nie można wykluczyć, że plany esbecji wykraczały poza tylko nastraszenie księdza, pies miał księdza bronić i pojawił się dlatego, że było oczywiste, że jest przed kim. Jeśli Wiśniewska nie rozumie, że w tym kontekście informacja o psie ma znaczenie kluczowe to jest, za przeproszeniem, idiotką. Jak się wabi, czy bardzo szczeka, czy weźmie jedzenie od obcych, czy jest groźny - to wszystko były - wtedy, w tamtym kontekście - informacje mogące kosztować życie. Dosłownie. "Nieznani sprawcy" mogli działać właśnie dzięki tym wszystkim pozornie nieistotnym informacjom, jak ta, że ksiądz wybiera się do Mistrzejowic, że wróci wieczorem, że często schodzi do piwnicy, że tam właśnie trzyma bibułę, że nie spodziewa się gości, że ma sąsiada księdza. Szczegółowe informacje o psie księdza, jeśli dałoby się je wykorzystać do unieszkodliwienia psa, mogły ułatwić trzeci napad, tym razem być może nikt by napastników nie spłoszył. Nawet Wiśniewska musi to rozumieć. I na pewno rozumie ale zawodowo nie może sobie na to rozumienie pozwolić, płacą jej za to, że umie to obśmiać i robić swoim mało wymagającym czytelnikom wodę z mózgu wmawiając, że informacja o psie jakiego dostał do obrony dwukrotnie napadnięty ksiądz była dla SB informacją nieistotną a sam napadnięty dopatrujący się jakiegoś znaczenia tej informacji jest po prostu przewrażliwiony. Myślę też, że tak jak Wiśniewska musi rozumieć jakie znaczenie ma informacja o psie obronnym dla kogoś kto chce właściciela psa napaść, tak musiał to rozumieć ten kto o psie księdza esbecji raportował. Ktoś kto znał księdza na tyle dobrze, że mógł coś powiedzieć o jego psie, miał pewnie świadomość dlaczego ksiądz tego psa dostał, wiedział też pewnie o dwóch napadach i o tym jak wyglądały, zwłaszcza ten drugi. Wiedział też jak rok wcześniej skończył inny ksiądz. Ktoś kto w takiej sytuacji, w takiej rzeczywistości, zdradza esbecji informacje o psie musi wiedzieć co robi, i na pewno wie po co jest o te informacje proszony.

Bez względu na to jak bardzo się Wiśniewska będzie silić na dowcipy, wywiad który ją do nich sprowokował to opowieść o osaczaniu i zdradzie w czasach kiedy jedni ryzykowali życiem a inni sprzedawali się za paszport i kryształowe kieliszki. I w żadnym aspekcie nie jest to opowieść zabawna choć świetnie rozumiem, że wywiady takie jak ten wczorajszy muszą doprowadzać do szewskiej pasji przyjaciół "ludzi honoru" w redakcji poświęconej przez księdza Czajkowskiego.

Ze specjalną dedykacją dla Wiśniewskiej, jakby jej brakło tematów do żartów:

Film "Zastraszyć księdza"

Były esbek grozi autorom filmu "Zastraszyć księdza"

Wiśniewska i jej debiut na lustracyjnym froncie

10
Średnio: 10 (8 votes)

Isakowicz-Zaleski

Widziałem materiały IPN z wizji lokalnej i "eksperymentów śledczych". Czołgał się ksiądz, ubecy się czołgali ze związanymi rękami, na żywopłocie były strzępki ubrania, na ścianie wyraźne odciski, pies poszedł za śladem...
Z czym tu dyskutować. Od tego właśnie jest IPN, ze ma materiały, czasem-niepodważalne.

Kataryna

Kanalie zatrudniające inne kanalie dziś wyceniane są po 15,15 PLN za jedną akcję. To na razie jedyna pociecha.

pozdr

portret użytkownika Jaku

Re: Co śmieszy Wiśniewską

To zachowanie jest obrzydliwe. Wstyd, że ktoś taki może być w ogóle poważanym (w niektórych kręgach) dziennikarzem.

how low can you go?

Coraz bliżej ideału jakim jest NIE urbanowskie.

Ale zastanawia mnie jaka strategia przyświeca redaktorom GW, przecież to na nic. Walkę o sumienia Polaków Gazeta przegrała, walkę o wizję historii Polski przegrywa z każdą kolejną publikacją IPN. Jest dla każdego, kto interesuje się tematem rzeczą oczywistą, że "historia" wg GW to opowieść kłamcy i paszkwilanta.

Czytelnictwo GW spada, a sama Gazeta schodzi na coraz niższy poziom czytelnika, powoli konkurencją jej jest Fakt i SuperExpress. Staje się Gazetą ludzi bez smaku, wyczucia i taktu. Ludzi niewykształconych, ludzi żyjących nienawiścią do wszystkiego co nie jest ukochanym postkomunizmem. Staje się bastionem starzejących się agentów, donosicieli i sprzedawczyków.

Gdyby to była droga do wielkonakładowego czytelnictwa NIE byłoby najpoczytniejszą gazetą w kraju. Tak nie jest. GW nie ma wizji rozwoju, a jej usiłowania dokonywane z poziomu Metra mogą budzić tylko politowanie.

Dziś Gazeta Wyborcza to wielka kupa gówna, nic więcej.

hak, szmatławiec Michnika trzyma kurs z konferencji Urbana

ostatecznie to kolesie, podzielili się rynkiem prasowym. Jurkowi nie, adasiowi gazetkę wyb.. Więc nieżle się uzupełniają! Zawsze to niemal rodzina!
A Wisniewska? Cóż biedne dziewczę po prostu trzyma poziom narzucony przez naczelnego. czemu tu się dziwić!?
pzdr