Koniec Internetu!

KawiarNIA

Internet stał się codziennością naszej cywilizacji. Fakt, że jest wykorzystywany przez rozmaite służby i ich agendy do zbierania informacji o jego użytkownikach stał się już niejako normą…
Od dawna byliśmy kontrolowani „starymi” metodami, na które się „godziliśmy”. Więc, o co cały ten zgiełk, po co ogłaszać alarm,  że te same metody zostaną użyte nowymi możliwościami?

Na Niepoprawnych natrafiam na tytuł: Dostałam pocztą. Jest nas już milion, podpisz i TY”.
Czytam – i dowiaduję się, że możni naszego Globu mają zamiar ograniczyć nam dostęp do Internetu!
Że mają zamiar nas ograniczyć w dotarciu do informacji!  Że chcą nas pozbawić szybkiego komunikowania się! Że trzeba klikać, aby było nas więcej, że Grupa działająca w imieniu Klikających wyrazi sprzeciw!

Nowoczesne metody zbierania, przekazywania i gromadzenia informacji osobowych, od czasu rewolucji rosyjskiej, w zasadzie zostały takie same – zmieniły się jedynie techniki ich pozyskiwania, szyfrowania i analizowania przy pomocy współczesnej elektroniki i superszybkich maszyn szyfrujących, kodujących i obliczeniowych, satelitów szpiegowskich oraz innych możliwości technicznych.

Powiadają, że głupich nie sieją – sami się rodzą!
To prawda i nic tutaj dodać, nic ująć. Ktoś nam podsyła umiejętnie opakowaną informację: „że to, że tamto i siamto”, że trzeba działać – wydają polecenie „kliknij w link i prześlij swoim znajomym. Im więcej nas będzie, to…”. A co my robimy? Idziemy za „głosem”, jak stado baranów w supermarkecie według strzałek od wejścia do kasy.
Z jednej strony; nie ufamy rządzącym i ich podmiotom: nie życzymy sobie, aby ktoś zbierał nasze dane, a z drugiej strony – sami przekazujemy informacje o sobie tym, którzy nas o to otwartym tekstem proszą. Podatność na manipulację jest wielka, żeby nie powiedzieć olbrzymia. Wyspecjalizowani specjaliści  uważnie obserwują i analizują nasze zachowanie w Internecie; tworzą „haki” sprawdzając czujność innych, którzy mają interes, aby Internet pozostał dostępny dla wszystkich – sprawdzają tych, którzy zapowiadają ograniczania.

Chciałoby się rzec, że dobrze, że tak powinno być, że ktoś musi czuwać, abyśmy mogli swobodnie korzystać z Internetu mając nieograniczony do niego dostęp. I w tym tkwi ukryty sens, w tym sęk i pies jest pogrzebany:
Nikt tak naprawdę nie ma interesu w tym, aby zamknąć nam Internet. Nikt nie chce tej złotej nioski zarżnąć! Przeciwnie – mamy mieć coraz łatwiejszy dostęp, a Internet ma mieć jeszcze większy zasięg. To, co za tym idzie, to „prewencja”, do której jesteśmy od dawna przyzwyczajeni i jakoś potrafimy z tym żyć. Ilu z nas się buntuje, że żądają od nas dowód osobisty lub inny dokument, że musimy go okazywać w wielu miejscach obcym osobom, do różnych celów? Niewielu, prawda?

Tutaj „gra” idzie o coś grubszego, a mianowicie o wykonywanie poleceń na komendą: wstań, podnieś rękę, usiądź, kliknij, kup, zapłać teraz, zagłosuj! Itd., itp..

Zatem, zanim podpiszesz i Ty, zatrzymaj się na chwilę, zawieś w powietrzu „nauczony” palec i zanim klikniesz pomyśl! Masz przecież prawo wejść do supermarketu i… niczego nie kupić nawet, gdyby produkt w super-promocji był tańszy nawet o 80%!

Czy dasz radę? Czy potrafisz oprzeć się pokusie?

8.4
Średnio: 8.4 (5 votes)

Niezupełnie

Zgadzam się, że zostało to nam zorganizowane i podstawione przez "siły wyższe".

Absolutnie nie mogę się jednak zgodzić z tym, że zależy im na tym, abyśmy mieli możliwość swobodnego, nieograniczonego przepływu informacji w totalitarnym systemie, który nam kreują. Gdyby tak było, nie byłoby żadnych restrykcji w dostępie do Internetu w Chinach czy Korei Północnej. Gdyby tak było, Brzeziński nie ubolewałby nad tym, że w dzisiejszych czasach, po raz pierwszy w historii "nieskończenie łatwiej jest zabić milion osób niż kontrolować milion osób", a nie on jeden jest głęboko zaniepokojony. Stąd właśnie prawa dotyczące własności, ACTA i inne.

Właśnie dzięki łatwo dostępnemu Internetowi wychodzą misternie zaplanowane kłamstwa ogłaszane w mediach głównego nurtu i właśnie dzięki Internetowi podnosi się ogólna świadomość społeczeństw, bo wiedza przeznaczona dla elit nagle trafia pod strzechy.

Oto poprzednia dyskusja na ten temat:
http://niepoprawni.pl/blog/7317/dostalam-poczta-...

  Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

Niezupełnie niezupełnie.

Moim własnym zdaniem, wiedza przeznaczona dla elit jest niedostępna dla pospólstwa, bo czuwają nad tym wykształceni informatycy. Pod strzechy trafia wiedza przeznaczona dla tych spod strzech. Wystarczy poszukać w wiki wiadomości, o których ma się jakieś pojęcie. Mnóstwo przeinaczeń i nieświadomych albo świadomych przekłamań. Wydaje się blogerom, że maja swobodny, nieograniczony dostęp do informacji. Tymczasem władze mają środki i możliwości, żeby informacje dostępne w internecie właśnie im służyły. Wszystkie takie "spontaniczne" apele są jak listy proskrypcyjne.

Pozdrawiam

cui bono

Nie powiem "niezupełnie" po raz trzeci,

aczkolwiek prócz tej wiedzy, która "ma" dotrzeć, dociera też wiedza, która nie była przeznaczona dla ogółu. Trzeba tylko poszukać trochę głębiej. Przykładem tu mogą być relacje świadków wydarzeń, o których się nie mówi, albo świadków wydarzeń, o których "powinno się" mówić inaczej. Poza tym baza wiedzy poszerza się w stopniu, którego nie można przecenić i daje dostęp do wielu artykułów, dokumentów, książek i wykładów, o których bez dostępu do Internetu możnaby tylko pomarzyć.

Szczerze mówiąc, w głowie mi się nie mieści, aby ktoś, kto nie ma w tym bezpośredniego interesu agitował za ograniczeniem wolnego Internetu, albo negował jego pozytywy. Teza, że 100% treści przekazywanych w Internecie jest odgórnie sterowana graniczy z paranoją. Owszem, jesteśmy podsłuchiwani, a raczej nagrywani, szczególnie w Ameryce, w stopniu takim, że Orwell miałby koszmary, gdyby wiedział, co się dzieje, ale to nie znaczy, że to, co np. piszemy na Niepoprawnych kontroluje rząd.

  Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!