Kultura, albo inne sztu(cz)ki i trzy razy primo

KawiarNIA

Kultura z definicji to … zresztą każdy wie co to kultura, bo każdy jakąś tam kulturę ma, prawda. Jeśli każdy ma kulturę, co znaczyć musi, że ma ją naród, który jest reprezentowany przez tego „każdego”.
A jeśli naród, to państwo, a jeśli państwo, to odpowiedni minister musi być. I jest.

Minister ma określoną pulę pieniędzy na promowanie kultury. Ile by tych pieniędzy by nie było, to zawsze będzie ich za mało. Polskie dziedzictwo kulturowe jest tak wielkie, że ja cię nie mogę.

Tak się składa, że lubię oglądać na kanale „Domo” program „Ucieczka na wieś”. W moim przypadku to troszkę tak, jak noszenie drewna do lasu – mieszkam prawie na wsi. Prawie, bowiem miejsce – cztery chałupy, pardon, domy, leży na skraju wsi, do której przynależymy; zatem to jeszcze nie wieś tylko sioło.

Jednak nie chodzi o to gdzie mieszkam, tylko o wzmiankowany program i wspomniane wcześniej dziedzictwo.
Wpierw kilka słów o ulubionym programie. Tutaj z obowiązku dodam, że byłby bardziej ulubiony i mógłby się w mojej hierarchii przybliżyć do mojego number one – Wielkie projekty, gdyby kierownictwo tej angielskiej produkcji postarało się jakoś bardziej: program jest strasznie tendencyjny.
Dla swoich klientów, nie wnikam, czy prawdziwych, czy wyszukanych na zlecenie produkcji,  prowadzący (jest ich kilku) szukają dla angielskich mieszczuchów domów na wsi.
Dwa domy w tzw. standardzie i trzeci jako niespodzianka.
Po krótkim oprowadzeniu klientów pata zawsze zapytanie: „Zgadnijcie ile to kosztuje?”.
Nieistotne, czy potencjalni klienci trafiają czy nie. Nieistotne jest nawet to, czy decydują się czy nie.
I wreszcie nieistotnym jest nawet to, że nie interesują mnie gusta klientów i to, czy trafią z ceną, czy się zdecydują na zakup.
Dla mnie liczy się tylko dom i to jak jest urządzony oraz okolica, w której się znajduje.
Przeważanie są to piękne, stare, dobrze utrzymane domy. Jest na co patrzeć, co podziwiać i.
I właśnie przy tym „i” warto się na chwilę zatrzymać.

Zaskakująca liczba domów sprzed setek lat, zaskakująca ilość domów i obiektów objętych opieką konserwatora i wpisanych do rejestrów.
Przenoszę się z Wysp na nasze podwórko, które, tak się cudownie złożyło, że znam całkiem dobrze.
Na wyspach po II WŚ polityka była i jest do dziś zgoła inna niż w Polsce.
Tam odbudowano wszystko co się tylko dało uratować.
Tutaj, Polska, to, co nie zostało zniszczone zawieruchą wojenną, zostało zamienione na PGR lub w najlepszym przypadku na świetlice. Większość obiektów: dworków, pałaców i majątków ziemskich została zniszczona przez towarzyszy i rozszabrowana przez napływową ludność ze wschodu.
Dziś mamy zaledwie kilka perełek, którymi możemy się szczycić: Gdańsk, Wrocław, Kraków, Zamość, kawalątek Warszawy i jeszcze kilka pomniejszych.
Po ’89, to co jeszcze z zabytków zostało w tzw. terenie, przychodziło z rąk do rąk i głównie stanowiło dla nowych właścicieli podstawę do wyłudzenia pieniędzy z Ministerstwa Kultury albo ich wyprania.  Osobiście znam kilka takich przypadków.

Skoro przeszliśmy przez „ucieczkę na wieś” i dziedzictwo kulturowe, to możemy spokojnie przejść do pieniędzy, a ściślej rzecz biorąc do ich podziału wg widzimisię ministra i pilnych potrzeb dofinansowania.
Nie będę wnikał szczegółowo na jakie cele przeznacza się pieniądze, bo to trochę jak z jazdą bez trzymanki rowerem pod prąd ulicą jednokierunkową.
Tutaj na myśli mam tę kulturę, która nijak się ma do dziedzictwa, a jednak jest finansowana. Gdybym miał się pokusić, a to zrobię, i przedstawić jak to wygląda, to mógłbym idąc oczywiście na skróty, zobrazować to tak.

Z puli ministerstwa 35% idzie na ratowanie zabytków i utrzymanie istniejących zasobów dziedzictwa. Kolejne 35% na wszelkie wydarzenia kulturalne w Polsce. Z czego 75% przeznaczona jest dla Maryli Rodowicz, która niebawem zapewne stanie się częścią składową dziedzictwa narodowego, pozostałe 25% idzie na pozostałe wydarzenia w tym festiwale, koncerty, itp..
Jeśli dobrze policzyłem, to dwa razy  35 daje liczbę 70. A co z tymi 30%, które pominąłem? Nie wiem dokładnie, ale mocno mi się wydaje, że ich po prostu nie ma.
Gdzie są, co się z nimi stało? Proszę zapytać specjalistów od kreatywnej księgowości lub, właścicieli kilku kamienic, które swego czasu „uratował” prezydent miasta Wrocławia, dziś minister.

Można powiedzieć, że minister swego czasu – powódź tysiąclecia – uratował kawałek dziedzictwa narodowego, co niewątpliwie jest częścią prawdy. Częścią, gdyż tak naprawdę był tylko jednym z tysięcy ludzi, którzy budowali tamy i wzmacniali wały z worków z piaskiem, aby uchronić przed zalaniem Bibliotekę Ossolińskich i inne newralgiczne miejsca. To, że telewizja w swoich dramatycznych relacjach z zalanej stolicy Dolnego Śląska pokazywała najczęściej zarost pana Zdrojewskiego, to inna sprawa.
Przyjmijmy, że on, Zdrojewski uratował wtedy część dziedzictwa. I przypomnijmy, że zaowocowało to jego prezydenturą, za czasów której utonęło mnóstwo aktów własności, zwłaszcza niektórych (wybranych) kamienic.
Skoro uratował miasto, to coś się należy, prawda? Tylko, czy to miasto niczym żywioł wody nie pochłonie pana ministra?
Czy minister Kultury i dziedzictwa narodowego obecnego rządu koalicji PO-PSL jest osobą kompetentną? Nie mówię, że nie. Ale znam co najmniej dwie bardziej kompetentne. Ot choćby pan minister Nowak, albo Maryla Rodowicz.

Jeśli ktoś przez chwilę pomyślał, że zapomniałem o nierozłącznym elemencie kultury, jej części składowej przynależącej do dziedzictwa, że być może celowo pominąłem jeden z największych skarbów, jakim niewątpliwie jest ulubieniec, żeby nie powiedzieć pupilek władzy, każdej władzy żeby nie było, to niech się łudzi. Nie zapomniałem, nie pominąłem ani nie przeoczyłem.

Bywalec salonów, na których bywali również bardziej lub mniej licznie smutni panowie w czarnych garniturach z ulicy Mysiej 4 oraz Pałacu Mostowskich, nie zostanie pominięty. Celowo zostawiłem dla zacnego reżysera miejsce stosowne, jakie zajmuje wisienka na torcie X muzy.
Oczywiście, że chodzi o pana Andrzeja Wajdę, który jak inny potrafi tak wiele, a może więcej, który zdobył tyle nagród i zasłużone miejsce w panteonie sław, ten sam, który posłużył się podrasowanym życiorysem…
Otóż, jak mi się wydaje, w tych pierwszych 35%, obok zabytków i istniejących zasobów dziedzictwa, ulokowany w budżecie ministerstwa został również pan Reżyser.

Nie daję głowy, ale coś mi się mocno wydaje, że o korupcji w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego też jeszcze usłyszymy. Póki co, na razie jedynie jakiś niemiły zapaszek się rozszedł, że jakieś pieniądze niby, że ktoś coś widział, a być może wziął… Ja nie wiem, a plotek powtarzał nie będę.
W każdym bądź razie kultura to u nas jest naprawdę przez duże Q.    http://youtu.be/1Igkqb7ALJM

10
Średnio: 10 (1 głos)
portret użytkownika Szary kot

Wiktorze,

w czasie powodzi minister nie tyle ratował Dziedzictwo, co paradował po wałach (i chyba przeszkadzał) w błękitnej koszuli z zakasanymi rękawami i trzydniowym zarostem - taki zapracowany, biedaczysko, że na ogolenie się zabrakło czasu...Ale za to jaki miał pijar!

Też lubię program "Ucieczka na wieś". Domo, Animal Planet to są chyba jedyne kanały, które można oglądać bez irytacji.

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5