Dać w łapę

portret użytkownika matka trzech córek
images.jpg
Idee

- Jak to? Nigdy?

Nigdy, nikomu nie dałam ani grosza łapówki!

Z niedowierzaniem patrzą na mnie oczy znajomych. Trafił się wyjątek w tym, bądź co bądź, skorumpowanym kraju!

Jak mi się udało przebrnąć przez półwieczne życie nie dając nikomu po drodze łapówki?

Może to wpływ domu, w którym o łapówkarzach mówiło się z pogardą i lekceważeniem. Za przysłowiowe „gęsi” ten i ów miał dostawać cenzurki, a koperty, według zasłyszanych opinii, gwarantowały co lepszą pracę, wykonywaną w efekcie niezbyt udolnie.

Nie mogę wykluczyć także wpływu literatury na moje zdecydowanie w tej kwestii. Płynące z kart książek wzory postaw pełnych bezinteresowności i oddania, kształtowały i mój charakter w tej kwestii. Inna sprawa, że dobór książek sprzyjał temu procesowi. Kolumbów przeczytałam w wieku piętnastu lat.

Nie bez znaczenia w tym wszystkim wydaje się fakt, że z reguły, nigdy nie oczekiwałam od ludzi rzeczy niemożliwych do zrealizowania i zwykle , widząc zwątpienie lub wahanie, umiejętnie motywowałam swoje prośby i wnioski. Bywałam bardzo stanowcza i zdeterminowana.

Odchodząc z kwitkiem, nigdy nie wracałam z powrotem z żadną kopertą. Uznawałam, że sprawa jest zbyt trudna, bądź rzeczywiście nie do zrealizowania.

Czy w związku z tym straciłam coś, bądź nie pomogłam skutecznie swojej „karierze”? Nie sądzę.

Licząc z grubsza, zrealizowałam to, na czym mi naprawdę zależało.

Pamiętam, kiedyś, dosyć dawno, reakcję mojego brata, który z niejednego pieca chleb jadł, jak zwykło się mówić i ma mnie za przysłowiową „pierwszą naiwną”, kiedy wyszłam z gabinetu pewnej bardzo ważnej pani doktor. Przez dwa kwadranse domagałam się od niej skierowania na specjalistyczne badania dla mojej córki, a ona uparcie twierdziła, że brak jest podstaw do wystawienia takowego. Chwilami dyskusja była dość burzliwa i niosła się poza drzwi gabinetu, za którymi czekał na mnie brat.
Powitał mnie słowami: - Czy ty ślepa jesteś? Przecież ona chce łapówkę!
Z satysfakcją podsunęłam mu pod nos skierowanie. Jeszcze „ciepłe”.

Jest mi o tyle łatwiej załatwiać (dziwne pokrewieństwo słów! :) takie korupcjogenne sprawy, że w ich toku w ogóle nie myślę o żadnych łapówkach. Po prostu, nie nadaję na takich falach i sama nie odbieram sygnałów tego typu. Jestem naturalna i swobodna. Pewnie udziela się co niektórym ten sposób postępowania, bo rzadko zdarza mi się nie osiągnąć celu w urzędzie, czy jakiejś innej instytucji publicznej.

Szpitalnictwo jako system służący naszemu dobru, samo w sobie jest predysponowane do rangi zawodów , które zasługują na wyrazy wdzięczności. Wielokrotnie wręczałam ogromne, drogie bukiety, kiedy widziałam szczególny wkład i troskę personelu w opiece nad sobą, bądź kimś dla mnie bliskim. Bywało, że najokazalszy bukiet trafiał do rąk salowej.

Nigdy żaden lekarz nie dostał ode mnie łapówki za leczenie.

Raz jeden w roku tylko wkładam do koperty banknot. Robię to w dniu kolędy.

Przez dzisiejsze popołudnie wysłuchiwałam narzekań rodaków na łapowników. Ludzie płacą za dogodne warunki przy porodzie, za łóżko w szpitalu, za opiekę. Dają pieniądze za zgodę urzędniczą, za kontrakt, za zlecenie. Nie podoba im się to. Żądają zmian i stanowczych restrykcji dla nienasyconych łapówkarzy.

Nie wiem czemu cisną mi się na myśl sceny, które często obserwowałam z niesmakiem.

- Panie kierowniku, a może jednak? Naprawdę nie da się tego jakoś inaczej załatwić? Odwdzięczę się!

- Panie doktorze, bo wie pan, koszty nie grają roli! Ja potrafię się odwdzięczyć!

I to znaczące spojrzenie w oczy, i przymilny, chytry uśmiech.

Ale pamiętam i inne sytuacje. Człowiek, który przyszedł na oddział szpitala, gdzie wcześniej leżał, bo tam dyżurowała najlepsza w swojej specjalizacji lekarka. Prosił o receptę i dostał ją. Niepostrzeżenie wsunął do kieszeni białego fartucha banknot.
Zdyszana dopędziła faceta tuż przy bramie. Jej głos nie był przyjemny: „Jeszcze raz mnie pan tak potraktuje, a nigdy więcej panu nie pomogę!” Wcisnęła mu w dłoń pieniądze i odeszła. Długą chwilę stał zawstydzony.
Nazywała się Ewa Szydłowska. Mam nadzieję, że pozostała tak, jaką była wtedy, ćwierć wieku temu.

Inny przykład to młodziutki adwokat przydzielony z urzędu, który widząc przed sobą nieporadnego, zagubionego człowieka, swoim zaangażowaniem i determinacją, wbrew panującym w środowisku obyczajom, wybronił go skutecznie, pokonując drogiego, wytrawnego mecenasa w wyjaśnianiu prawdziwego przebiegu spornej sprawy.

Uważam, że polskie społeczeństwo nie jest skorumpowane do cna, tak jak obserwujemy to na wschód od naszych granic. Tam łapówkami opłaca się każdą decyzję. Otwiera się nimi wszystkie drzwi i reguluje wszelkie kwestie. Łapówka jest rzeczą tak naturalną, jak zwyczajne są rachunki za zakupy w pierwszym lepszym sklepie.

Od nas samych zależy, czy pozwolimy, żeby te wschodnie naleciałości, ta scheda po czerwonym proletariacie, nadal uwarunkowywała i wyznaczała reguły zachowań pomiędzy Polakami na płaszczyźnie wzajemnych relacji.

Kiedy dzisiaj słyszę, że Polskę może czekać kara za korupcję, którą byłby zwrot 400 mln euro, smutno mi bardzo.

http://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/4500...

Ta wielka kwota zuboży dodatkowo i tak już biedne społeczeństwo, bo sięgnie się nie do kieszeni tych, którzy korupcyjnie zarobili, ale stracą wszyscy - solidarnie.
Za karę.

To tak, jakbyśmy to my tę łapówkę komuś dali. I ja też! A przecież, ja nigdy, nikomu…!

10
Średnio: 10 (6 votes)
portret użytkownika wilk na kacapy

Sa rozne lapowki podstalem czyli te ktore uwazmay za

korupcje i zalegalizowane oraz obyczajowe.

Niestety te te pod stolem juz dzieli tylko cienka linia od tych pozozstalych.

Podam pare przykladow potrzebuje jakis dokument np. paszport czy odnowienie dowodu osobistego.Paniusia w okienku mowi mi ze na dowod musze czekac miesiac, ale pewna suma zmienia humor paniusi i kaze przyjsc za dwa tygodnie w urzedzie paszportowym to samo, ale inaczej lapowke daje sie za ekspresowe zalatwienie paszportu i oficjalnie oplata jest pobierana.Ja nie widze wlasciwie zadnej roznicy z kieszeni tu ubylo i tu ubylo, a sytacja byla bez wyjscia.
Ta EKSPrESOWA oplata to legalna lapowka.
Lapowka obyczajaowa to napiwek np.doreczycielom czy to pocztowym czy pizzy w restauracj dostanie sie lepszy stolik czy lepsza obsluge.

Daje sie juz od dziecka pani w klasie kwiaty czy bombonierke nie wspomne w pozniejszym wieku o koniaku do popchania sprawy zaproszeniu na obiad czy daniu komus biletow na jakis spektakl.Rzadko to robimy bezinteresownie.
A jesli juz jest jakis interes to to jest lapowka.

Tak ze jestem pewny ze M3C dala w swoim zyciu nie jedna lapowke.

portret użytkownika matka trzech córek

Łapówka a dowód wdzięczności, lub napiwek

Wilku, to są różne rzeczy, uważam.
Oczywiście, że wiele razy w życiu dawałam napiwek kelnerom, ale zawsze przy płaceniu rachunku, nie wcześniej.
Doręczyciel, listonosz z nadpłaconym podatkiem ze Skarbówki. O tak!:)
Myślę, że fura kwiatów, które w życiu kupiłam w dowód wdzięczności, gdybym przekazała to formie pieniężnej, sporo bym sobie "załatwiła".
Składki na prezenty dla nauczycieli. Było tego co niemiara.
Różne "cegiełki",ofiarne wpłaty na "konta specjalnej troski".

Pomimo wszystko, uważam, że to coś innego niż koperta dana komuś prywatnie, dyskretnie.Za załatwienie czegoś w drodze wyjątku.
Pozdrawiam:)

Napiwek jest czescia zarobku

Kazdy szanujacy sie konsument daje 10-15% napiwku, bo ci ludzie haruja za psie pieniadze. Jak ktos kiedys probowal byc kelnerem, to wie. Napiwek sie po prostu wlicza w cene posilku, czy przejazdu taksowka, a jesli kogos nie stac na napiwek, to powinien sobie sam w domu obiad ugotowac, a nie chodzic do restauracji.

  Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

portret użytkownika wilk na kacapy

Lotna ja nie mialem na mysli chinskiego bufetu czy pizzerni

mowilem o Restauracji przez duze R gdzie masz swojego ulubionego kelnera i ktory cie pamieta bo dostaje wyzsze jak inni napiwki.W PRLu nie bylo napiwkow w restauracji jako czesc zarobkow czyzbys zapomnila?A ja dawalem zeby miec na przyklad czysty obrus i lepsza obsluge.
Z ta harowka to przesada w mojej restauracji czesto kelnerka wiecej zrabiala na godzine niz ja ktory ja zatrudnialem.
A cala szuflade CV mialem chetnych do tej harowki.

Ja tez nie mialam tego na mysli

Mowie o restauracjach, przez obojetnie jakie r i nie o PRL-u, bo tam nie ja placilam rachunki z racji wieku lub plci, a wiec moge nie pamietac. :)
Jesli ktos od dziecinstwa przerzucal snopki na polu, to moze bycie kelnerem, czy kelnerka nie jest ciezka praca. Ja to widze inaczej. Na dodatek bez napiwkow jest to glodowa pensja.

  Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

portret użytkownika PP

Napiwek

"jesli kogos nie stac na napiwek, to powinien sobie sam w domu obiad ugotowac, a nie chodzic do restauracji"

Czy ja wiem?
Niektórych ledwie stać na obiad w restauracji. A nawet ci, co zarabiają marnie, czasem potrzebują gdzieś wyjść...

Swoją drogą... ilu ludzi zarabia w Polsce psie pieniądze? Chyba całkiem sporo... kelnerzy na tym tle (ponoć) lądują nienajgorzej. Choć fucha na pewno nie do pozazdroszczenia...

PPzdr.

Jesli koniecznie "potrzebuja wyjsc"

to powinni wyjsc po odlozeniu na zaplacenie za posilek i za napiwek, a nie dziadowac skapiac kelnerowi czy kelnerce za ich prace.

  Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

portret użytkownika PP

Lotna

Kelner DOSTAJE wynagrodzenie za swoją pracę.
Napiwek nie jest obligatoryjny. Jeśli ktoś ma - fajnie, jeśli nie ma - trudno.

Trudno wymagać od kogoś, kto zbiera na rzadkie "wyjście", żeby odkładał jeszcze na napiwek dla kelnera, który prawdopodobnie zarabia więcej (o ironio: z napiwkami ;) od niego.

PPzdr.

PP

Kelner tez czlowiek i moze miec na utrzymaniu rodzine, a jesli skapisz na napiwku, odbierasz mu zrodlo utrzymania, na ktore liczy, czesto pracujac w zwariowanych godzinach, kiedy inni wlasnie dla przyjemnosci wychodza, aby zjesc na miescie. Co kraj to obyczaj. Moze w Polsce jest normalne, ze kelner nie dostaje napiwku, nie wiem, choc watpie. Tutaj gdzie mieszkam napiwek jest norma i jest opodatkowany.

  Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

Chyba jestesmy w mniejszosci

Co prawda mieszkalam w Polsce krocej niz Autorka, ale tez zaliczam sie do tej grupy co Ty, matko trzech corek. Przyznaje sie bez bicia. :)
Aczkolwiek za PRL-u trudno sie dziwic, ze ludzie dawali pielegniarkom w lape, bo w szpitalu, przy odrobinie szczescia, traktowali cie jak zwierze.
O ile sie orientuje i pamietam z dziecinstwa, w zalatwianiu spraw pomagaly znajomosci, albo rodzina, nie lapowki.

  Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

portret użytkownika matka trzech córek

Lotna, rodzina i znajomi to lepsze niż łapówka, bo niezawodne

Ale ma i drugą stronę ten medal. Odwzajemnienie przysługi, kiedy nadarzy się potrzeba.
Oczekiwanie rewanżu bywa tak zobowiązujące, że nieraz powoduje sytuacje korupcjogenne: "Ja sam nie mogę, ale znam kogoś. Tylko wiesz, to będzie trochę kosztować."

Cieszę się, że, choć w mniejszości, to jednak istniejemy:)
Pozdrawiam

@M3C

Witaj

Jak tu mówić, że telepatia nie istnieje?
Nie czytając Twojego tekstu, wrzuciłem swój ( http://niepoprawni.pl/blog/7858/oporunizm-i-konf... ) będący jakby głosem dyskusyjnym.

A teraz będę się dręczył, czy po prostu miałaś w życiu szczęście, czy nam tu trochę koloryzujesz?

Pozdrawiam

portret użytkownika matka trzech córek

Jazgdyni

Właśnie przeczytałam Twój tekst i za chwilę odniosę się do niego na Twoim blogu.

Czy koloryzuję? Wiesz, nieraz mam wrażenie, że ja "koloryzuję" samo życie.
Czy robię to świadomie, czy nie, sama nie wiem.
W relacjach,zawsze zakładam, że mam do czynienia z człowiekiem uczciwym i przyzwoitym.Daję mu swoisty kredyt zaufania.
Jestem ostatnia, jeśli chodzi o potępienie i wzgardę.Jak ten Niewierny Tomasz drążę sprawę sama i poszukuję jednoznacznej odpowiedzi. Często wbrew logice, co do czego mam świadomość.

Szczęśliwym trafem udawało mi się w życiu załatwić wiele trudnych spraw. Czy to za pomocą intuicji, czy zarażając optymizmem, nie wiem, ale zdarzało mi się obalać niezdobyte twierdze obojętności i cynicznego wyrachowania.

Tam, gdzie napotykałam ścianę zbudowaną ze złej woli i nienawiści, przy której czułam się mrówką, ustępowałam. Skumulowane zło jest nie tylko niebezpieczne. Jest nieprzyjemne i odpychające.Nic tam po mnie.

Pozdrawiam:)

@M3C

Też zawsze zakładam, że mam do czynienia z dobrym człowiekiem.
Lecz może jestem nieco cyniczny, więc dodatkowo zakładam, że ten człowiek jest słaby i ma swoje małe grzeszki.
Toteż zdarzało mi się, że zanim szedłem do jakiegoś urzędu coś załatwić, to kupowałem kilka czekoladek, które wręczałem paniom za biurkami, by moja sprawa miała szybki bieg.

Parę razy w życiu (dosłownie parę) stanąłem wobec faktu, że ktoś żądał łapówki. Prosto i bezpośrednio.
Wiesz, myślę, że wolę taką sytuację, niż lekarza, który każe przychodzić do niego co tydzień (prywatnie oczywiście), zamiast wystawić receptę, jak mu wolno, na trzy miesiące.

jest aspekt dodatkowy - ja długo pracowałem w krainie bakszyszu (Indie, Pakistan, kraje arabskie, itp). A tam, jak wiadomo, moralnie nie uważają łapówki za zło.

Serdeczności

portret użytkownika matka trzech córek

Małe grzeszki

Jazgdyni, opowiem Ci historię o truskawkach.

Do dzisiaj jest jednym z moich "dylematów moralnych".

Miałam dobrą znajomą. Mieszkała na wsi pod miastem i w sezonie handlowała truskawkami. Obok jej plantacji, swoje owoce uprawiała jej teściowa.Obie panie były skłócone i przeżarte wzajemną niechęcią.

Moja znajoma zaproponowała mi truskawki na kompoty. Wtedy robienie przetworów na zimę było bardzo popularne.
Z chęcią przyjęłam propozycję, bo znałam gatunek i zalety jej truskawek.

Przywiozła ich dużo. Dwie skrzynie. Myślę, że nie mniej niż 25-30 kg.
Kiedy przesypałam je do wszystkich misek jakie miałam w domu, sięgnęłam po portfel.
Ile?- zapytałam.
- Nic mi nie płać, bo to nie moje. To teściowej - i tu pojawił się dziwny uśmiech. Ni to satysfakcja, ni złośliwość.

- Bierz te pieniądze, bo zaniosę je osobiście twojej teściowej! - Powiedziałam stanowczo.
- O! Dopiero byś narobiła! - odpowiedziała znajoma i przyjęła "zapłatę".

Nie udały się te truskawki. Na dziesięć przynoszonych z piwnicy słoików tylko jeden lub dwa nie były sfermentowane. Jak nigdy.Było ich łącznie 150 sztuk.

Po tym zdarzeniu ferment został i we mnie. Nie pomogło i to, że po śmierci teściowej, cały majątek przeszedł na moją znajomą. Niby wszystko zostało w rodzinie, jak mówią, ale...
No właśnie, to ale...

portret użytkownika tańczący z widłami

Paserstwo

Wygląda mi to na niecny uczynek.
Ja raczej nigdy nie przyjąłbym rzeczy kradzionej.
Twoja znajoma zachowała się jak paser a Ty jako beneficjent kradzieży.
Nieładnie.

Może czas przeprosić w myślach teściową znajomej a i kwiatek lub znicz na grób by się przydał.

P.S. Na szczęście każda reguła ma wyjątki. Owszem przyjąłbym rzecz kradzioną ale pod warunkiem, że byłaby to rzecz "odkradziona", czyli taka, którą ukradziono mi wcześniej a potem ktoś, lub ja sam odkradłem ją z powrotem.

I tak chętnie ukradłbym moją część majątku narodowego, którą ukradli mi załgani złodzieje komuniści i postkomuniści.

Pozdrawiam

NIEPOPRAWNY INACZEJ

portret użytkownika matka trzech córek

No właśnie, Tańczący...

Takie szachrajstwo wbrew sobie. Mało, że od razu zostało ukarane (zepsute przetwory,) to jeszcze wyrzuty sumienia pozostały.
Zachodzę w głowę, jak mogą spokojnie żyć aferzyści i inni tego typu ludzie?
Wszak, kradzione nie tuczy?

Pozdrawiam

portret użytkownika tańczący z widłami

Kradzione tuczy

Tuczy i to bardzo tuczy, tylko nie można mieć po kradzieży wyrzutów sumienia.
Bo to właśnie Twoje własne wyrzuty pootwierały te słoiki (słoiczki- naparstki) :)))

NIEPOPRAWNY INACZEJ

portret użytkownika PP

Re: Paserstwo

Od szczegółu do ogółu:

przyzwolenie na kradzież jest ok, ale bycie beneficjentem kradzieży już nie?

To ciekawe, co piszesz. ;)

PPzdr.

portret użytkownika tańczący z widłami

Portfel

A gdzie ja piszę o przyzwoleniu na kradzież ?

Napisałem przecież wyraźnie, że w wyjątkowych wypadkach (wyjątek od reguły) jestem skłonny tolerować "odkradnięcie" a nie kradzież.
Na przykład : spędzamy ze sobą upojną noc, a rano gdy się budzę, nie ma Ciebie ani mojego portfela :))
Czy "odkradnięcie" portfela, mojego własnego zresztą, będzie moralne, czy będzie to kradzież ?
Podobnie jest z moją częścią majątku narodowego, który wypracowałem i który mi skradziono.

NIEPOPRAWNY INACZEJ

portret użytkownika PP

Re: portfel

Nie podawaj takich sugestywnych przykładów, bo nie mogę się skupić. ;-)

Napisałam: od szczegółu do ogółu (i od wątku do wątku ;). U kornikowej zołzy był konkretny przykład przyzwolenia (oszustwo mające na celu wzbogacenie się to w zasadzie kradzież, czyż nie?), z kolei o beneficjencie sprzedaży napisałeś bardziej ogólnie.

PPzdr.

PS. A niby jak chciałbyś ten portfel odkradnąć? ;p W moim interesie nie byłoby umawianie się z Tobą na kolejną upojną noc, skoro co było do wzięcia, już bym wzięła. ;)))

portret użytkownika tańczący z widłami

To nie takie proste.Zołza

To nie takie proste.
Zołza powiedziała, że jej mąż zatuszował miejsca które skonsumowały korniki. Zatuszował, czyli prawdopodobnie zaimpregnował a tym samym zabezpieczył mebel.

Po drugie. Retusz i renowacja przed sprzedażą, to przecież norma w handlu. Retuszuje się wszystko, domy, używane samochody, hodowlane zwierzęta a także meble. "Retuszują" się też kobiety przed wyjściem za mąż.......żeby, jak to się mówi lepiej się sprzedać :))
Ja przygotowanie towaru przed sprzedażą (retusz) o ile mieści się w akceptowanej normie toleruję, a Ty zdaje się chcesz zmieniać świat i prawa handlu.

Po trzecie. Przykład podałem trochę surrealistyczny.
O ile jego pierwsza cześć dotycząca upojności, byłaby do realizacji, o tyle druga z zabraniem portfela wręcz niemożliwa. Choćby ze względu na Twoją uczciwość. :)))

Pozdrawiam :)
NIEPOPRAWNY INACZEJ

portret użytkownika matka trzech córek

Retusz i renowacja przed sprzedażą

Tańczący, właśnie wczoraj kupiłam taką wędlinę.
Chociaż jestem fanką tradycyjnych receptur, nieprędko zajrzę ponownie do stoiska Krakowskiego Kredensu.Przynajmniej tego w warszawskiej Galerii Wileńskiej.
Cóż, chytry dwa razy traci.Jedną klientkę mają z głowy.

"Operatywność" handlarzy na krótkich nogach biega. Mety nie osiągnie.

Pozdrawiam:)

portret użytkownika tańczący z widłami

Re: Retusz i renowacja przed sprzedażą

A jaki jest związek połaszczenia się na taniochę o pięknej zapewne nazwie, czyli zakupu wędliny w promocji, z chęcią pomocy pijakowi albo zdradzie tajemnicy handlowej ?

Mam taki zwyczaj. Gdy kupuję pierwszy raz wędlinę, której jeszcze nie jadłem, proszę o próbny kawalątek dla degustacji.

Nie trzeba zgrywać się na Matkę Teresę, wystarczy pilnować własnych spraw i praw :))

Pozdrawiam :)
NIEPOPRAWNY INACZEJ

portret użytkownika matka trzech córek

Akurat ta "marka" za tanią nie uchodzi:)

O promocji też nic nie wiem:)
Nie zwykłam degustować ani wąchać czegokolwiek, zwłaszcza w renomowanych sklepach.

Tańczący, gdy by tak wszyscy skupili się na własnych sprawach, szybko zatracilibyśmy poczucie wspólnoty.
Potworzyłyby się wysepki szczęśliwości na oceanie biedy.
To byłby koniec społeczeństw.Rozpad narodów. Powszechna degrengolada, a na koniec wojny plemienne.

Pozdrawiam:)

portret użytkownika tańczący z widłami

Ponieważ się nie rozumiemy

Doprecyzujmy.
Chodzi mi o skupienie się na swoich sprawach, na swoim interesie, na swoim zdrowiu, na swoim dobrobycie, etc. w życiu codziennym. I nie narzucanie się z pomocą i nie wtrącanie się do spraw innych ludzi.
Co oczywiście nie zwalnia nas od tak ważnych spraw jak poczucie narodowego patriotyzmu (to coś więcej niż oglądanie sąsiada przez dziurkę w drzwiach), od uczestnictwa w życiu wspólnoty religijnej, od budowania poczucia solidarności i jedności, czy to lokalnej czy narodowej.
Zakrywaniem pijakowi nerek świata nie uratujemy. Wręcz przeciwnie, taką pomocą szkodzimy tylko i utrwalamy w upadłym człowieku poczucie bezkarności.

Pozdrawiam :)

NIEPOPRAWNY INACZEJ

portret użytkownika matka trzech córek

Nie rozumiemy się - potwierdzam

Nie o "nerki chodziło", ale o przełamanie społecznościowego tabu, które tam obowiązywało. Alkoholika - męża ważnej urzędniczki nikt ostentacyjnie nie zauważał.
Tak było wygodniej i bezpieczniej.
I zaręczam, nawet, jeśliby zabrudził czyjąś wycieraczkę, sprawa nie wyszłaby poza cztery ściany mieszkania do której przynależała.
Czy już rozumiesz, o co mi chodziło?

Druga sprawa, to więzi społeczne.Pogrążeni w rozkładającym się systemie zdani jesteśmy na siebie samych. Stąd liczne inicjatywy pomocowe i działania fundacji, a także indywidualne akcje charytatywne.
Co począłby człowiek nękany przez komornika, gdyby nie zaangażowanie Elżbiety Jaworowicz?
Oglądałeś wczorajszy program?
Popatrz do czego dochodzi podczas królowania znieczulicy społecznej.
Zło rozrasta się i podporządkowuje sobie coraz to nowe obszary.Bez radykalnych społeczników, zaangażowanych entuzjastów,marne byłyby widoki na przyszłość.
Pozdrawiam

portret użytkownika tańczący z widłami

17 ??????

Zaraz, zaraz.
25 kg truskawek podzielone przez 150 szt. słoików to daje słoik o pojemności 17 dkg.
Zaprawiałaś te truskawki w naparstki czy nakrętki od butelek :)))

NIEPOPRAWNY INACZEJ

portret użytkownika matka trzech córek

Oj, Tańczący:)

To były czasy, kiedy litrowe słoiki nabywało się jedynie przy zakupie korniszonów.
Zbieranina, którą dysponowałam, to były rozmaite twisty po dżemach, powidłach i innych cudach dostępnych w sprzedaży.

Moje ówczesne kompoty to garść truskawek zasypana cukrem i zalana wodą.
20 minut wekowania w garze do gotowania bielizny. Ot i cała technologia:)

Nie rozumiem, co Ci nie pasuje:) Jaka gospodyni, takie przetwory:))

portret użytkownika tańczący z widłami

MTC

Nie no, mi tam wszystko pasuje :))
A nie został Ci jakiś słoiczek z tamtych zapasów do dziś ? Uwielbiam truskawki w każdej postaci. Z cukrem, z bitą śmietaną, z lodami, w placu, w galaretce, a ostatnio najbardziej jako koktajl z mlekiem :))

Pozdrawiam

NIEPOPRAWNY INACZEJ

portret użytkownika matka trzech córek

Wieczne zapasy

Takie można znaleźć w piwnicznej spiżarni, w domu mojej mamy.
Ona sama nie zajmuje się kuchnią od dobrych pięciu lat.
Zeszłego roku otworzyłam słój z gruszkami w occie. Chociaż wyglądały apetycznie i pachniały prawidłowo, nie miałam odwagi przełknąć ani kęsa.
Doliczyłam się wieku tego przetworu. Dycha - 10 lat.
Wyrzuciłam z lekkim żalem.
A ile tam grzybów marynowanych, sałatek rozmaitych...

Doczekały się segregacji śmieci, co skazało je na dalszą wegetację w oczekiwaniu na lepsze czasy:)
Pozdrawiam:)

portret użytkownika tańczący z widłami

Zapasy

Normalka. Staruszki lubią mieć zapasy na czarną godzinę.
Ja też ostatnio znalazłem w piwniczce mojej mamy przecier pomidorowy z przed lat ho ho i jeszcze trochę.
O mało mnie nie zabił. Po wrzuceniu do kubła (pustego akurat) jak pierdyknęło, to dekiel kubła sam się otworzył i o mało z zawiasów go nie wyrwało. Całe szczęście, że i kubeł i dekiel z metalu był, plastikowy nie wytrzymałby ciśnienia.

Gdyby nasze mamy zamiast tych przecierów i powideł wina robiły :)))

Pozdrawiam

NIEPOPRAWNY INACZEJ

portret użytkownika matka trzech córek

Tańczący, nie wyrzucaj tych słoików!

Taki arsenał może się przydać. Przecież to broń nie mniej skuteczna niż "koktajle Mołotowa":)

Wino naszych mam rzadko doczekiwało sędziwego wieku.Zawsze znajdował się jakiś amator tego specjału, a gość w dom - Bóg w dom.
Puste gąsiory na strychu przypominają stare,dobre czasy...

Pozdrawiam i dziękuję za opowieść o przecierze pomidorowym:)
Popłakałam się ze śmiechu:))
Dobrze, że nie stała Ci się krzywda, Tańczący.Jednak szkoda, że nikt tego przypadkiem nie zarejestrował komórką. Byłby hit internetu:)

portret użytkownika tańczący z widłami

MTC

Całe szczęście, że nikt tego nie nagrał. O mało nie narobiłem w gacie jak walnęło :))
Piwniczka mojej mamy to bomba z opóźnionym zapłonem i do jej rozbrojenia będę musiał chyba wezwać saperów :)

Pozdrawiam

NIEPOPRAWNY INACZEJ

portret użytkownika PP

M3C

Witaj, Matko

"Nie mogę wykluczyć także wpływu literatury na moje zdecydowanie w tej kwestii."

No ba! Te wszystkie bajki, w których nagradzało się złych, a karało dobrych, musiały mieć wpływ i na mój rozwój. ;-)

"Po prostu, nie nadaję na takich falach i sama nie odbieram sygnałów tego typu."

Podobnie... nawet nie wiedziałabym, jak wręczyć łapówkę. ;-))

"„Jeszcze raz mnie pan tak potraktuje, a nigdy więcej panu nie pomogę!”"

Poznałam kiedyś taką lekarkę - pani profesor, specjalistka ginekolog - niesamowita osoba. Dla odmiany: z Poznania. :)

Coraz bardziej Cię lubię, Matko. :)

PPzdr.

portret użytkownika matka trzech córek

Dziękuję, PP:)

Raźniej jest iść choćby pod wiatr, kiedy doborowe towarzystwo kroczy tą samą drogą.

Pozdrawiam:)