Gęsina

portret użytkownika matka trzech córek
Pieczona gęś
Kultura

W listopadzie, przy okazji Świętego Marcina, rozpoczęto promocję gęsiny w polskiej kuchni. Wykładano, że należy przywrócić spożycie tego wykwintnego mięsa, bo z dawien dawna, od siedemnastego wieku, wzbogacało ono szlacheckie stoły, a skoro tradycję w Polsce cenimy, to i do gęsiny czas powrócić.

Każdego roku na Wielkanoc, zwykłam piec indyka. Ptaszysko to ogromne, nafaszerowane smakowitym nadzieniem, króluje w czas świąt, zajmując bez mała trzecią część stołu.

Poza tym, że prezentuje się wspaniale, indyk jest w dodatku bardzo smaczny i nie było przypadku, by po Świętach, jakieś jego jadalne resztki lądowały na śmietniku.

Doświadczona tym faktem, z miejsca uznałam, że pora dać szanse również gęsinie, bo jeśli wzrost spożycia tego mięsa ma podnieść rangę polskiej hodowli drobiu i tym samym rozruszać gospodarkę kraju, to jestem w mocy wesprzeć inicjatywę.

Zwykłam reagować na populistyczne hasła, zwłaszcza kiedy dotyczą dobra mojego kraju
W wigilijny poranek, do piekarnika trafiła pięciokilogramowa tuszka, nadziana ćwiartkami soczystych jabłek.

Przez trzy godziny nie spuszczałam pieczeni z oka i regularnie, co kwadrans, polewałam gęś aromatycznym sosem z dna brytfanny, by nie spiekła się zanadto, albo, broń Boże, nie przypaliła.

Wspaniały zapach wypełnił nie tylko mieszkanie, ale przez uchylony lufcik rozpływał się wokoło, nęcąc niejedno podniebienie w okolicy.

Kiedy nadszedł czas degustacji, wszyscy zgromadzeni przy świątecznym stole biesiadnicy, z zapartym tchem oczekiwali finału.

Pierwszy zgrzyt nastąpił w momencie, kiedy nóż wyhamował płytko pod zrumienioną skórką, zatrzymując się na twardej kości upieczonego ptaka. Ej, przecież to nie indyk, widocznie wymaga innego potraktowania. Kolejne cięcia tuszki nie przynosiły efektu. Na półmisku dało się odciąć jedynie udka i skrzydła, które niestety, nie wyglądały zbyt apetycznie, więc zagwarantowane nietykalnością, zaległy miejsce z boku półmiska.

Następnego dnia, indyk trafił na stół już w postaci pokrojonych ładnie kawałków, nęcących złocistą chrupiącą skórką. Niemało wysiłku trzeba było włożyć, by porcje te wykroić z masywnej tuszki, ale pan domu na brak krzepy nie narzeka, więc uporał się z wyzwaniem i dumny z siebie zapowiedział, że tym razem, gęsina znajdzie amatorów.

Niestety, nawet wspomniany pan domu, z dziwnym wyrazem twarzy delektował się gęsiną i , co rzadko ma miejsce, nie poprosił o dokładkę. Pozostali biesiadnicy poprzestali na skrupulatnej lustracji pieczeni.

Niestety, nie wesprę naszego przemysłu drobiowego i nie stanę się konsumentem tej odmiany drobiu. Powiem więcej. Nie wierzę w popularność gęsiny w staropolskiej kuchni, bo jak rozumieć przysłowie z tamtych czasów, które niejako wymusza polubienie gęsiego mięsa, skoro zachwala się inne jej zalety:

„Nie masz lepszej zwierzyny jako nasza gąska: dobre piórko, dobry mech, nie gań mi i miąska”.

Nie mniej jednak, warto zwrócić uwagę, że gęsina popularna jest w wielu krajach, a szczególnie w Niemczech, dokąd idzie nadwyżka naszej produkcji.
Wszyscy znamy sceny z wojennych filmów dokumentalnych, na których widać wyraźnie, że polowanie na gęsi, było jedną z ulubionych rozrywek żołnierzy Wehrmachtu. Za tłustą gęś, na przykład, można było wykupić się z łap nadgorliwego żandarma, który wertował wiejskie zagrody w poszukiwaniu jakiegokolwiek pretekstu do terroru.

Historia opowiada, że w osiemnastym wieku, całe stada gęsi pędzono do odległych Prus, a w celu zabezpieczenia ich łapek przed okaleczeniem, rozlewano kałuże ze smoły, która w parze z piaskiem, tworzyła specyficzne gęsie podkówki, doskonale sprawdzające się w wielokilometrowych marszach.

Rokrocznie granicę przekraczały miliony gęsich emigrantów.

Pozostałe 20% pogłowia, które trafiało na krajowe stoły, zabezpieczało popyt na to mięso u naszych rodzimych mniejszości narodowych, które już to z Prusactwa, już ci z innego narodu się wywodziło i nawyki kulinarne przyniosło ze sobą.

Tak więc, na nic promocje i zachęty. Na nic kolorowe foldery i kulinarne bajery.

Gęsina, w moim domu, nie ma racji bytu i żadne bajki o „powinowactwie” z gęsią, tradycją pisanym, nie zrobią już na mnie wrażenia.

8
Średnio: 8 (9 votes)

@M3C

Witam

Co za błąd popełniliście???
Tak mi się wydaje, że temperatura była za niska na początku i gęś pieczona była niedostatecznie długo.

Bez fałszywej skromności powiem, że jestem mistrzem pieczenia kaczek i gęsi. Przyprawiam je identycznie.
Najpierw nacieranie wewnątrz i na zewnątrz grubą solą wymieszaną z roztartym czosnkiem. Potem obfite pokrycie majerankiem i na koniec ćwiartki szarej renety do środka.
Zaczynam piec w 250, by zatrzymać soki, a po pół godzinie zmniejszam do 220. Tak dużą gęś to piekę nawet 4,5 godziny.
Regularnie podlewam, w tym również wodą mineralną. regularnie usuwam wytapiający się tłuszcz. Pod koniec znowu podkręcam temperaturę, by skórka była ciemno brązowa.
Potem gęś oddycha w otwartym piekarniku. Na stół nie podaję w całości, tylko wyjmuję jabłka i na desce kroję nożycami na kawałki.

Uwaga!!!
Kupuję tylko mrożone gęsi na eksport do Niemiec - Polnische Gense. Wtedy mam pewność, że nie są to jakieś wynalazki, mutanty.

Nie mogę zdecydować, co lepsze, kaczka, czy gęś. W tym roku były kaczki.

Życzę smacznego następnym razem

portret użytkownika matka trzech córek

Dzięki za dobre rady:)

Temperatura wynosiła 200, według przepisu, a czas pieczenia był wystarczający.Przygotowanie identyczne z Twoim, a i gęś była mrożona - eksportowa:)

Nie w tym rzecz, że mięso było twarde, bo nie było. Chodzi o to, że, jak by to powiedzieć...zbyt to kościste, kolorystycznie nieciekawe, smakowo niepewne i mało apetyczne się okazało.
Może nawyk jadania białego drobiu zrobił swoje? Może oczekiwania były większe niż wynik?

Wierz mi Jazgdyni, włożyłam serce w to pieczenie, ale...nic nie poradzę na to, że wyszło jak wyszło.

Ciekawa jestem opinii, bo próbuję zrozumieć, dlaczego gęsina nie jest w Polsce popularna?
Ciekawostka: kiedy moja bratowa, rodem ze wsi, dowiedziała się o mojej gęsi, z niejakim obrzydzeniem stwierdziła, że nigdy nie jadła gęsiny.
Coś jest na rzeczy, jak to mówią:)Pozdrawiam

Z pamięci mojej wynika

Że gęsi trzeba unikać
Smak jej jest niezbyt ciekawy
Indyk był smakiem łaskawy
Kaczka też mnie smakowała
Teraz zieleń mnie została
Na zdrowie dziś nie narzekam
Przed lekami też uciekam
Pozdrawiam

portret użytkownika matka trzech córek

Jacku, indyk, to jest to!

Żadne kaczki i gęsi nie dorównują mu smakiem. Pochwaliłabym się którymś z moich dokonań, ale nie mogę uruchomić edytora.

Zieleń, czyli dieta bezmięsna? Czy dobrze rozumiem?

Pozdrawiam serdecznie

Matka trzech córek

Dobrze zrozumiałaś, tak jest w istocie
To wynik oparty na nadkwasocie
Każdy organizm ma inne zachowania
Osiągnąłem cel metodą szukania
Pozdrawiam serdecznie:)

portret użytkownika wilk na kacapy

Moj sasiad stary hrabia z ze wschodniej Polski kiedy

byl u nas na obiedzie zawsze jak podawalem dzikie gesi to mowil dobrze ze dajesz dwie bo ges to takaja glupaja ptica dla jednego czerez ciur a dwoje nie chwatajet.

I drugie jego powiedzenie : ze herbata nie wodka mnogo jej nie wypijosz.

Re: Gęsina

Gęś powinna być pieczona pod przykryciem, czyli de facto duszona.
Taki egzemplarz 3-5 kg to się spokojnie daje zmieścić w takim sporawym naczyniu żaroodpornym.
Należy piec na minimalnym ogniu i podlewać czerwonym wytrawnym.
Jeżeli decydujemy się na pieczenie bez przykrycia, to duża brytfanka (wpierw odcinamy skrzydełka jako nieprzydatne), w której poza gęsią właściwą instalujemy dodatkowo 2-3 pary gęsich nóżek, dzięki czemu sos i tłuszcz z gęsi zalewa większą część tego zwierza.
Można nadziewać jabłkami i/lub mandarynkami.
Czas operacji 6 godzin, a podlewanie sosem i/lub dolewanie wina co około godzinę. Przez pierwsze 2 godziny to się w praktyce nic nie dzieje.
Sorry, ale w 3 godziny to nie ma takiego patentu, żeby Ci to dobrze wyszło.

P.S.
Gęś jest daniem postnym jakby się kto pytał.
P.S.2
Jesteś z W-wy, pojedź pod Halę Mirowską, tam kupisz dobry towar, bo to też ważne.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

portret użytkownika matka trzech córek

Andrzeju, spróbuję raz jeszcze

Twój przepis wydaje się rewelacyjny. Może na Trzech Króli, albo na Tłusty Czwartek?
Ciekawe, co piszesz, że to danie postne.
Bardzo dziękuję za komentarz i pozdrawiam

portret użytkownika tańczący z widłami

Re: Re: Gęsina

Tak zgadza się. Gęś jest tak samo mięsem postnym jak mięso z wieloryba.
Nie wiedziałem, że gęsina działa halucynogennie :)

NIEPOPRAWNY INACZEJ

To się doucz. Andrzej.A

To się doucz.

Andrzej.A

portret użytkownika tańczący z widłami

Re: To się doucz. Andrzej.A

Właśnie się douczyłem.
Okazuje się, że Eskimosi zamieszkujący Grenlandię, uważają mięso woła piżmowego za postne, zaś Indianie północno-kanadyjscy, to samo mięso zaliczają do tłustych, niepostnych.
Dziwne.
Ciekawe kto zalicza je do koszernych.
NIEPOPRAWNY INACZEJ

Re: Re: To się doucz.Andrzej.A

Korzystasz nie z tych wzorców kulturowych i/lub religijnych, które obowiązują w naszej szerokosci i długosci geograficznej.
Ucz się dalej, być może do czegoś dojdziesz.

P.S.
Mięso bobra również zaliczano w swoim czasie do mięs postnych w Polsce.

Andrzej.A

portret użytkownika tańczący z widłami

Foie gras

W Polsce zostaje gęsina, bo nikt na zachodzie jej nie chce (dla zmyłki z naklejką "na eksport"), wątroby idą na foie gras.

Hodowla gęsi.........czyli dręczenie zwierząt.

Gęsi i kaczki przeznaczone na pozyskanie wątróbek początkowo karmione są w podobny sposób jak pozostały drób. Stopniowo podaje się im coraz większe ilości jedzenia, trwa to zazwyczaj około 4-5 miesięcy. Przez ostatnie 2-3 tygodnie następuje intensywne tuczenie. Bezpośrednio do żołądka wkładana jest specjalna rura, którą przez kilka sekund podaje się specjalnie w tym celu przygotowane pasze. W ten sposób wątroby gęsi czy kaczek ulegają stłuszczeniu i bardzo się powiększają, mogą ważyć nawet do 3kg. Jednak najbardziej cenione są mniejsze, o masie około 0,8kg. Są wówczas najdelikatniejsze i miękkie, o biało-żółtawym kolorze.

Polacy nie gęsi.............. ?

NIEPOPRAWNY INACZEJ

Re: Foie gras

Jedz rzeżuchę i zagryzaj strączkowymi, wtedy żadne zwierzę nie będzie cierpiało z tego powodu, że zjadłeś smaczny obiad.

Andrzej.A

portret użytkownika tańczący z widłami

Re: Re: Foie gras

Widzę to trochę inaczej.
Udało Ci się kiedykolwiek kupić gęś w sklepie z wątrobą w środku ? Zaglądałeś przecież do gęsi, zanim ją nafaszerowałeś prawda? I co ? Pusto i głucho w środku ? Wątróbka się zdematerializowała.
Otóż nie.
Kiedy Polak męczy swoje kubki smakowe gęsiną i udaje, że je pyszne, wykwintne danie, w tym samym czasie, jakiś Francuz, lub Belg zajada się przetłuszczoną wątrobą z Twojej niestrawnej gęsi.
To tyle.

NIEPOPRAWNY INACZEJ

Re: Re: Re: Foie gras

Tam gdzie ja kupuję w W-wie zawsze w środku jest szyjka , serce i wątroba.
tylko trzeba wiedzieć gdzie kupować.

Andrzej.A

portret użytkownika matka trzech córek

Potwierdzam, Andrzeju

Chociaż to było "tylko" Tesco, gęsie podroby znajdowały się w tuszce.
Po rozmrożeniu trafiły do kosza. Ot, moje poszanowanie dla cennej wątróbki:)

portret użytkownika tańczący z widłami

Re: Re: Re: Re: Foie gras

Znam ten trik. Robiłem inspekcje w ubojniach. Serce gęsie, szyjka gęsia, wątroba kurza :)

NIEPOPRAWNY INACZEJ

portret użytkownika matka trzech córek

Tańczący, widziałam film o tym

Ludzie, by sobie dogodzić, wyprawiają różne bezeceństwa. Nawet nie potępiam tych robotników z rurkami w dłoniach, ale dziwię się klienteli świadomie kupującej niewymiarowe wątroby gęsi. Hodowców uważam za odpowiedzialnych. Jeżeli istnieje reinkarnacja, zapewne odrodzą się jako hodowlane gęsi.

Pozdrawiam

portret użytkownika tańczący z widłami

Re: Tańczący, widziałam film o tym

Spożywanie gęsiny wygląda mniej więcej tak :
Gęś (3-4kg) - cena 35zł-50zł
Wątroba z gęsi 1kg 200zł-500zł (czyli nawet do 2000zł za 4 kg)

Pytanie :
Kto je "ochłapy" a kto rarytasy ?
Wiesz już po co ta nagonka zachęcająca do jedzenia gęsi ?

NIEPOPRAWNY INACZEJ

Gęś to raj dla mego podniebienia !

Podobnie jak Jazgdyni robię jej "maseczkę" z soli, czosnku i majeranku, stoi tak ze 2-3 godziny i do piekarnika z jabłkiem w brzuchu.
Mojej Mamie gęś tak pięknie wychodziła, że najsmaczniejsze były skrawki zapieczone z makaronem w resztkach sosu z ptaka i zawsze było żal, że to już koniec. Być może ten wspaniały smak brał się stąd, że tak miesiąc przed świętami kupowaliśmy na wsi żywą gęś, która mieszkała sobie potem w naszym ogródku i była dobrze karmiona. Po gęsi pozostawało wspomnienie w postaci paru słoików z wytopionym z niej smalcem. Do takiej kromki chleba kiszony ogórek i palce lizać.
Z kaczkami było podobnie.
Raz w życiu kupiłam mrożoną kaczkę i... dziękuję, albo wsiowa chowana po domowemu albo pusty półmisek, innej opcji nie ma. Podobnie z indykami. W tym roku wypadło na indyka, czyli za rok albo gęś albo kaczka. Na szczęście mam zaprzyjaźnioną panią na wsi, która zaopatruje mnie w świetne ptactwo domowego chowu, jego smak nie ma nic wspólnego z zamrożonymi trocinami.

Proponuję zapiekankę z resztek pieczonego indyka z kiszoną kapustą i ryżem. Wystarczy zapiec w piekarniku kapustę skropioną olejem (lub pozostały tłuszcz z indyka) by zmiękła, potem dodaje się mięso i surowy ryż (proporcja 2/3 kapusty, 1/3 ryżu), trochę mielonego pieprzu, wymieszać wszystko i do piekarnika. Oczywiście woda albo rosół, ale to już każdy wie.
Smacznego.

Wszystkiego dobrego na Nowy Rok.
contessa

_______________
"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być".
Lech Kaczyński
_______________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten aldd meg a Magyart

"Urodziłem się w Polsce" - Złe Psy :
http://www.youtube.com

Gąskę lub kaczkę robimy tak:

Pracochłonne, ale smakowite
1. Luzujemy ptaszysko z kości, najlepiej bez dodatkowego rozcinania skóry, Wycinamy również kości z nóżek i skrzydełek(uprzednio uciętych na ostatnim zewnętrznym stawie)
2. Tak powstały "worek" a raczej "rękaw" nacieramy ziołami, czosnkiem i solą i do lodówki na dół, lub zimą jeśli nie ma mrozu na balkon
3. Jeżeli wersja ma być bogata peklujemy(lub nie) polędwiczkę wieprzową
4. Po kilku dniach(3-5) w zależności czy podajemy
na zimno/gorąco:
- kupujemy łopatkę wieprzową w odpowiedniej ilości do ptaka, mielimy, doprawiamy jak na mielone kotlety.
Do farszu w celu związania dodajemy jajka lub żelatynę.
Żelatynę w wersji mięsnej na zimno
Jeżeli farsz mięsny po upieczeniu ma być czerwony dodajemy troszkę peklosoli, jeżeli szaro-brążowy bez peklosoli
Peklosól dodajemy też gdy wkładamy polędwiczkę, ponieważ wokół polędwiczki w farszu wytworzy się różowa obwódka
Następnie zaszywamy ptaszysko od strony szyjki i ładujemy do środka mielone, ew. wkładamy w środek polędwiczkę.
Robiłem też wersje dwukolorowe zabarwiając połowę farszu słodką papryką - wkładamy wtedy dwa wałki z mielonego wzdłuż gęsi/kaczki

czy tylko gorąco - kasza, wątróbki etc
- przepisów na farsze jest mnóstwo, choćby ten

http://www.chillibite.pl/2013/11/luzowana-faszer...

5. Farszu nie upychamy bardzo ściśle, nie może być "nachpane" ptaszysko, bo skórka może pęknąć
6. Zaszywamy i do piekarnika grzbietem do góry(ja ustawiam gazowy na 180) pieczemy w zależności od wielkości polewając wytopionym tłuszczykiem. W mojej kuchence nie ma termoobiegu, więc po godzinie przewracam ostrożnie na plecki
Sprawdzamy patyczkiem, lub nowocześnie termometrem czy w środku się dopiekło. W pierwszej godzinie pieczenia można kaczkę/gąskę przykryć folią aluminiową.
Jednak wszystkie te czynności ustalamy doświadczalnie.
Taka pieczeń(na zimno) może leżeć w lodówce ponad tydzień, jednak rzadko dożywa tak sędziwego wieku :D
Została mi jeszcze ćwiartka kaczki, więc jeżeli będzie zainteresowanie wrzucę fotkę rzeczonej. Zresztą i tak wrzucę, tylko niech nastąpi dzień, bo gdy mnie nakryją z aparatem przy lodówce ....D:

@tequila

Kiedyś postanowiłem zrobić wyluzowaną.
Wybacz, ale to masakra. Dobra godzina pracy.
To już lepiej robić półgęski.

Pozdrawiam

Dokładnie godzinka i to dobra

oczywiście w wersji bez rozcinania grzbietu Ale warto, potem kroisz jak galantynę. btw luzowałem też kurczaki, to jest dopiero hardkor, chwilka nieuwagi i po balu. Jednak kaczka i gąska mają grubszą skórę i to jest przewaga.

Poniżej resztki mojej kaczki (dzisiaj znikną)

 

portret użytkownika matka trzech córek

Maestro!

Tequila, taki Pan Domu, to prawdziwy skarb:)
Pozdrowienia dla Żony:)
Do Siego Roku!

Dziękuję matko za życzenia, życzę przede wszystkim zdrówka,

bo zdrowie jest najważniejsze, a reszta sama przyjdzie.
Żona też dziękuje za życzenia.
Co do gotowania, to rzeczywiście ja rządzę w kuchni.
Ale to są drogie rzeczy :D

btw. może mylić mój nie-netykietowy nick(zakończony na "a"),
ale to na cześć mojej 14-letniej suni, która była odeszła w zeszłym roku.

portret użytkownika wilk na kacapy

@ teguila luzowana kaczka czy inne pierzaste jest doskonale

jezeli jest mlode i tluste ale do dzikich patakow niestety sie przepis twoj nie nadaje.

Niemniej jednak nie raz luzowanego kaplona robilem ala fazserowany bazant i wychodzilo przepysznie.

portret użytkownika matka trzech córek

" Luzowanie kości"

Podziwiam, ale nie skorzystam.
Jako kilkuletnia mężatka, zostałam kiedyś sam na sam z dużym kurczakiem.
Teraz trudno mi to pojąć, ale wówczas nie byłam w stanie pokroić ptaka, ani ryby, ani żadnych podrobów. Nie i już. To było ponad moje siły.
Mąż był wtedy zagranicą, a ja robiłam wszystko, by kuchnia na tym nie ucierpiała. Niestety, razu pewnego, dzieci zażyczyły sobie kurczaka na obiad. To były takie czasy, że w sklepach, o poporcjowanym drobiu nie było mowy, musiałam więc kupić całego kuraka.

Długo trzymając go pod kranem, opłukałam kurczaka i w całości włożyłam do garnka z wodą. Niestety, jedno udo wystawało ponad garnek.
Mój plan polegał na założeniu, że mięso zanurzone w wodzie szybko się ugotuje, a wtedy, odwrócę kurczaka w garnku i tym sposobem dogotuję pozostałą jego część. Później je pokroję, bo jako ugotowane, nie będzie stanowiło dla mnie żadnego problemu.

Traf chciał, że nagle pojawił się u mnie brat. Taki, niezapowiedziany, niedzielny gość.
Od razu zauważył sterczącą z garnka nogę nieszczęsnego kuraka.
Co to się działo! Do dzisiaj opowiada się to zdarzenie jako rodzinna anegdotkę, a ja...śmieję się razem ze wszystkimi, bo śmiech z siebie samego jest bardzo pożyteczny:)

Niemniej, o trybowaniu, luzowaniu kości, nawet boję się myśleć:)

Pozdrawiam serdecznie:)

@contessa

Bo gęś jest rajem dla podniebienia. Przyznam się nieskromnie, tylko wówczas, jak ja to zrobię ;).
Trzeba po prostu bardzo dbać o nią w trakcie pieczenia, przykrywać, odkrywać, polewać i regulować temperaturę.

Co do indyków mam stosunek negatywny. Po prostu mi nie smakują. A ścięgna w udkach, to albo tortury z wyluzowaniem, albo twarde mięso. Co innego perliczki. Coraz więcej ich na rynku. Takie obłożone płatkami boczku są fantastyczne.

Dodam tylko, bo to nieosiągalne już, prawdziwym rarytasem jest dzikie ptactwo.
Tylko nie próbujcie łapać łabędzi!!!

portret użytkownika matka trzech córek

Contesso, a myślałam, że artyści nie mają głowy do garów:)

Pięknie opisałaś swoje doświadczenia z gęsiną. Wyczuwam też nutę nostalgii za tym, co minęło, bo któż zaprzeczy, że kuchnia naszej mamy zawsze była najlepsza?
W moim domu, na świątecznym stole, zawsze królował indyk, chociaż pamiętam i pieczone gęsi.
Rozmawiałam o tym ze swoją mamą i to chyba ona zaszczepiła we mnie tę odrobinę rezerwy w odniesieniu do gęsiny.
Wyobraź sobie, że w moim rodzinnym domu nie lubiło się pierogów z kapusta i grzybami, a zamiast nich, na wigilijnym stole pojawiała się postna wersja bigosu.
Od kiedy jestem żoną mojego męża, nauczyłam się się je robić i nigdy nie zabrakło tego dania na Wigilii, zwłaszcza, że dzieci za nimi przepadają.Ja jednak nie:)
Pozdrawiam i życzę wspaniałego Sylwestra, i dużo dobrego w Nowym Roku!

M3C - hahaha !

Lubię gotować, a rodzinka i goście lubią u mnie jeść, hihiihhi.
Jakieś 15 lat temu jechaliśmy sporą grupą na Sylwestra w góry, każdy coś tam przygotował, ja upiekłam kaczkę z jabłkami. Do dziś gdy się spotykamy kaczkę wspominają, ślinka im leci i pytają kiedy będzie znów.
U mnie nie ma tradycji kaczki i gęsi i mówią "myśmy nie wiedzieli, że to takie pyszne mięsko"...

Gęsi i kaczki w ogródku przed świętami (u Mamy) to też cała historia, każda gęś to była tradycyjnie Małgośka, a kaczka Kaśka, nic że z czasem wychodziło, że to był Kasiek albo Małgosiek. ;);)
Za indykiem nie przepadałam ale właśnie ta zapiekanka z kiszoną kapustą i ryżem (przysmak miejscowy) sprawiła, że bardzo go poważam.
Narobiłaś mi smaka na gąskę, ech !

DO SIEGO ROKU !!!
contessa

_______________
"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być".
Lech Kaczyński
_______________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten aldd meg a Magyart

"Urodziłem się w Polsce" - Złe Psy :
http://www.youtube.com

portret użytkownika wilk na kacapy

Gesia watrobka jest przysmakiem nie tylko frankofonow.

Oto przepis na gesia watrobke po turynski bardzo prosty:

Zdjac skorke z watrobki i wszytkie wlokna uwazac zeby sie zolc nie dostala do watrobki bo tylko kotu mozna ja wtedy zaoferowac.

Pokroic watrobke w kawalki wielkosci duzego palca,
posypac lekko maka to optoczyc w posiekanych jablkach szarlotkowych.

W rondlu rozpuscic odpowiednia ilosc masla nie solonego
w gorace ale nie spalone maslo wrzucic watrobke.
Piec 5 minut potrzasajc rondlem.
Taka przypieczona watrobke po 5 minutach podlac odrobina wody (ja podlewam winem).

Dusic jeszcze 5 do 10 minut minut.

Osolic nastepnie ioblane sosem podawac z przypieczonymi kartoflami.

TzW

Intensywny tucz gęsi na wątróbki już jest u nas zabroniony.

Czasami, jak mi coś do łba strzeliło i była przecena na lotnisku, to kupowałem najmniejszą puszeczkę, foie gras.
A potem uzyskałem dostęp u babci na hali targowej do gęsich wątróbek. I sam sobie robiłem ten przysmak, tysiąc razy lepszy, niż kupowany francuski. Problemem, by uzyskać odpowiednią jakość, są przyprawy i duuużo masła.

Ps. Jestem przeciwnikiem torturowania gęsi. Tym bardziej, że wg. laureata Nobla, Konrada Lorenza, jest to najmądrzejszy ze wszystkich ptaków (nb. najgłupsze są orły)

gęsia szyja.

Długi taki i gładki, niczym gęsia szyja.
A cóż go u dołu tak ładnie przystraja?"
Rzekł Tadeusz z powagą: "Zosiu to są jaja"
A to co cię w tak wielkie wprawiło zdumienie

http://www.wiersze.annet.pl/w,,641

ano- portalowe pienie nad spalonym ptakiem

tymczasem- mamy problem
PSLowaka banda udupia tą gałąź rolnictwa.

Takich wpisów oczekiwałbym od gwiazdeczek portalowych

gesia szyja

Ano! jak mowia poludniowi sasiedzi! Tematy sielskie, smakowo niby zroznicowane, ale dlaczego na NP?

portret użytkownika matka trzech córek

Niehrabiabis

A zauważyłeś tatara na moim stole?
Niedawno deklarowałam, że jeśli, w Polsce, zalegalizuje się ubój rytualny, ustępując żydowskim naciskom, zrezygnuję z tatara, którego bardzo lubię.
I co? Tatar wygrał:)

Gęsie interesy zajmują poczesne miejsce u naszych biznesmenów. Dlaczego ja miałabym omijać ten temat, tym bardziej, że czas świąteczny służy wymianie opinii i doświadczeń kulinarnych.
Do Siego Roku, Niehrabias!

Szanowne Panie

Podam tutaj ciekawy, oryginalnie polsko - amerykański przepis na pysznego indyka.

Po pierwsze primo, starajmy się kupić indyczkę. Jest delikatniejsza i nie ma tylu ścięgien w udkach.

Myjemy i suszymy tuszkę, a następnie robimy jej pancerzyk z grubej soli.

Musimy kupić duuużo maślanki. Tak, by przynajmniej połowa indyka była zanurzona. Wsadzamy tuszę do maślanki i odstawiamy na 12 godzin. Potem tuszę obracamy, by macerowała się całą powierzchnią. Niech tak sobie leży nawet 2 - 3 dni.

Wyjmujemy ją z maślanki i obsuszamy ją delikatnie papierowym ręcznikiem.

Przygotowujemy farsz. Ja robię do indyka słodki. Migdały, namoczone rodzynki, bułka tarta i ubite białko jaj (też trochę startej gałki muszkatołowej).

Zaszywamy indyka, skrapiamy olejem i wstawiamy do piekarnika nastawionego na 220 stopni.

Doglądamy i podlewamy. Ja również podlewam wodą mineralną.

Stosujemy generalną zasadę - GODZINA PIECZENIA NA KILOGRAM PTAKA !

Zmniejszamy temperaturę do 100 stopni i zostawiamy na 20 minut, po tym, jak skórka już nam się podoba.

Krojenie indyka, to osobny temat.

Pozdrawiam

portret użytkownika wilk na kacapy

Zadne tam kaczki ,gesi ,indyki chodowane nie maja tak dobrego

smaku jak dzikie wymienione te odmiany.
Poprostu jecie tuczniki opierzone w dodatku nasmarowane czosnkiem zeby chyba zabic albo zapach albo smrod miesa.

Kto raz zje dzika kaczke,ges,indyka nie wspomne juz o labedziu ktore kiedys byly ptactwem lownym,to chodowlanej padliny juz nie ruszy.

Wiadomo jest ze tym pachnie mieso czym jest karmione
jesli sa to chodowane kaczki czy gesi na "dziko" maja najblizszy smak ptactwu dzikiemu.Ale pamietam jak te ptactwo luzem bylo karmine w Polsce tym samym co swinie tak ze tez za bardzo nie wierzez tym co to sprzedaja wiejski drob.
Przypomina mi sie historja jak baba na granicy Niemcow SZWABILA kupowala jaja w slkepie a pozniej je ekologicznie w kurzym lajnie brodzila.

Preparaowanie dzikiego ptactwa to dopiero jest sztuka, gdyz mieso jest suche,wymagajce wstepnej obrobki,miesoieso musi dojrzec czyli zkrusze, apozniej byc i marynwane, a juz jesli ktos by chcial natrzec czosnkiem to barbarus albo kulinarny indolent.Ptactwa sie nie czosnkuje to nie woieprz.

Z ta wiejska chodowla te trzeba uwazc gdyz czesto ptactow jest stare tak ze te naturlne chodowanie na nic sie tez nie zdaje.
Kurczeta najlepsze sa 6 tygodniowe.

Kura nadaje sie tylko na rosol a mieso dla psa.
Jedynie pularda nadaje sie do pieczenia,albo kaplony co najwyzej roczne.

Kaczki chodowlane do pol roku,ale na dwa tygodnie przed zabiciem nie powinny miec kontaktu z woda w ktorej sie taplaja i byc karmione tylko kukurydza.W innym przypadku nie sa smaczne.

Gesi tak samo co najwyzej pol roczne,po roku gesina jest twarda.

Indyk powinien byc nie starszy jak dwa lata.

W Polsce tez sie psalo gesi przed ubojem zeby mialy wieksza mase i wieksza watrobe tyle ze recznie wpychajac jej w gardlo specjalna karme.

Tak watrobka pozniej przyzadzaomna na sposob strasburski czy turynski to plauszki lizac.

O labedziach nie bede pisac bo to dla nas bardziej ptak ozdobny niz lowny choc do tej pory czasem trafia na stoly nie tylko chinczykow, ale i Polakow tez - to jest taka wieksza ges:

http://wojnapolskobrytyjska.blox.pl/2007/11/Ostr...

Jesli chodzi o ptactwo ozdobne to PAWIE podobnie smakuja jak
indyki tyle ze mieso jest biale,i nalezy poddac kruszeniu przez 3dni.
Pamieta zawsze trzeba ze mieso kruszymy naturalnie dopiero pozniej marynujemy na sucho lub mokro.

Jest jeszcze mnostwo innego egzotycznego ptactwa o strusiu nie wspomne ktore jest doskonale.
Ja w swojej kuchni kurzyny chodowlanej nie uzywam od 20 lat kiedy to zobaczylem jak sa chodowane. wiecej nie powiem bo bym co niektorym obrzydzil smak.

Nie bede pisac tutaj na temat wyzszosci miesa dzikiego nad chodowlanym bo jako mysliwy mam za duza przewage w temacie
co by bylo niesprawiedliwe w dyskusji.szczegolnie ze mam zamrazarke pelna drobnego i grubego zwierza.

Moje ulubione potrawy to pasztety z dziczyzna,comber sarni i sznycelki,piersi jarzabkow i dzikie kroliki w smietanie o samku truflowym,
gulsz z lap niedzwiedzia i bigos na reszczie z niego,kotleciki mielone z Losia,renifera czy bizona,bekasy w sosie beszamelowym.

Na przekaski sledzik,raczki a raczej homary,krewetki,petongi,kraby, zabki i slimaczki.

Oczywiscie wszytko polewane i zalewane winem toskankim z banderola jakosci Gallo Nero z winogron sangiovese.

@Wilk na kacapy

Ha!

Nareszcie można z kimś pogadać!
Przecie pisałem powyżej, że dziczyzna forever only!

Przepiórki i bażanty wieszało się na dworze, żeby kruszały, aż pióra można było wyciągać. Na dropy i bekasy się niestety nie załapałem. Nie ta epoka.

Jednakże najlepsze były figojadki (tak je tam nazywano, pewnie za Anzelmem Brillat-Savarinem), które miałem rozkosz jeść nie raz w Libanie.

Bardzo sobie cenię polędwicę z łosia. Stek jest prawie czarny. Lecz to tylko do zdobycia w Skandynawii.

Węże jadłem w Chinach, a w Brazylii dano mi ... no coś pokrajanego na talarki.

Ps. Z Toskanii preferuję pewne Chianti Classico, oczywiście z czarnym kogutem

nie ma co się chwalić swoimi porażkami kulinarnymi

Ja zachęcony promocja gęsiny kupiłem takową prosto ze wsi. Żona i córka ja świetnie przyrządziły a starczyło na dwa obiady. I jeszcze mamy tłuszcz, którym podobno należy się smarować przy przeziębieniach. Może po prostu należy się nauczyć piec gęś zamiast pisać jaka to wstrętna potrawa.
oszołom z Ciemnogrodu

portret użytkownika matka trzech córek

I ja, doszłam do takiego samego wniosku:)

Jak zapowiedziałam powyżej, następna próba na Trzech Króli, albo w Tłusty Czwartek.

Piszesz, że jedna gęś starczyła na dwa obiady?
A znasz powiedzenie, że gęś to głupi ptak, bo na raz, za dużo, a na dwa, za mało?
Oczywiście żartuję:)
Pozdrawiam