Replika na filipiki Marka Baterowicza, część III

Blog

(kontynuacja części drugiej)
3. Ad "Czerwcowa rocznica"

Następny "fakt medialny" Baterowicza: "(...) Z tej racji Wałęsa nie jest absolutnym bohaterem pozytywnym, jak usiłował to nam wmówić wizytujący nas niedawno prof. Davies".
Powyższe jest absolutnym nadużyciem dziennikarskiej etyki przez Baterowicza. Davies nie tylko nie mówił, że Wałęsa jest absolutem, lecz wręcz miał pretensje do czasu jego prezydentury. Tym niemniej Davies uważa, że Wałęsa zrobił znacznie więcej dobrego niż złego, a pomimo tego oceniany jest negatywnie przez wielu Polaków. W domyśle: w innych krajach zachodniej Europy (a nawet Rosji), taki sam niedoskonały odpowiednik Wałęsy kąpałby się do końca życia w wiekopomnej glorii, więc może coś z tymi Polakami jest nie tak. Co warto wziąć pod uwagę.

Mija się z prawdą Baterowicz również tutaj: "w ostatniej chwili szyfrogram premiera Olszewskiego".
Scysję pomiędzy premierem a prezydentem spowodowało m.in. to, że nie był to szyfrogram (jak nakazywały procedury), a czytelny tekst, z łatwością przechwycony przez Rosjan. Stawiało to jadącego na negocjacje prezydenta RP na straconej pozycji, a także ujawniało rozdźwięki we władzy. Rozmawiałem o tym z Wałęsą - powiedział, że gdyby nie zaskakująca słabość Jelcyna do Polski, to cała sprawa mogła potoczyć się zupełnie inaczej. Prezydent Wałęsa przecież pokłonił się nisko puczowcom zastępcy Gorbaczowa, Genadija Janajewa, którzy chcieli przywrócić ZSRR obalając Jelcyna.
Być może Jelcyn był wdzięczny Polakom za to, że "uwolnili" jego Rosję od ZSRR i niejako sparaliżowali armię Układu Warszawskiego Wiktora Kulikowa, która mogłaby udzielić "bratniej pomocy" Gorbaczowowi.

4. Ad "Europa pod Lupą"

Ponownie typowe, asekuracyjne "otwarcie" Baterowicza:
"Nie można podważyć wielkich zasług prof.Normana Daviesa dla popularyzacji w świecie dziejów Polski, choć wspaniałe dzieło „God’s Playground” doczekało się pewnych zastrzeżeń ze strony historyków. Dziś jednak zajmiemy się innym dziełem profesora, a jest nim „Europe”".
Po czym następuje wyliczanka "mankamentów" tej grubej (niemalże 1400 stron) książki. Część z tych mankamentów wynika z niezrozumienia niejednoznaczności j. angielskiego przez Baterowicza, część z ekwilibrystyk słownych (np. Baterowicz w przypadku narodowości Zygmunta III Wazy uważa, że bardziej liczy się w tym przypadku kądziel, podczas gdy niemal cała Europa w owym czasie dziedziczyła po mieczu), a część z domagania się, by sprawy polskie były opisane bardziej szczegółowo (tzn. Panie, więcej papieru!). Typowa megalomania. Aby zadowolić inne europejskie nacje, dzieło Daviesa musiałoby liczyć nie 1400 a 14000 stron.
Oczywiście, i w tej recenzji Baterowicza pojawił się także Tusk, Putin, oligarchowie, Platforma - w kontekście jakoby pro-rosyjskości Daviesa.
Jako komentarz pozwolę sobie zacytować opinię spod recenzji Baterowicza zamieszczonej również na Frondzie:
Panie kochany! Davies jest najlepszym niepolskim historykiem Polski. Niech pan pamięta, że towarzystwo utrąciło go bardzo mocno, gdy nie chciał iść szlakiem J. T. Grossa. Davies nie jest Polakiem i nie można oczekiwać od niego polskiego punktu widzenia.

5. Ad "Antybajka (i trupy)"

Oto ciąg dalszy wywodów Baterowicza - nadal, mniej więcej, to samo (także z kruczkiem asekuracyjnym: lekko pochwalić, by mocniej "uziemić").
..."dwa lata temu żałosną gafę popełnił prof. Norman Davies, powszechnie ceniony w Polsce historyk brytyjski, autor wielu świetnych opracowań i książek poświęconych także naszym dziejom. W wywiadzie dla „Newsweeka” raczył on nazwać PiS „sektą polityczną, posiadającą guru, misję i własnych świętych”. I – jak mówił dalej Davies – „to raczej ruch wywrotowy, który próbuje nie tyle polepszyć IIIRP, co ją zburzyć...”(!?).
Nie znam przypadku, by jakiś wybitny umysł ( jak Davies) w dwóch zdaniach pomieścił aż tyle nonsensów. Legalna opozycja została nazwana...sektą, podczas gdy prof.Davies jakby nie dostrzegał faktycznej sekty politycznej w IIIRP, a jest nią obóz Michnika."...

Podobne przykłady przesady á la Baterowicz zamieściłem w drugiej części mej repliki i wykazałem - mam nadzieję, że przekonująco - że termin "sekta" jest w tym przypadku dobrym skrótem myślowym.
Ponadto PiS jest co prawda w opozycji, ale razem z ekskomunistami, Palikotami i "drobnicą". Uwaga Daviesa nie odnosiła się do opozycji parlamentarnej, ale do konkretnej partii.

Kolejne dywagacje Baterowicza:
"Szokujące a niesprawiedliwe słowa prof.Daviesa ( jakby histriona a nie historyka!) pod adresem PiS-u świadczą, że nie zna on jednak polskich realiów, albo świadomie stoi po stronie sekty Michnika, która od 1989 roku manipuluje polską sceną polityczną niszcząc z wielką zawziętością wszelkie partie dbające o polską rację stanu. (...). Osobiście nie żałuję, że nie spotka się z nami w Sydney, albowiem po jego gafie na temat PiS-u ( a jest ona też zamachem na logikę!) dzieła pana profesora przeniosłem na najniższa półkę... Nie tracę jednak nadziei, że prof. Davies odzyska kiedyś właściwy mu obiektywizm, a ten zresztą powinien być pierwszą cechą historyka."
O domaganiu się obiektywności od historyka wypowiedziałem się w części pierwszej swej repliki, uznanej przez niektórych czytelników za zbyt zagmatwaną. Mam nadzieję, że się poprawiłem.

Ściąga dla czytelników: histrion to średniowieczny wędrowny aktor przedstawień, nawiązujących do tradycji mimu, o treściach satyrycznych. I jak tu traktować wywody Baterowicza poważnie.
Co do "... po jego gafie na temat PiS-u (a jest ona też zamachem na logikę!)", to wcześniej wykazałem, że owa "gafa" wcale nie jest sprzeczna z logiką, a tym bardziej nie jest na nią zamachem.

Baterowicz myli się także w deprecjonującej i lekceważącej ocenie, iż to "obóz Michnika" jest sektą.
To nie sekta, to bardzo dobrze zorganizowana szeroka koteria polskojęzycznej lewicy dobrze się rozumiejącej (nawet bez słów), samoorganizującej się w okamgnieniu, świadomej tego, czego broni i co chce dodatkowo wygrać. Rzadko słychać o rozłamach czy banicjach - niepokorni czy niespolegliwi odchodzą po prostu w cień, ale względnie komfortowy. To formacja umiejąca bardzo przekonywująco i ponętnie prezentować swe argumenty w mediach. Przenikająca do newralgicznych miejsc w państwie, wspierająca się dyskretnie i niezawodnie (przecież nawet Macierewicz swego czasu podpisywał protesty i szedł na demonstracje w obronie szykanowanego Michnika). To jest raczej starożytna falanga, albo samowystarczalny legion rzymski, a co najmniej kohorta. W swoim czasie żadne "pospolite ruszenie" nie było w stanie skutecznie przeciwstawić się takowej machinie w starciu frontalnym. Trzeba było Arminiusa, który według dzisiejszych standardów lustracyjnych uznany zostałby za "TW", czy Hannibala, by znaleźć na nich sposób. No, ale "TW" i bitnymi brutalami ponoć się brzydzimy.

Jakoś tak się składa, że w wolnej Polsce, od ćwierćwiecza nie można stworzyć równoważnej kohorty sił konserwatywnych, z narodową wizją przyszłości. A było tych prób niemało. Za każdym razem (np. przy wyborach prezydenckich) okazywało się, że największymi warchołami byli właśnie ci, którzy mieli się popierać. A falanga "obozu Michnika" baluje, pije, lulki pali, nabiera sadła, rozpycha się przy stole i z pobłażaniem wyczekuje na okazję do większej bitki, bo dla drobnicy pospolitego ruszenia nie warto się wysilać. Wystarczy gnębić ich usłużnymi adwokatami i sądami.

Ciekawą lecz cierpką hipotezę, że o poglądach Polaka świadczy jego ubranie przedstawił Zbigniew Górniak (http://gorniak.redblog.nto.pl/2010/09/04/portki-...).
"Myślę, że historia ta rzuca mocne światła na istotę dzisiejszych podziałów wśród podstarzałych wojowników wolności. Na przyczyny tego tumultu, gwizdów, rzucania niczym nie popartych podejrzeń; tego nadąsania, obrażalstwa, czepialstwa, publicznego donosicielstwa, które na dodatek ostatnio kryje się za poręcznym parawanem żałobnym. Całego tego podziału na „Solidarność” kawiorową i „Solidarność” robotniczą. Na niezłomnych i na zdrajców, pośród których rej wiedzie prezydent Komoruski, jak go ostatnio zaczęli nazywać Prawdziwi Polacy (...)
Otóż uważam, że poglądy na ostatnie 30 lat „Solidarności” i 20 lat wolnej Polski są nierzadko determinowane przez osobisty sukces ich wyznawcy. (...) To właśnie, a nie zawartość teczek IPN decyduje dziś o poglądach Polaków. Bo jest tak, że jak komuś się udało, to mówi, że wolność jest cudna. A jak komuś nie wyszło, to widzi wszędzie agenturę - esbecką, brukselską lub moskiewską."

Psychologowie i socjologowie twierdzą, że pogłębiająca się w podeszłym wieku niechęć do zmieniającej się rzeczywistości, nieprzystawanie do świata, nostalgia i sentymenty za wyidealizowaną przeszłością i szukanie absolutu składają się na jedną ze sztuczek natury, aby nas zachęcić do rozstania się z tym padołem bez zbytniego żalu.

Ale źle jest, gdy ten naturalny stan ducha ktoś "przetwarza literacko" na prawdy jedyne.

Brakuje tylko "Zaprawdę, powiadam Wam" na początku zdań.

5.5
Średnio: 5.5 (2 głosy)