Piknik historyczny czy piknikowa historia?

portret użytkownika Przemysław Mandela
nazi_ufo1.jpg
Historia

Historię, Szanowny Czytelniku, trzeba popularyzować. Ten fakt nie ulega najmniejszej wątpliwości. Jeżeli chcemy walczyć ze stereotypem nudnej i często nieprzydatnej w codziennym życiu nauki, opierającej się wyłącznie na datach i powiązanych z nimi suchymi faktami powinniśmy pokazywać jej dużo bardziej fascynującą stronę. Historia, którą można poczuć, dotknąć i zobaczyć to historia, którą można łatwiej zrozumieć i co najważniejsze - tak zwyczajnie po ludzku - polubić.

Temu też mają służyć inicjatywy pokroju coraz popularniejszych w całym kraju tzw. pikników historycznych, na których pierwsze skrzypce grają grupy rekonstruktorów militariów z różnych okresów, przeważnie armii walczących podczas drugiej wojny światowej, choć nie tylko. Nie brakuje wszak także grup specjalizujących się w okresie napoleońskim czy bractw rycerskich, bez których udziału trudno już sobie wyobrazić podobne imprezy organizowane na zamkach w całej Polsce.

Wszystko wygląda wspaniale i spełnia swoją rolę dopóki ktoś nie zdecyduje się zwyczajnie przeszarżować w uatrakcyjnieniu takich inicjatyw, zazwyczaj kosztem samej historii, która pomimo dumnej obecności w nazwie pikników wydaje się być bagatelizowana, by nie powiedzieć ignorowana.

Trudno autorowi niniejszego bloga przesądzać czy faktycznie tak się sprawy mają w kwestii II Pikniku Historycznego organizowanego w wałbrzyskim Zamku Książ, ale lakoniczny opis jednej z inscenizacji jest... Dosyć niepokojący z punktu widzenia historyka:

23 czerwca godzina 13.00-13.45 INSCENIZACJA I - NAZIŚCI ZDOBYWAJĄ ZAMEK KSIĄŻ

Brzmi to może i zachęcająco, lecz o ile nie będzie to inscenizacja zwyczajnej biurokratycznej konfiskaty majątku przez władze III Rzeszy (nastąpiło to w roku 1941 z powodu zdrady jakiej dopuścili się wobec nazistowskiego reżimu właściciele zamku - ród Hochbergów. Dwaj synowie Księżnej Daisy i Jana Henryka XV walczyli bowiem podczas wojny po stronie aliantów: Jan Henryk XVII w armii brytyjskiej, a Aleksander... Polskiej) bądź wkroczenia na ten teren jednostki paramilitarnej Todt(rok 1943) to... Będzie to zwyczajnie przekłamanie. Naziści bowiem nigdy zamku nie szturmowali, bo kto miałby go przed nimi w niemal samym środku Wielkiej Rzeszy bronić?

Jeszcze ciekawiej prezentuje się opis na jednym z lokalnych portali informacyjnych, w którym możemy przeczytać m.in.

Najpierw naziści zagarną Zamek Książ, a z odsieczą przyjdzie Wojsko Polskie (podkreślenie moje - P.M.). Potem będzie jeszcze starcie z Armią Czerwoną. Wszystko w niedzielę, 23 czerwca podczas Pikniku Historycznego. Prawdziwe widowisko z zapierającymi dech w piersiach pokazami pirotechnicznymi szykuje Paweł Ossowski, znany wałbrzyski lekarz stomatolog.

Tu już sprawa prezentuje się jasno: prawda historyczna na historycznym pikniku obrazowo mówiąc poszła w krzaki.

Jakież to jednostki Wojska Polskiego miałyby przyjść z odsieczą (i komu? Księżnej Daisy?) skoro wiosną 1945 roku kiedy teren ten był jeszcze w rękach niemieckich polskich żołnierzy pod Wałbrzychem (wówczas Waldenburgiem) zwyczajnie nie było?! Najbliższe elementy 2 Armii Wojska Polskiego w momencie kiedy do miasta wkraczały oddziały Armii Czerwonej (8 maj 1945 roku) znajdowały się w okolicy Mielnika w Czechosłowacji!

Ktoś mógłby powiedzieć, że to nic nie znaczący detal, a organizatorzy zwyczajnie starają się urozmaicić widowisko. Zgoda, lecz w takim razie nie powinno się tej inicjatywy reklamować jako piknik historyczny, bo z historią Zamku Książ niewiele ma to wszystko wspólnego. Równie dobrze można było zaprosić rekonstruktorów z sagi Gwiezdnych Wojen i im kazać zdobywać zamek.

Chociaż z drugiej strony skoro za efekty pirotechniczne odpowiedzialny jest stomatolog to kto może odpowiadać za zgodność całej imprezy z historią?

Autor woli nawet nie zgadywać.

10
Średnio: 10 (3 głosy)