Polonijna "prawica" w Chicago okazała się mitem....

Historia

Polonijna „prawica” w Chicago okazała się mitem,

gdy zaczął się proces ujawniania agentów komunistycznych 

Na początku 2009 roku ujawniłem w obceności ponad 600 osób dokumenty nt Wierzewskiego

 

W roku 2007 / 2008, po mojej zapowiedzi, iż wkrótce w Chicago ujawnię pierwsze nazwiska znanych polonijnych działaczy, którzy współpracowali z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa oraz zaprezentuję dokumenty, do których w końcu mogłem mieć dostęp w IPN i które to udowadniały, część ludzi, którzy dotychczas prezentowali się jako tak zwana „prawica” polonijna nabrała wody w usta. Nagle przeszła jej deklarowana wcześniej chęć demaskowania komunistycznych agentów, a niektóre z tych osób podjęły nawet działania, które mają na celu utrudnienie procesu ujawniania ich nazwisk lub informowania o tym Polonii chicagowskiej.

Gdy dostęp do stosownych dokumentów obrazujących działalność tajnych współpracowników oraz kontaktów operacyjnych SB w środowisku polonijnym był niemożliwy, w Chicago szabelką lustracyjną wymachiwało wiele osób. Były to grupy, które prezentowały się same jako „prawica” czy też Polonia „niepodległościowa”. Niektórzy mówili „środowisko patriotyczno-narodowe”. Jedno z pism, wydawane przez tego typu ludzi, umieściło nawet w swoim podtytule słowo „patriotyczny”.

W pewnym momencie (pod koniec 2008 roku), gdy odnalazłem pierwsze istotne dokumenty na temat działań SB w środowisku polonijnym w USA, część z tych właśnie osób zaczęła mi wybijać z głowy prowadzenie badań w IPN, dotyczących działalności agentów komunistycznych służb specjalnych w środowisku polonijnym. Najpierw były to przyjacielskie rady typu: „Zostaw to, niepotrzebnie się narażasz esbekom”. Gdy to nie poskutkowało, zacząłem odbierać w nocy telefony z pogróżkami, o których pisałem tutaj już wcześniej. Jak już wspomniałem w innym artykule, w restauracji „Staropolska” w Chicago  zaatakował mnie słownie (kierując pod moim adresem stek wyzwisk), były działacz polonijny Krzysztof Koch, który zasłynął tym, iż najpierw wszedł w struktury Kongresu Polonii Amerykańskiej, a następnie działał tam – delikatnie mówiąc – w sposób destruktywny i dezintegracyjny. Świadkami tego wydarzenia było kilka osób.  

Gdy na moim wykładzie w Chicago pojawiło się więcej osób niż na spotkaniach ze znanymi politykami, antylustracyjne lobby postanowiło tortedować kojejne spotkania...

 

Gdy okazało się, że ani nie słucham tych „dobrych rad przyjacielskich”, ani że nie można mnie zastraszyć i gdy zapowiedziałem, iż 13 grudnia 2008 roku – mimo gróźb i próśb (bo takie też były) - przedstawię w Chicago stosowne dokumenty z IPN, które obrazują współpracę jednej z najbardziej znanych postaci chicagowskiej Polonii z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa (Wojciecha Wierzewskiego), ludzie, którzy dotychczas deklarowali swoją „prawicowość”, „radykalizm”, „patriotyzm” nagle albo zaczęli unikać tematu „lustracja Polonii”, albo wprost działali i działają w sposób, który ma utrudnić proces demaskowania agentów komunistycznych i informowania o tym Polonii chicagowskiej.

Gdy w Tarnowie ujawniłem fakt pracy dla SB (i to jej komórki, zajmującej się kościołami) Kazimierza Bańburskiego, kustosza tarnowskiego muzeum, w jego obranie stanął niejaki Piotr Dziża, który dzisiaj jest wielkim „patriotą”, organizującym „marsze niepodległości” (sic!). O tym przypadku napiszę szerzej w przyszłości.

Bardzo nisko, do samej ziemi opadła mi przysłowiowa szczęka, gdy w tym gronie znalazły się także osoby, które znam od lat jako polskich „patriotów”. Dlaczego tak się dzieje, nie tylko można, ale należy spytać?

Komitet Pamięci Polonijnej, który najpierw wspierał moje badania w IPN, a później został spenetrowany przez ewidentnych przeciwników lustracji Polonii

 

Moim zdaniem jest kilka powodów:

Po pierwsze – autentyczny strach. Część tych osób wpadła po prostu w panikę i nie chce narażać się w jakikolwiek sposób, zdając sobie sprawę, że – używając skrótu myślowego – „esbecja” jest jeszcze wpływowa i może konkretnie zaszkodzić tym, którzy na przykład opublikują dokumenty z IPN, o których tu mowa.

Po drugie – obawa przed kompromitacją. Gdy nadszedł czas swego rodzaju próby, inna grupa tych rzekomych „prawicowców”, obawia się, że teraz okazać się może, iż w gronie ich najbliższych przyjaciół (także „prawicowców”), z którymi wychodzili na „barykady” np. w czasie demonstracji prosolidarnościowych przed konsulatem PRL w Chicago, byli także tajni współpracownicy SB i po prostu głupio będzie mieć takich kolegów.

Po trzecie – makijaż prawicowy. Cześć polskich emigrantów zorientowała się szybko, że w Chicago (w odróżnieniu np. od Nowego Jorku) większość Polonii – zwłaszcza tej starszej – to ludzie o poglądach radykalnie prawicowych, niepodległościowych, patriotycznych. Dostosowali się więc ci „malowani prawicowcy” do tej większości, używając makijażu politycznego. Mogło to przynosić i przynosi do tej pory korzyści nie tylko towarzyskie (akceptacja w gronie kolegów prawdziwych prawicowców), ale także materialne. Na przykład jeśli ktoś jest dziennikarzem czy wydawcą polonijnym w Chicago, to jest czytany, słuchany znacznie chętniej niż np. publicysta o poglądach liberalnych, lewicowych.

Znam takiego dziennikarza polonijnego w Chicago, który jeszcze kilkanaście lat temu miał klasycznie liberalne poglądy, ale po pewnym czasie zrozumiał, że w tym środowisku opłaca się je zmienić. Teraz jest komunistożercą, radykałem prawicowym.

Po czwarte – część z tych osób, które w ewidentny sposób hamują dzisiaj proces lustracji Polonii to byli współpracownicy czy też kontakty operacyjne komunistycznej Służby Bezpieczeństwa. Do tej pory funkcjonowali w środowisku Polonii chicagowskiej jako „prawica”, ale teraz, gdy zagraża im dekonspiracja, robić będą wszystko, by maksymalnie zneutralizować negatywne dla siebie skutki lustracji Polonii.

Po piąte – antylustracyjne lobby prowadzi precyzyjnie zaplanowaną akcję opóźniania ujawnia dokumentów z IPN. Jeden ze znanych w Polsce historyków, który był etatowym pracownikiem IPN i równocześnie otrzymywał na badania dokumentów polonijnych w IPN pieniądze z jednego ze środowisk Polonii chicagowskiej (bardzo kontrowersyjnego), zamiast publikować nazwiska kapusiów komunistycznych, przez kilka lat tylko mówił, że to kiedyś zrobi. Dlaczego? Napiszę o tym przypadku szczegółowo w przyszłości.

Komunistom bardziej opłaciło się mieć swych agentów w polonijnych środowiskach niepodległościowo-patriotycznych, prawicowych niż w liberalnych, jako że liberałowie w latach 70. i 80. sami (świadomie lub nieświadomie) sprzyjali systemowi komunistycznemu. Zdeklarowani „prawicowcy” byli bardziej wiarygodni dla Polonii chicagowskiej. Wchodzili oni w struktury nie tylko Kongresu Polonii Amerykańskiej, ale przede wszystkim bardziej radykalnych organizacji, np. „Pomost”, a po 1989 roku do środowisk, które wspierały niepodległościowo-patriotyczną część polskiej sceny politycznej, np. reprezentacja Ruchu Odbudowy Polski w Chicago. Następnie rozbijali te organizacje od wewnątrz. Dzisiaj boją się dekonspiracji, dlatego będą robić wszystko, by ograniczyć do minimum niebezpieczne dla nich efekty lustracji Polonii.

8.88889
Średnio: 8.9 (9 votes)
portret użytkownika prof Rycho

prof Rycho: Cóż prawda.

prof Rycho:

Cóż prawda. Polonia, co sam zaznałem, jest odbiciem MARODU nad Wisłą-podzielonego od czasu zaborców i ogłupiałego. Wybito starannie ELITĘ NARODU, więc geny najlepsze, które go kreują, by Być WAŻNYM w świecie. Pozdr

Nie należy uprzedzać o oczyszczaniu Polonijnego środowiska

Łatwo będzie wygonić chore krowy z pastwiska
A tak mają czas na opracowanie planu
Bo szuje nie chcą schodzić z ekranu
Pozdrawiam