Komu to przeszkadzało?

kuter.jpg
Gospodarka

Koleżanka blogerka zgłosiła u mnie uwagę, że trzeba pisać o tym, jak się naszą biedną Polskę niszczy. Bliska koszula ciału, więc piszę o Gdyni i o tym, co było jej chlubą.Także następny bloger, niewątpliwy koneser, przypomniał rybne smakołyki, którymi się zachwycamy.
Przypominam więc ( uwaga Panie Smoku!), historię upadku jednego ważnego przemysłu.
.........................................
Moje młodziutkie miasto, Gdynia, miasto, które za trzynaście lat, dopiero 10 lutego 2026 roku będzie miało sto lat, ma w herbie swoim dwie złociste rybki przebite mieczem. Tym wyraża swoje ścisłe powiązanie z morzem, a nade wszystko, o czym zamierzam tutaj pisać, z rybołówstwem, a jeszcze konkretniej, z przetwórstwem ryb.

Kiedyś Gdynia była siedzibą Przedsiębiorstwa Połowów Dalekomorskich DALMOR, gdzie na 70 trawlerach dalekomorskich ponad dziesięć tysięcy rybaków odławiało ryby na całym świecie. Byliśmy potęgą. I wodziliśmy prym na najwspanialszych łowiskach – na Morzu Północnym, na Labradorze, żyznych wodach między Grenlandią i Kanadą, u wybrzeży Peru, u wybrzeży RPA i Namibii, w okolicach kanadyjskiego Vancouveru, oraz na Morzu Ochockim.
Potem wprowadzono zbójnickie prawo kaduka i na morzach utworzono tzw. strefy ekonomiczne, przez co z łowisk wywalono wszystkich obcych, pozostawiając tylko flotę krajów, do tych łowisk przylegających. Rozpoczął się powolny upadek połowów dalekomorskich. Niestety, w Polsce zdecydowanie za szybki. Poprzez nieudolność i zaniechania, a także przez zwykła pazerność i korupcję, połowy dalekomorskie upadły całkowicie.
Komu to przeszkadzało? I co się stało z tymi dziesięcioma tysiącami rybaków DALMORU, w większości rdzennymi Kaszubami?

Jak powyżej wspomniałem, Gdynia ma śledzie w herbie.
Gdy w zamierzchłych czasach, w latach 70-tych i 80-tych odbywały się lokalne trójmiejskie derby między piłarzami gdyńskiej Arki i gdańskiej Lechii imprezę zawsze rozpoczynał ceremoniał tworzony przez kibiców obu drużyn (pojęcie kibola wówczas nie istniało, podobnie jak GieWu).
Kibice Lechii wchodzili na bieżnię stadionu, gdzie odgrywali procesję pogrzebową, niosąc na czele powieszonego na szubienicy śledzia.
Na taką zniewagę gdynianie wpadali w szał i w odwecie ryczeli tysiącem gardeł – "Czy to prawda, drogi ojcze, że Lechiści to volksdojcze? Prawda, prawda drogi synu, trzeba tępić sq...synów!!!".
Atmosfera była podniosła i radosna i budowlańcy z gdańska nie byli w stanie upokorzyć gdyńskich rybaków. Zresztą zazwyczaj sromotnie przegrywali. Szczególnie, gdy w Gdyni grali – najlepszy napastnik wszechczasów w Polsce Andrzej Szarmach i najlepszy w historii rozgrywający, Janusz Kupcewicz, niedoceniony przez naszych selekcjonerów.

Tak, Gdynia rybą stała. A my mieszkańcy, gremialnie odwiedzaliśmy Targową Halę Rybną, bodajże jedyną taką w Polsce. Dodatkowo w Gdyni było jeszcze pięć sklepów rybnych. Teraz nie ma już ani jednego. Hala na szczęście stoi i pracuje.

Była też Gdynia siedzibą największego w Polsce i jednego z największych w Europie zakładu przetwórstwa rybnego – Gdyńskich Zakładów Rybnych. Przeżywały one również w latach 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku wspaniały rozkwit.
Warto o tym przypomnieć, gdy króluje miernota zachodnich firm.
W najlepszym okresie GZR posiadały pięć siedzib – na ulicy Św. Wojciecha, oraz niedaleko, już na terenie portu rybackiego dwie, oraz dwie na Chyloni. Przerabiano tutaj ryby świeże: dorsza, śledzia, makrelę i szprotki. Ryb było pod dostatkiem i to pierwszej jakości.
Wytwarzano konserwy w sosie własnym, w pomidorach i w olejach aromatyzowanych. Oraz sałatki rybne. Dział garmażu produkował wyśmienite ryby w galarecie, w różnych sosach oraz marynaty. Wędzarnia wędziła wszystkie ryby. A tranownia przerabiała odpady na cenne oleje.
To był na prawdę szeroki asortyment. Produkty znajdowały chętnych nabywców w całej Europie. A nawet przyjeżdżali kupcy ze Stanów Zjednoczonych i Kanady. Wszystkie produkty miały bardzo wysoką markę.
GZR miały swój własny Zakład Naukowo – Techniczny, gdzie nieustannie pracowano nad nowymi produktami.
Produkowano autentycznie rarytasy. Może starsi czytelnicy jeszcze pamiętają firmowe puszki "Antipasto", gdzie rybki były ręcznie układane na krzyż i ozdobione paseczkami czerwonej papryki i zielonym groszkiem. Teraz pewnie byłyby sprzedawane w najdroższych delikatesach, za niemałą sumę. Praktycznie wszystkie produkty były natychmiast sprzedawane i lwia ich część trafiała na eksport. Te zakłady to była perełka w branży spożywczej. Przed świętami i popularnymi imieninami ustawiały się długie kolejki, by zamówić półmisek szczupaka faszerowanego w galarecie. Albo dorsza po grecku, czy cudownie, ręcznie robione rolmopsy z marchewką i ogórkiem w środku.
GZR miały zresztą w centrum Gdyni na reprezentacyjnej ulicy 10 Lutego swój własny sklep firmowy oraz rybną restaurację "Aloza". Zawsze tam było pełno. Kucharze potrafili wyczarować najwspanialsze danie ze świeżej ryby. Jeszcze dzisiaj, na samo wspomnienie, nie mogę opanować wzruszenia po tych forszmakach, czy dorszach z kluseczkami po cygańsku.

Towarzysz Gierek żywo interesował się zakładami i rybami. Mając takie wspaniałe zaplecze można było eksperymentować.
W tym czasie GZR rządził dyrektor Bolesław Kępa i główny technolog inż. Pindelski.
Towarzysze z KC łyknęli pomysł, jaki przedłożyli inżynierowie Stala i Krasowska i przy Gdyńskich Zakładach Rybnych postanowiono wybudować przetwórnię kryla, malutkich raczków, lub precyzyjnie krewetek, pokarmu wszystkich dużych poważnych wielorybów.
Cały cmyk polegał na tym, że należało oddzielić malutkie ciałko krewetki od jej chitynowego pancerzyka. I to na skalę przemysłową. I to właśnie wymyślili i opracowali Stala i Krasowska, na długo przed Japończykami i Amerykanami. Zakład przetwórstwa kryla, popularnie nazywany w prasie i oczywiście w Gdyni "Białko" powstał w tempie, że Tusk i obecny rząd chyba by się rozchorowali, ale towarzysz Gierek, to nie była taka miernota, jak współczesne platfusy.
Zapomniałem dodać, że ciało kryla, to w 98 procentach czyste przyjazne człowiekowi białko. A pancerzyk, chityna, też ma wiele zastosowań w przemyśle kosmetycznym i farmaceutycznym.
Potrafiliśmy? Potrafiliśmy.

Nie ma już "Białka", nie ma już Gdyńskich Zakładów Rybnych i nie ma morskich rarytasów rodzimej produkcji.
Rozpiździach transformacji, grabienia i likwidowania rozwalił to wszystko. Tysiące ludzi znowu poszło na bruk. Kilkunastu się nachapało i jeździ Bentleyami. Nie ma produktów godnych królewskich stołów.
Upadek na całego. Komu to przeszkadzało? Na zwolnione miejsca ochoczo wskoczyli Niemcy, Duńczycy i Norwegowie. Różne tam Lisnery i King Oscary. Po jakie licho mają sobie Polacy produkować swoje i nawet lepsze, jak mogą przystąpić do międzynarodowego chłamu i spożywać tą powszechną paszę a nie jakieś tam frykuśne frykasy.
Cała infrastruktura została zniszczona i jak to młodzi mówią poszła się walić.
Port morski z DALMOREM i GZRem zostaną kompletnie wyburzone, a nad morzem powstaną piękne apartamenty dla lemingów i bogaczy, bo Gdynia już rybactwa nie potrzebuje. Sprowadzi się pangę z Chin. I chorego Łososia z Norwegii.
Tak, jak obecna ekipa, z Trójmiasta przecież, stoi dupą do morza, nie stał nikt przed nimi.
Rozwalono stocznie, onegdaj najnowocześniejsze na Bałtyku, rozwalono marynarkę handlową. No i rozwalono rybołówstwo i rybne przetwórstwo.
Może towarzysz Gierek, dlatego, że był ze Śląska tak się fascynował rybami?

7.1875
Średnio: 7.2 (16 votes)

@@@

Z góry uprzedzam prawdopodobne zarzuty - nie jestem zafascynowany Gierkiem i komuną! To była tragedia. Lecz porównując z rządami Tuska, nie wiem doprawdy, co było gorsze.
Gierek w niszczeniu kraju, to przy Tusku mały pikuś.

Pozdrawiam

portret użytkownika matka trzech córek

...I tylko westchnąć"

za tym, co odeszło.
Za "towarzysza Gierka" rybna Gdynia kwitła.( Nuta ironii)
Rozumiem, że Autor skupił się na historii "wczorajszej", bo tę pamięta.
Tekst zaintrygował mnie na tyle, że pospieszyłam ku google i innym źródłom, by dowiedzieć się nieco o przedwojennej Gdyni. W szczególności interesowało mnie przetwórstwo rybne:)
Niestety, poza wzmiankami, że takowe istniało, nic więcej nie znalazłam.
Może Autor mnie oświeci?
Z góry dziękuję.
Tekst świetny. Opis "pojedynku kibiców" rewelacyjny:)
10

"Rybna Gdynia"

Witam

Przyznam się, że o przedwojennej Gdyni w dziedzinie rybołówstwa wiem niewiele.
Oto, co wiem.
Nie było rybołówstwa naprawdę dalekomorskiego. Wiem ze słyszenia, że najwięksi i najbogatsi rybacy wypuszczali się na Morze Północne,pod Anglię.
Rybacy łowili głównie na Bałtyku, a przystanie rybackie były w Gdyni, Orłowie i na Oksywiu. Te dwie ostatnie ciągle istnieją.
Przetwórstwo też raczej było chałupnicze. Zajmowali się tym sami rybacy i praktycznie każdy miał swoją wędzarnię.
A garmaż to już robiły sobie same gospodynie. Zresztą te najlepsze przepisy pochodzą właśnie z przed wojny.

Pozdrawiam

świetna notka

Doprawdy, łza się w oku kręci. Wyroby z Alozy i ze sklepu firmowego były absolutnie pierwszej klasy.
Gdynia to teraz zupełnie inne miasto, straciła bardzo wiele ze swego charakteru. Nadal jest ładna, może nawet ładniejsza, ale taka jakaś pusta...
Czy Port też już sprzedany?
Pozdrawiam z 10.

  Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

@ Jazgdyni...

... Januszu, może napiszesz coś więcej o tym wspaniałym miejscu na Ziemi, jakim jest Gdynia ?!!
Może pojawi się jakiś Drugi Eugeniusz Kwiatkowski ?
Trza przeszukać Kraków ... może już ma 40 lat ?
Pozdrawiam,
spokojnego Czasu na lądzie,
Marek
ps.
.... cieszę się, jestem rad, że jesteś z Niepoprawnymi !
pps.
..... ja też wysłałem 10*

"Gdynia [...] straciła bardzo wiele ze swojego charakteru"

Oj tak, to już nie to samo miasto.
Wprawdzie to podobno najbogatsze miasto w Polsce i rolnicy, właściciele kompletnych, ale malowniczych nieużytków stali się milionerami, to jednak wielki napływ nowej ludności i upadek gospodarki morskiej, drastycznie zmieniły charakter miasta.
Oprócz garstki zapaleńców, nikomu już nie zależy na Gdyni, jako bramie do morza i do świata. W sposób najbardziej drastyczny, tą niechęć do morza pokazuje Tusk i jego ekipa. A przecież Tusk, to niby Sopocianin. Ale cóż, chłopaki z podwórek Wrzeszcza nienawidzili wszystkiego co związane z morzem.
Nie jestem pewien, ale chyba Port też już jest sprzedany. Długoletnim prezesem był po transformacji znany działacz ZMS.

Serdeczności

ad: chłopaki z podwórek Wrzeszcza

Czy to jest przejaw wiecznych antagonizmów Gdynia - Gdańsk?
:)

  Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

Pewnie coś w tym jest.

To chyba ma tło historyczne z okresu międzywojnia.
Pewne napięcie jest stale widoczne. Nawet na najwyższych szczeblach władzy.

To Józiek

Łosoś z Norwegii jest chory?

Nie chlipajmy za mocno, bo się przypomną pomarańcze od Fidela o smaku dziwnym  i gorączkowe doniesienia o statku wiozącym cytryny na święta.

I kupowanie dolarów u cinkciarza, żeby szynkę Krakus nabyć.

I gazety pełne kaszanki  oraz naszej potęgi. Kryla w sklepach nie widziałem, ale wszędzie w mediach było go pełno.

No i komu to przeszkadzało?

Strzelało się z karbidu, grało w kolarzy deklami pasty do butów albo kapslami. Grało się w grzyba pilnikiem i w klasy na chodniku. Żarło kiełbachę z tzw. punktu gastronomicznego, z którego kradło się węgiel drzewny na czarny proch ( saletra potasowa była po 2,10 zł 100 gram, siarka z zakładów obuwia).

A Polo-Cockta??? Jezu, co to był za napój.

No , no i komu to przeszkadzało?

Ja też,

nie tęsknię za tamtymi czasami. Gdy ktoś mi mówi, że za komuny było lepiej to żal mi po prostu gościa. W tym jednak przypadku jazgdyni wspomina "Dalmor" i "GZR" które zostały zlkwidowane a raczej rozkradzione. I w tym kontekście jest ta notatka. No chyba,że jest coś między wierszami a ja ślepok tego nie widzę. Od siebie tylko dodam, że powinno się rozliczyć tych wszystkich, którzy doprowadzili do bankructwa i zmarnotrawienia wielu dobrych polskich firm. Ale jak widać to wielu nie przaszkadza.

Każdy widzi, co mu pasuje

Ja widzę notkę o Gdyni. Ty widzisz notkę o PRLu. Na tej zasadzie, pisząc o świetności każdego miasta, które rozkwitło w PRLu, okaże się, że chwalimy dawny ustrój. Przecież to paranoja.
Gdynia była wioską rybacką, miasto było pobudowane od piachów w II RP, a więc tak wiele w ciągu kilkunastu lat się nie wydarzyło i siłą rzeczy, mówiąc o Gdyni, PRLu wspomnieć nie sposób. To co, lepiej w ogóle nie mówić?

  Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

Lotna,

dziękuję za nowe okulary.

Pozdrawiam

Lupo,

banał zasunę: "lepszość to rzecz względna".

Oczywiście, że notka Jazgdyni jest bardzo celna, z akcentami na dobro i markę, jaką można było zdobyć także za Gierka a poźniej to bezpowrotnie stracić.

Nie wiem, na ile te specjały rybne były godne światowych stołów, ale ufam, że Autor wie, co pisze. Nigdy nie byłem w Gdyni, nie mam żadnych porównań czasowych.

Jasne, że żal tych trawlerów-przetwórni dających pracę tysiącom ludzi.

Po cichu rozpieprzono kawał gospodarki.

Da się to jeszcze wyjaśnić, wskazać odpowiedzialnych? To pytanie do Autora, ma teraz dużo wolnego czasu którego ciągle mu zazdroszczę

PS. Chyba jesteś od "wilka" ; śmiesznie się do Ciebie zwracać per "Lupo".

Jak do "Lupy" zmieniającej wielkość obrazu; ale to też ładnie.

Pozdrawiam

//Po cichu rozpieprzono kawał gospodarki.//

Pewnie można by się dowiedzieć...
Ale trzeba by przesłuchać paru ludzi. Np. pana Janusza Lewandowskiego, właśnie z Gdyni.

Jak skończyłem pracę w polskiej żegludze, to PLO (Polskie Linie Oceaniczne) miały 174 statki! Wyobrażacie sobie!?
Toż to ogromy majątek! 15 tysięcy załóg pływających i 10 tysięcy pracowników lądowych.
Gdy w 1990 roku wróciłem ze Stanów, PlO było właścicielem 4 statków. Reszta wyparowała???

torpedo.

masz rację to od "wilka". Mój pies jamnik szorstkowłosy też nosi to imię tylko z charakteru wilka nic nie posiada. Kręci ogonem i cieszy się na widok każdej osoby. No może nie każdej bo nie przepada za wizytami weterynarza.

Pozdrawiam.

Kurde przypomniałeś.

Niedawno padł na serce Maksiu, wielki psiur znajomych.

Darł się na mnie, dopóki byłem za płotem.

A jak już wpuścił, to trącał nosem tak, że o mało nie przewracał ( ważę ze 100 kg) ,

żeby go drapać za uszami.

I nie wypuszczał zagradzając cielskiem bramkę.

Owczarek, 11 lat, pełna opieka wet., ot - ganiał wzdłuż płotu przekomarzając się z takim małym wkurwiającym kundelkiem. Nagle jakby mu zabrakło oddechu; próbowano jeszcze masażu, ale na nic.

Fajny pies był. Rodzina znajomego tydzień się zbierała ze smutku i łez.

Hej.

To się

ciut przestraszyłem bo mój Lupo ma też 11 lat i ostatnio jakby mniejszą ochotę na spacery.  Natomiast na drapanie każde miejsce u niego jest dobre. Tak ,tak do psa można się może jeszcze bardziej "przywiązać" jak do człowieka.

Dobrze wnioskujesz

To jest tekst o rozkradaniu Polski. Pierwszy z cyklu. Będą następne.
Zaganiani, z głowami zamulonymi sieczką medialną, nie widzimy jak zrujnowano gospodarkę polską. Wszystko, czym kiedyś się chwaliliśmy: - kopalnie, huty, przemysł włókienniczy i odzieżowy, fabryki aut i maszyn, stocznie, porty i rybołówstwo.
TEGO JUŻ NIE MA! Albo właścicielem jest jakiś hinduski maharadża (huty Mittel).

Ps. W żadnym wypadku nie tęsknię za tamtymi czasami, ale w obecnej Polsce, też nie jest mi za dobrze.

Pozdrawiam

Niektórzy widzą

jak się rozkradało.

Niestety, sporo jest beneficjentów złodziejstwa. Za sporo.

Stąd wyniki takie -  dodaj małych cwaniaczków do urzędników i ich rodzin i otrzymasz elektorat Donobula.

Aktualna Polska daje paszport. To już dużo. Nie jesteś w klatce.

Sieczka medialna? Wypieprz telewizor, jako i ja uczyniłem rok temu.

Pozdrawiam

Tak, po prostu się rozkradało.

O tym będzie cykl tekstów.
Kiedyś się mówiło, ze to wszystko w kraju, to podobno nasze, wszystkich obywateli.
Okazało się, że nie - to było tylko dla paru cwaniaków, tych, co z dnia na dzień, ze zwykłego kierownika, czy I sekretarza POP PZPR, stawali się właścicielami przedsiębiorstwa.
Znam setki przykładów.
To nowa klasa właścicieli Polski i twardy elektorat przekrętasów ferajny Tuska.

To wszystko szczera prawda!

Polo-Cocta to już późny etap. Najpierw była oranżada w butelkach wielokrotnego użytku i szklane syfony nabijane wodą sodową.
A my, szczeniaki zajadaliśmy się oranżadą w proszku. Rarytas!
Rany...
Wygląda na to, że całe nasze dzieciństwo, jak Polska długa i szeroka, było identyczne.

Pozdrawiam

portret użytkownika tańczący z widłami

Ryby

W "kastę" i "ściankę" (rzucanie pieniążkami) też dzisiaj nikt na podwórkach nie gra i dziewczynki w gumę nie skaczą.
O własnoręcznym zrobieniu i strzelaniu z procy (podstawy samoobrony "w razie Niemca"), to już w ogóle nie mam mowy. Wspinanie się na drzewa, zabawa w Indian i kowbojów, też odeszła w niebyt.
Wszystko się zmieniło................. i tylko ryby i tylko ryby i tylko ryby żal.

Pozdrawiam

P.S. Dziś pieniądze (prze)rzucają banki, a temat "gumek" porusza się z pięciolatkami w przedszkolach zgodnie z naukami gender.
NIEPOPRAWNY INACZEJ

Dzieciaki za komuny (czyli my)

Pewnie znowu dostanę naganę za autoreklamę.
Jest solidne grono pań i panów, wybitnie poważnych, którzy już od półtora roku kultywują wspomnienia i opowiastki z minionej epoki, w stylu kompletnego pure nonsensu i montego pajtona.
Pisze się właśnie tom XIV i każdy z poprzednich miał grubo ponad tysiąc komentarzy. Czyli w sumie to ponad 20 tysięcy komentarzy i milion odsłon.
Tutaj podam dostęp do tego XIV rozdziału, z przeproszeniem redakcji i zastrzeżeniem, że to groteska, a nie żadna konkurencja.

http://klubdyletantow.blogspot.com/search/label/...

Nazwa całości to oczywiście Jaja Bzdyklaczy.

W odróżnieniu od twórczości pana Marcina Brixena, tutaj pisze wielu blogerów i wątek jest przypadkową kontynuacją.

Polecam

Re: Komu to przeszkadzało?

W czasach Gierka ryb w różnej postaci może było dużo na Wybrzeżu, ale w interiorze było kiepsko, nawet z karpiem na Wigilię. W niektórych instytucjach zamawiały je działy gospodarcze i rozprowadzały wśród pracowników. Podobnie jak śledzie (te również przed Wielkim Piątkiem).
W Warszawie nie ma porównania z dawnymi czasami. Znajomi mieli kota i mieli często problem z kupnem ryb, bo kot podobno musi (ludzie miekoniecznie?), mimo że na tej samej ulicy mieli sklep rybny (Whiskasa czy innych takich wtedy nie było).

Tak, ale za to - trzeba przyznać - jak się trafiła np. ryba wędzona, to była pychota. Teraz mi zupełnie nie smakują, chociaż jest ich pod dostatkiem. Podejrzewam, że nie są wędzone, tylko moczone w czymś udającym zapachowo i smakowo wędzenie, tak jak to jest - podobno - z wędlinami. Żeby było szybciej.

Re: Re: Komu to przeszkadzało?

Proszę wybaczyć, że ja nie o przemyśle, tylko bardziej przyziemnie, ale tylko o tym mam jakie takie pojęcie, a w sprawach większych nie czuję się na tyle kompetentna, żeby coś dodać od siebie.

a na Wybrzeżu

były smażalnie, w których można było kupić świeżutką rybę, prosto z patelni. Teraz za to są makdonaldy i inne paskudztwa. POstęp.
Karpie rybami morskimi co prawda nie są, ale też nie było większych problemów i zawsze coś tam pływało w wannie pod choinką. :))

  Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

Niestety, masz rację

Miałem w ręku preparat, który się nazywał, bodajże "Ekstrakt dymu olchowego". Więc też mam wątpliwości, czy obecne wędzone ryby są tradycyjnie wędzone.
Niestety, najbardziej to bije po kieszeni, gdy człowiek chce sobie przypomnieć największy rarytas, który kiedyś smarowało się, jak masełko, czyli wędzonego węgorza. Teraz, nie wiem, chyba już ponad 100 zł za kilogram, bo kochają go też Niemcy i Duńczycy.

portret użytkownika andruch2001

Może też ktoś opisze ....

Witam

Z uwagą i zaciekawieniem przeczytałem powyższy tekst. Przedstawił Pan w sposób niezwykle ciekawy historię miasta , które jeszcze do niedawna było naszą chlubą a i oknem na świat. Gdynia to tylko jedno z wielu miejsc dotkniętych tą komuszo-libertyńską ideologią "przekształcania" - tego co dotychczas dobrze służyło ludziom - na inny - lepszy w ich mniemaniu model , taki , który będzie od tego momentu służył ale tylko - wybranym - "IM" właśnie..

Nie na darmo ukuło się mądre powiedzenie iż :
"lepsze jest wrogiem dobrego" //

Jak powiadał "ojciec" polskiej reprywatyzacji ( K.Bielecki)
- "Pierwszy milion należy ukraść//"

Może też ktoś opisze sposób "przekształcania" Państwowych Gospodarstw Rolnych ( PGR-ów) w spółki ..
Dlaczego nie pozwolono powołać do życia akcjonariat pracowniczy ( Dlaczego Banki takim spółkom nie udzielały kredytów ?) itd//

Na wiele z tych pytań nie znamy jak do tej pory poprawnych odpowiedzi...

pozdrawiam

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart
Andruch z Opola
http://andruch.blogspot.com

Przekształcanie

Ja jestem przekonany, że to nie nasza własna polityka. Sąsiednie kraje i ich koncerny dążyły i dążą do likwidacji niebezpiecznej konkurencji.
Tak było na 100% przy likwidacji przemysłu stoczniwego, który zagrażał zbankrutowanym stoczniom w byłym DDRze, nabytym przez potentata Kvearnera.
Polska ma mieć 15 mln ludności, nie być krajem przemysłowym, tylko dostarczycielem taniej siły roboczej,

Pozdrawiam

Gierek mimo że działał jako przedstawiciel czerwonych

Nie sprzedał Polski dla czerwonych band uzbrojonych
Próbował otworzyć okno na zachodnią część Europy
Za to Tusk zadłużył Kraj kopiąc groby
Nawet czerwoni nie zniszczyli Polski jak banda
Za to należy się stryczek , to granda
Kupcewicz to wychowanek Warmii Olsztyn, kiedyś rozkradanej
Przez mających wsparcie czerwonej "elyty" nam danej
Pozdrawiam