Moskwa nigdy dobrowolnie się nie cofa

Świat

Po wizycie Sarkozy’ego w Tbilisi wielu komentatorów uznało, że wojnę w Gruzji szczęśliwie udało się zakończyć. Niestety, to tylko pobożne życzenie.

Na razie wojna trwa, a Rosjanie przypominają, że mogą w każdej chwili wznowić naloty i operacje lądowe.

Rosja pod naciskiem USA i przywołanej przez Busha do porządku Unii Europejskiej musiała zatrzymać marsz na Tbilisi i powiedziała, że rozpocznie rozmowy pokojowe. Polacy dobrze jednak wiedzą, że jak Rosja mówi – to mówi. I tyle.

Na razie nic się nie zmieniło. Wojska rosyjskie okupują już nie tylko Osetię i Abchazję, ale i strategiczne punkty w samej Gruzji. Nawet najwięksi optymiści nie wierzą, by zechciały się dobrowolnie wycofać. Dlaczego Moskwa miałaby rezygnować z tak skutecznego instrumentu nacisku na kawkazkich banditow?

Moskwa nigdy się cofa – taka jest doktryna rosyjskiego militaryzmu. Tym razem ma poważne powody, by przeczekać międzynarodową burzę i ruszyć znów na Tbilisi. Wyliczę te powody:

Po pierwsze – rozejm przeszkodził Rosji w osiągnięciu strategicznego celu wojny. Jest nim obalenie pro-NATOwskiego prezydenta Saakaszwilego i osadzenie w Tbilisi reżimu, który nie odważy się współpracować z Ameryką .

Po drugie – rozejm nie załatwił sprawy rurociągu Baku-Ceyhan.

Po trzecie – powrót do sytuacji sprzed 7 sierpnia oznacza nieuchronne wznowienie walk w Osetii i Abchazji, bo ogniska konfliktów palą się w najlepsze. Gdyby Rosja wycofała się z Abchazji i Osetii, oba rosyjskie protektoraty padłyby zapewne ofiarą jakichś partyzantów czy ochotników po cichu wspieranych przez Gruzję. Gdyby natomiast zatrzymała swych żołnierzy w Cchwinwali, Suchumi i w wąwozie Kodori, rzuciłaby ich po prostu na pożarcie wilkom. Jeśli Kreml chce panować nad Abchazją i Osetią, musi okupować Gori, Poti i jeszcze wiele innych miejscowości. A przede wszystkim musi obalić Saakaszwilego, o czym wspominałem w pierwszym punkcie.

Po czwarte – wojna miała być bezlitosna nauczką dla postsowieckich sąsiadów. Powstrzymanie Rosji przez międzynarodowy nacisk przekreśli pedagogiczny efekt agresji na Gruzję. Co gorsza – wyszło nawet na to, że „bliska zagranica” nie da sobie dmuchać w kaszę. Moskwa nie może tolerować bezczelności Warszawy, Wilna, Rygi, Tallina i Kijowa. Zwłaszcza Kijowa! Jeśli buntownicy nie dostaną nauczki, a wojska Rosji wrócą jakby nigdy nic do domu, wniosek będzie tylko jeden: Kreml przegrał tę konfrontację. Na coś takiego Putin i jego ulubiony błazen Miedwiediew nie mogą sobie pozwolić, bo doszłoby do buntu russkich gienierałow. A tak naprawdę to oni w Rosji rządzą ( no i Gazprom!)

Po piąte – gdyby rozejm w Gruzji zakończył się jakimś pokojowym rozwiązaniem konfliktu, mogłoby dojść do powstania systemu zbiorowego bezpieczeństwa na południowych flankach Rosji. Być może przyspieszyłoby to nawet przystąpienie Ukrainy i Gruzji do NATO albo znalazłaby się jakaś inna formuła pozwalająca ominąć słowo NATO. Można sobie np. wyobrazić jakieś dwustronne porozumienia z USA czy obronny pakt państw zagrożonych przez Moskwę. Po sierpniowej agresji na Gruzję cała bliska zagranica - Ukraina, Azerbejdżan, republiki bałtyckie, ale i Polska - wie, że teraz już nie ma odwrotu.

Za pierwszym szaleństwem Kremla, zwykle idzie drugie, trzecie – aż do katastrofy. Moim zdaniem bardzo realna jest długotrwała zawierucha na Zakaukaziu, której nie uda się zapobiec metodami stosowanymi przez EUnuchowatych dyplomatów. Moskwa rozumie tylko język siły, bo sama mówi tym językiem. Na razie Europie i światu grozi więc przewlekła wojna w czeczeńskim stylu.

Mogłaby jej zapobiec tylko bardzo twarda riposta Stanów Zjednoczonych. Trzeba też uniemożliwić Unii Europejskiej załatwienie pod stołem transakcji sprzedaży Gruzji. Wyprawa do Tbilisi prezydentów czterech państw UE z prezydentem Ukrainy na dokładkę mocno utrudniła ruchy brukselskim naśladowcom Chamberlaina, a tym samym zachęciła amerykańską dyplomację do uderzenia pięścią w stół.

Być może okaże się, że prezydent Kaczyński dzięki swej determinacji i odwadze uratował pokój. Bo przecież wciąż jeszcze jest szansa, że Moskwa w obliczu twardych retorsji Zachodu zrozumie swą słabość, podkuli ogon i wróci za Kaukaz.

8.04
Średnio: 8 (5 votes)

Kolejna żółta kartka od Busha

Rosja zobowiązała się, że konflikt w Gruzji zostanie zakończony. Rosja musi dotrzymywać słowa i działać tak, by zakończyć kryzys z Gruzją - powiedział amerykański prezydent George W. Bush w specjalnym oświadczeniu.
Amerykański prezydent wyraził zmartwienie najnowszymi doniesieniami z Gruzji, w tym informacjami na temat blokowania przez pojazdy rosyjskie dostępu do portów i wysadzania statków, które w tych portach się znajdują.

- Wszystkie siły mają obowiązek chronić ludność cywilną. Ameryka solidaryzuje się z Gruzinami i chce zakończenia konfliktu - powiedział George W. Bush. Prezydent dodał, że sekretarz stanu Condoleezza Rice pojedzie do Tbilisi, by okazać wsparcie władzom Gruzji.

Prezydent USA poinformował również, że amerykański sekretarz obrony Bob Gates otrzymał zlecenie rozpoczęcia działań humanitarnych. - W tej chwili samolot z pomocą humanitarną jest w drodze, zostaną również uruchomione siły morskie - powiedział Bush.

Amerykański prezydent dodał, iż USA oczekują od Rosji, aby nie utrudniała organizowania i dostarczania pomocy humanitarnej. - Oczekujemy od rosyjskich sił zbrojnych wycofania się z Gruzji - stwierdził Bush.

- Działania Rosji stawiają pod dużym znakiem zapytania jej zadania w rejonie. Rosja prowadzi w Gruzji działania ewidentnie niespójne z wcześniejszymi zamierzeniami - powiedział George W. Bush. Dodał, iż USA oczekują od rosyjskich sił zbrojnych wycofania się z terytorium Gruzji.

Źródło: http://wiadomosci.onet.pl/1806792,12,item.html

portret użytkownika Danz

@Rewizora

"Mieli do wyboru wojnę, lub hańbę, wybrali hańbę, a wojnę będą mieli także."

— Winston Churchill

Historia się powtarza, a kolejne generacje popełniają błędy swoich ojców i dziadków. Różnica jest taka, że w XXI wieku potencjalny konflikt może zmieść ludzkość z powierzchni planety.
Pozdrawiam.

rewizor, Sarkozy w pośpiechu "załatwił" pokój

Sarkozy odbył podróż sentymentalną do Moskwy i odtrąbił światu
pokój. A w tym czasie sowieckie czołgi rozjeżdżają ziemię gruzińską a pijane watahy ochotników-ormowców grabią dobytek Gruzinów.
pozdr