JKM. Koniec wątpliwości co do wypadku pod Smoleńskiem.

portret użytkownika Bacz
Notka

http://korwin-mikke.pl/blog/wpis/koniec_watpliwo...
Komentarz mój
Wieża nie zakazuje lądowania w wypadku mgły, a to dlatego, że każdy samolot, a nawet pilot (!) ma inne minimum widocznosci
potrzebne do lądowania . Pilot wie jakiej widoczności potrzebuje i on podejmuje decyzję. Wieża podała widoczność 400 m w poziomie i 50 w pionie, a ten samolot
potrzebował 1000/100. Koledzy z JAKa podali pilotowi widoczność 200. Wieża podaje widoczność z wieży, a pilotowi jest potrzebna widoczność lotniska z punktu podejmowania decyzji który dla tego samolotu wynosił 1000 m. przed początkiem pasa. Zwykle wieża jest połowie pasa i może być przypadek że ta mgła jest rzadsza przed lotniskiem niż na lotnisku. To jest drugi powód że wieża nie zabrania lądować , tylko podaje widoczność a decyzję podejmuje pilot.
Bacz

1
Średnio: 1 (9 votes)

.

JK-M: "nawigator spojrzał na jeden z przyrządów pokazujących wysokość. Był to nawigator, który na Tu-154M latał dopiero 20 godzin! Spojrzał akurat na ten przyrząd, który pokazuje odległość od ziemi pod samolotem – i wyszło, ze są za wysoko, by zejść na początek pasa. Krzyknął do pilota, by się zniżył – i ten to wykonał."

Komentarz mój: nawigator pewnie w życiu nie widział "przyrządu pokazującego"... a powinien przecież spojrzeć akurat na ten przyrząd, który pokazuje odległość od ziemi nad samolotem... Bo było wiele wysokościomierzy, a każdy pokazywał co innego... no i tak zaczarowano śp. pilota...

JK-M jak zwykle nie do pobicia w robieniu ludkom sieczki z mózgu...

JKM - studium porażki rozumu w walce z intelektem

To ma swoistą wartość JKM w roli pożytecznego idio... - tym bardziej niebezbiecznego że wyposażonego w inteligencję...

Jak widać potwiedza się twierdzenie że wysoka inteligencja bez kontrolującgo ją rozumu jest niebezpieczna tym bardziej im jest wyższa.

JKM - ulega albo świadomie manipulując - podjście optymistyczne - albo nieświadomie autoiluzji powtarzając ścinki informacji, które wypływ do opinii publicznej wg mnie nie jest ani przypadkowy ani nieprzefiltrowany.

By najmniej! Jest od samego początku dozowany, sekekcjonowany i racjonowany. W sposób niewiele mający z przypadkiem mamy do czynienia z wielością, nadmiarem informacji, inormacji - fatalnej jakości! To trzeba koniecznie dodać i o tym pamiętać!

Selekcja prawdziwych faktów jest najsilniejszą ze znanych manipulacji jaki w ogóle istnieją. Jest dlatego tak skuteczna, bo opiera się (żongluje, selekcjonuje) o prawdziwe lub uważane za "sprawdzone" fakty. Stan przefiltrowania przez zamysły manipulatora, staje się niewidoczny w momencie przekroczenia, czy wygenerowania, pewnego minimalnego szumu informacyjnego, przekroczenia takiej minimalnej "masy krytycznej" intensywności kulis dezinformacji, takiej minimalnej wielości równolegle wiarygodnych hipotez powodujących zanikanie pktów orientacji.
docierających

Mózg dokonuje oceny zaczynając od wyselekcjonowywania różnic w docierających informacjach - tu wersjach. Dalej bazuąc na budowaniu relacji do konteksu i między poszczególnymi docierającymi elementami, próbuje dokonać intuitywnej oceny (heurystyka rekongicyjna)i ważyć te różnice przez wcześniej zebrane dościwadczenia życiowe, zagniżdzonych neuronalnie głęboko w dolnych częściach kory mózgowej. Są one niedostępne dla górnych części kory gdzie umiejscowiona jest świadomość, czyli ocena dokonuje się na pzieomie głęboko nieświadomym.

Na ten proces decydujący wpływ mają wcześniej zebrane programy, fakt ich powtarzania spycha je głębiej w nieświadomość, to ma ten efekt, że działają one automatycznie i bez wysiłku, ale są w pewnym sensie przeciwdostosowawcze tzn działają w podobny sposób nie zależnie od zmieniających się okoliczności. Takich strategii oceny jest w podświadomości więcej i konkurują ze sobą w procesie intuitywnego slekcjonowania i oceny faktów jako ważne i mniej ważne.

Drugim czynnikiem - niekiedy piewszym - są emocje i system limbicznego nagradzania. Oszczędzę szczegółów - efekt jest taki że przy panującym szumie informacyjnym, równym prawdopodobieństwie wystąpienia wielu wzajemnie wykluczających się scenariuszy, czyli równoległości hipotez człowiek traci orientacje i chwyta się dyktowanych przez wcześniej zebrane doświadczenia przemanażane przez poziom emocji pzysłowiowych brzytw jak tonący w wodzie.

Z braku wystarczających informacji i przy presji pojęcia decyzji idzie na łatwizne i zamiast powiedzeć: "rzeczową ocenę mam za moało danych wejściwoych" zaczyna nadawać emocjonalnie jednej z sprzujających jego doświadczeniu i aktulanemu stnowi emocjonalnemu, większą waratośc końcową decydując się że, aby zakończyć stan niepewnoeści (przypominam strach przed nieznanym jest drugim co do wielkości strachem jaki człowiek w ogóle potrfi mieć, zaraz po strachu przed śmiercią), aby zakończyć werszcie stan napięcia, stan niepewności, konfrontacji z nieznanym, decyduje się ostatecznie do wcześniej tylko wstępnie i chwilowo uprzywilejowanej wersji - ty hipotezy. I wreszcie mózg może odsapnąć, odpocząć po wielkim napięciu i strsie.

Tu mogą nastąpić inne ciekawe procesy. Np zaatakowany argumentami, autor początkowo tylko w jakimś tam porcencie "pewnej" hipotezy będąc w sytuacji konieczności obrony własnego stanowiska, zaczyna we własnej pamięci tak sekcjonować wcześniej docirające info, że wyciąga na wierzch te które potwerdzają, a mechanizmami wyperania spycha te które przeczą bronionego stanowiska. I dzieje się to już często na poziomie tuż pod horyzontem świadomości, tzn "milimeter" za grnicą międzi świadomym wyborem i oceną a nieświadomymi, intuitywnymi procesami selekcji i oceny.

Dlatego nie można go oskarżać o świadomą manipulację, ale raczej o uleganie swego rodzaju rekgnitywnej autoiluzji.

Dla wszystkich - mamy za mało informacji, srawdzonych, rzetelnych ... na bazie których moglibyśmy podjąć sensowne decyzje i dobrze jest dokładnie tak ten stan rzeczy przyjąć do wiadomości: "za mało sprawdzonych danych abym mógł/mogła sensownie, rzetelnie odpowiedzieć na rozdzierające mnie pytanie o przyczyny, przebieg i ocenę konsekwencji katastrofy"

I to ten stan rzeczy należy krytykować: fakt (celowo wprowadzanego ?) bałaganu informacyjnego, chosu kompetencji, niesprecyzowanych, rozmytych odpowiedzialności, przeciwieństwo do tego co się nawa dobrym zorganizowaniem, podziałem obowiązków, itd.!!!

Indolencja zarządzania kryzysem.

Wspaniale robi to na łamach RM pan Maciarewicz.
chapeau bas!

portret użytkownika triarius

słusznie, choć Korwin to jednak chyba...

... ruski agent wpływu. Niby tylko przezabawny błazenek, ale mało kto zrobił tak wiele złego w ostatnim ćwierćwieczu, a to nie jest mało powiedziane.

(Swoją drogą MaciErewicz, a nie tak jak wielu pisze i Ty też.)

Pzdrwm

triarius
- - - - - - - - - - - - - - - -
http://bez-owijania.blogspot.com - mój prywatny blogasek
http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

portret użytkownika Paweł T

Dobrze że wreszcie nasz

Dobrze że wreszcie nasz mesjasz liberalizmu wypowiedział się w tej sprawie bez tego byśmy byli głusi ślepi i nie wiedzielibyśmy co mamy mówić!

Brawo dla pana Korwina-Mikke i dla jego bojówkarzy, teraz poczuliśmy się już bezpieczni oraz doinformowani!

EUREKA!!!!

no,no..

ha ha ha.....

Więcej błazna czy wariata?

Dzięki Bacz za tę polecankę, do tej pory miałem JKM tylko za błazna ale teraz wiem że jest niebezpiecznym (bo inteligentnym) wariatem. Na szczęście czy przed Katyniem II czy po i tak szanse ma równe na poziomie błędu statystycznego czyli ok. "0". Najbardziej podobała mi się jego wypowiedź gdy poprzednio zdobył 2 % poparcia stwierdził że 98% pozostałych obywateli to idioci. Tym bardziej nie będę głosował na wariata.